#wuNcw
Agatka miała wówczas dwadzieścia lat i wraz z koleżankami pojechała w góry, aby spróbować nauczyć się jeździć na nartach. Jak wiadomo - początki zawsze są trudne, ale Agatka nie łamała się. Zaliczyła kilka bolesnych gleb, parę razy zaryła głową w zaspę, a raz spadła z orczyka. Bywa. Po kilku dniach nauki, szło jej już całkiem nieźle.
Dziewczyny akurat ćwiczyły sobie na jednym ze stoków, kiedy to Agatka poczuła, że pęcherz zgłasza przeładowanie i czym prędzej należy go opróżnić. Toi-toia żadnego nie widać w promieniu kilkuset metrów. Za to przy jednym ze zboczy był sobie mały zagajnik z kilkoma drzewkami, więc dziewczyny zgodnie uznały, że to idealne miejsce na sik.
Agatka, jako osóbka o bardzo małym móżdżku (ale wielkim sercu), nie pomyślała o zdjęciu nart. Po prostu zdjęła szelki, ściągnęła spodnie i przystąpiła do wylewania z siebie płynów. W pewnej chwili straciła jednak równowagę i nieco przechyliła się do przodu i zaczęła delikatnie zsuwać się z górki. Nie była ona jakoś bardzo stroma, ale Agatka usiłowała jednocześnie hamować i podciągnąć spodnie, więc trochę ciężko jej to szło. A tymczasem nabierała prędkości. Mała górka, na której rósł sobie zagajniczek, leżała przy samym stoku, więc po chwili Agatka mknęła już po stromym zjeździe z wypiętym niezgrabnie gołym zadkiem na wierzchu. Pewnie, że usiłowała zahamować, ale najwyraźniej manewr taki był w tych okolicznościach dla niej niedostępny. Nie wpadła na to, że wystarczyłoby od razu wywrócić się i oszczędzić sobie obciachu...
Ale skubana zjechała po tym stoku do samego końca, wywołując przy tym sporo owacji po drodze. Najlepsze jest to, że na ostatnich metrach jednak żaróweczka się zapaliła i Agatka postanowiła z własnej dupy hamulec uczynić. Więc bęcnęła tyłkiem o glebę. Prędkość była duża, więc narty jej się skrzyżowały, wyskoczyła w górę i trochę ją poturbowało... Od razu jakiś pan pomógł jej się pozbierać do kupy, a jego córka, po szybkiej rozmowie z Agatką, postanowiła odstawić ją na pobliskie pogotowie. Tak na wszelki wypadek.
Agatce nic nie było. Kilka siniaków i obtarć na czterech literach. Za to czekając na przyjęcie, w korytarzu spotkała chłopaka, który wpadł jej w oko. I do tego mieszkał w tym samym mieście co ona! Zapytała, co go sprowadziło na pogotowie. Oto, co usłyszała:
- Jechałem z chłopakami stokiem i w pewnym momencie Krzysiek krzyczy: "Ty, patrz. Ekshibicjonistka!". I widzę laskę pędzącą z gaciami w dole. No i zagapiłem się na jej tyłek za bardzo. Wjechałem w jakiegoś starszego pana. Jemu nic się nie stało, a ja zwichnąłem kostkę!
W ten sposób mój braciszek poznał Agatkę - chodzące nieszczęście, a jednocześnie - dziewczynę, która wprowadziła wiele ciepła w jego życie. :)
przynajmniej mają co opowiadać :D
"(...) Agatka postanowiła z własnej dupy hamulec uczynić"~ Mistrz Yoda
Płaczę xD
Znam taka sama historie, zaslyszana od kilku roznych osob :( mam nadzieje, ze historia powyżej nie jest ta urban legend ;)
Czytałam tu identyczne wyznanie, tylko było o czyjejś ciotce, która zjechała ze stoku z gołym tyłkiem , a w szpitalu poznała gościa co jej powiedział, że trafił tam bo zagapił się na gołą babę. Ślubu nie było
Nie tu
Kiedys taki kawal krazyl, wiec watpie zeby to byla prawdziwa historia
Wieczór, alkohol... A ja się zastanawiam co to jest KRAZYL :D
Już parę lat temu brat mi opowiadał, że przytrafiło to się jego znajomej ;)
Poznał ją od dupy strony :')
Czy tylko mnie to przeszkadzało, że pisałaś "Agatka" zamiast "Agata"?
Przez to myślałam że mowa o dwunastolatce a nie dwudziestolatce :/
Myślałam, że mowa o małych dzieciach... :/
Jakoś 20-letniej Kasi nikt by się nie czepiał. To i Agatka może być. Zazwyczaj ludziom to nie przeszkadza jednak :)
To jest historia z przeszłości, gdzie Agata była młoda, więc dlatego używa się zdrobnienia. Agata była kiedyś Agatką, proste.
Szkoda ,że mnie tam nie bylo, chciała bym zobaczyć szusującą Agatkę z gołym tyłkiem ;p
Boze, czy wszystkie Agatki to chodzące nieszczęścia? Też się tak nazywam i ten tekst mógłby być o mnie ;D