Jestem bałaganiarzem. W związku z tym, że ostatnio ciągle mnie gdzieś nosiło, nie byłem wstanie ogarnąć syfu w mieszkaniu. Któregoś razu przyjechała do mnie siostra i załamała ręce nad pobojowiskiem, jakie zastała. Nie jest osobą czepiającą się, więc kiedy powiedziała, że muszę ten bajzel jakoś ogarnąć, uznałem, że musi być naprawdę bardzo źle. Postanowiłem posprzątać, ale jakoś nigdy się nie złożyło.
Miesiąc temu siostra zapytała, czy może u mnie przenocować w weekend, bo ma odebrać na uczelni nagrodę. Oczywiście z radością zgodziłem się. Miała przyjechać za tydzień i tak dni mijały, a syf w moim mieszkaniu nie znikał. Na ostatnią chwilę udało mi się odkurzyć, umyć podłogę, kibel i ogarnąć rzeczy tak, żeby nic nie leżało na wierzchu. Została się tylko kuchnia. Siostra przyjechała późnym wieczorem, pochwaliła porządek w salonie i łazience, ale była zmęczona, wiec szybko poszła w kimę. Z rana, żeby jej jakoś pomóc w przygotowaniach zaoferowałem, że zrobię śniadanie. Zjadła w pośpiechu i powiedziała, że spotkamy się na miejscu ok. 13. Jak tylko wyszła, zacząłem sprzątać syf w kuchni, szorować blaty, zlew i lodówkę, z której śmierdziało, a u dołu rozlana była jakaś dziwna ciecz. Już prawie kończyłem, kiedy dostałem wiadomość, żebym jak najszybciej przyjechał na uczelnię z sukienką z jej walizki, rajstopami i bielizną. Trochę mnie to zdziwiło, bo siostra wyglądała bardzo elegancko jak wychodziła, ale cóż, myślałem, że to jakieś kobiece kaprysy.
Dotarłem na uczelnię i przeszukałem większość miejsc na jej wydziale, bo oczywiście nie dało się z nią skontaktować. Wkurzony zadzwoniłem, żeby sobie jaj nie robiła, bo na nią czekam, a przecież gala zaczyna się za 20 minut, więc musimy się spieszyć. Była w toalecie. Jak się okazało, zatruła się. Źle się czuła już w tramwaju, ale ścięło ją w pół tuż przed uczelnią. Szczęśliwie nikt nie zauważył, jak strumień biegunki płynie jej pod sukienką i rozlewa na korytarzach. W kiblu rozegrał się armagedon i moja siostra czuła, jak otwierają się bramy piekieł. Biedna przesiedziała na sedesie z 40 minut. Poleciałem do apteki i kupiłem jej jakieś leki. Na galę dotarliśmy sporo spóźnieni, odebrała nagrodę, ale nie była w stanie powiedzieć nic sensownego podczas podziękowań, chwiejnym krokiem zwinęła się ze sceny. Mimo nalegań profesorów i jej znajomych nie zostaliśmy na uroczystym obiedzie. Natychmiast odwiozłem ją do szpitala. Okazało się, że zatruła się jakimiś super bakteriami. Przez chwilę pomyślała, że to przez syf w moim mieszkaniu, ale przecież było czysto, jak przyjechała. Do tej pory nie może zrozumieć co mogło być tak zabójcze dla jej układu pokarmowego. A mnie wstyd się przyznać, że nakarmiłem moją kochaną siostrę starym jedzeniem z brudnej lodówki, no i w zasadzie popsułem jej wielki dzień.
9 lat. 9 lat radości, smutku, nerwów, łez, miłości. Przeżyłam z nim swój pierwszy raz. Byłam z nim, kiedy wpadł w narkotyki, kiedy raz po raz zamykali go w zakładach karnych. Byłam z nim, kiedy alkohol zmieszany z dragami brał górę. Kochałam go i ciągle w niego wierzyłam. Po 5 latach związku zostaliśmy rodzicami. Między nami układało się naprawdę wspaniałe, do czasu... Poznał nowych kumpli i zaczęło się – nie wracał do domu na noc, nie interesowały go potrzeby moje i dziecka. Wiecznie niezadowolony, ciągle awantury, płacz, czasem puszczały nerwy. Postanowiłam to zakończyć. Mimo wszystko ciągle miałam nadzieję, że on się zmieni, że jeszcze będzie dobrze, że stworzymy prawdziwa rodzinę. Dałam mu wiele szans, żadnej nie wykorzystał. Teraz było tak samo, mimo że zarzekał się, że już nigdy nie będę przez niego cierpieć. Powiedział, że już nie pije, że ja i dziecko jesteśmy najważniejsi. Nie jesteśmy.... Dostałam kubeł zimnej wody i podjęłam decyzję. To już koniec, raz na zawsze. Serce boli, przecież tak bardzo tak bardzo go kochałam. Ale tak będzie dobrze i dla mnie, i dla dziecka.
