#k8pI0
Chodzę cały czas niewyspana. Seks? Już nie pamiętam. Nawet jak jest ochota to jak przyjdzie godz 21 to myślę tylko o spaniu. Partner - temat rzeka. Ucieka, byle nie w domu. Albo cały czas musi coś robić na dworze lub jakieś szkolenie na laptopie. A ja? Się nie liczę. Najlepiej robić swoje, a wieczorem jeszcze z ochotą się kochać. Dosłownie odkąd urodziłam syna nie mam, 5 min dla siebie. Wszystko na mojej głowie. On ma czas iść spać, to i swoje w spokoju, odpocznie wieczorem.
A ja? Ogarniam pranie, sprzątanie, zakupy, gotowanie z dziećmi uczepionymi nogi.
Kąpiel? 3 min mycia, bo syn się budzi. Książka? Zapomnij. TV to tylko jak prasuje. A jak dzieciaki pójdą spać to ogarnięcie Sajgonu żeby nóg nie połamać. Też tak macie? Mam dosyć.
Sorry, ale nie żal mi cię. Sama wiedziałaś w co się pakujesz. Tak jak ktoś napisał, już przy jednym dziecku wiedziałaś, że twój mąż jest nierobem. Dobrowolnie zrobiłaś z siebie niewolnicę.
Nierobem? To ona nie ogarnia swojej pracy. On utrzymuje dom, żonę i trójkę dzieci! Kto tu jest nierobem?
Powiedz mu wprost co oczekujesz, żeby zrobił.
Sugestie typu: jestem zmęczona pomóż mi, są zbyt mało precyzyjne.
Powiedz, że potrzebujesz żeby ogarnął obiad, wyniósł śmieci i pranie.
Niektórzy nie widzą. A jak są przyzwyczajeni, że ktoś inny to robi, to nie zwracają uwagi nawet przechodząc obok.
Akurat się zgadzam, że podział słaby. Bo nawet jeśli facet zrobi, to kobieta musi pamiętać, że to jest to zrobienia. Duże obciążenie psychiczne, skoro ma cały dom na głowie. Jednak narzekanie na to nic nie zmieni i trzeba szukać rozwiązań zaistniałych już sytuacji. Np powiedzieć mężowi - od dzisiaj Ty dbasz o pranie / sprzątanie. Nie mówić za każdym razem "wstaw pranie", tylko delegować obowiązek na innego członka rodziny. Jeśli dzieci starsze to na nich też można coś przekazać. Ale nie za każdym razem przypominać.
@Postac, nie wiem z czego to wynika, ale z niektórymi ludźmi się nie da dogadać. Możesz wymyślać różne systemy, on się na to zgodzi, ale potem i tak nic nie będzie zrobione i usłyszysz "jutro" albo "zmęczony jestem po pracy" albo "jak ja skosilem trawnik to już ty byś mogła to pranie wrzucić".
piratsromi wybrałaś sobie leniwego pajaca, to teraz sie z nim uzeraj, ty spasiona idiotko. Jest mnóstwo normalnych męzczyzn co pomagają żonie w opiece, to ze ty dałaś dupy jakieś ofermie nie oznacza, ze inne tez ta mają.
a maz to co, ma obie raczki przy samej dupce urwane?
moze jakby cie odciazyl w sprzataniu i innych obowiazkach w dmu, w ktorym WSPOLNIE mieszkacie albo zajal sie WLASNYMI dziecmi, bys mogla odpoczac, to i ochota na seks by sie znalazla?
A żona ma ręce przy cipie urwane? Może jakby go odciążyła w pracy i przynosiła hajs do domu który WSPÓLNIE WYDAJĄ to on by pomagał przy sprzątaniu? On ma swoją prace a ona swoją. Ona się nie wyrabia przez całe dnie i on również przynosząc prace domu. Tu leży problem.
