Zawsze chciałem iść do szkoły muzycznej i nauczyć grać się na perkusji, jednak rodzice byli przeciwni, bo przecież to trzeba dużo pracy, a mi się na pewno odwidzi, a to kosztuje i tak dalej...
Mnie się nie odwidziało. Skończyłem studia, poszedłem do pracy, oszczędzałem pieniądze, kupiłem gary, oczywiście zewsząd słyszałem, że jestem już za stary, żeby uczyć się grać i w ogóle szkoda czasu i pieniędzy.
Właśnie dostałem swoją kopię albumu, na którym nagrałem perkusję. Brzmi jak piekło. Taki dumny z siebie nigdy chyba nie byłem.
Rok 2013, piąta klasa podstawówki, początek października.
Na lekcjach języka polskiego przerabiałam „Sposób na Alcybiadesa” Edmunda Niziurskiego. Moim zadaniem domowym było zrobienie krótkiej notatki na temat autora. Starannie je odrobiłam. Na następnej lekcji nauczyciel poprosił kogoś o przeczytanie zadania. Wszystko dobrze, tylko jedna rzecz mi się nie zgadzała. Nie podano daty śmierci, a byłam pewna, że widziałam ją na Wikipedii. Wzburzona pominięciem tak istotnego faktu powiedziałam, że nie została podana data śmierci. Nauczyciel popatrzył na mnie zdziwiony i odpowiedział, że on wcale nie umarł. Bardzo mnie to zaintrygowało i zaczęła się między nami dyskusja, czy Niziurski żyje, czy też nie. Ostatecznie uległam, bo nie będę przecież się kłócić z nauczycielem.
Osłupiałam tego samego dnia wieczorem, kiedy oglądałam z rodzicami wiadomości i została podana informacja, że w dniu dzisiejszym zmarł autor „Sposobu na Alcybiadesa”.
Na następnej lekcji nauczyciel zszokowany spytał mnie, skąd wiedziałam, że Niziurski nie żyje, skoro wtedy jeszcze żył. Stwierdził, że to ja go zabiłam i nie wie jakimi mocami władam, ale jest to podejrzane :D
Piąta lub szósta klasa podstawówki, nie pamiętam już dokładnie. Ale sytuacji nie zapomnę! WF i skok przez kozła. Była nas spora grupa, siedzieliśmy na podłodze jeden obok drugiego. Nauczyciel wybrał jedną z dziewczyn, aby zaprezentowała, jak wygląda skok. Danusia rozbiegła się, wybiła i kozła nie przeskoczyła. Wylądowała na nim okrakiem i zastygła. Minęła dłuższa chwila w kompletnej ciszy. Danusia i wuefista wydawali się zaskoczeni i zniesmaczeni jednocześnie... Gdy zorientowaliśmy się, że dziewczyna po prostu zsikała się na kozła, nikt już nie chciał skakać. I do końca edukacji w tej szkole kozioł stał ukryty w kącie sali, nikt go nie ruszał...
Mam paniczny strach przed rozmawianiem. Staram się jak najmniej odzywać, czy to w obecności obcych osób czy przyjaciół. A to wszystko dlatego, że w pierwszej klasie liceum pani od polskiego powiedziała do mnie te słowa: „Najpierw idź do logopedy, a później odzywaj się na moich lekcjach. Kaleczysz język polski”.
Tylko dlatego, że nie umiem wymawiać literki „R” i mówię ją bardziej jak „L”.
Pewnej soboty śpię sobie smacznie, jest koło 7 gdy nagle moi rodzice wpadają mi do pokoju. Krzyczą: „Wstawaj, twój chłopak przyszedł, pobudka, nie będzie długo czekał, zbieraj się”. No to ja półprzytomna wstaję, biegiem narzucam jakieś pierwsze lepsze ciuchy, lecę pod prysznic. Stoję pod prysznicem, gdy nagle nasuwa mi się na myśl jedna, bardzo istotna dla całej tej sytuacji sprawa, a mianowicie, kur*a, ja nie mam chłopaka...
Kocham was, mamo i tato.
