Mając 21 lat dowiedziałam się, że moi rodzice nigdy mnie nie chcieli. Od kiedy pamiętam pili, ale gdy byli trzeźwi twierdzili, że mnie kochają. Niedawno oboje z nich straciłam przez prawdę, którą mi wyznali.
Niby ktoś powie „jesteś dorosła, możesz robić co chcesz”, ale ciężko mi z tym. Tyle dobrego, że mam najwspanialszą siostrę na świecie, która o mnie dba i gdyby nie ona, nic bym nie osiągnęła.
Nie radzę sobie ze stresem.
Jestem prawie 18-letnią dziewczyną, od paru lat wynajmuję mieszkanie, żeby mieć bliżej do szkoły. Mam marzenia, chcę zostać weterynarzem od małego, co więcej – właśnie jestem 3 rok na techniku weterynarii, ale nie radzę sobie. Leczę się na nerwicę lękową, często nie mogę wstać z łóżka, prawie zawsze się spóźniam na lekcje lub w ogóle nie przychodzę. Chciałabym być bardziej odpowiedzialna, nie denerwować mamy, jednak kiedy dopadnie mnie stres odcinam się. Nudności są nie do pokonania, nie mogę się zrelaksować i po prostu iść przed siebie. Mam jakiejś idiotyczne wymówki, że dostałam jelitówki czy coś, ale widzę, że to przestaje działać. Nie chcę jej niepokoić, ale nie daję sobie rady. Jestem osobą dość towarzyską w grupie, wyrobiłam sobie schematy „uśmiechania się”. Nie pozwalam sobie na inne uczucia niż radość przy innych. To pewnie irytujące z perspektywy kolegów, ale nie chcę psuć atmosfery. Nie wróciłam do samookaleczania się, ale przed chwilą, żeby jakkolwiek ogarnąć myśli, znowu zaczęłam się bić po twarzy. Trochę przesadziłam, bo zaczyna mi wychodzić siniak, a z nosa poleciała krew. Teraz stresuję się bardziej, bo nie wiem jak to ukryć. Błędne koło – boję się, że będę nieklasyfikowana, mam kolejne nieobecności i problem, jak wytłumaczyć mamie, że mnie nie ma w szkole, a czuję się padnięta. Szukam jakiegoś sposobu na szybkie opanowanie emocji, myślę żeby zacząć palić albo brać jakieś inne środki psychoaktywne. Mam też własne leki od psychiatry, ale tak szczerze, to coraz częściej czuję, że nie działają.
Pewnie teraz ktoś z was pomyśli, żebym powiedziała mamie prawdę. Nie ma takiej opcji. Ma swoje problemy, użera się z mężem alkoholikiem, ma problemy finansowe, a jej córka ma problemy z odróżnieniem rzeczywistości od fikcji. Zajebista rodzina, na pewno takiego życia chciała. Kolejny powód do stresu, a raczej przez niego widzę kształty, czasami sylwetki, których nie ma. Nie wiem co na to wpływa, a psychiatra wykłada ręce. Ciągle czuję się obserwowana i boję się pomyłki, że zacznę gadać do kogoś, kogo nie ma. A może już to zrobiłam? Nie wiem sama. Czuję się żałosna, że nic nie potrafię już utrzymać w sobie i posuwam się do takich sposobów jak anonimowe grupki.
Ma ktoś może problem z nerwicą lękową?
Wie ktoś, jak sobie z tym radzić?
Pomocy ☺️😢
To był niezapomniany czerwcowy dzień.
Poszliśmy z D na spacer, karmiliśmy gołębie, pływaliśmy tramwajem wodnym, jedliśmy przepyszne lody. Najwspanialsza randka świata, pamiętam ją jak dziś.
Szkoda, że mieliśmy wtedy po 8 lat.
Pierwsza i jedyna randka w moim 20-letnim życiu...
Moja już była przyjaciółka zdradziła swojego narzeczonego z jego bratem. Jej narzeczony myślał, że zdradza go ze mną, gdzie nawet nie byłem nią zainteresowany. Jakiś czas temu odwróciła się ode mnie przez swojego narzeczonego. W emocjach z zemsty chciałem zdradzić jej sekret, ale wcześniej dałem jej słowo, że nikomu tego nie powiem. Czy tylko ja jestem taki, że dane słowo to dla mnie rzecz bardziej święta niż moje własne życie?
To uczucie, kiedy wielbisz pewnego sportowca przez niemal połowę swojego życia. Marzysz o spotkaniu z nim, a kiedy on wchodzi do sklepu, w którym pracujesz, mdlejesz z wrażenia...
I resztę znasz tylko z opowieści cucących cię koleżanek...
Przez przypadek podlałem właśnie drzewko wódką.
Jestem studentem III roku Grafiki Komputerowej, wybrałem ten kierunek ze względu na to, że już od niepamiętnych czasów bawiłem się różnymi programami graficznymi - po prostu to lubię i daje mi satysfakcję.
Przejdźmy dalej, zajęcia typu laboratoria, ćwiczenia stricte z grafiki idą mi świetnie, zaliczenia najniżej na 4. Ale ktoś "wyżej postawiony" doszedł do wniosku, że należy nam wrypać filozofię... Tak! Filozofię na Grafice Komputerowej, to jest jak wrypanie rozszerzonej matmy dla studentów prawa.
