#CLFDG
Miałem 12-13 lat, mieszkałem w bloku czteropiętrowym. Miałem sąsiadkę w moim wieku, z którą bawiłem się po lekcjach.
Pewnego dnia przybiega do mnie Ania z płaczem, że leci jej krew z dołu.
Nasi rodzice byli pewnie w pracy, więc ja po namyśle zaciągnąłem Anię do przychodni, która znajdowała się bardzo blisko.
Pamiętam, jak wpadliśmy do przychodni z płaczem, że Ania umiera.
Pan doktor wyszedł z gabinetu po usłyszeniu naszego krzyku.
Jego mina, jak zaczął nam tłumaczyć co to okres... :)
#8Ral9
- Tato, na odwrót przykręciłeś kurki, po prawej jest ciepła, a po lewej zimna.
- Co ty wymyślasz, dobrze jest!! C jak ciepła i H jak chłodna!!
Leżę i nie wstaję.
#PMo7N
Pod koniec października przyjaciółka wpadła do mieszkania i obwieściła mi, że spotkała swój ideał i że on chyba też jest nią zainteresowany. Oczywiście pogratulowałam jej tego i zaczęłam wypytywać o sympatię.
Pod koniec grudnia przyjaciółka przyprowadziła tego faceta do mieszkania na obiad, więc miałam okazję go poznać. I jakoś tak wyszło, że zaiskrzyło – mieliśmy podobne zainteresowania, poczucie humoru, poglądy oraz plany na przyszłość... Zaczęliśmy pisać i on najwyraźniej jest mną zainteresowany, próbuje wyciągnąć mnie na randkę. A ja czuję się źle ze sobą. Z jednej strony przyjaciółka się w nim zakochała (czuję się, jakbym dopuszczała się na niej zdrady), a z drugiej jego i mnie coś do siebie mocno przyciąga, myślę o nim całymi dniami, nie daję rady jeść ani spać.
I co ja mam począć?
#IXjqq
Przedszkole, byłem małym brzdącem, ale pamiętam tę sytuację dokładnie jak żadną inną (prawdopodobnie przez poziom mojej głupoty, który wtedy przekroczył wszelkie dozwolone normy).
Razem z kolegami wróciliśmy z przy przedszkolnego podwórka zabaw i bardzo chciało nam się iść na przysłowiową teraz dwójkę.
Zgłosiliśmy się wszyscy i rura do toalety, wyścig szczurów, który pierwszy zajmie tron króla przedszkola wygrywa wszystko. Cóż, nie przemyśleliśmy tego, bo toalet było cztery, a nas pięciu. Tak, dokładnie się domyślacie, nie załapałem się. Zostałem przegranym kiblanego wyścigu.
Była to najgorsza chwila w mym życiu. Ból nie do zniesienia, a świstak już wychylał główkę. Uznałem, trudno, stanąłem przy pisuarze i zamiast chociaż zrobić do niego, zrobiłem na podłogę. Nie wiem co wtedy sobie myślałem, ale ludzie podczas ciśnienia robią dziwne rzeczy, poza tym byłem dzieckiem. Szybko uwinąłem się z problemem, a chusteczkami które miałem w kieszeni wyczyściłem oko saurona.
Paląc jana szybko wybiegłem z toalety do sali. Po chwili wrócili też koledzy mówiąc, że ktoś zesrał się na podłogę. Ja oczywiście agent niczym z facetów w czerni zrobiłem im szybkie pranie mózgu i uwierzyli w bajeczkę, że jednak przestało mi się chcieć dwójkę więc zrobiłem jedynkę.
Sprawa chwilowo ucichła, poszedłem po picie, pobawiłem się, wymieniłem karteczkami, które każdy tak kochał. I zachciało się… siku, którego ze stresu zapomniałem zrobić podczas stawiania budowli na podłodze. Więc tuptam do pani, szybka rozmowa - muszę siku.
No to biegnę by jak najszybciej wrócić i mieć swoje zabawki. Otwieram drzwi z kibelka, wbiegam... no i karma wróciła. Poślizgnąłem się na swojej własnej kupie. Straciłem równowagę i uderzyłem jedynką w pisuar, łamiąc sobie ją w połowie.
