Śniło mi się że sikam, czy jak mówią kobiety "pudruję nosek". Łatwo się domyślić jak wyglądało brutalne przebudzenie. Tak... budzę się zasikany, prześcieradło mokre, łóżko mokre. Obok śpi ukochana ta sama od wielu lat żona, ale taką akcję przerobi pierwszy raz, bo zdarza mi się coś takiego raz na kilkanaście lat. Co za siara.
Wkurzony, klnąc na czym świat stoi... budzę się. Suchy. W suchym łóżku. Obok ta sama żona. Kojarzycie film "Incepcja"? Więc miałem coś podobnego. Śniło mi się, że śniło mi się, że sikam. W takim przypadku przeniesienie tego sikania na jawę nie przechodzi. :)
Sytuacja działa się w pociągu Przewozów Regionalnych. Jak to zazwyczaj bywa większość miejsc była zajęta, akurat jedno na przeciwko mnie było wolne. Korzystam z iPhone'a, w którym dźwięk zrobionego screenshota jest identyczny jak dźwięk migawki aparatu.
Usiadła naprzeciwko mnie kobieta w krótkiej spódniczce, a ja spokojnie przeglądałem sobie zdjęcia na SnapChat'cie. Kiedy jedno z nich okazało się być warte zapisania, zapominając o dźwiękach w telefonie zrobiłem screenshot. Telefon trzymałem między swoimi kolanami. Kobieta z naprzeciwka się zmieszała, ja zrobiłem się czerwony jak burak.
Na najbliższej stacji kiedy miejsce po drugiej stronie korytarza się zwolniło pani prędko się przesiadła. Wtedy robiłem jak najwięcej screenshotów aby pokazać, że wcale nie zrobiłem jej zdjęcia pod spódniczką, ale chyba owa pani wiedziała lepiej. Cały czas patrzyła na mnie wkurzonym wzrokiem.
Mam 30 lat, mieszkam od niedawna w dużym, 10 piętrowym bloku. Na każdym piętrze jest 6 mieszkań. Moich sąsiadów kojarzę póki co tylko z widzenia.
W ostatnie Walentynki wyszedłem rano z mieszkania i jak zwykle skierowałem się do windy. W jednym z mieszkań wiem, że mieszka matka z nastoletnią córką (może 14-15 lat). Przed drzwiami ich mieszkania zauważyłem, że ktoś zostawił bukiet kwiatów z karteczką. Urocze. Zaciekawiony kucnąłem, żeby przeczytać karteczkę. Było tam napisane tylko “Dla Weroniki <3 od wielbiciela”.
W tym momencie, akurat jak wstawałem, otworzyły się drzwi windy i wysiadła ta właśnie dziewczyna z matką. Było mi wstyd, że wyszedłem na wścibskiego sąsiada, który interesuje się nie swoimi sprawami. Nerwowo się uśmiechnąłem i powiedziałem “Wesołych walentynek Weroniko”. Żeby jakoś miło nawiązać do tych kwiatów. Jej matka momentalnie objęła córkę ramieniem i zmierzyła mnie zdegustowanym spojrzeniem. Szybkim krokiem bez słowa podeszły do swoich drzwi.
Wsiadłem do windy i poszedłem do sklepu. Gdy wróciłem, znalazłem te kwiaty na swojej wycieraczce. Pomyślałem, że tylko czekać, aż na moich drzwiach pojawi się napis “Uwaga pedofil”.
Całe szczęście, że prawdziwy wielbiciel ujawnił się później tego samego dnia. Matka wróciła po kwiaty, ja przeprosiłem za wścibianie nosa i oboje śmialiśmy się z sytuacji. Uff.
Pewnego pięknego, letniego popołudnia, kilka lat temu, w wakacje wyszedłem sobie z bratem na balkon zapalić papieroska. Jako, że właśnie było lato, to wyszedłem jedynie w majtkach. Mój brat wypalił szybciej ode mnie i spiesząc się na randkę, zamknął mnie na balkonie. Niestety zorientowałem się dopiero jak go już nie było. Dodam jeszcze, że mieszkamy tylko we dwóch.
