Macie wyciskarkę do soków? Moi rodzice mają i od zawsze robią na niej placki ziemniaczane. Wychodzi z tego masa do placków i wyciśnięty sok.
W podstawówce, zainspirowana pomysłami zjedzenia ziemniaka i niepójściem do szkoły, zamiast zjeść ziemniaka, wypiłam sporo takiego soku. Przecież to prawie to samo, prawda? Lekarze na pogotowiu i w szpitalu wyprowadzili mnie z błędu...
Poszłam do szkoły? Nie poszłam, plan się udał. Udał się, z tym że zamiast jednego dnia, do szkoły nie poszłam dwa tygodnie, mocno to odchorowałam i do tej pory mam poważne problemy z żołądkiem.
To był pierwszy i ostatni raz, kiedy próbowałam się wymigać od szkoły.
Dzisiaj, w zatłoczonym supermarkecie, czekałem w długiej kolejce przy kasie.
Nagle facet przede mną odwrócił się i widząc, że mam tylko trzy rzeczy uprzejmie pyta: "Masz tylko tyle?". I zanim zdążyłem się uśmiechnąć i podziękować, że mnie przepuści on dodał: "Tym gorzej dla ciebie, bo ja mam dużo zakupów". Po czym po prostu się odwrócił.
Stałem jak wryty, nie wiedziałem co powiedzieć.
O tym w jaki sposób mój kochany braciszek poznał miłość swojego życia - Agatkę.
Agatka miała wówczas dwadzieścia lat i wraz z koleżankami pojechała w góry, aby spróbować nauczyć się jeździć na nartach. Jak wiadomo - początki zawsze są trudne, ale Agatka nie łamała się. Zaliczyła kilka bolesnych gleb, parę razy zaryła głową w zaspę, a raz spadła z orczyka. Bywa. Po kilku dniach nauki, szło jej już całkiem nieźle.
Dziewczyny akurat ćwiczyły sobie na jednym ze stoków, kiedy to Agatka poczuła, że pęcherz zgłasza przeładowanie i czym prędzej należy go opróżnić. Toi-toia żadnego nie widać w promieniu kilkuset metrów. Za to przy jednym ze zboczy był sobie mały zagajnik z kilkoma drzewkami, więc dziewczyny zgodnie uznały, że to idealne miejsce na sik.
Agatka, jako osóbka o bardzo małym móżdżku (ale wielkim sercu), nie pomyślała o zdjęciu nart. Po prostu zdjęła szelki, ściągnęła spodnie i przystąpiła do wylewania z siebie płynów. W pewnej chwili straciła jednak równowagę i nieco przechyliła się do przodu i zaczęła delikatnie zsuwać się z górki. Nie była ona jakoś bardzo stroma, ale Agatka usiłowała jednocześnie hamować i podciągnąć spodnie, więc trochę ciężko jej to szło. A tymczasem nabierała prędkości. Mała górka, na której rósł sobie zagajniczek, leżała przy samym stoku, więc po chwili Agatka mknęła już po stromym zjeździe z wypiętym niezgrabnie gołym zadkiem na wierzchu. Pewnie, że usiłowała zahamować, ale najwyraźniej manewr taki był w tych okolicznościach dla niej niedostępny. Nie wpadła na to, że wystarczyłoby od razu wywrócić się i oszczędzić sobie obciachu...
Ale skubana zjechała po tym stoku do samego końca, wywołując przy tym sporo owacji po drodze. Najlepsze jest to, że na ostatnich metrach jednak żaróweczka się zapaliła i Agatka postanowiła z własnej dupy hamulec uczynić. Więc bęcnęła tyłkiem o glebę. Prędkość była duża, więc narty jej się skrzyżowały, wyskoczyła w górę i trochę ją poturbowało... Od razu jakiś pan pomógł jej się pozbierać do kupy, a jego córka, po szybkiej rozmowie z Agatką, postanowiła odstawić ją na pobliskie pogotowie. Tak na wszelki wypadek.
Agatce nic nie było. Kilka siniaków i obtarć na czterech literach. Za to czekając na przyjęcie, w korytarzu spotkała chłopaka, który wpadł jej w oko. I do tego mieszkał w tym samym mieście co ona! Zapytała, co go sprowadziło na pogotowie. Oto, co usłyszała:
- Jechałem z chłopakami stokiem i w pewnym momencie Krzysiek krzyczy: "Ty, patrz. Ekshibicjonistka!". I widzę laskę pędzącą z gaciami w dole. No i zagapiłem się na jej tyłek za bardzo. Wjechałem w jakiegoś starszego pana. Jemu nic się nie stało, a ja zwichnąłem kostkę!
