#fbxFN
Nie chciałabym rozwodu z tak błahego powodu, chcę, aby dziecko miało ojca na każdym kroku, a nie na weekendy. I jestem w stanie się sama utrzymać oraz dziecko również. Wróciłam do pracy dość szybko, najpierw połowa etatu, niedawno na cały. Nie chcę alimentów, nie chcę przechodzić przez sprawę rozwodową. Podejrzewam, że mąż mnie zdradza, znika na całe weekendy. Ja również nie jestem święta. Mam romans z kolegą ze studiów. Przypadkiem się spotkaliśmy, wymieniliśmy się numerami telefonów, po kilku spotkaniach poszliśmy do łóżka. Mój mąż nadal twierdzi, że jestem dla niego wręcz aseksualna, a kolega ma zgoła odmienne zdanie. Nie mam w planach związku z kolegą ani on mnie do tego nie namawia. Rozumie moją sytuację i wie, że jest jako odskocznia, nic poza tym.
Chciałabym ratować małżeństwo, ale nie jestem w stanie, gdyż nie mam oparcia ani w swoich rodzicach, ani w teściach. Wszyscy trzymają stronę męża i uważają, że wydziwiam.
Twojego męża w ogóle nie interesują Twoje potrzeby: ani nie interesuje go życie intymne wspólne ani nie interesuje go chęć ratowania Waszego małżeństwa i co masz na ten temat do powiedzenia a wręcz wykorzystuje to do szantażowania Ciebie gdy proponujesz terapię. Gdzie tu jest przestrzeń na szczęśliwe życie rodzinne w takiej sytuacji? Czego taki człowiek jako ojciec nauczy dziecko? Że mąż nie szanuje żony ani jej zdania. Chcesz żeby Twoje dziecko taki wzorzec związku wyniosło z domu? Chcesz żeby widziało tę obojętność albo wrogość między rodzicami? Bo to dokładnie dziecko będzie uważało za normalne w związku, bo będzie widziało w domu.
Mąż Cię szantażuje że pójdzie do sądu jeśli się pojawisz u psychologa a Ty to nazywasz błahym powodem do rozwodu??? O_o Potem piszesz że masz romans i mąż prawdopodobnie też... Jeżeli to nie jest jakiś bait to na jaki wuj wam ta zabawa w małżeństwo ja się pytam? Na pewno chcesz by syn miał wdrukowany taki wzorzec małżeństwa gdzie jedno drugie ignoruje, szantażuje i na dodatek oboje ciurlają gdzieś na boku? WTF...
"Błahego" powodu? Twój mąż Cię poniża i grozi Ci, że zrobi z Ciebie osobę chorą psychicznie, żeby zabrać Ci dziecko (co tylko pokazuje, że ma problem ze sobą), to jest wielka, tłusta czerwona flaga. Skoro i tak już go zdradzasz, to po cholerę chcesz tkwić w tym związku? Jeśli myślisz, że Twój syn będzie szczęśliwy obserwując toksyczną relację rodziców to bardzo, ale to bardzo się mylisz.
Obstawiam, że wcale nie grozi. Po prostu nie chcę iść, a reszta to już w głowie autorki się urodziła.
Bardzo współczuję takiego męża, nie wyobrażam sobie braku wsparcia po urodzeniu dziecka. To bardzo trudny czas. A mam jeszcze świadomość, że bardzo duża ilość "mężczyzn" myśli, że po porodzie dziecka automatycznie znika brzuch, tak po prostu w kilka sekund. Ile razy słyszałam teksty mężów odbierajacych swoje żony ze szpitala po porodzie z tekstem "dlaczego masz nadal brzuch? Przecież już urodziłaś". A byłam na oddziale tylko kilka razy odwiedzić rodzinę, więc takie teksty, myślę, że są na porządku dziennym.
A co ty chcesz ratować? Twoje małżeństwo właściwie nie istnieje, również dzięki tobie. Pomyślcie w końcu o dziecku i rozstańcie się jak ludzie.
