Spotykałem się kiedyś z dziewczyną, która miała naprawdę duże potrzeby seksualne. Mieszkała na typowym warszawskim osiedlu pełnym grubo ciosanych bloków, gołębi i starszych pań je dokarmiających. Babcie, jak to babcie - latem siedziały od rana do wieczora na ławce przed blokiem i plotkowały o czym tylko się da.
Moja pani mieszkała na parterze. Upał był nieznośny, więc okno albo lufcik były zawsze szeroko otwarte. Jak już wspomniałem, dziewczę to było wyjątkowo spragnione ciągłych zbliżeń seksualnych, więc grzmociliśmy się z częstotliwością emitowanych podczas filmowego seansu reklam na Polsacie. Wieczorem, w nocy, nad ranem, przed wyjściem do pracy... Niewiasta, oprócz podwyższonego libido, miała też niemałą fantazję i każdy stosunek okraszony był nie tylko jej głośnymi jękami, ale i świńskimi wypowiedziami, których nie powstydziłaby się prawdziwa gwiazda porno.
Podczas jednej z pierwszych wizyt u niej od razu poszliśmy na całość. Rano. Tak ze trzy razy. Aby dodać naszym hop-siupom trochę klimatu, moja partnerka włączyła film porno. Po dwugodzinnym maratonie zrzuciłem chyba ze 2 kg wagi mojego ciała, ale jeszcze zanim wyszedłem, dopadła mnie czwarty raz. Dałem radę, mimo że mój Fred nie był ani twardy, ani miękki. Taki al dente, bym powiedział. Jednak jej wrzaski i okrzyki typu "Rżnij mnie jak tanią, portową szmatę, ty bisurmański barbarzyńco!" mocno mnie kręciły...
Łóżko położone było przy samym oknie.
Dopiero kiedy wyszedłem z klatki zdałem sobie sprawę, że każde nasze sapnięcie, każdy najcichszy jęk, każdy dźwięk wydobywający się z komputera usłyszeć można było na ławeczce, która od uchylonego okna znajdowała się w odległości dwóch metrów... Kiedy więc znalazłem się na dole, od razu zostałem ubodzony zimnym jak lód, oburzonym spojrzeniem czterech dorodnych staruszek. Ta chwila trwała wieczność. One przeszywały mnie potępieńczym wzrokiem, a ja stałem i... no, cóż - pławiłem się w tej niecodziennej sytuacji. Na koniec uśmiechnąłem się od ucha do ucha, pokazałem palcem na uchylone okno i rzekłem:
- Taaaaak, to byłem ja!
I wypiąwszy pierś do przodu, paradnym krokiem odczłapałem na autobus. Taka sytuacja regularnie powtarzała się przez całe lato. Za każdym razem wyglądało to dokładnie tak samo, z tym, że zawsze mówiłem co innego, np.
- 10 punktów dla Gryfindoru!
- Hakuna Matata!
- No, na stałą publiczność zawsze można liczyć!
- Panie to może nagrywały? ...bo chętnie bym sobie na pendrajwa przegrał..
Ach, piękne czasy szalonej młodości!:)
Jakiś czas temu pracowałem na nocną zmianę, gdy wysiadł prąd. Jako że param się trochę elektroniką, postanowiłem poszperać co się stało, czy to z winy elektrowni, czy spięcie w skrzynce na zewnątrz. Kumpel postanowił pójść na stołówkę w tym czasie, zrobiłem wszystko i zasilanie wróciło, po krótszym czasie znów wysiadło – męczę się z bezpiecznikami i kablami na hali, w mroku oświetlając pracę latarką z telefonu, kiedy nagle dotknęła mnie czyjaś ręka... Po odwróceniu się zastałem ochronę. Ubrani na czarno, w kominiarkach, bo zima na dworze – odskoczyłem, krzycząc, by brali co chcą. Ci po chwili wyjaśnili, że w centrali zgłoszenie alarmu mieli i stąd ich wizyta. Krótko po chwili wszystko wyjaśnione – jakiś błąd.
Co się okazało... Dzięki temu, że było ciemno, nie zauważyli, że się posrałem ze strachu. Dosłownie poleciała mi rzadka gnojówa, plamiąc spodnie i nogawki. Czekałem jak debil 15 minut na zewnątrz, zerkając, czy kumpel schodzi, by nie zauważył mojej plamy na szarych dresach, gdy szedłem do szatni.
Od tego czasu zawsze przed nocną zmianą wypróżniam się w domu regularnie.
W moim mieście jest przystanek i ulica, przez którą ciągle przebiegają ludzie. Policja ich łapie, daje mandaty – OK, to ich praca. Ale to co zobaczyłam ostatnio totalnie mnie zszokowało.