Cały popłakany, wracam do pani i zaciągając się opisuję zdarzenie twierdząc ze "jakiś gupi chopiec zlobił kupe na slodku toalety i sie poslizgnalem i ulamalem ząbka :("
Pani dobre kilka godzin szukała winowajcy, którym de facto byłem ja. :|
Na drugi dzień miałem bal przebierańców i byłem pierwszym w historii Harrym Potterem z ułamaną jedynką…
Nikt o tym się nie dowiedział i nie dowie. Od tamtego momentu każdy wchodząc do toalety zwalniał od biegu do żółwiego tempa i przed każdym wejściem robił szybkie obeznanie terenu w celu znalezienia min..
#VDwts
Moim fetyszem zatem są... łaskotki. A mówiąc bardziej fachowo: "knismolagnia". Od dziecka bardzo mnie podnieca wizja bycia unieruchomionym (np. poprzez przywiązanie) i łaskotanym przez jakąś ładną dziewczynę. Nie ukrywam, iż jest to jedno z moich najskrytszych marzeń. Zwłaszcza myśl o konieczności śmiania się i niemożności pohamowania "salw" śmiechu wskutek bycia łaskotanym, niemal od zawsze napawała mnie ogromnym podnieceniem. Bardzo często o tym marzę z wielką nadzieją (choć jak na razie niestety nigdy nie miałem okazji owych marzeń spełnić).
Na tym portalu widziałem już kilka wyznań pisanych (rzekomo?) przez dziewczyny, które marzą, by móc w ten sposób kogoś "pomęczyć". Ja - nie ukrywam - byłbym bardzo chętny, zarówno na na spotkanie, jak i na rozmowę w celu wymiany myśli.
#pjBiW
Wczoraj zadzwonił do mnie "Cho na browara.... muszę spuścić parę". No i siedzimy przy zimnym złotym, a on mi się żali, że do du... z taką wygraną... Jak tylko wrócili z wycieczki, to się zaczęło - a to rodzice potrzebują mieszkanie odremontować (to akurat opłacił - rodziców kocha), ale już że kuzyn potrzebuje samochód, przydałoby się kupić iPhone'a na urodziny siostrzenicy, szwagier ma pomysł na biznes, tylko żeby mu dać kasę na niego, a jakiś inny pociotek potrzebuje dla córki na studia... Codziennie dzwonią do niego bliżsi i dalsi krewni (których mętnie kojarzy z jednego spotkania gdzieś tam) z pomysłami na to, jak wydać jego kasę. W dodatku jak wcześniej był taką wyblakłą czarną owcą rodziny, bo syn lekarzy poszedł w informatykę, więc to jakiś "przegraniec", to teraz jest zapraszany na wszelkie urodziny, śluby czy inne święta przez kogo się da.... A jak odmawia, to od razu foch i obrabianie mu dupska u wszystkich. Podobno najśmieszniejszy był jakiś kuzyn, siódma woda po kisielu, który na odpowiedź, że nie przyjedzie na drugi koniec Polski na urodziny jego córki (bo ich raz w życiu na pogrzebie rodzinnym widział), stwierdził "To przyślij chociaż prezent"...
Coś w tym jest, że "pieniądze szczęścia nie dają" (chociaż przyjemniej jest płakać w najnowszym modelu Mercedesa).
#McKhY
Aby dostać uprawnienia, trzeba zdać państwowy egzamin, ale przed nim trzeba odbyć udokumentowaną praktykę.
Jestem geodetą, od ponad roku pracuję w zawodzie, którym de facto interesuję się od 8 lat, ponieważ pracowałem na czarno u miejscowego geodety. Aktualnie pracuję w prywatnej firmie, gdzie szefem jest 70-letni facet, który średnio ogarnia nową technologię. Nie wie nawet jak włączyć podstawowy sprzęt pomiarowy, nie mówiąc już o pomiarze i opracowaniu danych. Ale niestety jestem od niego zależny, ponieważ nie mam uprawnień. I nie ma znaczenia, że to ja ogarniam całą robotę i dostosowuję wszystko do nowych przepisów i nowości technologicznych.
Jest to straszne, czasami mam dosyć ukochanego zawodu z powodu takich starych dziadków, który utrzymują się tylko z mocy głupiego prawa -_-
#wqEfv
Powiem wam szczerze - chciałem się upić. Pierwszy raz w życiu. Zobaczyć, czy rzeczywiście alkohol sprawia, ze człowiek się "wyluzowuje", staje się odważniejszy i skłonny do szaleństw.
