#G01fa

Przeprowadzając się do akademika, nie sądziłem, że będę musiał mieszkać z takimi "egzemplarzami" na piętrze. Wspólna kuchnia na blisko 40 osób. Ale wśród tych 40 osób, była jedna, która robiła większy chlew niż reszta towarzystwa. Czasami to się aż człowiekowi odechciewało gotować w takim gnoju. Bo innego określenia nie potrafię znaleźć na to, co ten osobnik zostawiał po sobie.  Ale żeby to był koniec... Wynajmował pokój jednoosobowy. Nie przeszkadzało mu to spraszać z 10 osób z innych pięter i imprezować do rana. Drąc się wniebogłosy, puszczając muzykę na full i bóg wie co tam jeszcze robić. Po jednej z takich imprez, kiedy facet pomylił sobie drzwi i próbował na siłę wejść do mojego pokoju, postanowiliśmy z sąsiadami zrobić z delikwentem porządek. Dodam, że wcześniejsze rozmowy z kierowniczką akademika nie dawały żadnych rezultatów. Gość był z Erasmusa. Więcej komentować nie trzeba.
Co z nim zrobiliśmy? Gdy w noc z czwartku na piątek schlał się jak zwykle, związaliśmy dziada i wrzuciliśmy pomieszczenia, gdzie był zsyp na śmieci. A że klamka była tylko z jednej strony, to biedak siedział sobie tam aż do sobotniego poranka, gdy jeden z sąsiadów, wynosząc śmieci, "przypadkiem go znalazł".
Nikogo za to nie ukarano, pomimo niezłej afery w bloku. Dlaczego? Brak świadków zajścia, a sama ofiara nic nie pamiętała. Najlepsze jest to, że o wszystkim wiedzieli ludzie z całego piętra. Ale w ramach zbiorowej solidarności nikt pary z gęby nie puścił. A nasz rozrabiaka nagle stał się potulny jak baranek.
No cóż, na ciężkie przypadki są skrajne metody...
szareokno Odpowiedz

Skojarzył mi się z facetem, który wynajmował pokój w moim poprzednim studenckim mieszkaniu. Z pochodzenia Polak, ale większość życia spędził za granicą, przez co po polsku mówił dość słabo i kojarzył mi się właśnie z takim stereotypowym "Erasmusem". Śmierdział, zalewał wodą łazienkę, zostawiał na podłodze części swojej garderoby, nigdy po sobie nie sprzątał, chyba że zmuszany (a i to nie było łatwo osiągnąć). Jeśli podczas gotowania coś spadło mu na ziemię, zostawiał tam to. Jego naczynia leżące w zlewie po kilka tygodni (szybko zorganizowałam sobie własne i nie korzystałam ze wspólnych rzeczy), jego jedzenie w zlewie. Wszystko zaciapane sosem pomidorowym i papryką w proszku. Zawsze chodził ze spodniami opuszczonymi do połowy tyłka, bo chyba tam, gdzie się wychował, nie znano paska do spodni albo szelek. To naprawdę był przykry widok. Przegiął, gdy pewnego razu postanowił się na jakiś czas (chyba) wyprowadzić, a na swoje miejsce bez zapowiedzi dokooptować nam jakiegoś... Araba. Udało się, że właściciele rozwiązali z nim wtedy umowę. Wreszcie. Ale i tak się wyprowadziłam.

Ciomak

U mnie współlokator w akademiku miał taką zasadę ze naczynia po przeleżeniu pełnego dnia w zlewie lądują w zsypie. Czyli jeżeli np zrobiłeś sobie żarcie i do kolejnego dnia nie pozmywałeś to przychodził wieczorem i mówił żebyś pozmywał albo on to wyrzuci.

Jeden z fajniejszych współlokatorów. Wtedy naprawdę trzymaliśmy z chłopakami porządek i dało się normalnie zaprosić koleżankę/dziewczynę bez poczucia wstydu.

Onehappiness Odpowiedz

Jak czytam te historie z akademików to czasem nie mieści się w głowie to jak ci ludzie się zachowują. Na studia moim zdaniem idzie się po to żeby się uczyc, a imprezy to miły dodatek, a nie na odwrót.

Akdx

No niestety, na większości kierunków nauka tylko w sesji i dzień przed kolokwiami, a tak to wieczne chlanie. :3

efriss Odpowiedz

Skąd ja to znam...również mieszkam w akademiku i niestety muszę stwierdzić, że Polakom obrywa sie za wszystko a Erasmusy mają tu raj na ziemi. Prosty przykład- gdy Polacy robią imprezę- już portierki przyłażą, że do kierownika zgłoszą i do dziekana i że goście juz mają sobie iść , choć jeszcze 22 nie ma i nawet muzyka nie jest włączona a my rozmawiamy . Gdy Ormianie mieszkający nade mną robią w środku tygodnia potańcówkę (!) , gdzie każdy krok odbija się echem w moim pokoju, muzyke słychać na 4 piętra co najmniej - jest okej, co z tego, że zgłaszam to portierką bo jest 1 w nocy i chce spać ( rozmowy z panami z góry na serio nie dają rady , każde zwrócenie im uwagi to oczywiście rasizm, choć nigdy nie nawiązywałam do narodowości i tego typu rzeczy a konkretnie zwracałam uwagę tylko i wyłącznie na zachowanie). Do czego nawiązuję- denerwuje mnie ta Polska gościnność- skoro wszędzie deklaruje się równouprawnienie dlaczego każdy interpretuje to jako włażenie obcym w tyłek ? Ostatnio dowiedziałam się, że robią remont w akademiku by podnieść standard bo za rok tu sami z erasmusa będą mieszkać a nas mają przenieść do akademika ,,o niższym standardzie ". Dodatkowo tylko 40 % polaków dostało akademik by móc więcej zagranicznych przyjąć- kurde, dostają niemałe stypendium jak na polskie warunki, a my by mieszkać w głupim akademiku musimy zapierdzielać w weekendy bo na mieszkanie na pewno nas nie stać.

fioletoowa Odpowiedz

Ale u Was chociaż nikt z Erasmusa nie nasrał do kosza, nie zapchał kibla puszką od piwa i nie wrzucił czosnku do pralki..

efriss

oj nasrał..na środku prysznica- 2 razy w miesiącu się to zdarzyło na jednym piętrze
. Było też raz na korytarzu o.O

Makarena123 Odpowiedz

Skrajny przypadek to i skrajne metody :D

karolina92 Odpowiedz

Ludzie, skąd te Erasmusy pochodzą, o których piszecie? Bo powiedziałabym, że z krajów trzeciego świata, a Europa jednak nie należy do trzeciego świata.

Tiszert Odpowiedz

Oj tak, Erasy potrafią zachowywać się jak zwierzęta spuszczone ze smyczy. Mają świetne stypendia, full kasy, zero obowiązków i nauki. Do tego na ich odpały uczelnia ma wysoki próg tolerancji.

kaarmaawraacaa Odpowiedz

Ahahahaha dobre :D

Dodaj anonimowe wyznanie