#ROTEA

Pracuję w galerii handlowej na stoisku z tuszami do drukarek, ale oprócz tego z okazji świąt udało się sprowadzić trochę myszek i słuchawek w dobrych cenach i właśnie chciałem wam przedstawić historię, która wydarzyła się w grudniu i dotyczy ona słuchawek.

Godziny poranne i widzę, że trzech chłopców w wieku ok. 10 lat przygląda się intensywnie pewnej parze słuchawek i głośno o niej debatują. Ja sam miałem na uszach słuchawki i myśleli, że nie słyszę, ale jeden z nich był wręcz zauroczony tymi słuchawkami i wspólnie z kolegami liczyli pieniądze, ale mimo kilkukrotnego liczenia wciąż im brakowało 2 zł (słuchawki za 45 zł). Wciąż udawałem, że nie słyszę i próbowałem powstrzymać się od śmiechu i czekałem, czy zbiorą się na odwagę i podejdą.

Zebrali się w sobie i tak potoczyła się sytuacja [J]a, [C]hłopiec:
C: Dzień dobry, ja poproszę te słuchawki.
J: Jaki kolor?
C: Czerwone.
J: Proszę bardzo.
W tym momencie chłopak zaczyna wyciągać pieniądze i kładzie na ladę banknot 20 zł, 2x 5 zł monetę i potem już dużo drobniejsze pieniądze i głośno liczy. Doszedł do 40 zł i wtedy powiedziałem:
J: 40 zł będzie okej, taki prezent na święta ode mnie :)
C: Dziękuję.

Odeszli dla niepoznaki kilka kroków, ale ich radość i ekscytację zauważyli chyba wszyscy dookoła.

Dałem rabat, bo mogłem, a nie musiałem, tylko po to, żeby sprawić komuś radość. Bądźcie dla siebie mili i pomagajcie sobie, nie tylko w święta, a świat będzie lepszy :)

#nBrT4

Słuchajcie chłopy, doceniajcie swoje dziewczyny za to, że depilują się w miejscach intymnych, żeby się wam podobać. Każdy powinien tego spróbować, zanim zacznie wymagać od dziewczyn takich zabiegów.
Ja właśnie wczoraj pierwszy raz kupiłem plastry, żeby osłabić włoski pod pachami. Możecie sobie tylko wyobrazić, jaki to był ból, ale tylu włosów z cebulkami to nigdy nie widziałem. Durny ja pomyślałem, że skoro mam jeszcze dużo plastrów, to wydepiluję sobie również włosy łonowe. Powiem wam, dziewczyny, że was podziwiam. Pozdrawia chłop z idealnie wydepilowanymi okolicami intymnymi.

#ZnkvZ

Dziś chcę opowiedzieć o pewnej charytatywnej organizacji, która co roku w mojej miejscowości organizuje zbiórkę żywności.

Udzielam się charytatywnie i nic dziwnego nie było w tym, że w 2 klasie liceum brałam udział w owej zbiórce, sama również dając kilka produktów. Pamiętam, że ludzie w tamtym czasie byli bardzo hojni i uzbieraliśmy najwięcej od pewnego czasu. Byłam z siebie dumna i czułam, że przyczyniłam się do czegoś dobrego.
Kilka dni później moja wielka duma przeistoczyła się w złość. A zawód jaki czułam w tamtym czasie jest nie do opisania.

Było to w szkole, na lekcji wychowawczej nagle pani pedagog weszła do sali i mnie poprosiła. Grzecznie poszłam za nią myśląc nad tym, czy w ostatnim czasie coś przeskrobałam. Jakie było moje zdziwienie jak weszliśmy do jakiejś sali, a tam paczki z owej zbiórki. Jednak mój mózg zaczął pracować i spytałam się "Mam je komuś dostarczyć, tak?". Zaliczyłam kolejny szok, gdy usłyszałam "Nie, jedna jest dla ciebie".
Zaczęłam się wypytywać, czemu, jak to, dlaczego. Owszem, nie jestem dzieckiem milionerów, ale w końcu sama brałam udział w tej zbiórce jako wolontariusz i dałam też kilka produktów. Usłyszałam tylko, że nauczyciele mnie lubią i wytypowali mnie bym ją dostała.