Abstrahując od tego, że brzydzę się romansami i zdradami to twój mąż chyba za bardzo naoglądał się tych wszystkich influencerek, co to błyskawicznie po ciąży dochodzą do siebie. Akurat w kwestii wyglądu po ciąży racja jest po twojej stronie.
A po rozwodzie to akurat na 90% opiekę nad dziećmi i alimenty dostałabyś ty, bo żyjemy w Polsce (no chyba, że wy gdzie indziej).
Znam kobietę która 4 miesiące po ciąży wygląda tak jak przed. Znam też taką która po 12 latach nadal uważa, że "przytyła w ciąży i nie może zgubić". Owszem, są zmiany na które nie ma się wpływu po urodzeniu dziecka, ale nie wiemy jak wygląda autorka, czy chodzi o rozstępy, blizny czy przytycie 40kg i tłumaczenie tego ciążą.
Wynajmij detektywa, niech przyłapie męża na zdradzie. Lepiej się korzystnie rozwieść, niż ciągnąć cały ten cyrk. Zwłaszcza dla dziecka.
Wiemy, że wg tego opisu mąż nie spędzą z nią czasu i się jej brzydzi... ale czy zdradza tego nie wiadomo, za to autorka przyznała się do zdrady męża. Uczciwie by było po prostu rozstać się, dogadać się w sprawie dziecka i zacząć układać sobie życie od nowa, osobno.
To akurat obusieczna broń, bo i ona przecież ma romans. A może, zamiast tego, podejść do sprawy dojrzale i po prostu się rozstać? Bez orzekania o winie? Uczciwie podzielić i wspólnym majątkiem i opieką nad dzieckiem? Tak, zwyczajnie, po ludzku.
No krew mnie zalewa jak czytam komentarze. Znowu podwójne standardy. Kobieta może zdradzać jak jej chłop nie puka...
Kto powiedział, że podwójne? Zdrada nie jest ok. Ja tam oceniam to jako sytuację, w której ich związek, faktycznie, już dawno się rozpadł. Po prostu nie zdążyli tego sformalizować. Bo, szczerze, co to za związek bez bliskości od ponad trzech lat? Ja po trzech tygodniach kopnęłabym faceta w dupę i poszukała takiego, który mnie będzie pragnął i potrafił to pokazać. (oczywiście nie w przypadku jakiejś poważnej choroby itp)
Rozwód wcale przecież nie musi oznaczać tego, że którekolwiek z Was będzie widziało dzieci tylko weekendami. W większości cywilizowanych krajów najbardziej rozpowszechnioną formą opieki nad dziećmi po rozwodzie jest opieka naprzemienna :) Warto o tym poczytać.
Odnośnie zaś sytuacji - to masz pełne prawo układać sobie na nowo życie z kimś, kto Cię chce i pragnie. Polecam możliwie szybko :)
Istnieja kultury w ktorych kobieta "dojrzewa" do zamazpojscia dopiero po urodzeniu dziecka. Gdy udowodni, ze jest plodna.
Tego typu zwyczaj zapobieglby sporej ilosci cywilizacyjnych problemow, ktore na ogol ludzie robia sobie sami.
No tak, bo dziecko kobiety odrzuconej po porodzie ma się lepiej niż dziecko rozwiedzionych rodziców. To nie jest żadne rozwiązanie
A możesz mi opisać jakieś zdobyczy cywilizacyjne tych kultur? Wielokrotnie słyszę, że jest kultura, gdzie coś tam takie super jest. Tylko, że najczęściej są to jakieś plemiona żyjące w lesie i ich największą zdobyczą cywilizacji jest zaostrzony patyk.
@ Nocturno: To nie ma znaczenia. Jesli najwyzszym osiagnieciem jakiejs kultury jest zaostrzony patyk i ciagle jeszcze istnieje to... nie jest tak calkiem glupie co robia.
Wydaje mi sie.
Czy jestes szczesliwy (-a)?