Nienawidzę dostawać prezentów. Konkretnie prezentów od mojej matki. Zawsze boję się, że będę musiała udawać zadowoloną, żeby nie zranić jej uczuć i żeby przypadkiem się na mnie nie obraziła, bo przecież się starała. Ale ja widzę, że kupując prezenty dla mnie, kupuje je jak dla siebie, wybiera to, co najtańsze albo, co najgorsze, dostaję coś, co w ogóle mnie nie interesuje, co tylko pokazuje, że ona mnie wcale nie zna.
Dodaj anonimowe wyznanie
Na ostatnie święta Bożego Narodzenia zadeklarowałem, że pomijam w "oprezentowaniu" wszystkich, którzy skończyli już 5 lat,
Oprezentowaniu XDDDD
moja mama też nie umie w prezenty. kupuje zazwyczaj głupotki, które jej się podobają. i co z tego? ja i reszta rodziny trochę poudajemy, pozachwycamy się, a potem chowamy albo wyrzucamy. i żyjemy dalej. bo to tylko prezent, nie ma wpływu na nasze życie ani nasze relacje. nie ma co zatruwać sobie życia i hodować w sobie nienawiści przez taką głupotę.
Może chodzi o to, że mama autorki może specjalnie szukać czegoś, czego autorka na pewno nie chce, a potem krzyczeć, że tak się starała, a autorka jest niewdzięczna, skoro jej się prezent nie podoba? Czasem się właśnie tacy zdarzają, że im powiesz, że lubisz rzecz A, B i C, a rzeczy D nienawidzisz, a potem dają zawsze rzecz D. I masz im dziękować na kolanach, że Ci coś dali.
no to moja mama dokładnie tak robi :) ale to tylko prezenty, a autorka przeżywa jak mrówka okres. dobrze, że nie ma prawdziwych problemów.
Pierdolenie. Jak ktoś ma dawać złe prezenty, to niech nie daje ich w ogóle. Prezent to nie jest "tylko rzecz". Prezent to pokazanie, że myśli się o drugim człowieku i chce mu się sprawić przyjemność, pokazanie, że się go zna. Kupując chujowe prezenty pokazuje się, że tak naprawdę ma się obdarowywanego w nosie. Lepiej złożyć same życzenia niż kupować byle co i jeszcze robić awantury, gdy "prezent" się nie spodoba.
Ale kto Ci broni nie mieć żadnych wymagań? Nikt, ale Twoje standardy nie są wcale lepsze i nie czynią Cię lepszym człowiekiem.
A ten tekst o braku prawdziwych problemów możesz sobie wsadzić głęboko w buty, bo można mieć tonę problemów, a jakaś bzdura może doprowadzić do ostatecznego załamania.
ja mam takie podejście do życia i ludzi, że niczego nie oczekuję. trochę mi to zajęło, by się tego nauczyć, ale gdy w końcu zaczęłam, to moje życie stało się o wiele lepsze. bo przestałam odczuwać żal, zazdrość, czy rozczarowanie. ktoś chce mi coś dać - super. ktoś nie daje mi nic - też super. ktoś daje mi coś nietrafionego - trudno. moja mama akurat jest przekochaną osobą, wiem, że nie ma mnie gdzieś, po prostu ma taką jedną wadę, którą w pełni akceptuję. dla mnie autorka brzmi jak typowa drama queen i nic na to nie poradzę.
Nie cierpię tego tekstu "nie masz prawdziwych problemów". Nic nie wiesz o życiu innych ludzi, z jakimi problemami się mierzą. Pod innym wyznaniem zarzucałaś mi umniejszanie cudzym problemom, wyczytane gdzieś między wierszami wypowiedzi dość ogólnikowej, a tu sama kierujesz do kogoś konkretnego takie słowa.
I ciągle pojawia się to "moja mama, moja babcia, moi bracia, ja, ja...". W rozmowie o ogólnej tendencji albo konkretnej sytuacji z wyznania niczego to nie dowodzi i nie da się na to merytorycznie odpowiedzieć.
ja też nie lubię umniejszania problemom. chyba że ktoś robi problem z głupoty, typu nietrafiony prezent. moja mama nie ma tu nic do rzeczy, bo nawet gdyby dawała mi trafione prezenty, to i tak miałabym takie samo podejście.
oczywiście nie musimy myśleć tak samo, więc możesz się ze mną nie zgadzać, normalka. fajnie, że wymieniłyśmy się poglądami, ale ani ja nie przekonam ciebie, ani ty nie przekonasz mnie, więc możemy tutaj zakończyć temat.
Nie wiem, czy jesteś bardzo młoda czy o co chodzi, ale mam wrażenie, że masz problem z logicznym myśleniem. Sama piszesz o swojej mamie, a potem piszesz, że mama tu nie ma tu nic do rzeczy. A po drugie nie jest problemem, że uważasz, że nietrafiony prezent to nic poważnego, tylko, że zakładasz, że jak ktoś narzeka na rzeczy błahe, to ŻADNE jego problemy nie są poważne. Gdzie chwilę wcześniej pisałaś tyradę jak to ja umniejszam ludzkim problemom. Trochę, kurde, konsekwencji.
Pomijając, że wcisnęłaś mi w usta mnóstwo rzeczy, których nie powiedziałam, to pisałaś też, że nie mam prawa się wypowiadać na temat presji wobec mężczyzn, bo jestem kobietą, ty natomiast masz braci źle traktowanych przez babcie, więc już możesz. No to może skoro twoja mama jest taka super, to nie wypowiadaj się na temat problemów ludzi, dla których te relacje są problematyczne?
