#IfrPt
Uczelnia oraz polski system edukacji zabiły we mnie tę pasję. Obiecywanie złotych gór, a jak przyszło co do czego, to wszyscy się odwrócili. Poza tym aktualnie doktorat nic nie znaczy, mało tego, pozbawia ludzi doświadczenia zawodowego. Ja, że jestem uparty, to pracuję w zawodzie i piszę, dzięki czemu mam doświadczenie poparte latami pracy. Ale jakim kosztem? Odrzucenia prawie wszystkich znajomych, dawnego stylu życia, właściwie nieposiadania czasu wolnego. Kosztem pracy na część etatu i mieszkania w wynajmowanym pokoju, bo nie stać mnie na założenie rodziny i swoje mieszkanie. I co z tego będę miał? Ludzie będą mieli mnie za przemądrzałego dziwaka (choć uważam się za osobę racjonalnie myślącą), moja sytuacja zawodowa nie ulegnie zmianie, satysfakcji z tego na pewno nie będzie. Lata wyrzeczeń, poświęceń, by mieć nic nieznaczące „dr” przed nazwiskiem.
A moi znajomi, mający tylko średnie wykształcenie, pracują w korporacjach, gdzie za mało absorbująca pracę, o czym sami mówią, otrzymują dość dobre wynagrodzenie. Albo posiadają własne działalności, co też bym chciał, ale mnie na to nie stać. I oczywiście brak szans na stałe zatrudnienie na uczelni, czym tak mamiono jeszcze kilka lat temu. Chory kraj, chory system.
Też możesz iść do pracy w korpo. Albo założyć własną działalność.
Edukacja w PL jest niedofinansowana i spychana na totalnie boczny tor, a znajomi podjęli być może ryzyko i im się opłaciło. Masz rację - to jest chore.
Też byłem doktorantem. Niestety przerwałem, m. in. z powyższych powodów. Nauka w Polsce jest nieopłacalna, mimo obiecywania Bóg wie czego przez promotorów, którzy też pozostawiają wiele do życzenia.
Aż zalozylam konto bo temat jest mi znany. Mój mąż jest już doktorem ale chemii. Na początku obiecywali zlote góry, dobra pensja, możliwości rozwoju itd. Jak przyszło co do czego to etatów na uczelni nie było, grantów też nie dla niezatrudnionych na uczelni. Przez dwa lata żył z pensji na poziomie 1000 zł bo jedyne, co dostawał to pieniądze z grantu. Wykorzystywanie na każdym kroku, bo pomimo, że etatu dla niego nie było to i tak tam chodził i robił za posłańca, pomocnika i promotora dla studentów, którymi starzy wyjadacze nie chcieli się opiekować. Oczywiście, za darmo. Mało tego, pisał na prawdę sporo publikacji (12 rocznie) i profesorowie, którzy palca nie przyłożyli do jego dorobku, bez skrupułów kazali się wpisywać jako autorów, niby z wzajemnością ale jak się okazało później, wydali z jego nazwiskiem jedna pracę. Po dwóch latach harowki, bo inaczej tego nazwać nie mogę, dali mu łaskawie najpierw 1/4 etatu, a później pół za szałowe 2300 zł na rękę. Startował do konkursów to za każdym razem wygrywała go jakąś zgrabną Pani doktor z dorobkiem na poziomie dwóch, może trzech publikacji. Nic, tylko zmarnowany czas.
Mało tego, poziom biurokracji i utrudniania wszystkiego na siłę, zamiast pomagać, tylko utrudniały. Przekręty na duże sumy, kradzieże, fałszowanie wyników badań... wszystko się tam przewinęło. Środowisko mocno toksyczne, patrzące na siebie jak na obrazek, bez znajomości języka angielskiego, który jest kluczowy do pisania prac naukowych. Syf, syf i jeszcze raz syf. Z takimi możliwościami, mąż już dawno pracowałby na dobrym stanowisku, z odpowiednią pensja. Gdyby nie ja i mój skromny licencjat i praca już dawno poszlibyśmy z torbami. I co z tego, że rodzina klepie po plecach albo że wszyscy gratulują? Nic, absolutnie nic.
