Mam prawie 14 lat. Od jakiegoś czasu nie mogę wytrzymać w domu, ciągłe kłótnie z ojczymem głównie o to, że wszystko rozwalam. Potrafi zrobić wielką aferę o jedną łyżeczkę, która spadła ze stołu. Mama często mi nie pomaga. Zawsze staje po jego stronie. Wyżywają się na mnie i drą ile wlezie. Nie mam żadnych znajomych. Niby jest jakaś koleżanka, ale jest ciągle na wyjazdach z rodziną. Siedzę całe wakacje sama i nie mam co robić.
Wyjechałam z moją trenerką, ojczym miał się zająć moimi zwierzętami. Jestem wielką miłośniczką zwierząt – mam dwa psy i dużo kur, chociaż to dziwne, ale bardzo je kocham. Teraz jest okres lęgowy, więc mam dużo piskląt i czekam na kolejne. Kiedy jechałam na wyjazd, próbowałam mu wytłumaczyć, jak ma się zajmować zwierzętami. Chciałam u powiedzieć, że mam kwokę, która czeka na młode. Ale on tylko się na mnie darł, że wszystko wie i żebym nie tłumaczyła mu tego jak idiota. No to zostawiłam to.
Przed chwilą wróciłam do domu – pies nie był na spacerze przez dwa dni. Małe pisklaki siedziały zmarznięte na deszczu, a zapowiadali 8 stopni. Dwa kurczaki nie żyją, bo miał sprawdzić, czy się wykluły, ale oczywiście tego nie sprawdził. Zdechły z głodu, bo nikt ich nie nakarmił. Powiedziałam mu to, a on nawet nie przeprosił, tylko jeszcze raz się wydarł. Dzwoniłam do mamy, ona jak zawsze stanęła po jego stronie i kazała mi go zrozumieć. Co do zrozumienia – zwyczajnie zrobił na złość lub po prostu zapomniał o ważnych dla mnie rzeczach.
Ciężko jest mi tu wytrzymać. Samookaleczam się i mam myśli samobójcze. Już naprawdę nie wiem co mam robić. Telefon zaufania wiecznie nie odbiera. Jestem totalnie sama.
Swego czasu mieszkałem w Wielkiej Brytanii. Pracowałem tam parę lat w moim zawodzie, zdobywałem doświadczenie, a przy okazji studiowałem. Każdy, kto był kiedyś za granicą wie, że w końcu nadchodzi ten moment, że człowiek chce już wrócić do ojczyzny i zacząć układać sobie życie na swojej ziemi. Ku mojej wielkiej radości, zostałem zaproszony na rozmowę o pracę w wymarzonym miejscu, na wymarzonym stanowisku! Mało tego, okazało się, że z moim doświadczeniem mam szansę zarabiać w Polsce naprawdę dobre pieniądze! Kupiłem więc sobie bilet.
W zapasie miałem dwie godziny, aby dotrzeć z lotniska do miejsca (na szczęście w tym samym mieście), gdzie odbywała się rozmowa, a następnie wrócić na lotnisko i parę godzin później wsiąść w samolot powrotny na Wyspy. Jednym słowem – szybka akcja!
Już na pokładzie zorientowałem się, że otoczony jestem przez moich rodaków, z czego większość była już bardzo nietrzeźwa. Najbardziej upojony był pewien archetypowy „Janusz” – śmierdzący potem 50-letni wąsacz, który darł się na cały samolot, śpiewał i klepał w tyłki stewardessy.
Przez ostatnią godzinę lotu gość bardzo niekulturalnie domagał się pozwolenia na zapalenie papierosa. Najwyraźniej wymoczona w taniej wódce gąbka, którą nosił pod czerepem, nie przyjmowała odmów. Oto bowiem, gdy samolot zniżał się do lądowania, wąsacz wstał i chwiejnym krokiem poczłapał do ubikacji. Po chwili wszyscy poczuli zapach papierosowego dymu. Zanim do akcji wkroczyło kilku chłopaków z męskiej części obsługi i siłą wyciągnęli idiotę z kibla, pilot podjął decyzję o ponownym wzniesieniu maszyny, wykonaniu jeszcze jednego okrążenia i kolejnej próbie lądowania.
Na lotnisku znalazłem się o godzinę za późno. To jednak nie był koniec kłopotów – od razu, na dzień dobry, ja i kilku innych świadków Januszowych wybryków musiałem złożyć zeznania policjantom, którzy zostali wezwani jeszcze, gdy maszyna była w powietrzu. Trwało to dwie godziny!
