Dziś w nocy mój narzeczony przysunął się do mnie i szepnął do ucha: „Kochanie, śpisz?”. Myślałam, że nabrał na coś chęci, a że ja akurat nie miałam na to większej ochoty, udawałam, że pogrążona jestem w bardzo głębokim śnie. Będąc przekonaną, że nie słyszę, wybranek mego serca puścił wówczas tak głośnego bąka, że aż pies w drugim pokoju zawył rozpaczliwie…
Dodaj anonimowe wyznanie
Jest po prostu wygodny i trudno się mu dziwić. Jakby komunikacja u was była bez zarzutu, to on by zapewne poszedł do łazienki. A w tego wyjącego psa z drugiego pokoju w życiu nie uwierzę:)
Mojego boksera by nie przebił, zarówno akustycznie jak i organoleptycznie 😉
Kiedyś obudził mnie straszliwy smród - tak, to pieseczek (śpiący obok mego łóżka na podłodze) zrzucił balast gazów 🙈
Frog, absolutnie nie mam zamiaru się spierać o psa, który puszcza bąki. Moja ciotka miała swego czasu psa (jeszcze za komuny), który miał nawet do spania rozkładaną leżankę i na noc go przykrywali kocem. Co z tego, skoro w tamtych czasach było trudno o mięso, a jeśli już było, to dla ludzi. Pies był głównie karmiony gotowanymi ziemniakami albo jakąś kaszą i niemiłosiernie śmierdząco po tym pierdział :/
Boksery maja to chyba do siebie. Ja mialem kiedys takiego to jak walnal cichacza to sie zrzygac mozna bylo
Tak, ty miałeś kiedyś psa. Chyba na obiad.
Mamy w biurze Amstafa. Ten potrafi skłonić księgową, która nawet latem siedzi w swetrze, do otwarcia okien podczas mrozów.