#IfrPt

Jestem doktorantem na jednej z polskich uczelni humanistycznych, w zasadzie to na końcówce. Jak poznaję nowe osoby, mało komu mówię, co robię. Dlaczego? Bo się zwyczajnie tego wstydzę. Podejście Polaków do kariery naukowej jest co najmniej dziwne. Teksty typu „eee. to takie pisanie książek, nuda” albo „czym ty taki zmęczony jesteś, jak ty tylko siedzisz i piszesz” są na porządku dziennym. Z drugiej strony wkurzam się, bo poszedłem na te studia z pasji, a aktualnie mam ich serdecznie dość.
Uczelnia oraz polski system edukacji zabiły we mnie tę pasję. Obiecywanie złotych gór, a jak przyszło co do czego, to wszyscy się odwrócili. Poza tym aktualnie doktorat nic nie znaczy, mało tego, pozbawia ludzi doświadczenia zawodowego. Ja, że jestem uparty, to pracuję w zawodzie i piszę, dzięki czemu mam doświadczenie poparte latami pracy. Ale jakim kosztem? Odrzucenia prawie wszystkich znajomych, dawnego stylu życia, właściwie nieposiadania czasu wolnego. Kosztem pracy na część etatu i mieszkania w wynajmowanym pokoju, bo nie stać mnie na założenie rodziny i swoje mieszkanie. I co z tego będę miał? Ludzie będą mieli mnie za przemądrzałego dziwaka (choć uważam się za osobę racjonalnie myślącą), moja sytuacja zawodowa nie ulegnie zmianie, satysfakcji z tego na pewno nie będzie. Lata wyrzeczeń, poświęceń, by mieć nic nieznaczące „dr” przed nazwiskiem.

A moi znajomi, mający tylko średnie wykształcenie, pracują w korporacjach, gdzie za mało absorbująca pracę, o czym sami mówią, otrzymują dość dobre wynagrodzenie. Albo posiadają własne działalności, co też bym chciał, ale mnie na to nie stać. I oczywiście brak szans na stałe zatrudnienie na uczelni, czym tak mamiono jeszcze kilka lat temu. Chory kraj, chory system.

#n3fGF

Moi rodzice stronili od alkoholu, jedynie pili coś symbolicznie na uroczystościach.
Jednakże mieli swoje "zielone" upodobania.

Był weekend, położyli mnie grzecznie spać. Szybko wpadłam w objęcia mojej najlepszej kołderki. Niestety, dopadł mnie ten straszny sen, gdzie wysoki, czarny pan stoi w kącie pokoju i perfidnie się ze mnie śmieje. Obudziłam się, usłyszałam głośny śmiech. O nie, on dopadł rodziców!
Szybko wybiegłam z pokoju, wpadłam do salonu i ujrzałam ojca, który zwijał się ze śmiechu na podłodze i czerwoną na twarzy mamę. Ujrzeli mnie i szybko zmienili miny na grobowe, ale i tak nie wyglądali poważnie. Wtem tate przemówił:
- Co się stało, Ewelinko?
- Jakiś czarny pan jest u mnie w pokoju.
- O kurna, Anka. Zamknęłaś drzwi?
Mama nie pamiętała.
Wkręciłam rodzicom, że ktoś jest w domu. Strasznie się tym przejęli. Chociaż nie do końca, bo kiedy zabunkrowaliśmy się w kuchni, zaczęli wyjadać musztardę ze słoików i śmiać się z głupoty włamywacza, bo przecież są biedni. Pamiętam do dzisiaj, że mama nazwała mnie najcenniejszym skarbem, dzięki któremu ta rodzina nie jest aż tak biedna i że nie da mnie ukraść. Po pół godzinie chyba zapomnieli o domniemanym złodzieju i poszliśmy wszyscy spać. We trójkę w jednym łóżku :)

#g2qVz

Jestem facetem, który nie miał dobrych wzorców w dzieciństwie. Od zawsze w życiu miałem pod górkę, ale chciałem coś osiągnąć, więc się nie stoczyłem.
Trudno mi było bez ojca. I czasami nie wiem, jak powinien się zachować prawdziwy facet. Odpalam sobie wtedy YT i szukam filmików pewnego znanego amerykańskiego komika. W swoim programie opisuje problemy w relacjach nie tylko damsko-męskich, ale odnosi się do różnych życiowych zależności społecznych. Niejeden raz jego rady uratowały mnie przed zrobieniem głupoty.
Anonimowe jest to, że uchodzę wśród kumpli za tego, który potrafi wspomóc w każdej sytuacji dobrą radą. Nikt nie wie, że to mądrość życiowa mojego amerykańskiego mentora.

#Ui4po

Kiedyś pojechałam z moim mężem do miasta obok na jarmark bożonarodzeniowy. Jako że w tym mieście mieszka jego brat, to dość mocno się porobili procentami. Rano musieliśmy zwolnić apartament i udać się na dworzec. Mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc postanowiłam, że razem z córeczką coś zjemy. My jadłyśmy przy stoliku, a mój skacowany i wyglądający jak półtora nieszczęścia mąż stał nad nami z butelką wody. Nagle podeszła do nas pani z ochrony i spytała się, czy ten pan mi się narzuca i wskazała palcem na mojego męża. Ja zdołałam tylko wydusić, że to mój mąż, a ona dobiła go jeszcze bardziej, mówiąc, że tu dużo takich osób żebrzących, które zaczepiają ludzi, mówiąc, że na bilet nie mają. Ja spojrzałam na męża i starałam się nie wybuchnąć śmiechem, a pani ulotniła się tak szybko, że nawet nie zauważyłam kiedy :D

#iymer

Piję od 10 lat. Straciłam przez to kilka razy pracę albo faceta. Dwa tygodnie temu mój chłopak się wyprowadził z domu, bo tak dałam „czadu”. Dał mi dużo szans, zmarnowałam to. Żałuję. Teraz mam dobrą pracę itd., ale o czym chcę napisać? Od 8 dni nie piję. Jestem po pierwszym spotkaniu AA. Musiałam stracić kogoś najważniejszego, żebym się przyznała przed samą sobą, że jestem alkoholiczką. Ale teraz muszę sobie pomóc i może się ułożyć z nim. Po zerwaniu wpadłam w szał pisania do niego SMS-ów, listów. Nawet pojechałam do niego do domu... Jest tylko gorzej. Oczywiście w amoku pisałam, że się zabiję itd. Moja rodzina wiedziała, że mam problem, on też. Próbowali pomóc, ale ja zawsze potrafiłam sobie wytłumaczyć, że mam depresję i alkohol mi pomaga. Nie pomagał... Ale co ważne, minął 8 dzień bez picia. Trzymajcie kciuki. Nigdy nie jest za późno, żeby się przyznać przed sobą. Może komuś to pomoże, zanim straci ukochaną osobę i zdrowie jak ja.
Dodaj anonimowe wyznanie