Zaczęłam się z nią wykłócać i tłumaczyć, że ktoś potrzebujący powinien ją dostać, ale nic nie skutkowało na tę upartą babę, w końcu mi wcisnęła tę paczkę ze słowami, że mam brać i nie gadać, jak dają za darmo.
A żeby było ciekawiej, zaraz za mną po paczkę pojawiła się koleżanka z równoległej klasy, która chwaliła się, że w wakacje była na Majorce.
Ta sama akcja powtórzyła się w następnym roku.

Nawet nie wiecie jaki czułam smutek i zawód. Zawiodłam się na szkole i na fundacji, która zamiast pomagać ludziom potrzebującym rozdaje paczki "po znajomości".
Wypisałam się z wolontariatu i teraz jak widzę zbiórkę żywności, to ściska mnie w środku i zabraniam rodzicom cokolwiek kupować, wiedząc jak to funkcjonuje.
A paczkę, którą dostałam oddałam mojej starszej sąsiadce, która naprawdę jej potrzebowała. Długo mi dziękowała i to wynagrodziło mi żal i smutek.

PS Oczywiście w owym opisie zdarzeń brana jest pod uwagę jedna fundacja, nie twierdzę, że inne są takie i w innych fundacjach nie zauważyłam takich przypadków.

#0sPmm

Jestem doktorem, zajmuję się pracą akademicką i naukową. Posiadam kilka dyplomów, gdyż zawsze lubiłem studiować i nie było to dla mnie obciążające, nawet gdy pracowałem już na etacie. W zeszłym roku podjąłem studia podyplomowe, trzyletnie, na kierunku, który dla wielu moich znajomych był zaskoczeniem: teologia. Dlaczego zaskoczeniem? Otóż jestem ateistą. Nigdy nie wyzwałem żadnej religii, a jako że wychowywałem się poza Polską, w dzieciństwie również nie przyjąłem żadnych sakramentów.

Podjąłem się tych studiów, aby zrozumieć, jakie procesy myślowe powodują w katolikach (to teologia katolicka na polskiej uczelni) tak silną wiarę, że podporządkowują jej całe swoje życie. Wydawało mi się to zupełnie nieracjonalne.

I tu zaczyna się problem. Choć nie jestem ani teistą, ani tym bardziej fideistą, coraz bardziej się przekonuję, że system wartości chrześcijańskich jest najdoskonalszy ze wszystkich, z jakimi się do tej pory spotkałem. To nie jest praca naukowa, więc nie będę się rozpisywał, o co mi chodzi, jednak muszę przyjąć pewien fakt.
Ja, ateista, racjonalista, stałem się obrońcą i wręcz propagatorem doktryn, która ma podłoże fideistyczne.
Ot, paradoks:)

#44nw9

Kilka lat temu byłem ze znajomymi na ognisku w miejskim parku. Próbowałem pieczonych mięs, różnych sosów... w pewnym momencie poczułem, że w moim żołądku bulgocze i że czym prędzej muszę skorzystać z toalety. W parku nie było takiej opcji, a przynajmniej mi nie mieściło się to w głowie, dlatego na sztywnych nóżkach pobiegłem do domu.

Wszystkie lampki w głowie zapaliły mi się na czerwono, zwieracze zaciskałem ostatkiem sił. Minąłem plac zabaw dla dzieci. Na placu tym rosła dość rozłożysta wierzba płacząca. Zrozumiałem wtedy, że do domu jednak nie doniosę, więc co sił pobiegłem wypróżnić się pod tą wierzbą. Wbijam pod płaszcz gałęzi zapewniający anonimowość, kucając ściągam portki i majtki. Wypinam się, patrzę... a pod wierzbę ktoś kulturalnie zaciągnął ławeczkę i tuż przede mną na tej ławeczce leży jakaś panna, którą obłapia koleś, z którym chodziłem do podstawówki. Niestety, było już za późno... Zepsułem im atmosferę tamtego uniesienia.
Mało tego, tamta panna okazała się być siostrą mojego bliskiego kumpla, więc zaczęliśmy się częściej widywać. Na szczęście nigdy, ani na trzeźwo, ani po alkoholu, żadne nie wspomniało o tamtej sytuacji.

#Q710k

Mam 22 lata. Jestem młodym gejem, ze wschodniej Polski. Ukrywam się ze swoją orientacją, rodzina by nigdy tego nie zaakceptowała. Seks uprawiam zawsze w prezerwatywie. Wiedziałem, że chroni przed HIV i innymi chorobami przenoszonymi drogą płciową. Ale poznałem chłopaka. Spotkaliśmy się raz i tylko się całowaliśmy. I tyle.