Byłam w obydwu tych rolach. I jako kura domowa i aktualnie jako pan domu utrzymujący wszystko. 8h pracy plus dojazdy plus szykowanie się do pracy plus stres plus nadgodziny. Jaka praca 24h? Dziecko w ogóle nie śpi? Małe dziecko nie przesypia całej nocy owszem ale robi sobie drzemki w ciągu dnia. Przedstawiacie prace w domu jakby to była praca w kopalni. Są różne dzieci? Tez cię zaskoczę - są różne prace. Taka jak moja np gdzie nie wyjdę dopóki nie będzie wszystko zrobione, gdzie zawsze muszę być pod telefonem, gdzie zawsze muszę być w kryzysowych sytuacjach dlatego często muszę zmieniać prywatne plany. I mam jeszcze wracać do domu i pomagać w obowiązkach domowych bo olaboga tak ciężko posprzątać i obiad zrobić. Żartujecie sobie chyba. Dzielić to się możemy obowiązkami domowymi jak dzielimy się tez praca!
Trzeba czuwac czy dziecko sie nie budzi???
Jednoznacznie masz zero pojecia na temat dzieci. To nawet interesujace w kontekscie twoich wypowiedzi.
Iguanna - jakie nadgodziny? Jak nie wyjdziesz? Przecież masz się ze wszystkim wyrobić! Tego oczekujesz od partnera zajmującego się dzieckiem, to czemu nie od siebie?
TrzyPingwiny też tak myślę. Tacy ludzie są najgorsi - gdy nie próbują zrozumieć drugiej strony. Ani praca zarobkowa, ani zajmowanie się domem i (małymi) dziećmi nie są łatwe. Każdy może mieć gorszy dzień - czy to w pracy, czy to w domu. Partner powinien wtedy wesprzeć, a nie wylecieć z pretensjami, że to i tamto nie zrobione, albo powrót z pracy godzinę lub dwie później.
iguana - praca to nie tylko zarabianie pieniędzy i uważanie, ze przyniesienie ich do domu załatwia sprawę. Ze tylko takiej osobie wolno wymagać...
Brak argumentu? Dawaj zwyzywamy ja. To wy jesteście podle. Nie ogarniajcie tak prostych rzeczy jak praca w domu i jeszcze chcecie wykorzystywać pracującego partnera. Pisałam już ze byłam kura domowa. To mój facet zarabiał. I każdy wieczór był dla nas nie dla obowiązków z których ja chciałam się wymigać.
Czy rozumiem - tak. Też mam dzieci wiszące na mnie. Starsze od urodzenia, mimo - wtedy - mocnego zaangażowania ojca. U mamy spokojne od razu, u taty wrzask. Ciągle ja muszę się nimi zajmować, bo jest krzyk (2 dzieci w kategorii wiekowej 1-3). Już mi się zdarzało brać prysznic z dzieckiem siedzącym w łazience i czekający aż skończę. Raz sobie nawet paluszki przyniosło i jadło... Normalnie kino, mama się myje. Bo z tatą nie zaśnie, nie ma szans...
A jak dzieci śpią to sprzątanie. Oczywiście. Na coś bardziej ambitnego nie ma szans, bo mózg przeładowany. Jak książka, to jakieś czytadło. Telewizja tylko dla dzieci, ograniczona czasowo.
Ciekawi mnie, czy u Ciebie jest bunt dzieci na tatę, czy mąż nie zaangażowany w życie rodzinne. Jak to drugie, to możesz zacząć wychodzić nawet na 10-15 minut jak on jest w domu. Komunikat "wychodzę" i niech sobie radzi. A później wydłużyć czas, np po pół godziny. Ale jak dzieci mają bunt na tatę, to ciężko. Bo płaczą, szkoda zostawić... Wiem, bo to jest u mnie. Kiedyś wyrosną...
Postac w zasadzie nie wyrosną.
Nauczysz je że mama bo tata "nie".
Do dorosłości będą latać ze wszystkim do Ciebie bo nigdy się nie nauczą że tata też potrafi. Dorosłe też niekoniecznie ogarną.
Pod innym wyznaniem wyżaliłam się TrzyPingwiny to już nie chcę powtarzać tutaj. Ale teraz jest u nas tak, że mąż ma bardzo mało czasu, co ma się zmieniać w tym roku. Mąż próbuje (jak już może, czyli jakieś 3-4 godziny w ciągu doby, zazwyczaj ze mną), dzieci protestują. Zwłaszcza starsze. Ale w ogóle to starsze mamy takie... Z trudnym charakterem. I akurat uparte na mamę. A młodsze kopiuje starsze w czym tylko może.
