#YO1q8

Jestem w gimnazjum. Jak to w tym okresie - czas buntu. Mam w swojej klasie pewnego chłopaka zaliczającego się do "trudnej młodzieży'', typowa patologia. Nie zdał raz i na chwilę obecną znowu grozi mu zagrożenie. Pali i prawdopodobnie pije, wszyscy nauczyciele doskonale o tym wiedzą. A wiem stąd, że czasami zdarzy się od nich tekst typu np. "Ale tu śmierdzi papierosami - X, mógłbyś palić po szkole''. Na lekcjach, wiadomo - kłótnie z nauczycielami, bezczelne odzywki, przeklinanie na cały głos podczas lekcji. Ponad 200 godzin lekcyjnych nieusprawiedliwionych - wagary non stop, święto jest, kiedy pojawi się w szkole. Szemrane towarzystwo i cały dziennik zapisany uwagami. Co robią nauczyciele w związku z tym? Oczywiście wpisują uwagi, które prawdopodobnie sam podpisuje i ośmieszają go przy całej klasie, np. kiedy pojawi się w szkole po dłuższej nieobecności, pada tekst: "No zobacz X, tak wygląda klasa, cały czas mamy ławki, okna, prawie nic się nie zmieniło od kiedy byłeś łaskawy przyjść do szkoły''. Często również padają wyzwiska w jego stronę m.in. - Ty szchochu.

Lekcją na jakiej najczęściej bywa jest religia. Nie jest on zbyt wierzący, często na lekcji padnie od niego tekst: "Walić nawrócenie'' lub coś w ten deseń. Nasz ksiądz jest bardzo wyluzowany i wyrozumiały. Ostatnio w środku lekcji X wyciągnął telefon (w szkole mamy zakaz w ogóle przynoszenia ich do szkoły, ale i tak wszyscy mają) i zaczął na cały głos puszczać piosenkę - typowy rap. Podszedł do niego ksiądz, ten natychmiast zastopował piosenkę i rozmowa potoczyła się mniej więcej tak:

K: Co to za piosenka?
X: A wie ksiądz, to jest [...].
K: Czekaj, czekaj - puść to jeszcze raz.
''Odtwarza''.
K: No spoko nuta, ale ja mam lepszą - słuchaj.
Ksiądz wyciągnął telefon, puścił piosenkę i dał telefon X, żeby posłuchał.
X: Zaje*ista.
K: Ej, stary, weź nie przeklinaj.
X: No dobra, już nie będę.
K: A jakiego stylu ty rapu słuchasz? Bo to jest akurat rap uliczny.

Rozmowa trwała jeszcze przez ok. 5 minut

K: Słuchaj, to po lekcji, wyślesz mi tę piosenkę, OK?
X: Spoko.
K: No, ale teraz stary chowaj komórkę, bo jakby tu pani dyrektor wparowała, to musiałbym się tłumaczyć, a lekcja to nie najlepszy moment na słuchanie muzyki.

Do końca lekcji X siedział cichutko.

I to jest właśnie pedagogiczne podejście! Nikt nie będzie chciał się uczyć, kiedy ktoś będzie go wyzywać i ośmieszać. Warto czasem poświęcić trochę uwagi dla jakiegoś ucznia, wówczas, po którymś razie, zrozumie swój błąd i się zmieni. Wiadomo, są też "cięższe" przypadki', ale i z takimi można normalnie porozmawiać. Po lekcjach religii jest o wiele grzeczniejszy na innych przedmiotach.
X dziś poprawił większość zagrożeń i może nawet zda. Nie jest złym chłopakiem, wręcz przeciwnie, jest bardzo miły.

#GTE6v

Przy wieczerzy wigilijnej siostra pochwaliła się dobrym uczynkiem, jaki spełniła wobec bliźniego w potrzebie.
Tego dnia, trochę wcześniej, robiła zakupy w popularnym sklepie z owadem w kropki.
Przed wejściem podszedł do niej Pan Żul i poprosił o 5 zł na święta. Siostra nie mając gotówki odmówiła, jednak w sklepie postanowiła kupić coś człowiekowi. Pytanie co kupić, bo jeśli np. odmówi, to żeby nie zostać z czymś, czego sama nie je (a jest wege). I wymyśliła zestaw, który już sam w sobie sprawił, że w myślach zobaczyłem starą reklamę – bułki i banany! Wychodzi więc ze sklepu, podchodzi do pana i mówi „Proszę, kupiłam panu jedzenie”, podając mu produkty.
Pan patrzy na nią w ciszy. Ona patrzy na niego. Cisza przedłuża się i kiedy robi się już bardzo gęsta, mężczyzna mówi cicho: „Ale tamten pan już poszedł. Ja tu na żonę czekam...”.