Minęły ze 3-4 tygodnie i leżąc zacząłem odczuwać jakiś dziwny dyskomfort na szyi. Coś mnie uwierało, jakbym miał za mało miejsca żeby oddychać. Dotknąłem szyi i poczułem mocno powiększone węzły chłonne. Poszedłem do lekarza, kilka dni później, bo ogólnie czułem się dobrze, więc nie spieszyło mi się. Pan doktor bardzo gburowaty, chwilę myślał, myślał i zapytał czy jestem aktywny seksualnie. No ja, że tak. On coś pod nosem burknął i powiedział, ze muszę sobie oznaczyć przeciwciała na kilka chorób, była tam chlamydia, rzeżączka, HIV, ale też mononukleoza, toksoplazmoza, VDRL i inne. VDRL nie mówiło mi nic. Nie spodziewałem się, że jest to badanie na kiłę. Poszedłem. Pobrali mi krew. 2 dni później sms, że wyniki na koncie pacjenta do odbioru. Loguje się, wszystko ujemne, tylko VDRL prawie 4 tys. Nie lubiąc czytać w internecie i się nakręcać poczekałem na wizytę, idę znowu do tego lekarza, a on, że mam kiłę.

Ja w szoku. Totalnym. On mi zaczął tłumaczyć. Rozmawiać ze mną. Powiedział, że kiła jest bardzo zakaźna. Że wystarczy pocałunek do zakażenia i że prezerwatywa przed kiłą chroni tylko częściowo. Poinformował mnie, że muszę się poddać leczeniu, że jest obowiązek. Dał skierowanie na kolejne badania i kazał wrócić. Bardzo się martwiłem i wstydziłem. Nie chciałem tej informacji dopuszczać do siebie. Zrobiłem badania, to już były szczegółowe poziomy przeciwciał. Wróciłem do doktora i się rozpłakałem przed nim. Dorosły facet, 22 lata, radzę sobie w życiu, od podstawówki nie płakałem i siedzę w gabinecie lekarza rodzinnego i mu płaczę. Ale, i tu mu za to dziękuję, on bardzo do mnie dobrze podszedł. Wytłumaczył żebym się uspokoił, że kiła jest uleczalna w 100%. Że leczenie jest proste i nikt się nie dowie. Że muszę tylko go posłuchać i zażywać tabletki.

Uspokoił mnie. Spędziłem u niego godzinę wtedy rozmawiając z nim. Bardzo mi szczegółowo wytłumaczył chorobę. Dostałem antybiotyk, 15 dni doksycykliny rano i wieczorem. Wydawało mi się mało na chorobę, która kiedyś mordowała ludzi, ale doktor tłumaczył, że ten antybiotyk cechuje się ponad 99% skutecznością. Przyjąłem tabletki. Po miesiącu i po 3 powtórzyłem badania. Przez cały ten czas z nikim się nie spotykałem. Wróciłem z wynikami. Doktor zadowolony. Powiedział, że spadki bardzo duże, a VDRL nawet się wyzerował. Nie spodziewałem się, że leczenie będzie rzeczywiście tak proste.

Mimo wyleczenia bardzo się dalej tego wstydzę, boje się przed kimkolwiek przyznać, boje się z kimś spotkać. Nie mogę sobie z tym poradzić.

#l8aTq

Znalazłam kiedyś swojego sobowtóra. No, prawie.

Pewnego jakże pięknego, lecz mało słonecznego dnia, na zajęciach dodatkowych z chemii, którą uwielbiam, ujrzałam dziewczynkę. Rok młodsza, jak wszyscy na tych zajęciach (ja jako jedyna jestem z drugiej klasy, bo robię za prawą rękę pani). Włosy w takim samym kolorze blondu wpadającego w brąz, długości podobnej, z przedziałkiem w tym samym miejscu, okulary w podobnej barwie, tyle że z innymi końcówkami uszek, buzia podobna, też lubi chemię... Wzięli nas po prostu za siostry!
Co lepsze, nawet imię miała takie same.

Jednak najlepszy był mój przyjaciel. Po usłyszeniu tej informacji, gdy tylko ją spotkaliśmy (dziesięć minut później), podszedł, obejrzał, porównał i na koniec poklepał ją po głowie ze słowami:
- Może i bardzo do ciebie podobna, ale ładniejsza.

#529bz

To wyznanie jest na tyle anonimowe, na ile pamięta je moja klasa, nauczycielka i ci, którym zostało to opowiedziane. Historia sprzed ponad 20 lat.

