#8q68k

Nienawidzę dostawać prezentów. Konkretnie prezentów od mojej matki. Zawsze boję się, że będę musiała udawać zadowoloną, żeby nie zranić jej uczuć i żeby przypadkiem się na mnie nie obraziła, bo przecież się starała. Ale ja widzę, że kupując prezenty dla mnie, kupuje je jak dla siebie, wybiera to, co najtańsze albo, co najgorsze, dostaję coś, co w ogóle mnie nie interesuje, co tylko pokazuje, że ona mnie wcale nie zna.

#wmKlR

Prowadzę mały (43 tysiące subskrypcji) kanał na YouTube. Zaznaczam, że jestem dziewczyną.

Będąc w podróży, postanowiłam skorzystać z toalety, na moje nieszczęście, równolegle ze mną na miejsce przyjechała wycieczka autokarowa. Kiedy zobaczyłam, ile kobiet wysiada z owego pojazdu, już wiedziałam, że muszę się pośpieszyć. Niestety ku mojemu zaskoczeniu nie była to jedyna wycieczka – przed wejściem do części z kabinami ustawił się już sznur kobiet. Co więcej, po drugiej, męskiej stronie, kolejki nie było wcale. Decyzja była szybka – idę do męskiego. Wchodzę, a z jednej z kabin dochodzą odgłosy... masturbacji. Ciut zniesmaczona staram się jak najszybciej skorzystać, ale wtem dochodzi do mnie drugi odgłos: MÓJ. WŁASNY. GŁOS. Gość walił sobie do mojego filmu, rozumiecie to?
Na portalu dalej tworzę, natomiast zawsze jak cokolwiek nagrywam czy montuję, nie mogę się pozbyć dźwięku mojego głosu towarzyszącego fapaniu...

#bE6ws

Moja kuzynka mieszka w Niemczech, gdzie związała się z chłopakiem tureckiego pochodzenia o imieniu Burak. Dla nich to normalne imię, a mój ojciec ciągle z niego żartuje, ciesząc się, że bezkarnie może mówić, że narzeczony jego bratanicy to Burak. Jakiś czas temu mieliśmy okazję poznać go osobiście. Kiedy mój tato mu się przedstawił, Burak prawie parsknął śmiechem. Kuzynka wytłumaczyła mi potem, że imię Bogdan brzmi jak turecki przymiotnik od słowa, którym nazwiemy to, co spłukujemy w toalecie...

Mojego tatę chyba dopadła karma, teraz nie jest mu do śmiechu :)

#XZ1cN

Nie umiem żyć dla siebie. Nie sprawia mi przyjemności nic, co mogę zrobić dla siebie, myślę tylko o tym, jak zadowolić innych: rodziców, pracodawców i kolegów, partnerkę.
Cały czas w mojej głowie pojawiają się pytania typu: co oni o mnie myślą? Co zrobić, by myśleli o mnie dobrze?

Jak byłem jeszcze uczniem i studentem, to uczyłem się głównie dla rodziców. Czułem dumę, gdy mnie chwalili w domu.
Teraz w pracy też mam podobnie, tylko zamiast rodziców mam przełożonych i kolegów. Nie chcę ich zawieść i ciągle zastanawiam się, jak jestem przez nich postrzegany, co powinienem zrobić, by wyglądać na lepszego specjalistę niż jestem.
Jak już przy pracy jesteśmy, to nie narzekam na zarobki, zarabiam całkiem dobre pieniądze. Niestety, ciężko jest mi je wydawać na jakieś większe rzeczy, bo boję się, że rodzina mnie skrytykuje, że wydaję pieniądze niepotrzebnie.

Najgorzej jednak było z moją partnerką. Na początku związku miałem to w miarę opanowane, nie było zaburzonej równowagi i oboje staraliśmy się tak samo bardzo, by druga osoba była zadowolona. Jednak po kilku latach w niej coś wygasło i już głównie ja się starałem. Im ona mniej się starała, tym mocniej ja czułem, że powinienem postarać się bardziej, że pokocha mnie wtedy na nowo i jeszcze bardziej. Miało to także przełożenie na nasze życie seksualne, bo głównie to ja byłem inicjatorem i tym co mnie najbardziej interesowało to było sprawianie jej przyjemności, nawet kosztem mojej własnej, bo liczyłem, że może w końcu zostanę doceniony. Apogeum tego osiągnąłem pod koniec naszego związku, gdy byłem w stanie wybaczyć jej nawet zdradę i nie tylko, bo po tym wszystkich zaczęliśmy nawet rozmawiać o bardziej... wyuzdanych... kombinacjach. Będąc podekscytowanym, że na nowo rozmawiamy o seksie i to w swobodny i właśnie wyuzdany sposób, zgodziłem się na to, by mogła „odkrywać siebie seksualnie” także z innymi mężczyznami, licząc, że doceni to jakim wspaniałym i wspierającym partnerem jestem. Tyle dobrego, że zdążyła zdradzić mnie drugi raz, zanim zdążyliśmy coś zorganizować... bo nie wiem gdzie byłbym psychicznie teraz. Nie jest super, ale pewnie byłoby ze mną znacznie gorzej.

