Jestem przedsiębiorcą, tak jak mój mąż. U mnie obecnie jest bardzo ciężko, boję się, że u mojego męża najgorsze przed nami (budowlanka). Ostatnie 2 lata wyczyściły nas z oszczędności. Nie mamy dużych firm. U męża ostatnio jest koszmarnie z terminowymi płatnościami, nikt nie płaci w terminie. Musimy zarobić na siebie i 5 osób.
Moje usługi są premium. Ostatnio pomyślałam, żeby wypuścić produkt tańszy, bardziej skalowalny. Napisałam maila z moim pomysłem do klientek, którym wiem, że by się przydał, z prośbą o wypowiedzenie się, żeby nie robić w ciemno. Na razie nikt nie odpisał. Możliwe, że jeszcze po prostu nie miały czasu, ale strasznie mnie to dołuje.
Mam dwoje dzieci, w tym jedno z problemem, które wymaga terapii. Przestaje nas na to być stać. Na państwową pomoc czekamy od roku w kolejce i nie zapowiada się, żeby coś miało się zmienić w tym zakresie. Dziecko przedszkolne i tak zdiagnozowane z rok za późno, przez co wymaga także psychoterapii, na którą nie chodzi, bo nas nie stać. Wniosek o WWR się przetwarza. Dziecko niezdiagnozowane wcześniej, bo pediatra w pandemii przez telefon stwierdzał na wszystkie moje wątpliwości, że ma jeszcze czas, to samo w wychowawczynie w przedszkolu i przedszkolny psycholog. Ufałam specjalistom.
W końcu pocztą pantoflową dowiedziałam się gdzie szukać pomocy i faktycznie coś się ruszyło. Zmieniliśmy też przedszkole na prywatne, nie stać nas na nie, ale alternatywą jest przeładowane państwowe, gdzie nikt nie reaguje na śmiech dzieci z mojego dziecka. Nikt nie reaguje na zwiększone potrzeby w danym aspekcie. Dziecko jest normalne, ma jeden problem do wyprowadzenia. Intelektualnie jest powyżej swojego wieku, ruchowo przeciętnie. Kontaktowe, chętne do zabawy, komunikatywne.
Jestem w strasznym dołku. Wiem, że jako przedsiębiorca powinnam wziąć sprawy w swoje ręce i walczyć, ale strach mnie paraliżuje. Boję się każdego nieprzewidzianego wydatku, a jednocześnie pod koniec dnia, gdzie nic nie zarobiłam, czuję ogromne poczucie winy.
Idą wakacje, dziecko z prywatnego przedszkola chce jechać za granicę na wakacje, jak koledzy. Nie stać mnie. Kombinuję wyjazdy po babciach. Nie stać mnie na wyprawienie wymarzonych urodzin. Nie mam się komu wyżalić. Boję się.
Mam 28 lat i jestem kanarem :D Nie powiem, czasami jest nudno, wesoło, bądź groźnie. Dzisiaj powiem wam o kilku sytuacjach z mojej pracy.
1. Sprawdzałem bilety. Doszedłem w końcu do dość ładniutkiej dziewczyny, na oko 18-20 lat. Okazało się, że nie ma biletu. Już sięgałem po długopis, jej kata, gdy dziewczyna zaczęła się rozbierać :D Nie powiem, była hojnie obdarzona, ale jednak sumienie nakazało mi zatrzymać tę machinę rozkoszy. Ja - trzymający ją za ramiączka stanika, czerwony jak burak, i ona - próbująca mnie "przekonać", by nie wlepiać jej mandatu. Po chwili tej ciekawej akcji podszedł do nas mężczyzna, zwracając się ku niej. Odpowiedziała, ładnie mówiąc, "idź sobie, członku".
Cóż... pożałowała tego trzema mandatami - za obrazę funkcjonariusza, nagość i brak biletu. Ale przynajmniej się starała.
2. Tańczyłem belgijkę z panną młodą, przy akompaniamencie akordeonu pana Mietka i klaskaniu sebixów.
3. Pewna osoba zaczęła mnie wyzywać od kutasów i bezdusznych kurew. Tak się zagalopowała, że przywaliła w oszklone drzwi, myśląc, że są otwarte.
4. Pomagałem wyjść dziewczynce, która zaklinowała się pomiędzy słupkiem a harmonijką w podwójnym autobusie. Problem w tym, że żeby tam wejść trzeba naprawdę się nagimnastykować.
5. Pomagałem odrobić pracę domową z francuskiego jakiejś parze nastolatków.
Tak że całkiem ciekawie mam w robocie :')
Pierdnęłam tak mocno, że aż się obudziłam.
W samochodzie.
Z rodziną mojego chłopaka.
Razem z mamą postanowiliśmy adoptować psa – Barneya. Bokser, praktycznie jeszcze szczeniak, a trafił do schroniska, bo okazał się nieodpowiednim kompanem dla starszego małżeństwa, które nieposłuszeństwo karali laską. Tata był przeciwny, zapierał się rękami i nogami, byle nie brać żadnego psa do domu. Odkąd tylko pojawił się Barney (nazwany na cześć Barneya z „How I met your mother”), tata wprowadził dla niego rygorystyczne zasady. Żadnego spania w łóżku, żadnego siadania na kanapie, żadnego ludzkiego jedzenia.