Siedziałam w aucie na parkingu niedaleko owego przystanku i czekałam na syna, który miła przyjechać autobusem. Kilka minut przed przyjazdem autobusu na parking wjechał radiowóz. Jeden z policjantów przebiegł przez tę ulicę (!) i sprawdził rozkład, po czym wrócił do wozu. Gdy podjechał autobus, jeden z pasażerów wyszedł z niego i przebiegł przez ulicę. Policjanci momentalnie do niego podjechali i wlepili mandat...
Dzisiaj dowiedziałem się, że osoba, która od dziecka niszczyła mi życie, trafiła w końcu za kratki.
W tym roku skończę 18 lat i żyję w małym miasteczku. Kiedy skończyłem pierwszy rok życia, moja mama odeszła od ojca, ponieważ narobił długów itd. Od tamtej pory mieszkamy w 5 osób i dwa zwierzaki w jednym pokoju. Brak ciepłej wody i miejsca, żeby się umyć to norma. Mamy dwa pokoje, z czego my zajmujemy jeden (mniejszy), a drugi zajmował on. Mój dziadek, osoba ze wstępu. Odkąd pamiętam robił nam pod górkę – krzyki, wyzwiska, bicie i awantury. Nigdy nie oczekiwałem, że zastąpi mi ojca, kiedy dorastałem. Zawsze miał mnie gdzieś, chyba że czegoś chciał. Na początku zeszłego roku podczas kłótni chciał zaatakować moją mamę, babcię i mnie nożem. To już nie pierwszy raz, kiedy groził nam nożem, ale tego dnia był zdeterminowany, żeby to zrobić. Można sobie wyobrazić, co wtedy mógł czuć zwykły szesnastolatek. Po paru rozprawach i miesiącach czekania, dziś policjanci wyprowadzili go tam, gdzie jego miejsce. Dostał 4 miesiące. Teraz pozostaje nam eksmisja tego brudasa i alkoholika oraz remont domu, żebyśmy mogli w końcu godnie żyć. W momencie, kiedy piszę to wyznanie o godzinie 1.30, siedzę naprzeciwko jego pokoju, zerkając co jakiś czas na tę ciemność przeszywającą szybę ze spokojem, że już zrobi nam krzywdy.
O tym, że ładni ludzie mają w życiu lżej.
Wcześniej pracowałem sam, teraz jestem w zespole kilkanaście osób. 10 facetów, 4 kobiety i kierowniczka. Jedna kobitka ma prawie 50 lat, ale wygląda na 28, jest wysoka, szczupła, z ładna buzią – jak modelka za biurkiem. Zupełnie jednak nie opanowała przez całe życie zdolności społecznych. Jest obcesowa, nie liczy się z nikim, gada farmazony na spotkaniach i jeśli ktoś śmie ją poprawić, to musi się później przygotować na pogadankę o braku szacunku do niej itd. Uważa się za najmądrzejszą i jeśli wykażesz jej błąd, nawet na osobności, jesteś jej wrogiem do końca życia. Do tego zwala swoją pracę na nowych w zespole. Taka samozwańcza liderka. Można by dużo pisać, ale ważne jest to, że jej wygląd jakby resetował u wszystkich złe odczucia. Ludzie złoszczą się na nią, obgadują, ale kiedy przed nią stoją, włażą jej w tyłek. Faceci wiadomo dlaczego, kobitki chcą być w jej klubie piękności czy coś. Jest też jedna grubsza i niezbyt urodziwa dziewczyna – ciężko pracuje, jest przemiła, a ciągle musi znosić kąśliwe uwagi i żarty. Kierowniczka zamiast chwalić ją, zastanawiać się jak ją zmotywować, rozwijać w firmie, to interesuje się przesadnie naszą modelką, traktując jej wyolbrzymione na spotkaniach osiągnięcia jako kluczowe dla firmy, a takie oczywiście nie są.
Drugi przykład to ja i nazwijmy go Franek. Jestem przystojny i otwarty, staram się co prawda, ale potrafię połowę tego co Franek. Ten jest dla mnie jakimś geniuszem, choć jest cichy i zamknięty w sobie. Na każdym spotkaniu kierowniczka, która jest w moim wieku, chwali mnie, na każdym wyjściu to ze mną pije i gra w jakieś tam gry lub tańczy, w zależności gdzie się wybierzemy. Obgaduje ze mną jakieś trudne sprawy, których nie ogarniam, zamiast robić to z najbardziej kompetentnym Frankiem. Kiedy popełnię błąd, w najgorszym wypadku z uśmiechem prosi, żeby się to nie powtarzało, a kiedy Franek coś pominie, ma poważną rozmowę.