Widziałem, jak mój brat szykuje się do wyjścia. Miał taki duży plecak, do którego wkładał butelki z piwem. Tak więc moim zadaniem było zapamiętać, gdzie mój braciszek zostawi ten bagaż, a następnie wykraść ze dwie-trzy buteleczki. Z pierwszym poszło łatwo - plecaczek znajdował się w przedpokoju. Z drugim było trudniej - brat i jego kumple ciągle mnie obserwowali, czasem pytali, czy chcę dolewkę soczku i patrzyli, czy nie robię czegoś głupiego. W końcu udało się - moi strażnicy wyszli na balkon, aby zapalić. To był ten moment - rzuciłem się na plecak, wyjąłem trzy piwa, jedno otworzyłem i przelałem do mojego kubeczka po soku. Nie powiem - smak piwa mnie zaskoczył. Było cholernie gorzkie i w ogóle mi nie smakowało. Ale czego nie robi się dla efektu? Kubek szybko został opróżniony, a kiedy tylko była okazja, szybko otwierałem kolejną butelkę skitraną gdzieś za tapczanem i uzupełniałem zawartość mojego kubeczka.
Już po pierwszym piwku coś poczułem. Zrobiło mi się wesoło i miałem wrażenie takiego fajnego smyrania w głowie. Po drugim, mocno już nietrzeźwy, wyszedłem na parkiet, aby potańczyć z koleżankami mojego brata. Po trzecim wlazłem na stół. Chciałem skoczyć z niego jak taki ninja, ale okazało się, że mebel stoi na jednej nodze, więc oczywiście wywaliłem się, zrzucając wszystkie rzeczy ze stołu. Na dywanie wyrzuciłem z siebie potężnego pawia i leżąc w hafcie, zacząłem puszczać bańki nosem... Mój brat, który jeszcze przed momentem zajęty był bajerowaniem jakiejś dziewczyny, pozbierał mnie do kupy, a jego kumple pomogli mu posprzątać. Zostałem zaniesiony do taksówki i zawieziony do domu.
Rano miałem poważną rozmowę z tatą i moim braciszkiem. Oto co się stało:
Wszyscy wiedzieli, że będę chciał spróbować "owocu zakazanego", więc mój tatko uknuł szatański plan. Poszedł do sklepu i nakupował piw bezalkoholowych. Kazał mojemu bratu włożyć je do plecaka w mojej obecności - abym złapał przynętę. Ładunek miał zostać postawiony w miejscu przeze mnie widocznym. Zniknięcie moich strażników też nie było przypadkiem. Wszyscy chcieli, abym wypił te podrabiane piwa dla kobiet karmiących... Nikt natomiast nie spodziewał się, że uda mi się upić czymś, co nie ma w sobie alkoholu! A jednak udało się! I miałem nawet kaca giganta! Do dziś nie mam pojęcia, jak to się stało. Chyba po prostu poznałem wówczas ogromny potencjał efektu placebo.
#8mMdF
Jakiś czas temu ukazał się w sieci film ukazujący problem pedofilii. Obejrzałam zwiastun, całego filmu nie dałam rady... Od tamtej pory nie mogę o tym zapomnieć. Nie jestem w stanie pojąć, jak kogoś mogą pociągać dzieci. Nie mieści mi się w głowie, jak można świadomie robić im krzywdę. Stało się to moją obsesją, myślę o tym cały czas – w pracy, podczas gotowania obiadu, z psem na spacerze, przed snem, pod prysznicem... Cały czas. Ogromnie boli mnie fakt, że istnieją tacy zwyrodnialcy, którzy krzywdzą w ten sposób dzieci, że matki świadomie oddają swoje własne dzieci w ich ręce i że niewiele z tym faktem można zrobić. Rozrywa mi serce, gdy pomyślę sobie, że te dzieci cierpią i umierają nigdy nie zaznając cudownego, beztroskiego dzieciństwa. Ogarnia mnie wściekłość, gdy pomyślę, że to może spotkać moje maleństwa.
Boję się, że w przyszłości będę nadopiekuńcza, bo cały czas siedzi mi w głowie scenariusz, że ktoś je porywa, wywozi, krzywdzi i że nigdy ich już nie zobaczę. Boję się, że nie będę w stanie zwalczyć tej obsesji i będę za nimi wszędzie chodziła, a o wyjściu do znajomych czy na imprezę będą mogły zapomnieć. Nie chcę pozbawiać ich rozrywki i zabawy, ale strasznie się o nie boję. Chcę być najlepszą mamą i chcę, żeby były szczęśliwe, a nie zamykać je w bezpiecznej bańce. Jednak moje lęki nasilają się z dnia na dzień. Nie mogę wyrzucić z głowy czarnych myśli i boję się, że powoli wariuję na punkcie bezpieczeństwa moich dzieci.