Spanikowany, w samych gaciach i oczywiście bez telefonu przy sobie, zacząłem uderzać w drzwi, walić w nie. Całym ciałem próbowałem za wszelką cenę je wyważyć. Nie miałem pojęcia, o której brat ma wrócić i czy w ogóle. Po kilku nieudolnych próbach wtargnięcia z powrotem do mieszkania dałem sobie spokój. Stanąłem przy barierce i wyczekiwałem na przyjście jakiegoś sąsiada. W końcu zobaczyłem znajomą twarz i krzyczę do niego z 3 piętra, że jestem zamknięty na balkonie i nie mogę wyjść.
Sąsiad pomyślał, że to żart, albo jestem nienormalny i drę się do niego w środku dnia. W końcu po kolejnych wykrzyczanych, spanikowanych zdaniach zrozumiał powagę sytuacji. Zapytał co może zrobić, więc zacząłem mu z tego trzeciego piętra krzyczeć nr telefonu do mamy, bo to jedyny jaki pamiętam. W tym czasie zebrało się pod balkonem więcej osób i wszyscy przysłuchiwali się naszemu głośnemu dialogowi, oczywiście nie szczędząc przy tym chichotów.
Sąsiad zadzwonił do mamy, a mama w śmiech - nie chciała uwierzyć. Dzwoni do brata, który jako jedyny ma klucze do mieszkania, ale on ma wyłączony telefon. "No to po mnie" - pomyślałem. Została mi już jedynie nadzieja, że brat zostawił otwarte mieszkanie i sąsiad może wejść do środka i mnie wypuścić. Krzyknąłem mu nr mieszkania, bo wprowadziliśmy się może z 2 tygodnie wcześniej. Na szczęście drzwi były otwarte, uprzejmy sąsiad mnie wypuścił i w taki oto sposób w samych majtkach poznałem sąsiada i całą okolicę...
Mój ślub to była katastrofa. Wesele było na 40 osób. Ze względu na to, że obydwoje z mężem mieszkamy za granicą, organizacją zajęła się moja mama. Sama nalegała, powiedziała, że zna świetną restaurację i na pewno będziemy zadowoleni. To był błąd. Restauracja może i była dobra, ale na pewno nie na wesele. Sama ceremonia w USC była ok. Po ceremonii podeszła do mnie moja koleżanka i powiedziała, że jestem bardzo odważna. Na początku jej nie zrozumiałam. Dodała: "masz na sobie brzoskwiniową sukienkę, nie masz welonu. Ktoś z zewnątrz mógłby Cię pomylić z gościem. Nie wyglądasz jak panna młoda." Rzeczywiście, zdecydowałam się na sukienkę ze sklepu, żeby zaoszczędzić i nie wydawać majątku na taką z salonu. Wybrałam jasno-brzoskwiniową, ponieważ ten model mi się podobał, a nie było białej. Wtedy mi to nie przeszkadzało. Po tej uwadze nie mogę przestać myśleć, że nie wyglądałam jak panna młoda.
Dotarliśmy na miejsce. Wesele miało być przyjęciem z obiadem i muzyką. Jedzenie okazało się bardzo niedobre. Obsługa bardzo niegrzeczna. Specjalnie otwierali nowe butelki wódki, żeby naliczać opłatę korkową, mimo że na stole było pewno ledwo co zaczętych butelek. Na uwagę moją i mojej mamy odburknęli coś i nawet nie przeprosili. Kelnerzy zapytani o dania nie potrafili nawet powiedzieć, co to jest. Kolejną sprawą była muzyka. Właściciel powiedział mi, że puszczą jakąś spokojną włoską muzykę (to była knajpa włoska) miało nie być tańców, więc na to przystałam. Gdy weszliśmy na salę, okazało się, że ułożyli stoły tak, że było dosyć dużo miejsca na tańczenie. Goście po pewnym czasie zaczęli domagać się pierwszego tańca. My nic nie przygotowaliśmy, bo tańców miało nie być. Miał to być tylko obiad. Coś odtańczyliśmy, a raczej pokiwaliśmy się do muzyki, bo mój narzeczony nie umie i nie znosi tańczyć.
