Mamy po 30+ lat i mieszkamy z partnerem za granicą. Niedawno się przeprowadziliśmy i poznajemy sąsiadów. Dwie ulice dalej mieszka również polska para w podobnym wieku, więc nawet byłoby miło, ale... okazało się, że ci ludzie mają problemy, łącznie z zaburzeniami psychicznymi, gdzie jak sąsiadka bierze leki, to jest OK, a jak nie, to nie. Chyba zaczęło się od podejrzeń o to, że zarywam do jej faceta, bo „zapraszam go do siebie i piję z nim wódkę” i innych podejrzeń – tylko dlatego, że nie wzięła leków. Dokładniej było tak, że zapytałam, czy sąsiad pomoże mojemu facetowi naprawić auto, a mój go poczęstował domową nalewką, gdzie ja w tym czasie bawiłam się z dzieckiem.
Jednego dnia zaprosili nas na grilla, przyszliśmy i nie było ani grilla, ani nic, bo jeszcze tego samego wieczoru kiedy nas zapraszali tak się pokłócili, że nie chcieli siebie widzieć następnego dnia.
Ostatnią nieudaną interakcją było poproszenie o pomoc, gdzie najpierw pomogli nam „bez problemu”, a potem usłyszeliśmy, że bez przerwy ich wykorzystujemy.
Ograniczyliśmy kontakt do minimum, pomimo ich przeprosin i tłumaczenia, że to przez to, że sąsiadka znowu zapomniała leków oraz zapewnień, że już jest OK. Nie mam ochoty stresować się tym, czy ktoś ma akurat dobry czy zły dzień, czy bierze regularnie leki czy nie...
Dodaj anonimowe wyznanie
Im dalej od nich, tym lepiej 👋
przytomnie
zycze znalezienia innych, wartosciowych, znajomosci :)
Ta znajomość wróży kłopoty. Radzę trzymać się z daleka.
Już po pierwszej dziwnej akcji trzeba było ograniczyć kontakt
ok, ok.