Jakiś czas temu wraz z ziomeczkami braliśmy udział w przeglądzie kabaretowym na naszej uczelni. Każdy z nas się przygotował, a jednymi z atrybutów naszego kumpla była biała laska (taka jaką mają niewidomi) i przeciwsłoneczne okulary.
Trzeba też dodać, że jeden z naszej czteroosobowej ekipy jest czarny :)
Przegląd się skończył, miejsce może nie najwyższe, ale wynik zadowolił nas na tyle, że postanowiliśmy poświętować w pobliskim barze. Pech chciał, że akurat trwała jakaś retransmisja meczu, więc poziom Sebixów przewyższał tamtejsze standardy.
Usadowiliśmy się przy stoliku, gdzie ławki tworzą literę L, sączymy piwko, gadamy o przysłowiowej dupie Maryni, gdy do naszego czarnoskórego koleżki przyczepił się nieco nietrzeźwy przedstawiciel miłośników ortalionu. Co ważne, nie podszedł od razu, tylko swoje niezadowolenie wyrażał poprzez wyzwiska kierowane z drugiego końca sali.
Jako że głupio byłoby się ulotnić, wszak piwo niedopite, a opozycja okupowała wyjście z baru, kumpel wpadł na szatański plan.
Wyciągnął z plecaka okulary i laskę (siedział plecami do Sebków, więc nie widzieli co robi), po czym czekał na rozwój wydarzeń.
Jak można się domyślić, negrosceptyk wraz z kolegą ruszyli w naszą stronę rozjuszeni brakiem reakcji. Zanim jednak zdążyli cokolwiek zrobić, kumpel wstał i zaczął okładać laską (a raczej próbować bić po nogach, bo rolę niewidomego miał opanowaną do perfekcji) jednego z typów.
- Ku*wa, macie coś do mnie tylko dlatego, że jestem czarny? Jakbyśmy wam bawełny nie zbierali, to jestem ciekaw, co byś pod dresem nosił!
No cóż, widok ślepego białasa, myślącego, że jest czarny, wzbudził zainteresowanie na tyle, że nieco zmieszane sytuacją dresy ulotniły się w stronę swojego stolika, bucząc coś pod nosem "e chuj, głupio tak niewidomego klepać" :D
Po dopiciu trunków teatralnie wyprowadziliśmy kumpla i w akompaniamencie rasistowskich żartów udaliśmy się w stronę zachodzącego słońca, zadając sobie jedno pytanie: Skoro kumpel był "ślepy", to skąd wiedział, że typek ma dres? Najwidoczniej Sebki nie zadały sobie tego pytania, więc chcąc uniknąć wpie*dolu, profilaktycznie zmieniliśmy lokal :D
PS Nasz czarnuszek nie ma nam za złe żartów, sam zresztą nazywa nas swoimi nygasami - ot, chłopska relacja. :)
Mówiąc krótko. Moja rodzona matka po tym, jak obudziła mnie w nocy, bo zostawiłem słoik po przetworach na wierzchu, zrobiła mi karczemną awanturę o to, że go wyrzuciłem do śmietnika. Darła się po północy dobre pół godziny, że nie szanuję babci, która zbiera słoiki, a tym haniebnym czynem, jakim jest wyrzucić jeden, pokazałem, że jej nie kocham.
Po tym, jak od pół roku mi zrzędziła, że babcia już ich nie zbiera.
Efektem czego wywaliła mnie z domu. Przez głupi słoik w śmieciach.
A co tam u Was?
Dzisiaj na lekcji matematyki, siedząc w pierwszej ławce, walnęłam takiego cichacza, że musieliśmy wietrzyć całą klasę i reszta lekcji odbywała się na korytarzu.
Nikt nie wie, że to ja.
Krótka historia o tym, jak stałam się wywłoką, która zniszczyła rodzinę.
Niedawno skończyłam studia, przyszłościowe, z zawodem poszukiwanym na rynku pracy, to i długo po odebraniu dyplomu bezrobotna nie byłam. Z lekkim sercem wyprowadziłam się, ale nadal odwiedzałam rodziców i brata, który, w szkole jeszcze się ucząc, nadal z nimi mieszkał. Wszystko się układało, aż któregoś dnia świat mi dosłownie runął. Dowiedziałam się, że ojciec zdradza mamę. Cholera wie od kiedy. To był przypadek, a ja nie wiedziałam co z tą wiedzą zrobić. Biłam się z myślami, aż postanowiłam, że zbiorę jakieś dowody i powiem rodzicielce, jak się sprawy mają. Udało się. Aż mnie mdliło, ale zrobiłam zdjęcie ojcu i jego kochanki, jak się migdalą w parku, po czym uciekłam prosto do domu. Byłam przerażona, ale poprosiłam mamę o rozmowę. Pamiętam to jak przez mgłę... Pokazałam jej zdjęcie, najdelikatniej jak umiałam, wyłuszczyłam co wiem, gotowa wesprzeć ją psychicznie.
