#X0bPv
„Z rodziną najlepiej na zdjęciu”.
Marzec ubiegłego roku – dowiaduję się, że będę matką. Wpadka. No nic, kochamy się z narzeczonym, więc damy radę. Lepiej, żeby stało się to później, bo studia w toku, my nie mamy nic, ale trudno, dziecko już jest.
Kolejne miesiące to praca po 15 godzin dziennie, by odłożyć cokolwiek. Poszukiwania mieszkania, bo w wynajmowanym pokoju będzie średnio.
Lipiec – przyszywana teściowa (żona ojca mego lubego) rzuca propozycję – wynajmijmy coś razem, wszystkim będzie łatwiej. Kobieta do rany przyłóż, więc czemu nie?
Przeprowadzka w sierpniu. Radość i ciepełko domowego ogniska. Niestety pół miesiąca później ląduję w szpitalu. Przełom nadciśnieniowy. Ciąża okazuje się poważnie powikłana. Mój stan zdrowia podobnie radosny, a chore serce nie pomaga. Półtora miesiąca w szpitalu i walki, by podtrzymać ciążę. Mnie dopada nawrót depresji. Narzeczony podłamuje się. Dalej pracuje po 15 godzin. Tryb życia – praca, szpital, 4 godziny snu. Jakoś za ewentualną rehabilitację córeczki trzeba będzie zapłacić. Jeśli ona w ogóle będzie żyć.
Wrzesień – ląduję na OIOM-ie. Odlatuję. Czuję, że to już koniec. Serce dziecka ledwo pracuje. Decyzja o cesarce zapada w 5 minut. 20 minut później mała jest na świecie. Żywa. I tak zaczyna się nowy rozdział. W domu śpię kilka godzin, resztę dnia spędzam przy inkubatorze. Cudem znajduję czas na moich lekarzy, jedzenie i załatwianie spraw formalnych.
I tu zaczyna się zabawa. Teściowa ma pretensje, które wyraża bardzo ekspresyjnie, typu czemu sprzątamy całe mieszkanie tylko dwa razy w tygodniu, i tonę innych. Tłumaczymy sytuację i że my w tym mieszkaniu obecnie tylko śpimy. Prosimy o zrozumienie. Jak o ścianę. Półprzytomna, po trzech godzinach snu, sprzątam salon, w którym nie było mnie od miesiąca. Atmosferę da się kroić nożem. Próbujemy porozmawiać. Jedyne rozwiązanie jak dla niej, to nasza wyprowadzka (z mieszkania wspólnie wynajmowanego). Szukamy, tylko średnio mamy kiedy. Rodzin z dziećmi za bardzo nikt nie chce. Czas nagli, bo mała ma wyjść za 2 tygodnie. Delikatnie sugerujemy, że może to oni powinni poszukać czegoś, bo my naprawdę nie mamy kiedy i jak. Z finansami też stoimy gorzej. I dokładnie tutaj dowiaduję się, jaką jestem suczą. Przecież ona pomogła nam, zgodziła się z nami zamieszkać (płaciliśmy tyle samo). Poza tym nie ma sił na przeprowadzkę, chce mieć trzy pokoje i ona tu zostaje, bo wyrzucić się nie pozwoli takim gówniarzom. Ojciec narzeczonego staje w naszej obronie, mówiąc, że nikt jej nie wyrzuca, a próbuje się dogadać. Też dowiaduje się, że jest skończonym ciulem.
Pozdrawiam z małej kawalerki (bo nic innego nie dało się znaleźć na czas), z potajemnego spotkania z dziadkiem małej, który dostał od żony zakaz widywania się z nami. Dalej mam nadzieję, że kobietę, którą naprawdę lubiłam, po prostu porwali kosmici.
Ale fajny dziadzio. Może się nie postawił żonie, ale za to pozwolił wyrzucić wnuka w kryzysowej sytuacji
Wywalić teściową z mieszkania nie zwracając uwagi na jej brak pozwolenia.
Czy ona taka silna, że się nie da?