Będąc w podstawówce, góra 3 klasa, przyjaźniłam się z jedną dziewczyną z klasy. Byłam kiedyś u niej na nocowaniu. W momencie gdy poszła się kąpać, tak ogromnie zachciało mi się do toalety... Czekałam i czekałam, minęła już chyba grubo ponad godzina, a ona nie wychodziła. Nie wytrzymałam, popuściłam obok łóżka. Zaznaczę tylko, że spałam w osobnym pokoju, więc po prostu przebrałam się w czyste rzeczy i poszłam spać. Wstydziłam się tego ogromnie, ale na tamten moment nie miałam czym nawet tego zetrzeć...
Kiedy rano się obudziłam, zobaczyłam na podłodze przy łóżku psią kupę... Bałam się, że ktoś się domyśli, że obok i ja zostawiłam coś po sobie, jednak wszystko uszło mi na sucho (he, he, "sucho", żarcik jak się patrzy), mama koleżanki jeszcze mnie za tę sytuację przepraszała, a ja się do niczego nie przyznałam.
Do dzisiaj jestem pewna, że to moja wina, że pies wyczuł mój mocz i stwierdził, że w takim razie w tym miejscu on też może się tu załatwić. Teraz się niby śmieję, ale wstyd pozostał ;)
Dodaj anonimowe wyznanie
Dobry kumpel z tego psa - wziął winę na siebie :-)
Dobrze że nie Tymoteusz Kupewłuszko.
Możliwe, że pies zaznaczył swoje terytorium tak, żeby pozbyć się konkurencyjnego zapachu.
Z tego co mi wiadomo pies znakuje terytorium sikaniem, a nie sraniem.
Zwierzęta mogą zaznaczać teren zarówno przez oddawanie moczu jak ekhm... sranie.
Bylo zetrzec tymi mokrymi rzeczami, ktore zdjelas.