Minęło parę dni, właśnie wracałam wtedy z pracy. Patrzę – telefon mi dzwoni. To była siostra mamy. Ledwie jednak odebrałam, usłyszałam stek obelg w swoją stronę i wrzasków. Czy jestem z siebie dumna, czy wiem, co narobiłam, co ja sobie myślałam. Trwało to z minutę, może dwie, aż ciocia wywrzeszczała, że przeze mnie moi rodzice się rozwodzą. Że „po co się wpieprzałaś w ich życie, gówniaro jedna”. I się rozłączyła. Tego dnia odebrałam jeszcze kilka podobnych telefonów, od różnych cioć, wujków, kuzynek, dziadków. Na końcu zadzwoniła mama. „Nie masz po co wracać do domu” – tyle mi powiedziała.
No więc tak. Nie zawinił ojciec, nie zawiniła jego kochanka, tylko ja. Przynajmniej według rodziny. Tylko mój brat uznał, że ich pogięło i jeszcze ze mną rozmawia.
Mieszkam z narzeczonym i z córką w domu teściów. Na razie pracuje tylko narzeczony, ja chciałabym zacząć pracę jak tylko mała skończy rok i będzie nas stać na żłobek.
Chcemy kupić mieszkanie.
Teściową lubię, bardzo. Kobieta do rany przyłóż. Za to teść lustruje mnie wzrokiem, jakby chciał mnie przelecieć. Chodzę w szerokich dresach, nie maluję się, jak karmię piersią córkę, to muszę wychodzić, bo ten oblech non stop obserwuje moje ciało. Niedawno zginęły mi czerwone stringi. Ogórki zaczęłam myć gąbką po tym, jak skomentował moje ich dokładne mycie.
Nie daję rady, boję się wychodzić z pokoju.
Ceny mieszkań poszły tak w górę, że za wynajem płacilibyśmy pół wypłaty i nie starczyłoby nam na życie.
Boję się.
Od małego dzieciaka nie miałam ciekawie. Od zawsze pamiętam tylko hałasy, wieczne hałasy w domu, kłótnie ojca z matką. Kiedy zwracałam uwagę, ta strofowała mnie, że jestem gówniarą i nie mam prawa mieszać się w sprawy dorosłych. Zamykałam się w pokoju i płakałam jak głupia. To było strasznie męczące.
Matka cały czas krzyczy. Rzadkością jest to, kiedy odezwie się do mnie,do braci, czy do ojca w normalny sposób. „Zaje..ę cię, zamknij mordę, ty kierdo, szmato, gówniaro” itd. Bywały czasy, kiedy matka mnie szarpała, biła. Cóż, normalka.
Do dziś zmagam się z traumą. Czuję, że odstaję od reszty. Zauważyłam, że kiedy kłócimy się z koleżankami, to ja staram się unikać kłótni... Nienawidzę tego.
Brat zwrócił kiedyś matce uwagę, że już ma dosyć wykrzykiwania... Ale znów skończyło się na tym, że jest tylko gówniarzem, ona nie mówi do niego i żeby się nie wtrącał, bo przecież jak można zwracać uwagę matce...
Szczerze? Straciłam do niej szacunek. Nie potrafię powiedzieć do niej „mama” – za to wszystko, co mnie i moje rodzeństwo spotkało przez nią w życiu.
Najstraszniejsze jest to, że jest wiele ludzi zmagających się z takimi rzeczami.
Przerażające jest to, na jaką skalę w Polsce dzieciaki doświadczają podobnych rzeczy.
Matka pochodzi z rodziny, gdzie jej ojciec, a mój dziadek był pijakiem, więc hałasy również były na początku dziennym. Nie rozumiem jednak, czemu ona po takich przeżyciach sama funduje własnym dzieciom takie rzeczy.
Mam 19 lat, a zbieram pieniądze na przeprowadzkę. Nie chcę, nie mogę już tak dłużej.
Przez matkę boję się mieć dzieci, bo nie chcę, żeby one przechodziły przez to samo... Boję się, że będę jak ona. Życie w takim toksycznym środowisku jest po prostu mega niszczące. Cholernie niszczące.
Kiedyś winiłam siebie – to moja wina, że rodzice się kłócą itp. Po jakimś czasie zrozumiałam, że to z matką i ojcem jest coś nie tak.
Łączę się z wszystkimi osobami, które również zmagają się z taką sytuacją.
Kiedy jeszcze chodziłem do liceum, raz po raz zdarzało się, że wraz z kumplami (dla umilenia naszego czasu), przyjmowaliśmy do naszych płuc dość popularne suszone kwiatostany pewnej rośliny. Nie inaczej było pewnego bardzo mroźnego wieczoru, kiedy okazało się, że moi rodzice wieczorem wyjeżdżają i zostawiają mi cały dom do dyspozycji. Szybko zgadałem się z kumplem. On miał coś dobrego, a ja miałem jedzonko, gry, wolną chatę oraz mnóstwo wolnego czasu. Nie minęło 10 minut, a już słyszałem dzwonek do mych drzwi. Kiedy zrobiliśmy to, co mieliśmy w planach, i kiedy roślina zaczęła na nas działać, zachciało nam się jednej rzeczy – papierosów. No to rozpoczęło się poszukiwanie. Kumpel nie miał papierosów. Ja po przeszukaniu wszystkich zakamarków w swoim pokoju też nic nie znalazłem. No to myślimy, co by tu zrobić, bo chęć zapalenia papierosa była ogromna.