Zupełnie załamany zadzwoniłem do mojego potencjalnego pracodawcy, aby wytłumaczyć zamieszanie. Gość był bardzo miły. Zrozumiał, ale jednocześnie powiedział, że ogromnie mu przykro, ale musi być fair w stosunku do innych osób starających się o moją pozycję. Termin rozmów się skończył i niestety – nie może zrobić dla mnie wyjątku. Załamany, zostałem jak ta sierota na lotnisku, skąd po paru godzinach wróciłem na Wyspy.
Z tym samym Januszem zetknąłem się dwa miesiące później. Był martwy. Facet udusił się własnymi wymiocinami.
Skąd to wiem? Osobiście przeprowadziłem jego sekcję zwłok. Jestem koronerem. W Polsce aplikowałem na stanowisko specjalisty medycyny sądowej.
PS. Dopiero po trzech latach mi się to udało. Do zobaczenia na zimnym stole sekcyjnym! ;)
Wyznanie #0ETYy skłoniło mnie do zwierzeń. Jego autorka opisała w nim swoje pragnienia związane z łaskotkami. I muszę przyznać - mam tak samo jak ona. To nie będzie jednak kopia tamtego wyznania, dlatego doczytajcie do końca.
Tak więc moją fantazją jest związanie i dokładne połaskotanie jakiegoś faceta. Taka wizja niesamowicie mi się podoba. Jak pomyślę o jeździe paznokciami po jego stopach i pachach, delikatnym smyraniu piórkiem po brzuchu i mocnym szorowaniu szczotką jego stóp, tak aby się wił i śmiał ze wszystkich sił to mam wielką ochotę wcielić ten plan w czyn. Jeszcze gdyby to był jakiś twardziel, którego nic nie wzrusza, ale po krótkim masażu łaskotkowym błagałby o litość, to byłoby super. Podobnie mam zresztą w drugą stronę: gdyby jakiś koleś mnie unieruchomił i "pomęczył" porządnymi łaskotkami, byłoby idealnie.
Pewnie myślicie sobie: to zupełnie jak autorka tamtego wyznania. Po co zatem pisać o tym samym? W czym tkwi problem?
Mianowicie, sam jestem facetem. I to do tego hetero. Nie wyobrażam sobie seksu ani związku z innym mężczyzną. Ale łaskotki... to coś innego. Je mógłbym robić jedynie z innym chłopakiem. Oczywiście bez niepotrzebnej nagości. Wystarczyłyby mi nawet bose stopy i odsłonięte pachy. Łaskotki mnie nie podniecają seksualnie. Po prostu sprawiają, że czuję się jakoś uspokojony i zrelaksowany. Kiedyś w gimnazjum, w ramach przegranego zakładu, mój kumpel mnie łaskotał. Pamiętam do tej pory co wtedy czułem. To było takie... niezwykłe. Podobnie było jak dla żartu łaskotałem mojego kuzyna. Potem próbowałem tego samego z moją ówczesną dziewczyną, ale to nie było to - ani jako łaskoczący, ani łaskotany. Dlatego chciałbym spróbować tego ponownie z jakimś chłopakiem, ale niestety - to nie jest wcale takie proste znaleźć kogoś, kto też jest hetero (homo też mógłby być, byleby nie interesował go seks) i dałby mi się połaskotać, bądź chciałby połaskotać innego kolesia.
Nie piszę tego jako ogłoszenia, ani nie szukam porad. Chciałem to po prostu wyrzucić z siebie, a takich rzeczy raczej nie powiem nikomu. Na razie to jedynie moja czysta fantazja o tym, ale może kiedyś znajdę jakąś osobę, której zaufam na tyle aby tę fantazję spełnić. Jedynie trochę martwię się, że moje "zboczenie" jest mocno dziwne i może wpłynąć na przyszłe relacje romantyczne. Panuję nad nim, przynajmniej na razie. I czasami zastanawiam się czy kiedyś mi przejdzie.
Zerwałam z chłopakiem kilka tygodni temu. Dziś zadzwonił do mnie i mówi „znalazłem u siebie w domu twoją wsuwkę do włosów, to znak, że powinniśmy być razem”.
