Nadszedł mój kryzys. Mój prywatny. Minęło 4,5 miesiąca, odkąd zostałam wdową, a ja nie daję rady. Czas nie leczy ran. Nie zmienia się siła bólu i tęsknoty.
Musiałam to wyrzucić z siebie. Kur@a, czas nie leczy ran i nie zmniejsza bólu!!!
Dzisiaj rano czekałam przy przystanku na autobus. Razem ze mną z piętnaścioro emerytek/emerytów. Obok mnie stały dwie babcie, jedna ubrana w zielone dresy, jakąś kurtkę i beret, a druga odwalona jak na Boże Ciało. Chcąc czy nie, usłyszałam kawałek ich rozmowy.
Ta wystrojona mówi:
– Widzisz, taka właśnie jest dzisiejsza młodzież... Tylko alkohol i imprezy im w głowach! Na co ta druga:
– ...Aa nie wiem, jebie mnie to.
Gdy to usłyszałam, aż parsknęłam śmiechem tak głośno, że wzrok całej przystankowej mafii skierowany był na mnie :)
Mam prawie 40 lat i można powiedzieć, że „dorobiłem się”. Nie narzekam na swoje życie, ale jednak często tęsknię za młodością, dlatego często chodzę do różnych lokali na piwko i tam staram się pogadać czy pograć np. w bilard z dużo młodszymi od siebie osobami, takich w moim wieku zwykle unikam. Nie narzucam się ani nic takiego, nie szukam też młodej dziewczyny itp. Po prostu lubię kontakt z młodzieżą/młodymi dorosłymi. I nie bardzo mam komu o tym powiedzieć, dlatego piszę tu :)
Za czasów dzieciaka miałam w zwyczaju co drugi tydzień na weekend odwiedzać dziadków. Oczywiście byłam wtedy zbyt mała, by samodzielnie przejechać siedem przystanków i kopytować przez dwie ulicę, toteż mój 17-letni wówczas brat mi towarzyszył. Rodzice dali pieniążki na bilety i heja na przystanek. Tomek jednak postanowił wyrwać się schematom i nieco zaryzykować. Gdy byliśmy już na miejscu stwierdził, że nie ma sensu wydawać kasy na bilety, bo kanara spotkał ledwie dwa razy w życiu. Lepiej wydać na cukierki, czy inne pierdółki.
Zaślepiona wizją worka łakoci zgodziłam się pojechać za frajer. Autobus przyjechał, siadamy na końcu pojazdu, tak jak lubię i jodym do dziadków. Aż tu nagle, pewnie się tego nie spodziewaliście, pojawia się kontroler. Młody taki, z 20 lat. Nadchodzi. Nie powiem, obleciał mnie strach. To była moja pierwszy nielegalna podróż autobusem, nie wiedziałam co nas czeka. Mój brat jednak mnie uspokoił, mówił, że ma plan.
- Bilety poproszę - rzecze kontroler.
A mój brat-śmieszek na to:
- Ni mamy.
Chłopak podnosi na nas wzrok, patrzy raz na niego, raz na mnie. Zatrzymał wzrok na Tomku. Mój żołądek zrobił salto.
- Cóż, w takim razie...
- Ależ panie władzo, po co od razu mandaciki? - ciągnie brat. - Myślę, że jakoś się dogadamy.
W tej chwili Tomek wyciągnął z kieszeni pieniądze, które miały być przeznaczone na bilety. Przedstawił mierną sumę kontrolerowi.
- Jeśli tylko puści nas pan wolno, bez żadnego obciążenia pieniężnego, to za tę kasę sprezentuję panu najtańsze, ale wcale nie najgorsze lody czekoladowo-śmietankowe, jakie dają w tym mieście. - Uśmiechnął się uroczo, a gdy kontroler nie odpowiedział, dodał. - Mówię serio. Jeśli widzi pan we mnie oszusta, to z chęcią podam swój numer telefonu, byśmy mogli umówić się na mieście i zjeść te lody. To jak?
Nie wierzyłam, że uda nam się wywinąć dzięki lodom i śmieszkom mojego brata. Zalał mnie zimny pot. Już miałam przed oczami policję, wściekłych rodziców i milion złotych wypisane na mandacie.
- Dobra. - padło niczym Hiszpańska Inkwizycja. Chłopak uśmiechnął się, wyciągnął telefon i podał mojemu bratu. - Zapisz swój numer. Jestem Artur.
- Tomek. A to moja siostra, Kaśka.
Chłopacy wymienili się numerami, zamienili jeszcze ze dwa-trzy słowa, po czym dojechaliśmy na miejsce, pożegnaliśmy się z nowo poznanym Arturem i ruszyliśmy do dziadków.
Rodzice nigdy się nie dowiedzieli.
Nie dostałam obiecanych cukierków. Zamiast tego Tomek wydał cały hajs na lody dla siebie i Artura. Tak jak mój brat obiecał, tak zrobił.
Skubani...
Od pięciu lat są parą. xD
W swoim krótkim nastoletnim życiu miałam czterech chłopaków. Niby nic nadzwyczajnego, ale co ich wszystkich łączy? Matka KAŻDEGO z nich miała na imię Agnieszka. Bez wyjątku. Nie muszę mówić, że te związki skończyły się niepowodzeniem.
Obecnie podoba mi się jeden chłopak. Dziś dowiedziałam się, że jego mama to właśnie Agnieszka.
Zabijcie mnie.