MAM!
Przypomniałem sobie, że mój ojciec czasem kręci sobie papierosy i ma od tego specjalną maszynkę oraz pewnie jakiś zalegający tytoń. Problem był w tym, że pomieszczenie, w którym ojciec kręcił fajki, znajdowało się na dworze. Ale taki problem to nie problem! Założyliśmy na łeb kurtki, zamknąłem dom i popędziliśmy do tej „klitki”.
Tam na szybko skręciłem cztery papierosy i „czem prędzej” uciekaliśmy z powrotem do domu, bo piź***ło jak w kieleckim, a ja miałem na sobie krótkie spodenki, laczki oraz wspomnianą wcześniej kurtkę (bo przecież w domku cieplutko).
Stoimy pod drzwiami. Wkładam klucz do zamka. Kręcę tym kluczem, ale drzwi otworzyć coś nie mogę... No to wyciągam klucz i próbuję jeszcze raz... i jeszcze raz...
W międzyczasie komunikuję zmarzniętemu koledze, że te drzwi przeżywają swoje ostatnie chwile i zamek już od jakiegoś czasu się „przywiesza”. Nadal kręcę tym kluczem, ale to nic nie daje, a nigdy jeszcze tak długo majstrować przy zamku nie musiałem. Palec miałem już cały siny, bo tak mocno chciałem przekręcić klucz w zamku, a do tego wraz z kumplem byliśmy mega przemarznięci i jeszcze bardziej pod wpływem....
Konsternacja.
Może oknem? (bo było uchylone)... Nie, jednak nie, bo chyba tak nie potrafimy...
Może zadzwonię do rodziców? Też nie... bo nie dosyć, że nie miałem przy sobie telefonu, to jeszcze by się wydało, co robiliśmy.
Ogarnął nas strach oraz krzywa faza.
Staliśmy na tym mrozie, nie odzywając się do siebie i na zamianę kręcąc kluczem w drzwiach. W głowach myśli, czy właśnie w ten sposób skończy się nasz żywot?
W tym natłoku myśli wpadłem na genialny pomysł i... przekręciłem klucz w drugą stronę.
Tak, podziałało...
Moja babcia jest dość niską, szczupłą kobietą o podobnej budowie ciała co ja i moja siostra, więc często dostaje od nas ciuchy, w których już nie chodzimy. Swoje krótkie (lecz gęste jak na ten wiek) włosy najczęściej farbuje na intensywny bordowy lub granatowy kolor. Będąc szczerą, ciężko ją przeoczyć na ulicy. Nie przeoczył jej również chłopak w wieku mniej więcej 20 lat, który zaszedł ją od tyłu, dał jej klapsa w tyłek i nonszalanckim głosem zapytał, czy nie chce przypadkiem spędzić z nim nocy. Babcia odwróciła się i z najpiękniejszym uśmiechem na jaki ją było stać odpowiedziała zszokowanemu młodzikowi, że bardzo chętnie by z nim poszła, ale obawia się, że nie dorównuje jej doświadczeniem i prawdopodobnie szybko by wymiękł. Chłopczyna wymiękł znacznie wcześniej, bo już w tym momencie, i szybko uciekł do pokładających się ze śmiechu kolegów.
Jak to babcia podsumowała, gdy właśnie zbierałam swoją szczenę z podłogi po tej sytuacji: z tyłu liceum, z przodu muzeum.
Moja kuzynka zaszła w ciążę w wieku 18 lat. Pierwszy raz, pękła gumka, zdarza się.
Problem polegał na tym, że nie miała pojęcia, jak o tym powiedzieć rodzicom. Oboje są bardzo wierzący, w dodatku jest to ich jedyna córeczka i zawsze byli nieco przewrażliwieni na jej punkcie. A wszystko to jeszcze przed maturami.
Koniec końców, poprosiła mnie, żebym była przy tym, gdy powie rodzicom o ciąży. Była bardzo zestresowana, bała się ich reakcji i wobec tego chciała mieć przy sobie wsparcie, więc się zgodziłam.
Jej rodzice przyjęli to bardzo spokojnie, niezręczna cisza nastała dopiero wtedy, gdy kuzynka powiedziała, że okrutnie bała się ich reakcji. „Kochanie, teraz to ja się dopiero zaczynam martwić o twoją maturę z matematyki... Odejmij sobie swój wiek od mojego...”
Cóż... Jej rodzice mieli 18 lat... kiedy się urodziła ;)
Przez oglądanie czy słuchanie podcastów kryminalnych zaczęłam się bać, że ktoś może ukraść mi dziecko i często rozmyślam o cierpieniu, jakie przeżyli ci ludzie. Nie powinnam tego słuchać, skoro jestem taka „miękka”, ale to jest jak nałóg, ciężko mi przestać.
Dodaj anonimowe wyznanie