Nienawidzę siebie.

#Z97Qn

Moja przyjaciółka ekscytuje się każdymi świętami. Zapytałam ją więc, gdzie planuje jechać w najbliższe święta. Pomyślałam, że pewnie do babci, do jedynego wujka i oczywiście do teściów. Na co ona: Do teściów tak. Do wujka nie, bo on miał różne choroby w pracy i do babci nie, bo nie mam po co...
Myślę sobie – masz jedną babcię, zawsze czekałaś, aż dostanie emeryturę, żeby ci sypnęła groszem.. Na własny ślub powiedziałaś jej, że ma grubą kopertę przygotować, a teraz, jak jej zdrowie jest w złej kondycji, to nie masz po co do niej jechać?! (dodam, że jej babcia żyje we własnym świecie, nie ogarnia rzeczywistości, zapomina się bardzo i ma kiepski słuch, jej mąż podobnie).
Przyjaciółka odpisała mi: I tak się z nimi nie dogadamy, trzeba będzie się drzeć, a po co mi dodatkowe nerwy. Po za tym idą święta, ale to nie oznacza, że mam jeździć po rodzinie...
Trochę mnie zaskoczyła, bo chwali się w internecie ozdobami czy wypiekami, jakby to był główny znacznik świąt... Wiem, co to znaczy żyć z człowiekiem w takim stanie jak jej babcia. Moja (świętej pamięci) przez około 6 lat żyła w znacznie gorszej świadomości, a raczej nieświadomości. Mieliśmy wtedy piekło w domu. Ledwo funkcjonowaliśmy. Wiecznie były krzyki, wrzaski i awantury. Nikt nie chciał nas odwiedzać „bo z babcią nie da się dogadać”. My mówiliśmy o niedzieli, a ona o wujku dziadka Józka z drugą żoną kuzyna Wieśka z psem. Moja babcia miała sporo wnuczek i wnuków, doczekała się 12 prawnucząt. Niektóre wnuki nie były u niej ani razu w ciągu dwóch lat. A gdy wiedziały, że jej stan się pogarsza, to tym bardziej nie przyjeżdżały.
Gdy umarła, był płacz i zgrzytanie zębów oraz zadawanie pytania DLACZEGO TAK SZYBKO?
Ja rozumiem, że ludzie są różni i każdy inaczej znosi daną sytuację. I nie życzę mojej przyjaciółce rozczarowania bądź żalu, jaki czuli członkowie mojej rodziny.

#ZcO1E

Moja partnerka nigdy nie chciała rozmawiać o naszych byłych, uznawała, że to przeszłość i nie ma co do niej wracać. Po kilku latach jednak zmieniła zdanie, stwierdziła, że chciałaby się o mnie dowiedzieć wszystkiego, bo to jeszcze bardziej scementuje naszą miłość.
Problem w tym, że ja nie mam się czym tutaj pochwalić, jeśli już, to mocno wstydzić.

Miałem tylko jedną byłą, która dodatkowo mnie zdradzała. Wybaczałem jej to dwukrotnie, a rozstaliśmy się tylko dlatego, że to ona zakończyła związek. Byłem wtedy w bardzo słabym stanie psychicznym, miałem pełno kompleksów i moja pewność siebie była poniżej zera, więc podejrzewam, że gdyby ona nie zerwała, to ja bym tego nie zrobił i wybaczałbym jej na nowo za każdym razem.

Szczerze, to nadal tego wszystkiego do końca nie przepracowałem i do tej pory czuję się z tym wszystkim źle. Z jednej strony chciałbym się jej z wszystkiego wygadać, myślę, że takie wyznanie zbliżyłoby mnie do niej znacznie. Obawiam się jednak, że mogłoby ją odrzucić ode mnie po takim wyznaniu i miałoby to odwrotny efekt na nasz związek w porównaniu do zamierzonego.