Koniec końców, tata i Bar to najlepsi przyjaciele, codziennie razem biegają, śpią też razem, oglądają mecze piłki nożnej i uwielbiają jeść kurczaka z rożna.
A mówią, że to kobieta zmienną jest.
Opowiem wam moją historię, która w sumie wciąż trwa.
Zaczęło się parę lat temu. Praca, wyprowadzka na swoje. Jako młody mężczyzna byłem wniebowzięty – imprezy, zioło... Żyć nie umierać. Ale z czasem zacząłem się zatracać. Powrót z pracy, zioło, zjeść byle tylko „zapchać kichę”, granie, spanie i znowu praca. I tak w kółko. Zacząłem się izolować od znajomych i rodziny. Widywałem się z nimi tylko z okazji jakichś imprez (urodziny, chrzciny itp.), a i tak wpadałem tylko na chwilę, zawsze miałem jakąś wymówkę, żeby zbyt długo nie siedzieć. Trwało to kilka lat. Kontakt ograniczał się tylko do krótkich rozmów przez telefon lub wiadomości. Aż pewnego dnia stanąłem przed lustrem i zobaczyłem, co się ze mną dzieje. Skóra i kości, zapadnięte policzki, wielkie cienie pod oczami... Sam się przeraziłem. Stwierdziłem, że nie mogę dalej tak żyć.
Zacząłem od pracy – dogadałem się z szefem i od tamtej pory pracuję tylko na nocną zmianę. Jest to dla mnie dobre, bo ograniczyłem palenie zioła. Zacząłem ćwiczyć – w piwnicy zrobiłem sobie siłownię. Gotowanie jest na porządku dziennym. Świeży, ciepły posiłek każdego dnia. Remont mieszkania, zaadoptowałem nawet psa ze schroniska, żeby nie siedzieć w domu samemu i mieć pretekst do wyjścia na zewnątrz.
Od tego czasu minęło półtora roku. Przytyłem 15 kg, zioło zniknęło z mojego życia na dobre, gotowanie stało się moją pasją, a siłownię w piwnicy zamieniłem na profesjonalną siłownię, na której poznałem kilku ciekawych ludzi. Odnowiłem kontakt z rodziną. Jestem częstym gościem, coraz lepiej się z nimi dogaduję. Ze znajomymi jest niestety gorzej – trochę czasu minęło, ale staram się odnowić kontakt. W międzyczasie poznałem dziewczynę. I chociaż nam nie wyszło i nie skończyło się to zbyt dobrze, to nie złamałem się, chociaż było ciężko i mało brakowało, a wróciłbym do starych nawyków.
Czasem czuję się samotny i za ten stan mogę winić tylko siebie, utraconego czasu nikt mi nie zwróci. Wierzę, że wszystko się ułoży.
Tak jak pisałem na początku – moja historia wciąż trwa, wciąż się pisze. I choć mam wzloty i upadki, nie poddaję się. Wy też się nie poddawajcie.
Moja córka przyprowadziła swojego chłopaka do domu.
Teraz już wiem, dlaczego mówiła, że boi się, że go nie zaakceptuję.
Kolesia w ogóle bardzo lubię, problem w tym, że zdawaliśmy razem maturę.
Będzie krótko: lubię dłubać w nosie i zjadać, co wygrzebuję.
Nie mam 9 lat.
W pracy sprawdzam, gdzie są kamery monitoringu, żeby ustawić się tak, aby ochrona nic nie widziała... Nie panuję nad tym.
Tak że smacznego wszystkim dłubaczom :)
Ukochaną zabawką mojego kota jest kawałek parówki, którą gania po całym domu przez godzinę, by potem w nagrodę ją zjeść :-D Czasami ta parówka wpadnie mu w jakąś szparę, za szafkę albo do buta i wtedy nie może jej wyjąć. Jak moja mama widzi taką sytuację, zawsze go pyta „No i gdzie masz paróweczkę?”.
Ostatnio zapadła decyzja o kastracji kotka, żeby nie zaczął oznaczać terenu, czemu ostro sprzeciwiała się moja siostra. Ale stało się.
Kilka dni po fakcie kot znowu gdzieś zgubił parówkę. Mama przechodzi, pyta: „No i gdzie masz paróweczkę?”.
A grobowy głos z pokoju siostry mówi: „Ucięli!”.
Mój mąż od trzech lat odmawia mi seksu. Najpierw była ciąża – no OK. Lekarz powiedział, że można, ale męża to nie przekonało. Uznał, że to obrzydliwe. Po narodzinach naszego dziecka stwierdził, że to ja muszę odpocząć, bo przecież sama ciąża, poród, a później pierwsze tygodnie opieki nad dzieckiem mogą mnie męczyć. A co się okazało? On się brzydzi mojego ciała, bo za bardzo się zmieniłam. Bo uważał, że po urodzeniu dziecka w maksymalnie miesiąc wrócę do formy sprzed ciąży, a moje ciało nadal będzie wyglądać ponętnie, kusząco. Tak, wynikały z tego kłótnie, nieporozumienia. Wspominałam o terapii dla par, psychologu – usłyszałam, że skoro jestem psychiczna, to mam się sama leczyć, a jego w to nie angażować. A jeśli pójdę do specjalisty, to dam mu świetne dowody na to, że nie nadaję się na matkę i żonę i bez problemu wygra w sądzie walkę o syna oraz to ja będę płaciła alimenty, a nie on.