No i została z tymi bananami... A pan szybko się ewakuował spod sklepu :D

#EoS1E

W moim domu zawsze zakręcamy gaz, główne zawory itd. Bo mój ojciec jest alkoholikiem i wysadziłby nas bardzo chętnie, bo zapomina o gazie. Z racji że pracuje za granicą, to chwilami mamy spokój. Normalnie gazu nie zakręcamy, jak go nie ma, ale jakoś niespodziewanie przyjechał, no i od razu wódka itd. Ojciec często odpala papierosa przy kuchence z iskrownikiem, tym razem też odpalił sobie papierosa i zostawił odkręcony gaz. Poszedł do WC i jak wrócił, znowu chciał sobie fajkę odpalić...
Prawie rozsadziło kuchnię od środka i porządnie go poparzyło. Jeszcze długo będą go sklejać w Siemianowicach Śląskich :)

#RdHlf

Przed świętami byłam na zakupach w markecie, w którym rzadko bywam, poszłam na mięsny i chciałam kupić 20 dkg wędliny. Sprzedawczyni, jak to w święta, biegiem, nie podnosząc nawet głowy, kroi wędlinę i ciach na wagę równiutko 20 dkg. Patrzę na to i chcąc być miła, mówię: „Łał, ale ma pani oko!”. Na co sprzedawczyni podnosi głowę znad lady i patrzy na mnie w milczeniu takim mega zezem... Normalnie jedno oko na Maroko, drugie na Kaukaz...
Cisza przez te dwie sekundy trwała wieczność.
Podziękowałam i zwyczajnie uciekłam ze sklepu.

#tnQ9H

Denerwuje mnie akcja "Daj Włos". Chcę wyrazić swoje zdanie chociaż tutaj. Zapewne miałam pecha spotkać nieodpowiednie osoby, ale mam wrażenie, że ludzie oddający włosy, zachowują się jakby byli w sekcie.

Na samym początku historię o dzieciach oddających włosy innym dzieciom robiły na mnie wrażenie. Jednocześnie wydało mi się to bez sensu. Dlaczego? Trochę znam się na perukach syntetycznych (mam 4, koleżanka ma 3). Te dobrej jakości wyglądem nie różnią się od tych z naturalnych włosów. Spokojnie można je czesać, myć, prostować itp., nie zmechacą się przez kilka miesięcy, a cena wynosi 100-300 zł. Gdyby fundacja sprzedała jedną ze swoich peruk, na jej miejsce mogła by zrobić 10-40 peruk syntetycznych. Takie jest moje zdanie, dlatego włosów nie oddam. Mam obsesję na ich punkcie i bardzo o nie dbam.

Dwie dziewczyny z mojej klasy ścięły włosy dla fundacji. Codziennie wrzucały na facebooka itp. zdjęcia swoich krótkich fryzur z podpisami typu: "Kochałam swoje włosy, ale uśmiech chorego dziecka jest ważniejszy" (Rak'n'Roll robi peruki dla kobiet, pomyliło im się z amerykańską fundacją). Potem próbowały namówić do tego całą szkołę, wk*rwiały tym niemal wszystkich, ale na mnie uwzięły się najbardziej, dlatego że moje włosy są bardzo długie, zadbane i niespotykanie miękkie (jednocześnie strasznie cienkie i rzadkie, nie starczyłoby nawet na 1/5 peruki). Od razu wyraziłam swoje zdanie syntetycznych włosach. Były tym oburzone. Na początku pytania typu: "A co ja niby robię dobrego, że śmiem je krytykować?" Robię sporo, więc podwójnie mnie takie gadanie wk*rwia. Potem wyzwiska: "Takiej grubej, brzydkiej krowie ładne włosy niepotrzebne" (doskonale wiem jak wyglądam, dlatego tym bardziej kocham moje włosy).
Później jedna z nich wysłała mi historię o dziewczynie, której z zemsty obcięli włosy. Podpisała to: "po co ci te włosy, skoro w każdej chwili ktoś może ci tak zrobić?" Zabrzmiało jak groźba.

Odkąd powstały niezweryfikowane, pojawiło się 7 wyznań o tym, że autorki są dumne z oddania włosów. Za każdym razem miałam wrażenie, że powinnam czuć się winna, bo ja nie oddałam. Gdy widzę kolejne historie o perukach dla dzieci, chce mi się rzygać. Gdy ktoś chwali się, że oddał włosy, czuję, że próbuje mnie indoktrynować.
Hasło Rak'n'Roll to "Zbieramy na cycki, nowe fryzury i dragi". Chwała im za to, bo to naprawdę potrzebne. O ile "Daj włos" uważałam wcześniej za miły, ale nietrafiony pomysł, to teraz czuję się z każdej strony atakowana, bo śmiałam nie oddać swoich włosów.

Chcesz oddać włosy? Zrób to. Brawo za chęć niesienia pomocy. Ja nie chcę być do tego zmuszana. W internecie nie raz byłam przez to wyzywana, nawet zanim wyraziłam swoje zdanie. Skoro syntetyki dają niemal identyczny efekt, to nie chcę oddać włosów. Włosy to moje hobby, nie chcę go tracić. Dlaczego do tej pory nikt tego nie zrozumiał?