Ja już nie wnikam w logikę wypowiedzi, ale jeśli będzie dzwonił za każdym razem, jak znajdzie tam moją wsuwkę, to będzie dzwonił do śmierci.
Zamknęłam wczoraj dziecko sąsiadki u siebie w komórce i mało nie dostałam zawału, jak jej matka oskarżyła mnie, że coś jej zrobiłam i straszyła policją, bo nie mogła jej znaleźć, a wie, że nienawidzę tego dziecka. A ja tylko zamknęłam komórkę i nie wiedziałam, że mała była w środku.
Kupiliśmy z mężem pół domu do remontu. Podwórko nie jest podzielone płotem, bo wcześniej domem dzieliły się dwie siostry. 5-letnia córka sąsiadki nie rozumie, że ani dom, ani podwórko nie są już wspólne i nie życzę sobie, żeby włóczyła się po mojej części posesji, robiła bałagan, zaglądała wszędzie i wchodziła do pomieszczeń gospodarczych. Raz nawet weszła mi do domu i grzebała w lodówce. Mówiłam jej matce, że ma wytłumaczyć córce, że wspólnego domu już nie ma i nie życzę sobie obecności jej dziecka na moim kawałku działki. Matka albo ma to w czterech literach, albo jest na tyle nieudolna wychowawczo, że nie potrafi wyegzekwować prostego zachowania od dziecka.
Płot powstanie dopiero pod koniec miesiąca, a do tej pory nie wiem, czy mam gonić to dziecko kijem czy co. Mąż rozłożył mi duży basen na ogrodzie, wracam po pracy, a w basenie pełno zabawek, ziemi, trawy i mocz, bo to dziecko tam jakimś cudem wpadło i zsikało się ze strachu. Muszę teraz wymienić 13 tys. litrów wody i szlag mnie trafia, bo jest piękna pogoda, a muszę czekać jeszcze ponad dwa tygodnie, aż mąż wróci z trasy i to zrobi.
Matka tego dziecka jest na tyle bezczelna, że zabrania mi jedzenia lodów, słodyczy na własnym podwórku, bo dziecko jej płacze, że też chce. A niech sobie płacze. Czy ja jestem w jakimś więzieniu czy co? Będę sobie robiła na swoim kawałku ziemi co chcę i jadła co chcę, a jak jej się nie podoba, to niech zamknie swoje dziecko w domu na całe lato, bo ja nie zamierzam się dostosowywać do cudzego dziecka i nie móc pozwolić sobie na loda na leżaku. Nie wspomnę już, że na huśtawce ogrodowej zastałam brudne ślady małych butów i plam po czekoladzie oraz że strach trzymać samochód na własnej posesji, bo nie wiadomo, co to dziecko wykombinuje. Czekam tylko aż mój mąż wróci i niech postawi ogrodzenie. To miał być nasz wymarzony kąt, a widzę, że czekają nas tutaj przeboje.
Poznawaliśmy się dopiero, ale już mi się strasznie podobał.
Przyszedł do mnie. Siedzieliśmy w moim pokoju, kiedy sprawy zaczynały przybierać bardzo dobry obrót, zbliżyliśmy się do siebie, już byliśmy na punkcie pocałunku, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem i pojawiła się w nich moja współlokatorka krzycząca, że jej pies się zesrał rzadkim gównem na dywan i nie może sobie z tym poradzić.
Dzięki.
Poczułam się ostatnio w nocy samotna i stwierdziłam, że wejdę na jakąś stronkę do chatowania z nieznajomymi. Mam 19 lat i ogromne kompleksy, ale nawet ludzie, którym się podobałam, wprost mówili, że to przez styl bycia – nie podobałam się nikomu fizycznie. Dlatego takie rozwiązanie najbardziej mi odpowiada, bo z wieloma osobami da się też tam zabawić bez wysyłania zdjęć. Nikogo się nie zna, są tylko dwie strony konwersacji – ludzie często są tam autentyczni, bo relacje są często stricte ograniczone tam do jednorazowego pisania.