Przez ostatni rok schudłam 25 kg. Wszyscy chwalą i proszą o radę, jak to zrobić. Jest to jednak efekt bardzo ciężkiej pracy oraz głównej motywacji. Otóż nienawidzę mojej dalszej rodziny, tj. wujostwa i kuzynostwa ze strony mamy. Wyrządzili mi i moim rodzicom sporo krzywdy, zawsze próbowali wpędzić w kompleksy, wszystko w białych rękawiczkach.
Zarówno do nauki, jak i metamorfozy fizycznej motywuje mnie jeden obraz – kiedy ktoś z nich umrze, to wtedy na pogrzeb przyjadę ja, szczupła, piękna, wykształcona i bogata i rzucę im swoim sukcesem w twarz, traktując jak plebs.
Oczywiście i tak nigdy się tak nie zachowam i mam pełno innych racjonalnych powodów do samorozwoju, ale ta wizja zawsze daje mi +1000 do siły.
Jestem na pozór zwykłą dziewczyną. Cichą, spokojną, nie imprezującą za bardzo, niepijącą ani niepalącą. Raz na rok, może dwa, umoczę ciuka w winie albo piwie, i to wszystko. Chłopaka nie mam i nigdy nie miałam. W sumie nie wiem czemu. Nie jestem brzydka ani nic mi nie brakuje jako kobiecie. Może po prostu nigdzie nie wychodzę i przez to nie za bardzo mam szansę kogoś poznać? Jest tylko dom i szkoła, szkoła i dom. W szkole trzymam się raczej na uboczu. Nie jestem jakaś ostatnia, ale i nigdy nie brylowałam w towarzystwie.
Przeobrażenie mojej osoby następuje późnym wieczorem, gdy leżę już samotnie w swoim łóżku. Lubię się sama zadowalać. Bardzo często to robię. Wiem, że to grzech i spowiadam się. Postanawiam poprawę. Szczerą poprawę. Ileż to razy obiecywałam już sobie zerwać z nałogiem... Bo to już chyba nałóg. Przysięgałam sama sobie, że więcej nie będę, że to był ostatni raz, że nigdy więcej, że od dziś zaczynam nowe życie. Aha, obiecanki cacanki. Po jakimś czasie wszystko wraca. Początkowo czując narastające napięcie, próbuję mu się opierać, walczę jeszcze. Uciekam w zajęcia, odwracam uwagę itd. W dzień jakoś wymknę się pokusom, ale najgorzej gdy zapada noc i zostaję sama w swoim łóżku. Ilekroć zamykam oczy, to widzę pod powiekami sceny z obejrzanych filmów dla dorosłych. Tak, sięgam i po nie. Te wspomnienia nękają mnie, potrafię godzinę przekręcać się z boku na bok, ale sen wciąż nie nadciąga. Przeciwnie, wzmaga się napięcie. W końcu ulegam mu, a po wszystkim zasypiam niemal natychmiast. Bywa, że z ręką między udami. Jest coraz gorzej. Obecnie gdy rodziców nie ma w domu, to potrafię w biały dzień rozebrać się i zrobić to przed kamerą. Potem oglądam to na telefonie i robię zbliżenia, szalenie mnie to kręci. Potem wszystko kasuję. Ostatnio okazało się, że jednak nie wszystko...
Raz mama utopiła swój telefon w sedesie. Wypadł jej z kieszonki koszuli przy nachylaniu. Spiesząc się do pracy, wzięła mój. Po powrocie urządziła mi straszną awanturę. Okazało się, że odnalazła filmik. Pokazała go tacie. Obydwoje na mnie wsiedli, bym przyznała natychmiast, komu wysyłam te zboczone filmy. Odpowiadałam zgodnie z prawdą, że nikomu. Zaczęli grozić mi policją, że jak nie chcę się sama przyznać, to gliny szybko ustalą korespondującego ze mną pedofila. Przysięgałam im, że NIE MA żadnego pedofila, że nigdy nikomu nic nie wysyłałam, ale oni nadal nie wierzą. W głowie im się nie mieści, że ich spokojna, cicha córeczka, taka przykładna i ułożona, może być aż tak zboczona, że sama dla siebie filmuje własne palcówki.
Ze wstydu mam ochotę wyskoczyć przez okno.
Stałam w deszczu na przystanku i nie było gdzie się wysikać, więc zsikałam się w spodnie. Przynajmniej nie było widać, że są mokre, a mi było lżej.
Zawsze po moim akcie masturbacji jedyne co mi do głowy przychodzi to kolędy. Chodzę i śpiewam.
Koniec lat 90. Właśnie stałam się kobietą, zaczęłam miesiączkować. Wiedziałam, że aby się zabezpieczyć potrzebuję podpasek. Problem pojawił się co zrobić z tą zużytą. Gwoli ścisłości, mieszkaliśmy w domu jednorodzinnym na wsi. Ja, tata i trzech starszych braci. O segregacji śmieci nikt wtedy nie słyszał. Co się więc robiło ze śmieciami z kosza? Otóż paliło się nimi w piecu. Stąd moje skrępowanie przed tym, by wyrzucić zużytą podpaskę do kosza. Nie chciałam, żeby tata to później oglądał. W mojej młodej, głupiej głowie zrodził się plan, żeby składować te podpaski w półce w moim pokoju. Wkładałam każdą do woreczka i hop do półeczki. Kiedy się cała zapełniała, z zatkanym nosem w żółtych gumowych rękawicach przekładałam to do worka, szłam za zabudowania, rozpalałam ognisko i wszystko szło z dymem. Proceder trwał jakiś czas, dopóki nie zmądrzałam :-)
Dodaj anonimowe wyznanie