Ech, nie odniosłam się pod tamtym wyznaniem, bo uważam, że nie ma sensu gadać z ludźmi, którzy sobie więcej dopowiadają niż czytają. I pewnie zaraz się przekonam, że miałam rację...
okej, no to od początku.
moja mama była tylko przykładem, że postępuje tak, jak mama autorki. natomiast jeśli chodzi o moje podejście do życia i ludzi, to moja mama nie ma tu nic do rzeczy. mam takie podejście nie dlatego, że moja mama nie trafia z prezentami. nie oczekuję niczego od ludzi, bo sama potrafię od siebie zadbać. jeśli ktoś mi coś daje, to jest to jedynie jego dobra wola. a ja zawsze odczuwam wdzięczność, nawet jeśli jest to nietrafiony prezent.
z tym umniejszaniem problemów masz rację, przesadziłam. nie powinnam pisać, że autorka nie ma innych problemów, bo zapewne ma. jednak nadal uważam, że problem z nietrafionymi prezentami to żaden problem. natomiast ty umniejszałaś problemom, z którymi mierzą sie mężczyźni, a tamte problemy nie są błahe. sorry, ale to zupełnie inna skala.
z tym, dlaczego ja się wypowiadałam, a ty nie powinnaś, też ci wytłumaczyłam. tu jest zupełnie inna sytuacja. tam ty się wypowiadałaś, choć nie miałaś styczności z problemem, tutaj ja mam styczność z dokładnie takim samym "problemem", po prostu nie uważam tego za problem. ale to ja sobie dopowiadam i nie myślę logicznie, tak?
Tak, nibylung, bo na jakiej podstawie twierdzisz, że nie miałam styczności z tym problemem i odbierasz mi prawo głosu?
I przestań robić mi nieprawdziwą opinię, wkładając w usta rzeczy których nie powiedziałam. Napisałam wyraźnie, że macie rację, krzywdzące zachowania wobec mężczyzn istnieją, ale TE KONKRETNE przykłady presji, które przewijają się w dyskusji nie mają przełożenia na liczby. Wymienialiście np, że mężczyźni są poniżani, jeśli spłodzą córkę zamiast syna, albo nie wybudują domu. C'mon... Ile Polaków rzeczywiście ten dom wybudowało samodzielnie, ile płodzi dzieci aż będzie syn?
Może masz problem z rozróżnieniem "to się nie dzieje, nikt tak nie ma" a "jest to mało powszechne, mało kto ulega takiej presji, nie poświęcasz na zaspokojenie tej presji 2h z życia dziennie".
Jesteś typem rozmówcy, z którym bardzo ciężko się rozmawia, bo nie dość, że co chwilę przywołujesz przykłady anegdotyczne, to tworzysz sobie w głowie obraz rozmówcy z cechami i poglądami, które wg ciebie pasują i rozmawiasz tak, jakby to rzeczywiście była prawda. To ci tylko chciałam powiedzieć.
Moja mama daje mi prezent tylko na święta. Prezent pt. "jak Ci się nie przyda to ja chętnie wezmę". I tak już dostałam pled na łóżko 200x230 pod kolor jej sypialni (moje łóżko 175x90), prostownicę do włosów, której nie potrzebuję, akurat wtedy miałam krótkie proste włosy. A najlepszy był kuferek na kosmetyki - mam tusz do rzęs i aloes do nawilżania :D wszystkiego oczywiście mamusia używa, bo u mnie by tylko leżało i się kurzyło.
Daj spokój... To jakiś żart, i to raczej z tych abstrakcyjno-żenujących... Na Twoim miejscu zaczęłabym przyjmować prezenty, nawet jak Ci nie pasują. Nowe rzeczy spokojnie można sprzedać na OLX czy Vinted za dobry procent wartości. Oczywiście nie za cenę zakupu, ale zawsze jakaś kasa, za którąkupisz sobie coś przydatnego - prezent zastępczy.
Hva, mam bzika na punkcie włosów bo regularnie ścinam na fundację 🙊 staram się nawet suszarki nie używać. 🙊
A ja ciebie rozumiem. Nie lubię dostawać prezentów w stylu "nie wiem co kupić, więc kupie byle co". Głównie z dwóch powodów:
- uważam, że dając prezent dopasowany pod osobę, lub kiedy chociaż się starasz to okazujesz jej szacunek. Nie trudno jest zapytać "ej może masz coś na oku?". Sama jak nie wiem to zwyczajnie pytam.
- mam wiele zainteresowań, a więc też sporo rzeczy. Nie chcę zbierać "stójek" czy łapaczy kurzu.
Oddaj ten prezent komuś innemu, komu się spodoba.
Powinnaś dostać figę z makiem.
Nigdy nie rozumiałam zachwytów nad prezentami. Po co udawać? Doceniam starania, ale nie będę mówić, że to moje wymarzone i przyda się.
A to że ktoś poczuje się urażony... Czemu które miałby pouczyć się urażony słowami "dziękuję za starania/pamięć choć nie wiem kiedy będę mogła tego użyć".
W sumie jak myślę, to poczułabym się okłamana, gdyby jutra zachwycał się nietrafionym prezentem, bo to potem widać czy ktoś np. nos bransoletkę
Najlepszy prezent dla kobiety to wibrator. Każda byłaby uśmiechnięta i przestałyby marudzić i jęczeć.