#39Wzg
Od jakiegoś czasu zaczęły się u mnie bardzo nieprzyjemne miesiączki. Przebadałam się u paru lekarzy pod różnym kątem, zarówno prywatnie, jak i na NFZ, wychodzi na to, że po prostu taka moja uroda. Mimo wzięcia paru tabletek przeciwbólowych czy rozkurczowych zwijam się na podłodze z bólu, który występuje w podbrzuszu. Z bólu również wymiotuję i mam biegunkę, dodatkowo wysoka gorączka, ból głowy. Trwa to na szczęście tylko jeden dzień. Oczywiście okres to nie choroba, ale nie życzę nikomu takiego samopoczucia, a tym bardziej nie wyobrażam sobie siedzenia przez 8 godzin w pracy. Zazwyczaj udaje mi się wyliczyć, kiedy będę mieć okres i wziąć wolne lub udać się po L4 (tak, przysługuje mi z tego powodu). Więc od ok. 8 miesięcy często nie ma mnie aż jeden dzień w pracy (czasem mój okres przypada w weekend), a mimo tego nigdy nie zawaliłam swoich obowiązków ani nie opuściłam terminów. Niestety miesiączka to nie jest równanie matematyczne i nie zawsze udaje się obliczyć wszystko dokładnie, tak więc dopadło mnie zaraz po przyjściu do pracy. Wzięłam tabletkę przeciwbólową, ale wiedziałam, że nie wytrzymam, więc udałam się do szefa z informacją, że źle się czuję i chciałabym wziąć „urlop na żądanie” tego dnia i udać się do domu. Szef rzucił tekstem, że ja ostatnio ciągle się źle czuję i mam nie wymyślać, tylko wracać do pracy. Dodam tylko, że nie pracuję w firmie jakiegoś Janusza biznesu na śmieciowej umowie, tylko w międzynarodowej korporacji, w której social jest bardzo dobry, ale okazuje się, że szef to chyba skurczybyk. W skrócie po dłuższej rozmowie i opisaniu sytuacji szef stwierdził, że sobie robię żarty i szukam darmowych dni wolnych (wtf?) i mam zostać w pracy.
Po godzinie i czterech pobytach w ubikacji, w których wyrzygiwałam wnętrzności, zemdlałam i zostałam zabrana na pogotowie. Zrobiono mi serię badań, które znów potwierdziły, że to taka moja uroda, a kobieta, która mnie badała, wypisała mi tygodniowe L4. Szef nadal uważa, że zrobiłam to pod publikę, żeby dostać urlop, a ja... cóż, piszę na niego skargę i szukam nowej pracy. Nie zrozumiem nigdy znieczulicy ludzi.
Obawiam się, że to co opisałaś to nie "uroda" ale raczej endometrioza. Problem często pomijany lub lekceważony przez lekarzy. Radzę Ci się zbadać u lepszego lekarza.
No bo jego żona to ma plamienie, a nie krwawienie i on już wszystko wie, jak wygląda okres i mu kitów nie będziesz wciskać (tak to zwykle wygląda). Wiem, co przechodzisz też przez lata bardzo się męczyłam, na szczęście po ciąży u mnie się trochę uspokoiło.
Uh, też tak miałam. Ciezko to było wytłumaczyć, że już teraz wiem, że 26.05 będę na zwolnieniu jeden dzień (albo na HO). A nawet nie miałam płatnych tych zwolnień, no bo b2b, a i tak był problem. Jak tłumaczyłam coś na około, to miałam milion pytań i podejrzeń. Jak mówiłam wprost, że o bolesny okres chodzi to „wystarczyło powiedzieć, że <jakaś wymyślona choroba, żeby tylko nie mówić, że o okres chodzi>”. Albo „moja żona to w ciąży do pracy chodzi, a ty z okresem nie możesz”. No, ogólnie rozumiem i współczuję.
Ale te bóle to nie jest „twoja uroda” tylko pewnie endometrioza. Poza operacją, jest parę sposobów, żeby zmniejszyć dolegliwości. Dieta przeciwzapalna, dużo kwasu foliowego zaczynając tydzień przed okresem, NLPZ 2 dni przed okresem. No i oczywiście antykoncepcja.
Sprawdź czy nie masz endometriozy. Poszukaj specjalistów z tej dziedziny, bo mdlenie przy miesiączce, to nie jest "Twoja uroda". W internecie można znaleźc polecanych specjalistów z tej dziedziny.
jeśli nie planujesz powiększenia teraz rodziny polecam Ci spiralę. Brak okresu - brak problemu. Ja już od 2 lat mam z tym spokój i chwała temu, kto to wymyślił ...
Chyba jednak nie miałaś "dobrych stosunków z szefem"...