Ja wiem, że Ameryki nie odkrywam, ale jak samemu widzę taką niesprawiedliwość na co dzień, to mnie po prostu wnerwia. Oczywiście cieszę się ze swojej sytuacji, ale patrząc obiektywnie, to jest to chore. Ciekawe, jak u innych w pracy to wygląda, bo może ja źle zakładam, że to norma.
Od dziecka rodzicie mi mówili, że poradzę sobie, że pokładają we mnie wielkie nadzieje, że jestem bardziej rozgarnięta niż moje rodzeństwo, a potem... zaczęły się „schody życiowe”. Błąd przy wyborze technikum, który do dziś jest mi wypominany, bo chociaż posiadam tytuł technika, to do pracy w zawodzie powinnam skończyć polibudę... Zwlekałam ze studiami do czasu pierwszej wyprowadzki. Pójście na studia w małej miejscowości miało mi pomóc ze znalezieniem nowych znajomych, ale też miało mi dać „magiczny papier”, o który tak błagali moi rodzice.
Licencjat obroniony na 5, studia skończone z najwyższą średnią... Szukałam pracy poza kierunkiem moich studiów, bo przecież liczył się tylko „papier”. Nic. Tak oto to najzdolniejsze dziecko w rodzinie wypłakuje się w poduszkę przez wszystkie swoje złe wybory, pracując za najniższą krajową, w zawodzie, który polubiło na praktykach, ale znienawidziło, jak zaczęło w nim pracować. Jakbym jeszcze płakała w wynajętym mieszkaniu albo oparta o czyjeś ramię, ale nie. Wróciłam do rodziców i tylko przeliczam, kiedy będzie mnie stać na wynajem czegokolwiek, tak by nie lizać tynku z ścian po opłaceniu rachunków...
A starsze rodzeństwo dawno wyszło na prostą. Żyją za granicą, a ja, zamiast wyjechać z nimi przed brexitem, wyjechałam za facetem i zostałam z niczym.
Chciałbym, żeby to był fejk, ale niestety...
Kiedy na łożu śmierci mojego dziadka starałem się, żeby cokolwiek powiedział, wziął głęboki oddech i po tym, jak dwa dni wcześniej zadałem mu pytanie „Po co ...?” (nieważne, o co chodziło), odpowiedział: „Poco to się nogi noco”. Zaśmiał się ochrypniętym głosem i zmarł.
Jadę właśnie autobusem, oprócz mnie i kierowcy jest jeszcze para zakochańców siedząca na ostatnim siedzeniu. Najgorsze i najważniejsze w tym wyznaniu jest to, że właśnie postanowili się ze sobą zabawić (i nie mam tu na myśli przytulania czy całowania), myśląc chyba, że nic nie widać ani nie słychać.
Ludzie, trochę szacunku do siebie i innych, szczególnie że jest 15.00, autobus szkolny, a wy prawdopodobnie jesteście nieletni.
Od dawna mam problemy z trądzikiem. Moja koleżanka poleciła mi pewną maseczkę na twarz, sprzedawaną w saszetkach. Niestety ciężko się zmywa i muszę mieć naszykowaną miseczkę z ciepłą wodą, żeby zamoczyć całą twarz, bo inaczej się ona rozmazuje na mojej twarzy, przez co wszystko jest pobrudzone niebieskim kremem.
Nakładałam to rano i wieczorem, zazwyczaj przed wyjściem do szkoły. I tak pewnego dnia wstałam wcześniej, wyszykowałam się i nałożyłam maseczkę, a że miałam jeszcze sporo czasu, to włączyłam laptopa i pooglądałam jakieś różne filmiki na YT. Zanim się zorientowałam, była już 7, co oznaczało, że jeśli zaraz nie wyjdę, to spóźnię się na autobus. Szybko wyłączyłam laptop, chwyciłam za plecak i pognałam na przystanek. Na szczęście (a może nieszczęście) zdążyłam na autobus. Wchodząc zauważyłam, że ludzie się na mnie dziwnie patrzą, a niektórzy nawet śmieją! Pomyślałam, że mi się wydaje i starałam się nie zwracać uwagi, usiadłam na pojedynczym siedzeniu, słuchając muzyki na słuchawkach. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam, zrozumiałam o co chodzi – na szybie został ładny, niebieski ślad...
Do szkoły już nie poszłam, wysiadłam na najbliższym przystanku i poczekałam na autobus powrotny. Myślicie, że wychowawca przyjmie takie usprawiedliwienie nieobecności w szkole?
Pamiętam, jak w dzieciństwie bawiłam się z dzieciakami z osiedla w policjantów i złodziei. Gdy byłam złodziejem, wraz z koleżanką „zajmowałyśmy się” policjantami, żeby nasi koledzy mogli wynieść kasę z banku ;)
Dodaj anonimowe wyznanie