Od kiedy pamiętam, mój ojciec pije, a pamiętam od jakichś dwunastu lat, zakładając, że pierwszych trzech się nie pamięta. Próbowałem z nim pogadać, gdy bywał trzeźwiejszy, powiedzieć, że my z siostrą potrzebujemy ojca. Po ostatniej takiej rozmowie wcisnął mi w rękę kieliszek i powiedział: „Pij”, ale ja zamiast wypić, rzuciłem tym gównem o ścianę. Ojciec wpadł w szał. Bił mnie? Nie. Złapał tak mocno, unieruchamiając mi ręce za plecami, że nie miałem szans się wyrwać. Jestem dość szczupły, a on całe życie pracuje fizycznie, do tego wściekłość dodała mu sił. Wlał mi do gardła całą butelkę (chyba 0,7) wódki. Na samym początku próbowałem jeszcze się szarpać, odsuwać usta, pluć – ale tylko się przez to krztusiłem. Wreszcie poddałem się i zacząłem przełykać. Gdy nie zostało nic, ojciec rzucił butelką o ścianę, roztrzaskała się koło kieliszka, po czym kazał mi wypierdalać. Nawet trzymałem się na nogach. Dowlokłem się do swojego pokoju, gdzie padłem na łóżko. Prawie natychmiast zasnąłem. „Niedługo będziesz chlał więcej niż ja!” – usłyszałem jeszcze jego wrzask.
Nie, tato. Nie sądzę.
Dodaj anonimowe wyznanie
Co za psychol, jeśli naprawdę wlał w Ciebie 0,7 mogles umrzeć z zatrucia alkoholem
Opowieści dziwnej treści
Jedną ręką trzymał ci ręce za twoimi plecami, a drugą wlewał ci wódkę do gardła. A ty się szamotałeś, ale mimo to zatankował ci do pełna. Jedną ręką, bo drugą trzymał szamoczącego się chłystka. Aha.