Poznałam dzisiaj w nocy dziewczynę z Anglii moim wieku, szybko zaczęło się robić gorąco i ona zaczęła wysyłać mi bardzo jednoznaczne zdjęcia. Czułam się przy niej komfortowo, bardzo mnie namawiała i po raz pierwszy w życiu postanowiłam wysłać komuś jakieś zdjęcia. Z mojej strony zdjęcia bazowały na softach, ona się śmiała, że ją kuszę, ale że jej się to podoba. Za każdym razem rozpływała się nad tym, że oczywiście wszystko w strefie komfortu, ale jej zdaniem nie mam absolutnie czego się wstydzić. Po kilku godzinach czatowania poprosiła o jakieś śmielsze zdjęcie (mimo że już było nieźle, ale oczywiście takie już wychodzące poza tę strefę, bo jest mega napalona, już prawie dochodzi… Stwierdziłam, że może serio jej się to podoba, że może są ludzie, którym takie ciało jak moje odpowiada… więc zrobiłam. W momencie, w którym je dostała, rozłączyła się.
Zmieniłam szybko nazwę nazwę użytkownika, więc nie wiedziała, że znowu ją ze mną sparowało. Bez zbędnych szczegółów zaczęła rozmowę od tego, że jest mega napalona i czy może liczyć na wymianę zdjęć, bo jej ostatnia rozmowa była niesatysfakcjonująca. Rozłączyłam się.
Po raz pierwszy odważyłam się pokazać moje ciało. Ktoś, kto zadowalał się małymi porcyjkami tego nieidealnego i moim zdaniem okropnego widoku był zachwycony i prosił o więcej… Napaleni ludzie są w stanie zadowolić się naprawdę byle czym. A nawet w takiej sytuacji ktoś mną pogardził, mimo że widział zajawkę wcześniej, wiedział, że się boję i nie czuję się ze sobą do końca komfortowo… Nigdy nie byłam tak wzgardzona.
Od kilku lat ukrywam przed rodzicami, że nie poszłam na własną studniówkę.
Nie byliśmy szczególnie blisko, oni byli ciągle w rozjazdach, ciężko było spotkać ich w tym samym czasie w domu. Nie mam im tego za złe, uważam, że byli świetnymi rodzicami. Gdy byłam w klasie maturalnej, przeprowadziliśmy się ze wsi do miasta, spory kawałek, więc musiałam zmienić szkołę. Po 4 miesiącach nie byłam na tyle zżyta ze swoją nową klasą, żeby iść z nimi na studniówkę. Ze swoimi znajomymi ze starej szkoły postanowiliśmy pojechać nad morze. Moja studniówka wypadała dosyć nietypowo, bo w czwartek. Rodzicom powiedziałam, że będziemy nocować u jakiejś koleżanki (to takie pół kłamstwo, bo nocowaliśmy u jej dziadków i w trochę innym miejscu ;)) do niedzieli. Trochę pomruczeli, ale zgodzili się pod warunkiem, że wrócę w niedzielę przed wieczorem.
I pojechaliśmy. Morze jest piękne o tej porze roku, polecam taką wycieczkę każdemu. Wróciłam przed wieczorem, ale we wtorek, na szczęście nie było ich wtedy w domu i cudem uszło mi to płazem.
Pieniądze na studniówkę (i własne oszczędności) wydałam na najwspanialszą wycieczkę z ludźmi, z którymi przyjaźnię się do dzisiaj. Niczego nie żałuję, a rodzicom przyznam się za jakieś 20 lat :)
Poznaliśmy się kompletnie przypadkiem, i właściwie takie przypadkowe były nasze trzy pierwsze spotkania. Zaczęło się dosyć głupio, bo pomogłem jej w odkręceniu butelki wody. Dopiero za trzecim razem odważyłem się poprosić o numer.
Była całkiem inteligentna, przy tym tak cholernie miła, cicha i nieśmiała. W dodatku prześliczna, kręcone, ciemne włosy, duże niebieskie oczy i śnieżnobiała cera. Czytała dużo książek, kochała malować i grać w siatkówkę. Chodziliśmy na długie spacery, na których potrafiliśmy godzinami rozmawiać. Miała sporo problemów, pomagałem, kochałem, starałem się uszczęśliwiać. Widziałem, że daje jej to naprawdę sporo i że czuje się lepiej. Odwdzięczyła się – równie piękną i szczerą miłością. Miłość, o której wielu marzy, wszystko idealnie, prawda?
Było jedno „ale”.