Tak więc wykładowca z filozofii jest bardzo ambitny, Mur Chiński przy jego ego to krawężnik. Oblałem termin zerowy egzaminu, oblałem termin główny, oblałem poprawkę, czas na warunek. Najbardziej mnie boli w tym wszystkim to, że wiem, że jestem dobry w tym co robię, czyli w grafice, a mogę nie ukończyć studiów przez durny system. Ch*j, że jesteś w czymś dobry, my zrobimy tak, że i tak nic ci to nie da.
Pozdrawiam Wszystkich, którzy mają ten sam ból :)
Studiuję pedagogikę. Pewnego lata zgodziłam się wyjechać wolontariacko na obóz z dziećmi. Większość z nich znałam, ale z racji mojego kierunku studiów dostałam pod opiekę najtrudniejsze dzieci. W tym Kacpra.
Kacper zaraz po przyjeździe zaczął swoje przedstawienie. Nie mógł się odnaleźć, co okazywał agresją. Wobec wszystkich. Naparzał szyszkami w każdego kto próbował mu przemówić do rozsądku, kolację wyrzucił na podłogę, generalnie nic mu nie pasowało.
Nie ci koledzy, nie ten domek, nie ta pogoda, nie te buty mu mama spakowała, itd. itp. Do 22:00 ani się nie rozpakowałam, ani nawet nie wysikałam. W końcu padła decyzja – dzwonimy do rodziców. Kierowniczka powierzyła mi to zadanie, bo sama w tym czasie zajmowała się tęskniącymi dziećmi i była z kimś na linii. Pierwszy dzień to kosmos. Spisała mi numer do mamy Kacpra. Wyzwanie dla przyszłego pedagoga. OK... Dam radę. 100% zaangażowania, pełen profesjonalizm. W głowie wszystkie hasła ze studiów.
Opowiedziałam wszystko ze szczegółami, mama Kacpra była w szoku. Przez pierwsze 15 minut rozmowy ciągle powtarzała, że zna swoje dziecko i ono nie jest do tego zdolne. Przez kolejne 15 min bardzo przybita ustalała ze mną szczegółową strategię. Że porozmawia z synem, że damy mu szansę na zaaklimatyzowanie się, ale jeśli nic się nie zmieni, to rusza w drogę po swoje dziecko. Sto razy przepraszała za jego zachowanie. Ja oczywiście obiecałam, że zrobię wszystko, żeby mu pomóc. OK. Wszystko obgadane. Druga z kolei z listy najtrudniejszych rozmów telefonicznych w moim życiu za mną. Brawo. Pozostało oddać Kacprowi telefon, aby mama powtórzyła mu wszystkie nasze wspólne pomysły. 20 sekund później Kacper oddał mi telefon, mówiąc: „to nie moja mama”.
Na kolonii był jeszcze jakiś inny Kacper...
Najtrudniejsza rozmowa mojego życia to był drugi telefon do mamy grzecznego Kacpra.
Ja.... Trochę się kruszę od wewnątrz. Dużo dzieje się w moim życiu. Moja mama wyjeżdża za granicę do pracy, ojciec jest alkoholikiem. Niedługo moja ciocia (która jest dla mnie jak druga mama) wyjeżdża na zmianę do pracy za mamę. Dzisiaj widziałam się z nią po raz ostatni przez długi czas. Za każdym razem kiedy się zmieniają, to boli, czuję, że dramatyzuję, ale pękam wewnętrznie i łzy same cisną mi się do oczu. Przy nich zawsze się śmieję i mówię, że dam sobie radę. Ale mam już pomału dość. Zaciskam zęby, kiedy wracam do „domu” w stanie meliny, z masą kolegów ojca.
Mam dość tego, że zawsze muszę się z kimś żegnać co kilka miesięcy. Mam dość, że dorastam. Nie chcę być pełnoletnia, czuję, że wtedy stracę ogromną część siebie. Nie chcę dorastać. Kilka lat temu nie myślałam, że w ogóle dotrwam się do tego czasu, próbowałam się zabić kilkukrotnie. Jestem pod opieką specjalisty. Chciałabym, żeby ktoś mnie wsparł w tym okresie i pomógł mi wejść w dorosłość. Ale mamy nie będzie, ma pracę. Mówię jej, że to dzień jak co dzień i nie musi się przejmować, ale wcale tak nie jest, to specjalna data. Chcę świętować urodziny. Żaden prezent czy inna rzecz nie potrafią wynagrodzić mi jej braku. Czuję się bezużyteczna, wszystko trzymam w sobie. Nie potrafię się uzewnętrznić. Codziennie w drodze do szkoły płaczę pod nosem, żeby w budynku stać się duszą towarzystwa. Zawsze taka byłam i czuję przymus sprawiania pozorów. Wiem, że jestem irytująca dla otoczenia, ale nie chcę żeby ktoś widział, że coś jest nie tak. Nie chcę się użalać, a jednocześnie mam dość trzymania wszystkiego w sobie.
Cześć!
Jestem w szpitalu (powód nieistotny), a razem ze mną jest mała blondyneczka lat 7. Poprosiła mnie o zrobienie warkoczyków, a jako że umiem je robić, to z chęcią je zrobiłam.
Zaczęłam czesać jej złocistą grzywę i z podziwem mówię:
"Ale masz piękne i mięciutkie włosy! Jak dorośniesz, to dbaj o nie, to będzie twój największy skarb".
A ona powiedziała coś, co nawet nie przyszło mi do głowy (i założę się, że większości z was również nie):
"Ale moim największym skarbem są mama i tata".
Niby zwykłe zdanie, ale robi wrażenie. Nie wiedziałam co powiedzieć.
Dodaj anonimowe wyznanie