Marne to twoje wykształcenie, skoro nadal piszesz niepoprawnie gramatycznie i popełniasz błędy typu „tą pasję”
Problem w tym że większość osób wybiera uczelnie humanistyczne bo są jednak łatwiejsze a brakuje inżynierów. Nie doktorów tylko zwykłych inżynierów.
Popieram. Obecnie uważam, że nawet na mgr marnowałem czas. Trzeba było już na inż znaleźć pracę w zawodzie to bym miał więcej doświadczenia teraz. Aczkolwiek są też zawody inż, gdzie tego mgr potrzebujesz, żeby np. zdobyć pełne uprawnienia budowlane.
Ja myślę że doktorat, robi się raczej z pasji i chęci do nauki, aniżeli oczekiwania że za tytuł "dr" dostanie się w krótkiej przerwie czasu jakieś specjalne pieniądze. Tym bardziej jako "humanista".
Promotor proponował mi i koleżance doktorat. I powiedział nam, ile on zarabiał jako dr habilitowany. Nie dziękuję. Obie znalazłyśmy mało odpowiedzialne zajęcia w średnich firmach, z perspektywami.
To po jaką cholerę robisz ten doktorat?
Od m-ca jestem juz dr nauk hum. Kila obserwacji: szybko zdałam sobie sprawę, że za takie wynagrodzenie jakie się ma na kazdym szczeblu tej kariery, to wgl nie mam zamiaru tam robić. Nie mam też ochoty na siedzenie w lewackiej uczelni, gdzie każdy wchodzi innym w d*** albo wbija sztylet w plecy, zeby cokolwiek ugrać. Tym ludziom wydaje się, że są super światli a tak naprawdę, mentalnie często głęboko w d*** i 100 lat za wiadomo kim. Poszłam nauczać w szkole na 4 roku, czyli wtedy, gdy skończyło mi się stypendium (socjal). Dostanę na łapę więcej niż prof brutto (robię jeszcze korki i jestem pracoholiczką ale i tak jest to przyjemniejsze). Niebawem emigruję na zachód. PhD jak najbardziej pomoże mi znaleźć super robotę, ale prócz tego muszę znac jezyk tamtejszej społeczności, więc teraz mam kilka mcy, zeby to ogarnąć. Tak czy siak, szybko się ogarnęłam, ze dokto mogę robić swoja drogą ale nie muszę się płaszczyć, żeby dostać jakis grant albo inny szajs. U mojego szefa robię X godzin i co m-c mam pewną stawkę. Tak jak mówię, korki i jest wyśmienicie. Za granicę wyjeżdżam tylko dlatego, ze mam sposobność i chcę, żeby było bardziej wyśmienicie. Więc rada dla kolegi: weź wgl się nie pakuj w uczelnie xD Traktuj to jako hobby, w miedzyczasie po prostu ogarniaj się na rynku pracy tak, jakbyś był mgr z jakimś lekkim posmaczkiem wyższego IQ. W miedzyczasie i tak możesz pisać i publikować :)) Możesz potem się "weekendowo" zaczepić na jakiejś wyższej szkole zawodowej i sobie też pisać " z ich ramienia" jakby. Pozdr
Jak to brzmi, robię doktorat z danego przedmiotu by potem uczyć danego przedmiotu. Przecież to brzmi jak piramida finansowa.
Natomiast wpadłeś w klasyczną przypadłość ludzi inteligentnych, ale mało zaradnych. Tzn. wypłata jest wyznacznikiem tego ile robisz dla społeczeństwa, a nie ile robisz dla siebie. I dlatego pracownik fizyczny będzie zarabiał więcej niż doktor nauk humanistycznych.
Tak wiec masz niesamowite zdolności pisarskie czy w czym tam się specjalizujesz. Natomiast jak chcesz zmieniać świat na lepsze. Jak swój racjonalizm, talent, zdolności wykorzystasz by pomóc ludziom? Jeżeli jedyna odpowiedź to nauka innych studentów to niestety nie brzmi to dobrze