#2Qrog
Mieszkam na północy kraju, a jadę na samo południe, więc to trwa już kilka godzin. Jestem mniej więcej w połowie trasy do Częstochowy. Wsiada starsza kobieta, siada naprzeciwko mnie. Patrzy niechętnym wzrokiem, ocenia, mierzy. Odpowiadam znudzonym wzrokiem i powracam do gapienia w okno.
Kobieta wyciąga z torebki różaniec i zaczyna mamrotać.
Pomyślałam – WOW. Dalej gapię się w okno i powtarzam sobie, że to mamrotanie wcale mi nie przeszkadza. Wcale nie przeszkadza. Jakoś zasypiam.
Budzi mnie konduktor – sprawdza bilety, cykl „kto się dosiadł?”. Mój bilet już był sprawdzany, ale zerknęłam na bilet kobiety, żeby wiedzieć jak długo będę skazana na jej mamroty. Udało się zerknąć – Pszczyna. OK. Czeka mnie więc ciekawy koniec podróży, ale jadę dalej, więc i tak potem będzie spokój. Zasypiam ponownie przy akompaniamencie modlitwy.
Nagle budzę się, pociąg stoi. Patrzę na kobietę – ona śpi.
Gdzie my jesteśmy? Patrzę w okno – jakaś stacja. Nie widzę dobrze nazwy... gdzie?
O kurczę, to Pszczyna. Patrzę na kobietę. Ona śpi.
Na bilecie miała nazwę Pszczyna. Obudzić ją? I co jej powiem? Że podpatrzyłam, gdzie jedzie, bo wkurzało mnie jej klepanie łańcuszka? Ale pociąg zaraz odjedzie, a ja wiem, że ona ma bilet do Pszczyny... Nie mogę być „świnią” i potem patrzeć, jak się miota, a ja będę wiedziała, że nic nie zrobiłam.
Delikatnie dotknęłam ją, budząc. Powiedziałam: „Przepraszam bardzo, ale to jest Pszczyna, pani chyba powinna wysiąść”.
Obudziła się, wytrzeszczyła oczy w takim kosmicznym zdziwieniu. Musiałam wyglądać jak zesłanie ducha świętego. Jej spojrzenie od początkowo totalnej niechęci zamienione w totalną wdzięczność. Chwyciła torbę i wybiegła z pociągu.
A ja do końca trasy zastanawiałam się, czy może ona modliła się o to, żeby nie zasnąć i nie przejechać tej stacji? Może w taki właśnie sposób działa „niewidzialna ręka Boga”, w którego przecież nie wierzę.
Fajne to wyznanie. Nie wiem czemu, ale fajne.
Mi też się podobało. Takie w klimacie starych anonimowych.
Kiedyś jechałem w przedziale z pewną starszą panią, tak z rozmowy wyszło, że jedzie do tego samego miasta co ja. W pewnym momencie babka spojrzała na zegarek, zabrała swoje rzeczy i zaczęła wychodzić. Pytam ją co robi, przecież to nie ta stacja. Ona że jest odpowiednia godzina, o której mieliśmy być na miejscu. Godzina się zgadzała, tyle że pociąg miał 20 min opóźnienia.
Przez jazdę z babciami, które zaczęły się modlić w trakcie jazdy też przechodziłem - po prostu gdy zbliżaliśmy się do następnej stacji wyszedłem z przedziału i poszedłem do innego.
Za dużo anonimowych. Oczekiwałam, że okaże się martwa :D
Przykro mi, że Twoja dusza została dotknięta nieszczęściem niewiary. Tak, Bóg działa również poprzez innych ludzi. Zazdroszczę nieco, że byłaś Jego narzędziem.
O_o what the hell? Zostałeś świadkiem Jehowy jak nie patrzyłem?
Od kiedy oni uważają Jezusa za Boga?
A co to ma do tego???
Ano to, że dla mnie Jezus jest Bogiem, który dla naszego zbawienia urodził się i umarł męczeńską śmiercią jako człowiek. Dla jehowców Jezus nie jest Bogiem, ponieważ oni nie uznają Trójcy Świętej. Więc to ma do tego, że nie mogę być jehowym jeśli wierzę w Boga Trójjedynego ;)
Wspaniale tylko skąd ja miałem znać szczegóły Twojej wiary? Twoje pytanie było bezzasadne.
No to już wiesz. Dlatego bardzo mi się spodobało ostatnio dodane wyznanie chrześcijanki biblijnej, za co zostałem niemal niemal zbesztany. Ale to nic nowego, jakieś około dwa tysiące lat temu napisano: "Z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich" Łk 21, 17.
dragomir, to ty besztasz ludzi, którzy nie wierzą, nawet i tutaj, pisząc o "nieszczęściu niewiary". jakim nieszczęściu? ja nie wierzę, a jestem szczęśliwa. a gdy zadałam kilka pytań dotyczących twojej wiary, bo po prostu chciałabym pewne rzeczy zrozumieć, to nie odpowiedziałeś.
Częściowo było to już zawarte w wypowiedziach pod wyznaniem, a poza tym czułem że żadne z nas nie przekona drugiego do swoich racji. Pozwoliłem Ci upajać się zwycięstwem rozumu i oświecenia nad ciemnogrodem. Gdybyś była taka szczęśliwa, to nie szukałabyś zaczepki na ten temat jak niedopity menel, któremu zamknęli wszystkie sklepy i nie wie gdzie ma się jeszcze doprawić.
nie szukam zaczepki, tylko odpowiedzi na nurtujące mnie pytania 🤷♀️ bycie szczęśliwym nie ma tu nic do rzeczy.
Może poszukaj u ludzi, którzy są w tej dziedzinie autorytetami (i nie mam na myśli purpurowych, a prawdziwych duchownych z powołania. Choćby i katolickich, lub właśnie chrześcijan biblijnych, którzy świadomie przyjęli chrzest i odrodzili się tym samym w Duchu Świętym. Każdy sposób jest dobry, żeby dotrzeć do Boga i nigdy nie jest za późno, o czym świadczy choćby przykład łotra, który wisiał na krzyżu obok Jezusa. Bo zbawienie jest przez wiarę, a nie z uczynków.
Ona się modliła o to, żebyś ją obudził, jak zaśnie. I co? Zadziałało 😆
Krzysztof Krawczyk o swoim tragicznym wypadku: "Droga bez pobocza. Jadąc przez Buszkowo, odmawiałem różaniec. Później zresztą od znajomych zakonników ochrzan za to dostałem. W 28-stopniowym upale, bez klimatyzacji, nie powinno się modlić. To za bardzo wycisza. I przysnąłem", .
Jechać z północy do Częstochowy przez Pszczynę. No cóż, gratuluje znajomości geografii :)
Czy można wiedzieć jaki to pociąg? Nic osobistego ale jadąc z "dalekiej północy" na "kraniec południa", żaden pociąg nie pojedzie do Częstochowy przez Pszczynę. To tak jakbyś do Poznania przez Szczecin. Pszczyna jest o jakieś 100 km dalej na południe od Częstochowy. Pociąg musiałby robić koło 200 km więcej.
Ja jechałam z kobietą w średnim wieku, która całą drogę (ok godzinę) nawijała przez telefon o swoich hemoroidach. Obdzwoniła chyba pięć osób czy więcej i każdemu o nich opowiadała. Nie, nie mogłam się przesiąść bo pociąg był pełny tak że część ludzi stała.