Nie chciałabym rozwodu z tak błahego powodu, chcę, aby dziecko miało ojca na każdym kroku, a nie na weekendy. I jestem w stanie się sama utrzymać oraz dziecko również. Wróciłam do pracy dość szybko, najpierw połowa etatu, niedawno na cały. Nie chcę alimentów, nie chcę przechodzić przez sprawę rozwodową. Podejrzewam, że mąż mnie zdradza, znika na całe weekendy. Ja również nie jestem święta. Mam romans z kolegą ze studiów. Przypadkiem się spotkaliśmy, wymieniliśmy się numerami telefonów, po kilku spotkaniach poszliśmy do łóżka. Mój mąż nadal twierdzi, że jestem dla niego wręcz aseksualna, a kolega ma zgoła odmienne zdanie. Nie mam w planach związku z kolegą ani on mnie do tego nie namawia. Rozumie moją sytuację i wie, że jest jako odskocznia, nic poza tym.
Chciałabym ratować małżeństwo, ale nie jestem w stanie, gdyż nie mam oparcia ani w swoich rodzicach, ani w teściach. Wszyscy trzymają stronę męża i uważają, że wydziwiam.
Słowem wstępu: moja mama jest nauczycielką w liceum.
A teraz słuchajcie, wy wszyscy wspaniali rodzice i wy jeszcze wspanialsze ich dzieci.
Wycieczki szkolne. Niestety najczęściej równa się to alkohol. Tak było i tym razem. Wycieczka do Hiszpanii, wszyscy szczęśliwi, że oderwą się na chwilę od zimna. Tydzień bez większych problemów. Mama wiedziała, że uczniowie popijają, ale pełna kultura, nie robili hałasu, obsługa nie widziała ani jednej butelki. Uczniowie stwierdzili jednak, że noc ostatnia to czas zrobienia wielkiego melanżu. Procenty polały się w ogromnych ilościach. Była tam pewna debiutantka melanżu, co pierwszy raz spróbowała magicznego napoju i zniosła to bardzo źle. Nie zaczęła wymiotować, nie zaczęła dziko tańczyć. Wpadła w histerię. Zaczęła krzyczeć. Nie że jakiejś konkretne słowa, tylko po prostu wrzask i płacz. Mama wraz z resztą nauczycieli wpada do pokoju opanować sytuację. Po próbach uspokojenia jej słowami mama postanowiła zrobić to co każdy podręcznik każde w obliczu osoby ogarniętej paniką/histerią. Dała pannie z liścia w twarz. Dziewczyna się opanowała, po czym zarzygała dywan. Mama i inna nauczycielka potem to posprzątać, żeby reszta pokoju mogła spać w normalnych warunkach.
O całym zajściu natychmiast poinformowani zostali rodzice dziewczyny, jak i reszty uczniów.
Powrót do Polski. Autokar zajeżdża pod szkołę, a tam stoi policja. Mama została oskarżona o upijanie nieletnich i dodatkowo pobicie i gnębienie dziewczyny. Moja mama dostała wyrok w zawiasach. Jak do tego doszło?
Matka dziewczęcia to bogata kobieta. Stać ją było na to, żeby wszystkim nauczycielom i pozostałym rodzicom dać w rączkę. Dodatkowo ufundowała remont sali gimnastycznej. No, cud nie kobieta. Całe te działania skłoniły wszystkich do utrzymania wersji, że moja mama kupowała dzieciakom alkohol, żeby mieć spokój nocami na wycieczce, a dzielna dziewczyna w końcu się zbuntowała, to dostała po ryju.
Mama aktualnie jest już długi czas bez pracy, bo kto weźmie do pracy w szkole nauczycielkę z wyrokiem?
Wiecie co jest najlepsze? Mama przygotowywała tę dziewczynę do olimpiady. Dziewczyna przychodziła do naszego domu wielokrotnie, czasami na parę godzin. Ostatecznie została laureatką.
Tak więc słuchajcie, wspaniali rodzice i ich jeszcze wspanialsze dzieci.
Ja wiem, że rodzic zawsze będzie bronił swojego dziecka. Wiem, że w tym kraju nauczyciele nigdy nie uzyskają takiego szacunku, jaki im się należy. Ale pomyślcie o tej sytuacji następnym razem, kiedy będziecie zbyt przerażeni przyjąć konsekwencje na swoje barki. Tym wszystkim ludziom ze szkoły mamy tego zabrakło. Dzieciaki dostałyby od szkoły najwyżej naganę. Zamiast tego wybrali kłamstwa, przez co moja mama nie ma pracy i nie będzie mogła jej już mieć w ukochanym zawodzie.
Dodaj anonimowe wyznanie