Ukochaną zabawką mojego kota jest kawałek parówki, którą gania po całym domu przez godzinę, by potem w nagrodę ją zjeść :-D Czasami ta parówka wpadnie mu w jakąś szparę, za szafkę albo do buta i wtedy nie może jej wyjąć. Jak moja mama widzi taką sytuację, zawsze go pyta „No i gdzie masz paróweczkę?”.
Ostatnio zapadła decyzja o kastracji kotka, żeby nie zaczął oznaczać terenu, czemu ostro sprzeciwiała się moja siostra. Ale stało się.
Kilka dni po fakcie kot znowu gdzieś zgubił parówkę. Mama przechodzi, pyta: „No i gdzie masz paróweczkę?”.
A grobowy głos z pokoju siostry mówi: „Ucięli!”.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie wiem czemu ludzie są tak przeciwni kastracji kotów i kotek. Niewykastrowany kocur znaczy teren i śmierdzi to niemożebnie, gdy ma ruję to chodzi po domu i się drze. Wykastowany kocur jest spokojniejszy i mniej agresywny. Plus, po co rozmnażać koty? Jeśli nie prowadzi się hodowli, to nie widzę ku temu powodu. Potem znajduje się pełno kociaków na dworze, albo ludzie wrzucają do wora i do jeziora, bo "problem". Ludzie przekładają to sobie na ludzkie myślenie, że "oho, obciachaliscie mu męskość", a koty przecież wcale nie myślą w tych kategoriach.
Mój kot też przed kastracją był po prostu nie do zniesienia.
Jest kotem niewychodzącym i kiedy jakąś kotka w okolicy (mieszkam w dużym bloku) miała ruje to sikanie po kątach wcale nie było problemem! Kot potrafił godzinami siedzieć pod drzwiami i miauczeć. Sąsiedzi się awet czasami skarżyli, jedni oskarżyli nas o znęcanie się nad kotem...
A po kastracji wszystko zniknęło 😊
Bo, na przykład, uważają okaleczanie czujących stworzeń dla wygody"właścicieli" za zjebane? Tak tylko podpowiadam. Jeżeli nie odpowiada Ci zachowanie zwierzęcia, to może, nie wiem, nie bierz go pod opiekę? 🤷🤔
Szkoda że Umbriaka nie wykastrowali w dziecięctwie. Teraz rozgłasza swoje chore teorie, a tak to by był spokojniejszy. A i tak sam nie daje rady i wymaga przy tym pomocy...
Kastracja to by się tobie przydała, siekierą na pniu, zanim jakichś dzieci nie skrzywdzisz, chory zwyrolu.
Umbriel - no ale jak kot rzeczywiście leje po kątach itp, to niby co? Przecież dostaje jedzenie, opiekę. Przesadzasz z tym znęcaniem się. Przecież nikt tego kota nie naparza kijem po grzbiecie.
Może spać w piwnicy albo na zewnątrz.
Umbriel, nie, kastracja to nie jest okaleczanie zwierząt, tylko podnoszenie komfortu i jakości ich życia poprzez zapobieganie wielu chorobom. Nie mówiąc już o kontrolowaniu i tak ciągle zbyt dużej populacji niechcianych/zdziczałych psów i kotów
Jak on myśli jedynie główką a nie głową, to okaleczanie dla niego. Co tam później z niechcianymi zwierzakami. Ważne żeby się rżnęły do woli.
PannaEris - to jeden punkt widzenia.
Z drugiej strony - to kto, niby, decyduje o tym, co jest "poprawą komfortu i jakości życia"? Bo, na chwilę obecną, z pewnością nie zwierzęta. Ja po prostu nie przyznaję sobie prawa do "władzy" nad drugą istotą, do "tresowania" jej, układania zachowań pod mój komfort. Dlatego też, świadomie, zrezygnowałem z "posiadania" zwierząt. Chętnie je spotykam, chętnie wchodzę z nimi w interakcję, chętnie pomagam i opiekuję się. Tak, wiem, że to utopijne. Nie, niekoniecznie mnie to obchodzi, bo to moja osobista decyzja 🙂
ok, Umbriel - ciekawy punkt widzenia.
Ale powiedz, skoro tak, to jak byś rozwiązał problem niechcianych zwierząt? Tego, ze mnożą się, chorują itp? Wiesz, bo można snuć szlachetne wizje, ale rzeczywistość pozostaje niezmienna.
Z tego co wiem kastracja to wycinanie jąder, nie siusiaka czy jak to powiedziałaś, parówki.
Ona mogła nie wiedzieć
Mój kocurro też uwielbia ganiać za parówkami. Skacze, fikołki robi, ogólnie dużo śmiechu. Czasem tak się wczuje, że walnie kufą w kant szafki czy łóżka... Jak wpadnie mu w jakaś szparę i nie może sobie poradzić to strasznie się denerwuje :) Potem przychodzi się pożalić i idzie pokazać miejsce gdzie wpadła.
Moja Kicia, jak ją poczęstuję parówką, to nabija ją na pazur i z obrzydzeniem rzuca nią w dal i "zakopuje".
Przy kastracji jedynie wycinane są jądra. "parówka" dalej jest na swoim miejscu.
Oo to to kawałek jakiegoś mięska i najlepiej wytaczać we wszelkim brudzie jaki tylko można na podłodze znaleźć, im brudniejsze tym lepsze aby to potem zjeść co za kocia logika :D
Moje dwa młode tyranozaury ( maine coony) jak dostają codziennie mięso to zawsze powyciągają z miski kilka kawałków i turlają póki ktoś im takiego całego okłaczonego kawałka nie zabierze i nie wyrzuci, albo wrzucą pod lodówkę i kilka dni pózniej bawią się takim zaschniętym. 😂
Boże, kocham maine coony! 😍 Moja ulubiona rasa
Wszystkie koty są sobie równe, kocia rasistko.
Co? Za koty też się już bierzesz, zoofilu? 🤦
Moja kicia też lata po całym mieszkaniu z kawałkiem parówki, a potem go zjada XD
Mój kot jest na diecie barf i z każdym kawałkiem mięsa w misce lata po całym domu zanim zje xD Posiłek na kilka minut je przez cały wieczór, ale potem chociaż padnięta i śpi całą noc.
U mnie to siostra po całym domu latała z zimna parowka xD
U mnie to brat nago latał z parówką. Dostawał ode mnie czekoladki za to
"Czasami ta parówką wpadnie mu w jakąś szparę..." dobre