Udało mi się uzyskać zatrudnienie jako pomoc w biurze. Miało być 5000 do 6000 brutto z premiami, sama papierologia – faktury, zakup rzeczy potrzebnych na rzecz projektów (dość poważne zakupy, przemiał dużej ilości pieniędzy), pisanie ofert, zapytań itp. Praca na rok, umowa o pracę. Po trzech miesiącach próbnych i najniższej krajowej (już nigdy się nie zgodzę na najniższą krajową na początku przy rozmowie o pracę) moja wypłata wzrosła o 100 zł... Okazało się też, że muszę zasuwać za kierowników, robić ich robotę. Nie dość, że nie wytłumaczyli mi co i jak, to jeszcze zbierałam opieprz, że długo, choć sami spaprali sprawę z owymi projektami, bo sami prawdopodobnie nie wiedzieli, jak to zrobić. Wszystko oczywiście bez dodatkowej premii ani podwyższenia stawki wypłaty, a robota wyszła na plus i nie zrobiłam wielkich pomyłek, a nawet małych, jedynie ze stresu nabawiłam się zgagi, której w życiu tak ciężkiej nie miałam, bo drzeć to się potrafili... A pomocy ni wuja. Ba! Trzeba tutaj również sprzątać samemu i dalej na praktycznie najniższej krajowej... Teraz, jak słyszę, planują wciągnąć mnie w inną dokumentację, za którą w innych firmach nieźle płacą. Hmm... Ciekawe, czy jeżeli mnie o to poproszą, to zaproponują coś więcej.
Jestem dobrym pracownikiem, lecz mam za miękką dupę. Zapytałam się o podwyżkę. „Nie możemy ci jej dać, bo przyszłaś w połowie projektu i kasy brak”, „Może coś typu premia, zobaczymy”.
Dlaczego mi przykro? Całe biuro miało wigilię. A kierownicy próbowali to ukryć... Ale jednak było za dużo telefonów do kierowników, żeby nie usłyszeć rozmowy. Premia świąteczna? Nie dla mnie. Przykro mi jest w cholerę, bo nie zrobiłam nic złego, wręcz przeciwnie, porządek we wszystkim jest, a pomyłek bardzo mało. A póki co jestem zwykłym popychadłem. Czas na zmiany.
Życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. No, może nie wszystkim...
Jestem z moim chłopakiem od prawie roku. Od czterech miesięcy często się kłócimy, co 2-3 dni. Od jakiegoś czasu gdy tylko jest jakaś kłótnia, to się nie odzywamy, a później dzwonimy do siebie i oczywiście ja chcę się spotkać. Ale on wtedy mówi, że nie może przyjechać, bo wypił. Ja też nie mogę zazwyczaj jeździć do niego, bo nie mam auta, a żadne autobusy nie kursują po naszych wioskach. Zdarzyło się już tak kilka razy, że dzwoni i przeprasza, ale przyjechać nie może, bo wypił. Dobrze wie, że będę chciała się spotkać tak samo jak on, ale pije gdy tylko się pokłócimy i nie ma zamiaru chyba przestać. Dziś się nie odzywał, nawet jak dzwoniłam do niego przez pół dnia. Nie raczył odebrać ani odpisać. Miał mnie gdzieś. Wieczorem dzwoni i mówi, że się chce spotkać, ale wypił...
Nie chcę mieć takiego chłopaka ani męża, a tym bardziej ojca moich dzieci. Nie chcę, żeby kiedyś jak będzie kłótnia, moje dzieci na tym ucierpiały. To się zdarza coraz częściej. Chciałam mu dać wsparcie, to nie myślał o mnie, nie odbierał, wolał rozmawiać sobie z kolegami. A teraz robi wyrzuty, że potrzebuje wsparcia, którego mu nie daję. Jak mam mu dać wsparcie, skoro mnie odtrącił, a po drugie znowu wypił, a już tyle razy o tym rozmawialiśmy. Znowu pije i nie widzi w tym nic złego. Zamiast dziewczyny woli alkohol. Ja już nie mam siły się godzić, bo za dwa dni będzie znowu to samo. Tak jest od kilku miesięcy. W takich momentach mam wahania, co do niego czuję, czuję złość i rozczarowanie, psychicznie sobie już nie daję rady przez niego. On nic nie rozumie. Nie widzi tych dobrych rzeczy, tylko same złe, a siebie to już w ogóle...
