#TY4aU

Mieszkam w UK z ludźmi, którzy pracują na rano i wstają bardzo wcześnie, jak wracam z pracy, to wszyscy już śpią. Moi współlokatorzy nigdy nie dowiedzą się, że jak wracam z drugiej zmiany, to sikam tylko do umywalki w łazience, aby ich nie obudzić... Spuszczanie wody w toalecie jest dużo głośniejsze w porównaniu z odkręceniem kranu.

#UHV0R

Wybrałam się ostatnio do kina. Późna pora, bo seans ostatni, więc na szczęście mało ludzi. Stwierdziłam, że pójdę jeszcze przed seansem do toalety, żeby się później nie wiercić na fotelu... W trakcie okazało się, że nie tylko siku mi się zachciało... OK, działam sobie spokojnie, daję ulżyć ciału, gdy nagle moim oczom ukazuje się pusta rolka od papieru. Tak, pusta!! Myślę - dobra, chusteczki mam. Grzebię w torebce, wyciągam paczkę, a tu uj! Pusta paczka! No super, przecież nie pójdę z brudnym tyłkiem do kina! Postanowiłam działać. Przyczaiłam się i w momencie kiedy wszystkie  kabiny opustoszały, przebiegłam z gaciami na wysokości kolan, niczym pingwin z zanikiem mięśni, do kabiny na przeciwko. Udało się, na szczęście była tam upragniona rolka papieru i nikt mnie nie zobaczył.

Wtedy nie było mi do śmiechu, ale teraz sobie myślę, że komicznie musiało to wyglądać. Mam tylko nadzieję, że nie mają tam kamer i nikt nie zobaczy, jak przerażona 35-latka biega po łazience ze spuszczonymi gaciami :)

#iOAXP

Mój ojciec jest dyrektorem w dużej firmie. Kilka miesięcy temu zatrudnili bardzo młodą dziewczynę. Nie miała nawet 18 lat. Wpadała wieczorem na 3 godzinki, sprzątała i szybko uciekała. Zawsze w biegu. Była naprawdę ładna, dlatego wszystkich dziwiło co robi na tym stanowisku.
Kilka osób jednak uważało, że nie chciała się uczyć, to i skończyła jak skończyła. W tym jedna z sekretarek.

Pewnego dnia czekałem na ojca na korytarzu, kiedy dziewczyna przeleciała obok i mówi do sekretarki "To ja będę już lecieć". Ta zaczęła się na nią wydzierać, że chyba coś jej się pomyliło, że tak szybko nie wyjdzie. Dziewczyna grzecznie powiedziała, że skończyła już to co miała zrobić. Wtedy sekretarka zrzuciła z biurka kubek z kawą. Czarne fusy poleciał prosto na jasny dywanik. Dziewczyna nic nie powiedziała, westchnęła tylko cicho i zaczęła zakładać znów fartuch.

Coś mnie tknęło. Poszedłem do ojca i wyjaśniłem całą sytuację. Od razu zareagował. Powiedział sekretarce, że sama będzie to sprzątać i może nauczy się szacunku do drugiej osoby, a sam zaproponował nastolatce, że ją podwieziemy. Tak też zrobiliśmy. W samochodzie totalnie się rozkleiła. Opowiedziała, że śpieszy się na zebranie do swojej 8-letniej siostry. Ich babcia zmarła parę miesięcy wcześniej, a mama jest w czasie chemioterapii. Ojciec nie żyje od kilku lat, a kiedy zrobiło się ciężko, starszy brat po prostu uciekł. Rzuciła swoje wymarzone technikum informatyczne i poszła do zaocznego liceum. Teraz rano opiekuje się swoją siostrą i domem, a wieczorami pracuje. Nie dałaby rady zająć się siostrą i iść do normalnej pracy zmianowej. W dodatku kiedy przestała mieć czas, chłopak ją rzucił.
Zanim wysiadła, dziesięć razy jeszcze podziękowała.

Jechaliśmy do domu w totalnej ciszy. Ja w jej wieku potrafiłem obrazić się, bo nie dostałem kieszonkowego...
Ojciec załatwił jej kursy i na tych samych warunkach zaproponował pracę "przy komputerze" z o wiele większą pensją. Jak to powiedział "Ja od tego nie zbiednieję, a dla niej to szansa na lepsze życie".