Dzieci na pewno z czegoś wyrosną: staną się bardziej samodzielne. A że będą do mnie przychodzić, to liczyłam na to decydując się na nie. Mam nadzieję, że jako dorośli również nie zapomną o nas.
@ Postac: Nie odbierz tego prosze jako krytyki twojej osoby lecz prosty wniosek z tego co napisalas.
Jesli dzieci, chocby i z trudnym charakterem, sa w stanie narzucic swoja wole doroslym rodzicom, oznacza to, ze rodzice sa slabsi od nich lub maja umiejetnosci na takim sobie poziomie.
To jest normalne. Radzenia sobie z dziecmi / ich wychowywania niestety nikt nie uczy. Dlatego sugerowalbym poczytac powazna literature na ten temat. Najlepiej jesli przedstawione idee wychodza z roznych zalozen. Korczak np. jest swietny.
Przekonanie, ze w sposob spontaniczny zrobi sie wszystko dobrze, jest wprawdzie szeroko rozpowszechnione ale na ogol bledne. Zwykle dostrzega sie to jednak za pozno. Zastanawianie sie, gdzie popelnilismy blad/bledy, nie ominelo i mnie bynajmniej.
Corazwiecejpustki: dziękuję za troskę o moje kompetencje jako rodzica. Trochę już tej literatury przeczytałam i idee Korczaka również są mi znane.
Nie zakładam, że dziecko samo się wychowa. Są rzeczy dla mnie akceptowalne - jak np małe dziecko siedzi i czeka na mnie pod prysznicem. A niech sobie siedzi : ono nie płacze, ja mam tyle czasu, ile potrzebuję. Jakbym słyszała płacz, to miałabym odruch pośpiechu - tak nie miałam.
Małe dzieci wyrosną z potrzeby ciągłej uwagi rodzica. Akurat moje starsze już wyrosło z tego czekania w łazience, a młodsze nigdy takiej potrzeby nie miało. Chociaż bunt dwulatka przed nami, więc może jeszcze ta potrzeba się pojawi.
Z trudnego charakteru nie wyrośnie. Mogę korygować zachowania, ale samego dziecka nie zmienię.
Dziecko sobie zawsze wybiera dominującego opiekuna, czy jak to się tam nazywa. Niektóre akcentują to mocniej, inne mniej - ale w oczch dziecka rodzice nigdy nie są równi.
@ Postac: Jesli sprawilem wrazenie, ze powatpiewam w twoje kompetencje jako rodzica, zapewniam, ze nie bylo to intencjonalne.
W kilku wpisach dosc dokladnie opisalas sytuacje w ktorej sie znajdujesz. Zauwazylem w tym kilka frapujacych zbieznosci z sytuacja, ktora przezylem wiele lat temu z moimi dziecmi. Stad mozliwosc rekapitulacji i analizy niegdysiejszych zachowan. Zarowno tych dobrych jak i jednoznacznych wpadek oraz nieprawidlowych wyborow.
Corazwięcejpustki - dziękuję. Tak naprawdę tutaj jest jedyne miejsce, gdzie mogę się poużalać. W rzeczywistości jestem ciągle z maluchami, a przy nich nie będę narzekać. A jak już mi się uda wyjść bez dzieci, to na pewno nie po to, żeby o nich rozmawiać.
Po Twoim wpisie o spaniu oraz o narzucaniu swojej woli dorosłemu odniosłam wrażenie, że mamy inne podejście do rodzicielstwa. Mi bliżej do rodzicielstwa bliskości (chociaż nie zawsze się zgadzam) i do przesłania z książki : Wychowanie bez kar i nagród. Ale mogłam odnieść mylne wrażenie - to tylko kilka anonimowych wpisów.
@ Postac: Oczywiscie, ze mamy rozne podejscie do rodzicielstwa. Chocby ze wzledow czasowych. Moje dzieci sa juz dorosle. :)
Ostatnia (obiecuje) rzecz, ktora wydaje mi sie ekstremalnie wazna. Rodzic jest przede wszystkim wychowawca. Moze byc przyjacielem, przytulanka, wzorem, kumplem itd. ale bezwzglednie nadrzedna funkcja to wychowywanie. Nie wolno zapominac, ze jest to zawsze uklad niesymetryczny. Rodzic patrzy w dol a dziecko do gory. Bez wzgledu na wszystko. Dziecko musi moc sie oprzec na rodzicu. Rodzicowi nie wolno opierac sie na dziecku.