Moją wymarzoną, niezwykle atrakcyjną koleżankę zostawił chłopak, więc to była idealna szansa, by wkroczyć i pokazać się od jak najlepszej strony! Znacie to uczucie, kiedy ktoś Wam się tak bardzo podoba, że robicie przy nim najdziwniejsze i najmniej logiczne rzeczy? No to ja, będąc super pomocnym w tym przypadku, namówiłem ją na założenie konta na Tinderze. Nie pytajcie, kuwa, dlaczego ja żem to uczynił, bo do dziś nie wiem.
Jako 15-letniego szczeniaka rodzice wysyłali mnie na obóz. Naszym wychowawcą był nadgorliwy student AWF-u, który za punkt honoru postawił sobie, że zrobi z nas mężczyzn. Wymyślił sobie, że będzie nas uczył karate. Obudził nas o 6 rano (w wakacje, kuźwa!) i próbował zachęcić do ćwiczeń. Pierdzielił jak stonka po opryskach jakie to karate jest super i jak to się przydaje w życiu. Oczywiście my zaspani, zero reakcji. No to rzucił hasło, że mamy go pobić, a on nam pokaże, jak to dzięki karate się obroni. No to niemrawo niby zaczęliśmy go bić... ale tak jak było do przewidzenia – bez entuzjazmu. Gościu oczywiście bez trudu się bronił, ale że mu było mało, to zaczął się z nas naśmiewać i nas szczuć, że od teraz codziennie o 6 będziemy ćwiczyć, bo jesteśmy pipy. Tak nas tym wkurzył, że jak jeden chłopak podłożył mu nogę, a gościu się wywalił, to rzuciliśmy się na niego wszyscy (nie pamiętam jaka duża była nasza grupa, ale myślę, że 15-20 nastolatków)...
Ostatnie siniaki zeszły mu pod koniec turnusu. Oczywiście żadnego wstawania o 6 i tematu karate nie było :)
Jestem tak bardzo podobna do mojej o dwa lata starszej siostry, że nasi znajomi na moje urodziny wstawiają jej zdjęcia...
Zawsze kiedy się wkurzam mocno na kogoś lub na coś, biorę zabawkę dla psa i agresywnie gryzę, jakbym miał przegryźć skórę. Złość przechodzi w kilka sekund. Ot, taki mój mały sekrecik.
PS Nie mam psa, ale mieszkam sam, więc nie muszę się nikomu tłumaczyć.
Jestem ofiarą toksycznych rodziców. Szantaże, manipulacje, podcinanie skrzydeł, ciągła krytyka, czasem i dostanę w twarz, choć częściej ogranicza się to do straszenia mnie i nazywania chorą i głupią (niech będzie łagodniejsza forma tego, co mówią naprawdę). Wszystko przez to, że pewnego dnia nie mogłam już wytrzymać i powiedziałam im szczerze, jak się przez nich czuję. Mam myśli samobójcze? Jestem głupia. Chcę się wyprowadzić i iść na studia? Nie ma mowy! Chcę mieć chłopaka? Nie mogę, bo każdy to debil i na pewno mnie zrani. Chcę zostać archeologiem? Ależ skąd, przecież powinnam być prawnikiem – tak, to najczęstszy powód tak zwanego „liścia” i kolejnych gróźb, ograniczeń, wyzwisk.
Nie mogę nic z tym zrobić. Przez nich nabrałam przekonania, że nie poradzę sobie w życiu. Trzymajcie kciuki, zostały mi trzy miesiące do osiemnastych urodzin. Może wtedy będę mogła iść do psychologa samodzielnie, nie ryzykując już prośbami, które zawsze kończyły się w ten sposób – „jesteś głupia i dziwna, ogarnij się”. Znacznie częściej jednak myślę nad swoją własną śmiercią.
Gdy byłam mała, to lizałam koty. Myślałam wtedy, że dzięki temu będę ich matką...
Jako świeżo upieczona licealistka na wymarzonym profilu miałam poważny problem. Nie miałam chłopaka. I bardzo mnie to smuciło. Tak więc pewnego popołudnia postanowiłam podbić rekord dziewczęco-naiwnej głupoty.
Wracałam ze szkoły, gdy nagle moim oczom ukazał się cud chłopak. Idealny! Wysoki, przystojny, typ sportowca i na oko student. Strasznie chciałam zwrócić na siebie jego uwagę, więc uknułam plan. Wysiadłam na tym samym przystanku co on (warto dodać, że o jakieś 5 przystanków za daleko). Szybko go wyprzedziłam i „przypadkiem” upuściłam klucze pod nogi mego wybranka, po czym zadowolona ze słuchawkami w uszach podreptałam przed siebie.
Minęły już 2 lata, a ja nadal nie znalazłam tych kluczy.
U mnie na parafii jest pewien ksiądz, który ma zakaz odprawiania mszy. Dlaczego? Jego kazania są dość ciekawe. Głównie opierają się one na polityce, czasem palnie coś głupiego i wierni mają z niego polewkę. Jednak to co zrobił pół roku temu sprawiło, że ma kategoryczny zakaz zbliżania się do ambony.
Podczas mszy ksiądz podniósł kielich do góry i powiedział:
„I gdzie są pieniążki na dzieci, panie Tusku?!”.
To była najlepsza msza mojego życia :D
Dodaj anonimowe wyznanie