Miał ktoś podobną sytuację? Powiedzcie, czy jest przyszłość na taki związek, bo ja już sił nie mam go odbudowywać. Dodam, że mam 21 lat, a on jest starszy ode mnie o 9 lat.
Jakiś czas temu zostałem zatrzymany przez policję za posiadanie. W moim mieszkaniu patrol urządził sobie zabawę w poszukiwanie. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy policjant, który mnie przesłuchiwał, powiedział, że nic nie znaleźli... Tak duże, że zapytałem go: „Serio? To jak oni szukali?”.
I tak oto posiedziałem tam dłużej, bo patrol wrócił i znalazł.
Pracuję w pewnej firmie już od paru lat. Mam dobre stosunki zarówno z szefem, jak i współpracownikami. Nigdy, naprawdę nigdy nie zawiodłam, często nawet podczas urlopu czy L4 brałam pracę do domu lub pomagałam innym pracownikom ogarniać ich sprawy. Jestem sumienna i nigdy nie opuściłam żadnego terminu.
Od jakiegoś czasu zaczęły się u mnie bardzo nieprzyjemne miesiączki. Przebadałam się u paru lekarzy pod różnym kątem, zarówno prywatnie, jak i na NFZ, wychodzi na to, że po prostu taka moja uroda. Mimo wzięcia paru tabletek przeciwbólowych czy rozkurczowych zwijam się na podłodze z bólu, który występuje w podbrzuszu. Z bólu również wymiotuję i mam biegunkę, dodatkowo wysoka gorączka, ból głowy. Trwa to na szczęście tylko jeden dzień. Oczywiście okres to nie choroba, ale nie życzę nikomu takiego samopoczucia, a tym bardziej nie wyobrażam sobie siedzenia przez 8 godzin w pracy. Zazwyczaj udaje mi się wyliczyć, kiedy będę mieć okres i wziąć wolne lub udać się po L4 (tak, przysługuje mi z tego powodu). Więc od ok. 8 miesięcy często nie ma mnie aż jeden dzień w pracy (czasem mój okres przypada w weekend), a mimo tego nigdy nie zawaliłam swoich obowiązków ani nie opuściłam terminów. Niestety miesiączka to nie jest równanie matematyczne i nie zawsze udaje się obliczyć wszystko dokładnie, tak więc dopadło mnie zaraz po przyjściu do pracy. Wzięłam tabletkę przeciwbólową, ale wiedziałam, że nie wytrzymam, więc udałam się do szefa z informacją, że źle się czuję i chciałabym wziąć „urlop na żądanie” tego dnia i udać się do domu. Szef rzucił tekstem, że ja ostatnio ciągle się źle czuję i mam nie wymyślać, tylko wracać do pracy. Dodam tylko, że nie pracuję w firmie jakiegoś Janusza biznesu na śmieciowej umowie, tylko w międzynarodowej korporacji, w której social jest bardzo dobry, ale okazuje się, że szef to chyba skurczybyk. W skrócie po dłuższej rozmowie i opisaniu sytuacji szef stwierdził, że sobie robię żarty i szukam darmowych dni wolnych (wtf?) i mam zostać w pracy.
Po godzinie i czterech pobytach w ubikacji, w których wyrzygiwałam wnętrzności, zemdlałam i zostałam zabrana na pogotowie. Zrobiono mi serię badań, które znów potwierdziły, że to taka moja uroda, a kobieta, która mnie badała, wypisała mi tygodniowe L4. Szef nadal uważa, że zrobiłam to pod publikę, żeby dostać urlop, a ja... cóż, piszę na niego skargę i szukam nowej pracy. Nie zrozumiem nigdy znieczulicy ludzi.
Kiedy byłem mały, tak na oko 10-11 lat, miałem grę na Playstation 1: Muppety monster adventure, czy jakoś tak. Po przejściu gry albo części odblokowywała się galeria i były tam różne zdjęcia postaci. Były tam również zdjęcia świnki Piggy z lekkim dekoltem albo z nóżką na wierzchu... Niejeden raz zaspokajałem się do tych zdjęć.
Dobrze wspominam moje dzieciństwo :D
Dodaj anonimowe wyznanie