Dla pocieszenia, z wnukami mozna sobie pozwolic na wszystko. W koncu nie jest sie ich rodzicem, wiec odpadaja obowiazki a zostaja przyjemnosci.
Ja sprzątam jak młody wstaje, a gram jak śpi, to korzystam z chwili dla siebie :)
Widzę, że babcie mają więcej cierpliwości do moich dzieci niż ja. A ja naprawdę sporo książek przeczytałam i staram się być najlepszym rodzicem, jakim potrafię. A brak równowaga w relacji rodzic - dziecko jest zrozumiały i podkreślany chyba w każdej książce o rodzicielstwie.
Z jednym dzieckiem podczas jego drzemek albo gotowałam, albo spałam z nim. Przy dwójce jest mi już trudniej to ich spanie zsynchronizować. Ale i tak uważam, że dosyć dobrze sobie radzimy. Codziennie wychodzimy, prawie codziennie organizuję dzieciom zabawy semsoryczne. Wspólnie robimy drobne zakupy, czasem nawet większe. Gotuję jak młodsze śpi. Czasami śpi też starsze w tym samym czasie - nie posiadam się wtedy z radości. Ale to rzadkość. Telewizor włączam im na 25 minut dziennie - po obiedzie, ja wtedy powierzchownie sprzątam w kuchni i piję kawę. To moja jedyna chwila w ciągu dnia, zanim pójdą spać, bez ciągłego wymagania czegoś ode mnie. A jak dzieci śpią, to ja mam jakąś godzinę dla siebie albo dla męża. Później też do spania, bo przecież rano trzeba wstać i od nowa to samo.
Hej. Jeśli możecie pozwolić sobie na to finansowo, bardzo polecam znalezienie dorywczej niani i kogoś do sprzątania. Mamy zwyczaj brać wszystko na siebie, a jak widać po stanie ducha - nie warto. Jak będziesz sfrustrowana to wcale nie będziecie z dziećmi w miłej kochającej relacji, bo psychicznie nie dasz rady. Czasami trzeba po prostu trochę odpuścić, zaufać obcej osobie, że może pomóc, zaufać że dziecko przeżyje tą godzinkę bez mamy.
Warto też porozmawiać z mężem, bez pretensji, o swoim stanie i umówić się, by przejął pewne obowiązki w bardzo doprecyzowany zakresie (skoro do tej pory się nie domyślił, to się nie domyśli, trzeba szczegółowo wszystko co i jak, dla utrwalenia zapisać na kartce i powiesić na lodówce, informując że tam ona jest). Można również spróbować umówić się wcześniej, że danego dnia na pół godziny wychodzisz na spacer, a on zajmuje się dziećmi. W najgorszym wypadku będzie pół godziny bujał marudzące dziecko, ale wszyscy przeżyją, a Ty będziesz mieć ciszę i spokój. Nie wiem, czy mąż jest faktycznie leniwy czy zmęczony pracą, ale trochę zaangażować na pewno się go da, tylko trzeba nauczyć i nie krytykować, bo będzie tylko się wzbraniał bardziej.
Były komentarze o zostawieniu dziecka w łóżeczku i niech sobie płacze - tego nie polecam, dziecko w ten sposób uczy się, że nie może polegać na rodzicach, że jego potrzeby nie są ważne i różne inne, proponuję poczytać o stylach przywiązania. Czym innym jest zostawienie go płaczącego 5 minut by się umyć - to jest krótki czas, po którym dobrze przyjść z uśmiechem i powiedzieć coś w stylu "cześć kochanie, mama się myła, ale już jestem z Tobą".
Wbrew pozorom największa zmiana musi zajść w Tobie, byś uwierzyła, że możesz odpocząć, możesz zaufać komuś, możesz zająć się sobą. To bardzo trudne przy naszych przyzwyczajeniach do poświęcania dzieciom wszystkiego, ale naprawdę ważne :*
A dzieci tatusia nie mają?