#zZ01I

Czasem jest ciężko. Byłam z człowiekiem trzy lata, chorował na depresję, leczył się... Tak twierdził. W drugi dzień świąt rano normalnie ze mną rozmawiał przez telefon – wyjechał do pracy, często wyjeżdżał i nie spędzał ze mną tego czasu, zresztą nie obchodził ich, bo był niewierzący, nie zmuszałam go do ich obchodzenia, ale przykro mi było, jak siedział sam w tym czasie. Rano się odzywał, wieczorem zadzwonił i powiedział, że wraca do domu, gdzie wynajmował mieszkanko na czas wyjazdu, a na drugi dzień zaginął... Wyłączył telefon, zmienił numer i uciekł. Zwyczajnie jak szczur, bez wyjaśnienia. Zostawił mnie bez słowa z gromadką zwierząt w domu i radź sobie. Szukałam przez policję, czy nic mu się nie stało – znaleźli go, żyje zadowolony i świadomie zerwał kontakt. Okazał się oszustem, bo wszystko co mówił, było kłamstwem.
Jak teraz żyć? Były wcześniej sygnały jego dziwnego zachowania, ale chyba nie chciałam tego widzieć, bo bałam się samotności. Zabrał mi lata, zażartował z mojego życia i się nim bawił...

Ostrzegam, kochani, przed takimi ludźmi i zawsze obserwujcie uważnie zachowanie swoich wybranków.

#iiEbT

Kiedy byłam mała, po mojej wiosce jeździł młody chłopak, który rozwoził kurze jaja. Zawsze jak widziałam, że ten chłopak podjeżdża na nasze podwórko, zaczynałam krzyczeć pewne zdanie, żeby dać każdemu domownikowi znać o tym, że sprzedawca jaj przyjechał.
Z racji tego, że byłam dzieckiem nieświadomym tego, że zdanie wypowiadane przeze mnie brzmi nie tak jak powinno albo nie tak, jak ja je rozumiem, darłam się: „Chłopak z jajami przyjechał!! Chłopak z jajami przyjechał!!”.

U mojej rodziny zawsze wywoływało to śmiech, a ja zdałam sobie sprawę ze znaczenia tych słów dopiero po parunastu latach ;D

#dnZ7R

Jakiś czas temu wraz z ziomeczkami braliśmy udział w przeglądzie kabaretowym na naszej uczelni. Każdy z nas się przygotował, a jednymi z atrybutów naszego kumpla była biała laska (taka jaką mają niewidomi) i przeciwsłoneczne okulary.
Trzeba też dodać, że jeden z naszej czteroosobowej ekipy jest czarny :)

Przegląd się skończył, miejsce może nie najwyższe, ale wynik zadowolił nas na tyle, że postanowiliśmy poświętować w pobliskim barze. Pech chciał, że akurat trwała jakaś retransmisja meczu, więc poziom Sebixów przewyższał tamtejsze standardy.

Usadowiliśmy się przy stoliku, gdzie ławki tworzą literę L, sączymy piwko, gadamy o przysłowiowej dupie Maryni, gdy do naszego czarnoskórego koleżki przyczepił się nieco nietrzeźwy przedstawiciel miłośników ortalionu. Co ważne, nie podszedł od razu, tylko swoje niezadowolenie wyrażał poprzez wyzwiska kierowane z drugiego końca sali.
Jako że głupio byłoby się ulotnić, wszak piwo niedopite, a opozycja okupowała wyjście z baru, kumpel wpadł na szatański plan.

Wyciągnął z plecaka okulary i laskę (siedział plecami do Sebków, więc nie widzieli co robi), po czym czekał na rozwój wydarzeń.
Jak można się domyślić, negrosceptyk wraz z kolegą ruszyli w naszą stronę rozjuszeni brakiem reakcji. Zanim jednak zdążyli cokolwiek zrobić, kumpel wstał i zaczął okładać laską (a raczej próbować bić po nogach, bo rolę niewidomego miał opanowaną do perfekcji) jednego z typów.

- Ku*wa, macie coś do mnie tylko dlatego, że jestem czarny? Jakbyśmy wam bawełny nie zbierali, to jestem ciekaw, co byś pod dresem nosił!

No cóż, widok ślepego białasa, myślącego, że jest czarny, wzbudził zainteresowanie na tyle, że nieco zmieszane sytuacją dresy ulotniły się w stronę swojego stolika, bucząc coś pod nosem "e chuj, głupio tak niewidomego klepać" :D
Po dopiciu trunków teatralnie wyprowadziliśmy kumpla i w akompaniamencie rasistowskich żartów udaliśmy się w stronę zachodzącego słońca, zadając sobie jedno pytanie: Skoro kumpel był "ślepy", to skąd wiedział, że typek ma dres? Najwidoczniej Sebki nie zadały sobie tego pytania, więc chcąc uniknąć wpie*dolu, profilaktycznie zmieniliśmy lokal :D

PS Nasz czarnuszek nie ma nam za złe żartów, sam zresztą nazywa nas swoimi nygasami - ot, chłopska relacja. :)
Dodaj anonimowe wyznanie