Wiem, że tego nie lubicie, ale tak - jesteśmy razem i muszę przyznać, że moja 8-letnia szwagierka jest super :)

#daatX

Będąc w podstawówce, góra 3 klasa, przyjaźniłam się z jedną dziewczyną z klasy. Byłam kiedyś u niej na nocowaniu. W momencie gdy poszła się kąpać, tak ogromnie zachciało mi się do toalety... Czekałam i czekałam, minęła już chyba grubo ponad godzina, a ona nie wychodziła. Nie wytrzymałam, popuściłam obok łóżka. Zaznaczę tylko, że spałam w osobnym pokoju, więc po prostu przebrałam się w czyste rzeczy i poszłam spać. Wstydziłam się tego ogromnie, ale na tamten moment nie miałam czym nawet tego zetrzeć...

Kiedy rano się obudziłam, zobaczyłam na podłodze przy łóżku psią kupę... Bałam się, że ktoś się domyśli, że obok i ja zostawiłam coś po sobie, jednak wszystko uszło mi na sucho (he, he, "sucho", żarcik jak się patrzy), mama koleżanki jeszcze mnie za  tę sytuację przepraszała, a ja się do niczego nie przyznałam.

Do dzisiaj jestem pewna, że to moja wina, że pies wyczuł mój mocz i stwierdził, że w takim razie w tym miejscu on też może się tu załatwić. Teraz się niby śmieję, ale wstyd pozostał ;)

#fmqUw

Kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, może miałam około 5 lat, bardzo chciałam mieć jakieś zwierzątko. Prosiłam, błagałam, ale rodzice byli nieugięci. Poskarżyłam się babci, wymyśliła ona plan idealny. Dostanę mysz! No przecież to cudowne!
Na drugi dzień babcia przyniosła mi z pracy mysz, ale taką... komputerową :D. Narysowałyśmy jej oczy i usta i chodziłam z nią na spacery. Ludzie dziwnie się na nas patrzyli, ale przecież to nie było ważne. Miałam upragnionego pupila! :)

Mam tę starą mysz do tej pory, niestety to było moje jedyne zwierzątko.

#dRvuh

Mój pradziadek, choć Polak, mieszkał w Prusach Wschodnich (dzisiejszych Mazurach). Mimo sporego odsetka etnicznie polskich autochtonów był to teren Niemiec.
W 1940 roku mój pradziadek miał 17 lat. Wielu jego kolegów i znajomych trafiło do wojska, przyjeżdżało do wsi we wspaniałych mundurach, opowiadało o życiu na froncie, o "przygodach", o dalekich krajach jakie widzieli... Tak więc pradziadek też zapragnął do wojska. Zaciągnął się do Wehrmachtu.

Jego jednostka została wysłana na Bałkany, gdzie zamiast wojny mieli wakacje. Ciepło, w miarę spokojnie, jedzenia w bród, dziewczyny... Jednak sielanka nie trwała wiecznie. Rzesza zaczęła ponosić klęski na froncie wschodnim, kierowano tam posiłki, w tym jednostkę pradziadka.
Jakoś pod koniec wojny, gdy front stał już przy Prusach Wschodnich, pradziadka i kilku jego kolegów złapali Rosjanie. Postawili w szeregu nad rowem, wycelowali... Rozstrzelali. Przysypali trupy wapnem i ziemią, odeszli. Nocą ze świeżej mogiły wygrzebał się żywy trup - ciężko ranny młody żołnierz.

Wiem, scena jak z filmu, jak z "Karnego batalionu"... Pradziadek dostał w głowę i lewe płuco. Ledwo żywy włóczył się przez las, gdzie natknął się na niego jakiś gospodarz. Opatrzył pradziadka i ukrył w stodole - jak się później okazało, bardzo blisko pradziadka rodzinnej wsi.

Niedługo potem pradziadek został ponownie schwytany przez Rosjan i trafił do obozu jenieckiego. Panowały tam straszliwe warunki - mróz, głód, brud i choroby... Pewnego dnia do pradziadka podszedł niesamowicie wychudzony, zarośnięty starszy żołnierz i błagał go o kawałek chleba. Pradziadek miał jedną kromkę. Mógł wybrać wielkoduszność lub ukojenie własnego żołądka. Nie oddał obcemu chleba. Później okazało się, że o chleb prosił go jego rodzony ojciec, którego nie rozpoznał...

Ostatecznie obaj przeżyli wojnę, zostali w Polsce.
Życie pisze czasem naprawdę niesamowite scenariusze...

#xyzGs

Historię rodem z programów typu "trudne sprawy".