Też tak mam, bałagan ciągle a ja sprzątam i końca nie widać. Te jestem wyczerpana, niedoceniona, tr mam trójkę dzieci. Ale mnie ten okres w życiu cieszy. Świadomie zdecydowaliśmy się na trójkę (mimo, że wiedziałam, że spadnie wszystko na moją głowę). Moje dziewczynki są wspaniałe, cieszą mnie, uwielbiam pokazywać im piękno świata, uczyć, wychowywać, szukać wyważenia między nauką empatii, bycia dobrym człowiekiem dla innych, a zdrowym egoizmem i tym, by nie dały sobie w kaszę dmuchać. Brakuje mi książki, Woodstocku, piwa w knajpie, malowania obrazów, no ale to wszystko wróci. A dzieci są małe krótko, zaraz będą duże. Nagle zamiast ja sama, będą 4 kobiety w domu. Nagle wrócę kiedyś z pracy, a w domu posprzątane i ugotowane, bo córeczki będą duże. Teraz cieszę się każdą chwilą, choć padam na ryj i nie raz się wnerwiam, ale obracam to w zmianie się z siebie.
Życie się zmieniło. Mąż jak jest w Polsce pomaga mi w domu. Wróciłam do pracy i dzielimy się obowiązkami. Fakt teraz mało czasu jest na sprzątanie ale psychicznie czuje się o niebo lepiej. Także mam więcej cierpliwości do dzieci. Zrozumiał mnie, sam odwozi dzieci, robi zakupy, pomaga coś posprzątać 🙂 Dziękuję niektórym osobom za rady. Chciałam mieć swoje dzieci, ale czasami życie bywa przewrotne i jest troje...
Co 10 min? I Ty go za każdym razem bierzesz? To pasuje sobie syna wychować, bo jak na razie widzę, że on Ciebie wychowuje. Serio. Moja żona też tak miała. Z perspektywy faceta to wygląda trochę inaczej. Zero seksu, miłego słowa, to idę sobie coś innego porobić, a żona sobie nie radzi z dzieckiem i jeszcze pretensje ma. Moja przestała wstawać co chwila i im rzadziej reagowała na płacz, tym rzadziej ten płacz występował, ale faktycznie trwało to z 4 dni. Takie małe dziecko płacze instynktownie, ale na tyle, że już wie co mu to daje, widzi, że owinął sobie Ciebie. Roczniak już to kuma, także jak chcesz odpocząć, to nie zwalaj na męża swojej bezradności, tylko zacznij już dziecko wychowywać. Wiesz dlaczego to Ty jesteś ważniejsza od dziecka? Bo jak Ciebie zabraknie, to i tak by umarło samo w domu. Dlatego zadbaj przede wszystkim o swoje zdrowie, potem realizacja zachcianek roczniaka. Bo tak to jeść, przebrać położyć i jak płacze, to trudno - taka kuracja u nas pomogła po 4 dniach. Jak tak nie zrobisz, to nigdy nie poznasz po nim jak mu coś na prawdę będzie się działo, bo wiecznie i tak płacze.
"owinął sobie ciebie" roczne dziecko, co Ty gadasz? Jesteś z tych osób, które uważają, że dziecko potrafi manipulować? Człowieku piszesz o małym dziecku! Jeszcze bardzo długo będzie miał potrzebę bliskości niezbędna do prawidłowego rozwoju (polecam eksperyment o matce żelaznej i matce szmacianej). Ja karmiłam dzieci po 2 lata, spałam z nimi do dwóch lat, z najmłodsza robię wszystko jedna ręką, bo ją noszę. I to jest normalne rodzicielstwo, spójrz na inne ssaki. Tylko ludzie są takimi potworami, że jak najszybciej odpychają dziecko, odsuwają od siebie i jeszcze mają czelność, jak Ty, uważać, że dziecko manipuluje.
Po pierwsze bajzel to norma przy dzieciach. Po drugie zagon chłopa do roboty. Raz na jakiś czas idź na solarium czy paznokcie. A roczne dziecko odstawiaj na ile możesz. Zamiast cyca są smoczki i gryzaki. Takie nieefektywne ssanie nikomu nie wychodzi na dobre