#dtZhP

Mieszkam na wsi w mazowieckim razem z żoną i dwoma córkami. I co jest najważniejsze w wyznaniu - nie jestem katolikiem. Mieszkam na tym samym miejscu, gdzie mieszkał mój dziadek, a później ojciec, oni również nie chodzili do kościoła. I nie, nie jestem muzułmaninem czy żydem, uważam się za chrześcijanina, ale nie należę też do świadków jehowy.

W "mojej" parafii był pewien proboszcz. Jednym słowem, ksenofob. Nienawidził mnie i mojej rodziny, choć nigdy nie wymienił ze mną ani jednego słowa, a gdy mnie widział i nikogo nie było wokół, przyśpieszał kroku, aby uniknąć konfrontacji. Ale do rzeczy.
Na większości nabożeństw zawsze wspomniał o tym, że jestem satanistą, że czytam Koran, żeby ze mną nie gadać, bo opęta szatan, a swoim dzieciom zabronić się zadawać z moimi. Był jakiś wypadek w gminie? Wina Kowalskich (nazwisko zmienione). Powodzie, wichury, grady, częste deszcze? Bóg się mści na mieszkańcach za to, że kociarzy (tak nas nazywają) mają we wsi. Nie ma tygodnia bez wyzwisk w moją lub w żony stronę od właśnie kociarzy, islamistów i wiele innych.
Był taki okres, kiedy ktoś nagminnie wywalał nam śmieci na posesję. Pomyślicie, może policja? Udawali jedynie, że im zależy. Jesteśmy przyzwyczajeni do takiego traktowania, początkowo dzieci przychodziły z płaczem ze szkoły, bo inne dzieci im dokuczały. Chodziliśmy z żoną do dyrektora na skargę. Ale przecież on się nie przeciwstawi księdzu. Zostało nam jedynie przyzwyczaić dzieci i nauczyć radzić sobie z takimi sytuacjami. Myślałem nad przeprowadzką, ale nie zarabiam dużo, a dom nie jest usytuowany w jakimś na tyle atrakcyjnym miejscu, żeby go sprzedać.
No ale nie wszyscy ludzie we wsi są tacy. Mamy także przyjaciół, od których dowiaduję się co ksiądz tym razem nagadał.

Proboszczowi się nagle zmarło. Zawał miał czy coś takiego. Oczywiście zmiana proboszcza, bo co to za parafia bez kapłana. Nie wgłębiałem się w to. Pewnego razu w okresie świąt Bożego Narodzenia, po kolędzie zapukał w moje drzwi ów nowy proboszcz. Wypytywał mnie jak wygląda moja wiara w Boga, na czym to polega itd. Opowiedziałem mu także o moich relacjach z mieszkańcami i zachowaniu poprzedniego księdza. Stwierdził, że to niedopuszczalne i okropne jaki przykład dawał kapłan, naśladowca Chrystusa. Wizyta dobiegła końca.

Minął może miesiąc, a ludzie we wsi zaczęli zachowywać się jak zaczarowani. Zdejmowali czapki mówiąc głośno "dzień dobry", mężczyźni w moim wieku zatrzymywali się i rozmawiali, jakbyśmy się kolegowali od lat. Córki przychodziły co raz to z innymi koleżankami. Znajomi poinformowali nas o tym, że ksiądz na kazaniach mówi, że jesteśmy ich bliźnimi i że należy nam się szacunek.

Oczywiście, że jest lepiej, milej i bez złości. Tylko przykre jest to, że ludzie nie mają swojego rozumu. Idą ślepo za przywódcą nie patrząc na to, że robią komuś krzywdę.

#Aqfkd

Dzisiaj zmarła moja prababcia, niedługo skończyłaby 99 lat. I nadal nie mogę w to uwierzyć, wydaje mi się, że wszyscy byliśmy pewni, że będzie żyć wiecznie. Mój świat się załamał, gdy dwa lata temu zmarł mój dziadek, też w kwietniu. Mój wuja, też w kwietniu. Czuję się tak bezsilny, patrząc, jak mój ojciec płacze, przytulając go, chcę mu pomóc, ale to nie jest ból, który mogę odebrać.
Dodaj anonimowe wyznanie