W ten sposób mój braciszek poznał Agatkę - chodzące nieszczęście, a jednocześnie - dziewczynę, która wprowadziła wiele ciepła w jego życie. :)
Ludzie często wstydzą się swojego śmiechu, bo a to za głośny, a tu ktoś zachrumka. Jednak nie ze mną te numery. Mianowicie gdy coś mnie mega rozśmieszy i się śmieję, to zaczynam też... pierdzieć.
I to nie cichacze, tylko bezwonne, głośne bąki. Wtedy śmieję się jeszcze bardziej, z tego, że znów pierdzę ze śmiechu.
I weź tu się zaśmiej przed nowymi znajomymi...
Ten moment, gdy kichasz, a zza ściany odpowiada ci głośne "Na zdrowie!".
Nawet nie wiedziałam, że mam aż tak cienkie ściany.
Odkąd sięgam pamięcią banany były częścią mojego życia. Bananowe soczki, deserki, lody czy inne bananowe bajery w mojej diecie pełnią ważną rolę. Bananami samymi w sobie też nie gardziłam, więc regularnie uzupełniałam zapasy.
Pewnego jesiennego dnia wracałam z zajęć do domu. Zakupy zrobiłam po drodze, tak by po powrocie do mojego mieszkanka móc zanurzyć się w łóżeczku na całą resztę dnia i zapomnieć o świecie. Stałam na przystanku, kiedy moje odbieganie w świat marzeń o cieplutkiej kołderce przerwał wysoki brunet o twarzy, na widok której miękną kolana, posturze supermana i nietypowych oczętach, w których zatonęłaby niejedna niewiasta. Stał samotnie, nie tak daleko ode mnie. Czy to jest właśnie ten moment, kiedy spotkałam tego jedynego? Może uśmiechnąć się do niego niewinnie albo od razu ruszyć do akcji? Ale co mu powiedzieć? Czeka pan na tramwaj? Która godzina? Bolało, jak spadałeś z nieba? Nieco zniesmaczona swoimi marnymi tekstami na podryw zrezygnowałam z akcji, stwierdzając właściwie brak jakichkolwiek szans. I wtedy stało się. Zostałam zauważona. Nieziemsko przystojny brunet rusza w moją stronę, przedzierając się przez tłum przechodniów. Kroczy dzielnie mój rycerz, mój ideał. Swoim głębokim, zachwycającym spojrzeniem daje mi znak. Znak, że to ja zostałam tą wybranką. Czuję jak serce przyspiesza bicie, włosy na ciele stają dęba. "Banan pani wypadł" rzekł i wsiadł do tramwaju.
Jak powiedział, tak było. Wzięłam więc tego banana, bo to jedyne co mi wówczas pozostało do kochania.
Wczoraj moja mama wymyśliła, że weźmie pięciodniowy urlop i w tym czasie zamienimy się rolami (tzn. ona będzie córką, a ja matką).
Póki co zdążyła założyć moje ubrania i wyciągnąć mi 50 zł z portfela. A teraz właśnie wybiera się na imprezę!
Moi rodzice są bardzo wierzący i konserwatywni. Nie są homofobami, ale nie pochwalają marszy równości i zawsze podkreślają, że osobom LGBT nie dzieje się żadna krzywda i nie mają mniej praw. Ja z kolei zawsze miałem problemy ze swoją tożsamością. Nigdy nie czułem się typowym mężczyzną, ale też nie chciałem zmieniać płci na żeńską. Moje zachowanie i ubiór zależały od dnia i godziny. Dopiero niedawno zaczęło się mówić o tożsamościach płciowych. Dużo czytałem i wreszcie odkryłem, że jestem osobą niebinarną.
Jako że jestem pełnoletni, postanowiłem o tym powiedzieć rodzicom. Myślałem, że wyjdzie z tego kłótnia.
Gdy wytłumaczyłem rodzicom na czym to polega, dopytali tylko, czy to znaczy, że pociągają mnie też chłopcy (dla kogoś, kto się nie zna na orientacjach i płciach nie jest to takie oczywiste). Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że czuję pociąg tylko do dziewczyn. Mama zażartowała, że to w sumie fajnie, bo zawsze chciała mieć córkę, a nie traci też syna. Tata powiedział, że jak wnuki będą, to bez różnicy – i tak żeśmy sobie żartowali.