W pewnym momencie muzyka się zacięła. Powiedziano mi, że odtwarzacz się zepsuł i nic nie da się zrobić. Mój kuzyn wymyślił, że podłączy swój telefon do sprzętu i z USB będzie puszczał piosenki. To było parę lat temu, więc leciała muzyka z YouTube. Najgorsze było to, że co chwilę włączały się reklamy i ktoś musiał przy tym stać i je przełączać. Impreza zaczęła się rozkręcać. Mój mąż zaczął być coraz bardziej pijany. Prosiłam go, żeby aż tyle nie pił, była godzina ok. 22, ale on ciągle ładował w siebie alkohol. Po jakimś czasie był tak pijany, że się zataczał. Zaczął na mnie krzyczeć przy wszystkich gościach i mnie wyzywać. Potem po prostu uciekł. Teściowa i ciotka go dogoniły i przyprowadziły go do mnie. Ja siedziałam przy stole i płakałam. Było chwilę przed północą. Na tym impreza się skończyła. Moja mama odwiozła mnie i mojego nieprzytomnego męża do domu. Nawet nie pożegnałam się z gośćmi, tak było mi wstyd. Minęło 5 lat, a ja nie potrafię powstrzymać łez, kiedy sobie to wszystko przypominam...
Jestem od czterech lat z dziewczyną. Gdy się poznaliśmy, dość szybko zaczęliśmy być naprawdę blisko. Jakieś dwa tygodnie po rozpoczęciu znajomości poszliśmy razem do łóżka. Kilka miesięcy potem zamieszkaliśmy razem i zaczęliśmy planować przyszłość. Szybko minęły cztery lata i wiem, że teraz należałoby pójść krok dalej. Ale ja nie mogę się przemóc, żeby jej się oświadczyć. Czuję się w potrzasku. Niby wszystko jest OK i nic się nie wydarzyło, ale ja jej chyba po prostu nie kocham. Związałem się bardziej z jej fizycznym aspektem, a to, że zaczęliśmy prawie od razu od łóżka, nie pomogło. Mam wrażenie, że seks był tak fajny, że nie zastanowiłem się, czy ja ją w ogóle lubię... Jako osobę, a nie tylko kochankę.
Jakoś od roku niby nic się nie zmieniło, ale doszedłem do wniosku, że oprócz cielesności niewiele nas łączy. Rzadko gadamy tak szczerze i od serca, a gdy już się to zdarza, to mam wrażenie, że w ogóle nie znam osoby, z którą mieszkam od ponad trzech lat. A co gorsza, jak ją poznaję, to wcale nie za zaczynam lubić. Nie robi ani nie mówi nic złego. Zwyczajnie jej nie lubię. Nie mam ochoty spędzać z nią reszty życia.
Ktoś też tak ma lub miał? Czuję się, jakbym był małym chłopcem, który nie potrafi podjąć decyzji i po czterech latach ma ochotę uciec i się rozmyślić. To okropne i niepoważne, ale nie ma chyba sensu się oszukiwać.
Mieszkam z moją dziewczyną. Ja zwykle chodzę spać wcześniej i kiedy ona idzie do łóżka, to już śpię. Czasami wtedy się przebudzę. Jestem wówczas zupełnie nieprzytomny, ale zdarza się, że coś gadam bez sensu. Ona wtedy próbuje podtrzymywać rozmowę i robi sobie ze mnie jaja. Następnego dnia mi opowiada co mówiłem i się ze mnie śmieje, a ja zupełnie nic nie pamiętam.