Miałem 21 lat, a ona 14. Brzydziłem się sobą, myślałem o sobie jak o pedofilu, mimo iż nic nie zrobiłem, i broń boże pedofilem nie byłem. Krzywe spojrzenia ludzi, gdy szliśmy razem za rękę, nie pomagały, po czasie „o nas” wiedzieli już wszyscy. A bo wiecie, koleżanka kolegi widziała. Nie wstydziliśmy się siebie, ale woleliśmy poczekać z tym wszystkim, póki ona nie skończy 15 lat. Moi znajomi nazywali mnie idiotą, który przecież zawsze miał jakieś „odchyły”, głupie żarciki i zgryźliwe komentarze co do mojej Ali były normą. Z jej strony było jeszcze gorzej, jej znajomi uważali mnie za pedofila, zapewniali, że ją wykorzystam i powinna znaleźć sobie kogoś młodego (a nie takiego „dziadka” jak ja). Ograniczyliśmy kontakty ze swoimi znajomymi, ale nie było wcale lepiej.
Czy to moja wina, że pokochałem kogoś młodszego, i jej wina, że pokochała kogoś starszego? Czy powinienem przestać kochać tylko dlatego, że innym to nie pasuje?
Wiadomość o moim „związku” dotarła do mojej mamy, ktoś życzliwie doniósł. Bałem się, że wyrzuci mnie z domu, że każe mi się wynosić i że przestanę być jej synem. Zrozumiała, Alicję polubiła, i nie miała nic przeciwko, by ta czasem do nas przychodziła. Wreszcie nie musieliśmy spotykać się w kawiarniach, bym mógł pomóc jej w nauce. Mamie dziękuję za zrozumienie i przeogromne wsparcie, a mojej Ali za to, że mimo wszystko zawsze była i nadal jest, mimo przeciwności.
Pewnie czekacie na zakończenie w stylu „mamy teraz 848484 dzieci”, no ale nie.
Aż tak się nie zestarzeliśmy! :D
17-letnie bydlątko właśnie leży obok mnie na kanapie w jednorożcowej piżamce, zajadając się czipsami. Nie wyobrażam sobie pokochać kogoś innego i nie żałuję niczego. To pokazało, ilu mamy prawdziwych znajomych i przyjaciół, a ilu fałszywych.
Mając 33 lata, wyemigrowałem do UK. Z wykształcenia i zawodu jestem trenerem personalnym i dietetykiem. Moją specjalnością są przypadki beznadziejne. Ludzie, których waga dawno przekroczyła 200 kg to mój cel. Zazwyczaj są to bogate dzieciaki, których rodzice zagubieni w pędzie życia nie zauważyli, że ich 17-letnia córka waży tyle, co spory motocykl. Sposoby mam różne, wiadomo, najważniejsze to motywacja, potem dieta, znowu motywacja i potem ćwiczenia. Nie będę się rozpisywać o sposobach itp., ale chciałem tylko opowiedzieć o jednej Kate.
Kate ważyła 189 kg, mając 18 lat. Tak. To normalne u nich. Kate wypijała dziennie ogromne ilości coli i innych napojów, 3-5 LITRÓW dziennie. Nie piła przy tym nic innego. Tygodnie starań, tłumaczeń i pokazywania jak szkodliwe to jest nic nie dało.
W końcu się wkurzyłem. Policzyłem, ile cukru jest w tych wszystkich litrach, które wypija. Nasypałem do miski taką ilość cukru jaka jest rozpuszczona w coli i kazałem jej to zjeść. Po 5 łyżce zaczęła mieć młodości. Po 6 zaczęła wymiotować. A to był ledwie początek.
Nie chciała reszty... Ale powiedziałem, że jak zje wszystko, to będzie mogła nadal pić colę. Po kolejnej łyżce zwymiotowała ponownie.
Kate w pół roku zrzuciła ponad 20 kg, dla niej to bardzo dużo.
Kate nie pije coli.
Kate teraz waży 80 kg, miała operację usunięcia nadmiaru skóry.
Na ostatnim spotkaniu Kate pochwaliła mi się, że w wieku 20 lat pierwszy raz uprawiała seks ze swoim pierwszym chłopakiem.
Da się. Trzeba tylko krytycznie spojrzeć na to, jak sami siebie okłamujemy – ta jedna czekolada nie ma znaczenia, jeden drink wieczorem nic nie znaczy, pojadę windą, po co iść schodami na to drugie piętro...
Jeśli jesteś na drodze do wymarzonej sylwetki – trzymam za Ciebie kciuki. Jeśli walczysz o życie, bo masz otyłość zaawansowaną – modlę się za Twoje zdrowie!
Dodaj anonimowe wyznanie