Rodzice powiedzieli, że zawsze będą mnie wspierać. Cieszę się, że wreszcie nie muszę się kryć z robieniem makijażu i robieniem innych typowo damskich rzeczy.
Życzę wszystkim osobom z kryzysem tożsamości płciowej rodziców z takim właśnie myśleniem.
Przeprowadzając się do akademika, nie sądziłem, że będę musiał mieszkać z takimi "egzemplarzami" na piętrze. Wspólna kuchnia na blisko 40 osób. Ale wśród tych 40 osób, była jedna, która robiła większy chlew niż reszta towarzystwa. Czasami to się aż człowiekowi odechciewało gotować w takim gnoju. Bo innego określenia nie potrafię znaleźć na to, co ten osobnik zostawiał po sobie. Ale żeby to był koniec... Wynajmował pokój jednoosobowy. Nie przeszkadzało mu to spraszać z 10 osób z innych pięter i imprezować do rana. Drąc się wniebogłosy, puszczając muzykę na full i bóg wie co tam jeszcze robić. Po jednej z takich imprez, kiedy facet pomylił sobie drzwi i próbował na siłę wejść do mojego pokoju, postanowiliśmy z sąsiadami zrobić z delikwentem porządek. Dodam, że wcześniejsze rozmowy z kierowniczką akademika nie dawały żadnych rezultatów. Gość był z Erasmusa. Więcej komentować nie trzeba.
Co z nim zrobiliśmy? Gdy w noc z czwartku na piątek schlał się jak zwykle, związaliśmy dziada i wrzuciliśmy pomieszczenia, gdzie był zsyp na śmieci. A że klamka była tylko z jednej strony, to biedak siedział sobie tam aż do sobotniego poranka, gdy jeden z sąsiadów, wynosząc śmieci, "przypadkiem go znalazł".
Nikogo za to nie ukarano, pomimo niezłej afery w bloku. Dlaczego? Brak świadków zajścia, a sama ofiara nic nie pamiętała. Najlepsze jest to, że o wszystkim wiedzieli ludzie z całego piętra. Ale w ramach zbiorowej solidarności nikt pary z gęby nie puścił. A nasz rozrabiaka nagle stał się potulny jak baranek.
No cóż, na ciężkie przypadki są skrajne metody...
Od 4 miesięcy uprawiam regularnie seks, średnio kilka razy w tygodniu. Moje małżeństwo trwa obecnie już 8 rok. W narzeczeństwie robiliśmy to wszędzie, na wszystkim i kiedykolwiek, jeśli któreś z nas miało ochotę. Po ślubie było wspaniale 3 lata, potem się zrąbało. Jakby z dnia na dzień, do dzisiaj nie kumam tego. Moja żona uwierzyła głupim przyjaciółkom, że tak częsty seks to jakby była prostytutką, tylko bez należności. Z częstotliwości nimfomanii spadło od razu do raz miesięcznie w określonej porze! Wytrzymałem tak jak widać sporo jeszcze lat, dziecka nie mamy, bo ona uważa się za zbyt młodą i przebojową, a ma 39 lat.
Często się kłóciliśmy na pełne japy w bloku, więc każdy wiedział, ściany jak z papieru.
Dokładnie 4 miesiące temu, jakoś od gadki, spiknąłem się z naszą sąsiadką. Tutaj kawka, tam wyniesienie śmieci, jakieś drobne pomoce, a potem cyk i minęły już 4 wspaniałe miesiące uprawiania seksu bez zobowiązań. Piwnica, klatka, jej samochód, mieszkanie, w altanie śmietnikowej i tak dalej.
Moja nawet nie zauważyła, że nie chcę jej już. Myśli, że zrozumiałem, a ona zapisała się do grup na fb aseksualni od zawsze (!!!). Myśli, że jest OK, szydzi z ludzi, którzy chcą robić sobie takie "obrzydliwe rzeczy". Mówi w kółko, że nie jesteśmy mięsem, że jesteśmy duszami, coś tam coś. Często wyłączam się, jak coś mówi.
Tymczasem nawet teraz to pisząc, dosłownie przed chwilą miałem dobry seks i kaca moralnego. Wcisnąłem żonie bajkę, że jadę do rodziców na weekend. Jestem u sąsiadki drzwi obok i boję się głośno odlać.
Jestem złym człowiekiem i nie potrafię tego przerwać.
Dodaj anonimowe wyznanie