Moja mama założyła sobie konto na Facebooku jakieś 1,5 roku temu, zrobiła to z nudów, jej życie małżeńskie trochę przysiadło. Zaczęła odnawiać znajomości sprzed lat, a przy okazji nawiązywała nowe. Nikt nie spodziewał się, jakie to będzie miało konsekwencje.
Po jakimś czasie pojawił się pewien Niemiec.
Pisała z nim, i pisała, i pisała...
W lutym mąż mamy doznał urazu kręgosłupa i wiadome było, że nie będzie w stanie pracować jak dotychczas i tyle zarabiać. Mama cały czas podkreślała, jakie ciężkie życie ją teraz czeka, że już nie ma perspektyw. Nikogo to nie zdziwiło (w mojej rodzinie nikt nie pała do jej męża sympatią, to drugi mąż mojej mamy, ma z nim córkę). W pewnym momencie zaczęła mówić, że jedzie do Niemiec do pracy. Ja już wiedziałam, że pisze z tym człowiekiem, ale nie chciałam wierzyć, że pojechała tylko do niego, sądziłam, że upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu, myliłam się... pojechała do niego na tygodniowy urlop. W tym czasie jej mąż tak szalał, że musiałam przyjechać po moje rodzeństwo.
Wróciła, nie powiedziała mu, że była u kochanka, pogodzili się i temat ucichł aż do czasu, jak mój ojczym wyjechał na kilka dni do pracy, a ona zaprosiła tego człowieka do naszego miasta. Był tu, gościł się z moją babcią i siostrą mamy, sielanka...
Nikt nic nie powiedział, a mama stwierdziła, że chce się rozstać z mężem. No to były rozmowy, mąż błagał, udawał nawet, że się powiesi, cyrk ze sznurem robił, aż policja się w to włączyła, no i... pogodzili się. Już wtedy nie mogłam, wykrzyczałam wszystko mamie, że nie można tak dłużej grać na dwa fronty, twierdziła, że zrywa z tamtym człowiekiem. Myślałam, że dała sobie z Niemcem spokój. Nic bardziej mylnego. Ostatnio pojechała do niego i zabrała moją siostrę. Wyznała mężowi prawdę, że ma kogoś (do tej pory unikała tego, mówiła po prostu o rozstaniu), że nie chce już z nim być.
Po jakimś czasie wróciła do Polski z moją siostrą, mój ojczym błagał, płakał i wiecie co?
POGODZILI SIĘ!

Ja już nie mam siły do tej huśtawki i ciągłych kłamstw, mieszkamy w małym mieście, wszyscy już wszystko wiedzą, bo afiszowała się na Facebooku. Wiem, że to nie moje życie, ale to ja ponoszę tego konsekwencje – opiekuję się rodzeństwem, to u mnie śpią, jak coś się dzieje, a teraz wszyscy muszą robić dobrą minę do złej gry.

Jak o tym zapomnieć? Jak normalnie żyć? Jak wrócić do czasów sprzed Facebooka mojej mamy?

#NQ6az

Zacznę od tego, że mam 17 lat i jestem posiadaczem pieprzonej stulejki. Wiem o tym od trzech lat, ale wstydzę się komukolwiek o tym powiedzieć. Czasami przychodzi mi myśl, aby wziąć skalpel i samemu sobie zrobić zabieg... Zawsze gdy kładę się wieczorem zastanawiam się, za co mnie tak skarano, że muszę być w tych 10% facetów, co mają ten sam problem :(

#pABnx

Jestem już dorosły, ale za czasów tej historii mieszkałem z rodzicami.

Zawsze lubiłem siedzieć przed komputerem - gry, filmy, surfowanie po internecie do tak późna, że aż wcześnie.
Pewniej nocy do mojego pokoju wleciała mucha. Jako że było lato, to byłem nieziemsko spocony i jak to muchy lubią, siadała na mnie cały czas. Początkowo ją tylko odganiałem, lecz w końcu nieziemsko wkurzony wstałem i chciałem ją zabić, pierwsze parę(naście) prób skończyło się totalnym fiaskiem. W pewnym momencie byłem tak zdeterminowany, że zrobiłbym wszystko, żeby tylko dała mi spokój.
Przystępuję do akcji pozbycia się natrętnej muchy i macham rękami jak karateka, mucha wylatuje przez drzwi i zlatuje piętro niżej. Gonię ją jak oszalały przez pół domu, w końcu  wpadam do kuchni i już mam jej trachnąć i co widzę? Moja mama siedzi blada na krześle, ciężko oddycha, wygląda naprawdę źle. Pytam co się dzieje i z opisu wynika, że ma zawał, no to ja szybko za telefon, wzywam pogotowie, w tym momencie mama zemdlała. Chwilę potem podjeżdża karetka, okazało się, że moje przypuszczenia były dobre, zabrali mamę do szpitala, z ojcem pojechaliśmy do szpitala za nimi. Cała noc martwienia się, nerwów, ale w końcu mama się obudziła. Lekarze dobrze rokowali, wyszła po 12 dniach obserwacji.

Przysiągłem sobie, że już nigdy nie tknę muchy.
Dodaj anonimowe wyznanie