Wczoraj w środku nocy miała miejsce taka właśnie sytuacja. Tyle że tym razem dziewczyna spytała mnie, czy ją zdradziłem. Bardzo ją kocham i cenię nasz związek, nigdy jej nie zdradziłem, ale w moim półsennym otumanieniu, nie wiedzieć czemu, podobno odpowiedziałem „Tylko kilka razy”.
Dzisiejszy ranek miałem bardzo nieprzyjemny, wypełniony płaczem i wyrzutami.
Nie wyrabiam.
Zajmuję się dzieckiem całodobowo.
Prowadzę dom całodobowo.
Pracuję w międzyczasie, najczęściej kiedy dziecko i mąż śpią.
Zarabiam już więcej niż mąż, który normalnie wychodzi na minimum 8h do firmy, przy czym moją pracę on traktuje jak jakąś nieważną dodatkową rozrywkę, ja mogę sobie popracować kiedy wszystko w domu jest ogarnięte, oni nakarmieni, wyprane i wyprasowane itd.
Chodzę przemęczona, nie myślę, zaczynam zawalać jakieś drobne rzeczy, z którymi nie potrafię sobie poradzić sama, potrzebuję pomocy męża, który nigdy nie ma czasu.
Mąż przychodzi z pracy zmęczony na gotowy obiad, po obiedzie drzemka, po drzemce kawa i telewizor, oczywiście małym zajmuję się ja żeby mógł odpocząć. Idzie spać wcześniej niż synek. Ja na siebie każdego grosza żałuję, chodzę w porwanych butach, ale dla nich jest wszystko.
Ja wiem, że teraz to "madkom" się w du*** poprzewracało, ale nie wszystkim. Mam wiecznie mnóstwo pracy i powoli już przestaję dawać radę. Fizyczne przemęczenie bierze górę nad moimi chęciami.
Nie żalę się, że mąż zły, chyba musiałam z siebie to wyrzucić i przeczytać, zobaczyć jak to wygląda z punktu widzenia odbiorcy. Trzymajcie za mnie kciuki.
To był poniedziałkowy poranek, około godziny szóstej. Byłem tak niewyspany, że wręcz nieprzytomny. Jechałem pociągiem. Jako że na stacji, na której wsiadałem, nie istnieje już kasa, wsiadłem z przodu pociągu, by kupić bilet. Następnie postanowiłem przemierzyć pociąg, w celu znalezienia wolnego miejsca.
Między przedziałami w pociągach regio są ciężkie, suwane drzwi, często z okienkiem. Idąc, musiałem otwierać drzwi i zamykać je za sobą. Powtórzyłem tę czynność kilka razy – mój mózg zdążył się w pewnym stopniu zaprogramować, dlatego kolejne drzwi, które były otwarte, okazały się dla mnie problemem. Zamiast po prostu przejść zamknąłem je, zderzyłem się z nimi (otrzeźwiałem), otworzyłem i dopiero poszedłem dalej. Reakcja obserwujących to pasażerów była bezcenna...
Mam 33 lata, dobrze zarabiam, nawet bardzo dobrze, wybudowałem dom, jeżdżę trzyletnim autem, stać mnie na motor, quada, drona za kilkanaście tysięcy i kilka innych drogich hobby.
Problemem jest, że ww. rzeczy są jedynymi, które przyciągają do mnie kobiety. Dla płci pięknej jestem nudny i nieatrakcyjny. Mogę im imponować jedynie pieniędzmi i zdaję sobie z tego sprawę. Poczucie, że kobieta jest ze mną dla wygodnego życia i idzie ze mną do łóżka, bo musi, mając przy tym zamknięte oczy i prawdopodobnie wyobrażając sobie w tym czasie, że robi to z jakimś swoim byłym, jest przytłaczająca psychicznie. Niestety nic z tym nie zrobię i z dwojga złego wolę w tę stronę niż bycie samotnym.
Dodaj anonimowe wyznanie