Miałam jakieś 7 lat, chyba 1 klasa podstawowa. Zawsze byłam uczona, żeby nie przerywać gdy ktoś mówi i szanować nauczycieli. Tak więc gdy nasza nauczycielka tłumaczyła coś zawzięcie bez żadnej pauzy, tak ja czekałam, czekałam i czekałam, żeby jej nie przerywać i nie być niegrzeczną. Strasznie chciało mi się siku, więc czekałam z podniesieniem ręki, aż zrobi chociaż malutką pauzę, żebym mogła zapytać o wyjście do łazienki. Kolega z ławki przekonywał, żebym się zgłosiła, ale ja uparcie mówiłam, że zaczekam, chociaż ledwo się trzymałam. No i nie wytrzymałam. Zesikałam się tak jak siedziałam, w klasie, na krześle. Nie tak całkiem od razu, ale jak popuściłam, to się popłakałam i gdy nauczycielka zapytała co się stało, to przez łzy wyznałam, że popuściłam. A skoro już się wydało, to uznałam, że nie warto się powstrzymywać i cały pęcherz z ogromną ulgą opróżniłam tak jak siedziałam. Zasmarkana, zapłakana i obsikana. Nauczycielka kazała wszystkim się spakować i iść na kolejną lekcję, a do mnie zawołała moją starszą siostrę, aby zaprowadziła obszczańca do domu. Pani sprzątająca raczej nie była pod wrażeniem, ale wstydu następnego dnia nie pamiętam, więc nie było mi chyba aż tak źle. A może wyparłam to z pamięci, kto wie. Jednak bycie grzecznym nie zawsze popłaca!

#eqgdZ

Witajcie! Nie jest to wyznanie czysto anonimowe, bardziej ku pokrzepieniu babskich serc. Może dzięki temu niejedna zakompleksiona kobieta poczuje się lepiej, że nie jest z tym problemem sama.

Otóż istnieje coś takiego jak hirsutyzm, jest to nadmierne owłosienie typu męskiego występujące u kobiet. Dla niejednej kobiety jest to niesamowity problem, gdyż musi depilować prawie całe ciało, ale i kompleks wizualny. Ja zmagam się z tym od okresu dojrzewania. Gdy wszystko miałam już mniej więcej obcykane (co i jak depilować), pojawił się kolejny problem pt. broda. I znowu pojawiły się kompleksy, brak chęci wyjścia z domu, ciągle przeglądanie się w lustrze "jak widzą mnie inni?", a nawet myśl "teraz to tylko strzelić sobie w głowę!".

Po pół roku takich zmagań z "nowym problemem" mogę wam powiedzieć, że nie ma co tłumaczyć tego sobie urodą (choć owszem, w niektórych przypadkach tak jest), trzeba biec do lekarza ginekologa i endokrynologa. Jeśli jesteście niepełnoletnie, a rodzice nie widzą problemów, bo" taka twoja uroda" (w moim przypadku też tak było), nie poddawajcie się, nalegajcie i nalegajcie, bo może to być objaw poważniejszej choroby, a nie tylko defekt kosmetyczny. I pamiętajcie, żeby zaakceptować siebie. Oczywiście walczyć z tym problemem, czy to kremem do depilacji, woskiem, pęsetą, lub całe kombo! Ale najważniejsze to się przebadać i zaakceptować swój defekt i myśl, że trzeba trochę więcej czasu spędzać w łazience.

Droga kobieto, dziewczyno! Nie jesteś sama z tym problemem, jest nas o wiele więcej. Z tym defektem da się żyć, to nie jest koniec świata, gorzej jeśli jest to objaw poważnej choroby. Nastolatko, kobieto, zaakceptuj siebie, bo jesteś piękna!

Ściskam Was wszystkie cieplutko. A wszystkich innych przepraszam za taki apel społeczny zamiast wyznania, ale to była jedyna strona jaka przyszła mi do głowy na taki "apel ku pokrzepieniu babskich zakompleksionych serc".

#Z8lZf

Ostatnio śniło mi się że jestem w ciąży. Przez sen rozpaczałam, co to ja zrobię, że ze mną koniec, że mam tylko 16 lat itd. Rozkminiałam, jak tu ukryć brzuch w szkole i że później, jak już urodzę, dam dziecko na wychowanie rodzicom.

Rano budzę się, dochodzę do siebie, odblokowuję telefon... a tam wpisane w wyszukiwarkę "jak ukryć brzuch ciążowy?".
Dodaj anonimowe wyznanie