#ZcO1E
Problem w tym, że ja nie mam się czym tutaj pochwalić, jeśli już, to mocno wstydzić.
Miałem tylko jedną byłą, która dodatkowo mnie zdradzała. Wybaczałem jej to dwukrotnie, a rozstaliśmy się tylko dlatego, że to ona zakończyła związek. Byłem wtedy w bardzo słabym stanie psychicznym, miałem pełno kompleksów i moja pewność siebie była poniżej zera, więc podejrzewam, że gdyby ona nie zerwała, to ja bym tego nie zrobił i wybaczałbym jej na nowo za każdym razem.
Szczerze, to nadal tego wszystkiego do końca nie przepracowałem i do tej pory czuję się z tym wszystkim źle. Z jednej strony chciałbym się jej z wszystkiego wygadać, myślę, że takie wyznanie zbliżyłoby mnie do niej znacznie. Obawiam się jednak, że mogłoby ją odrzucić ode mnie po takim wyznaniu i miałoby to odwrotny efekt na nasz związek w porównaniu do zamierzonego.
Była/były to nie jest coś, czym się chwali, to jest część naszej historii. Nie masz się też czego wstydzić, dziewczyna źle Cię traktowała. Otwartość i zrozumienie w związku to ważne rzeczy, bez tego ciężko o dobry związek, więc jeśli do takiego dążysz, warto rozmawiać
Szczerość jest ważna w związku. Tak mawiają. Niestety z kobietami to nie działa. Wszystko co powiesz zostanie użyte przeciwko tobie. Osobiście nie polecam zwierzać się z przykrych dla Ciebie tematów, bo może na początku ona to zrozumie, ale później będzie analizowała a ostatecznie może wyciągnąć błędne wnioski i zaczną się dziwne problemy.
Czyli jak ma żyć w tym związku? Będzie z tą kobietą kilka/kilkanaście lat, a może do końca życia i przez cały ten czas ma udawać, że nie ma słabości? Że nigdy nie dał się wykorzystać, nie spotkało go nic złego, nie da się sprawić mu przykrości, nie można go zranić? Tak się nie da żyć, każdy ma problemy, słabe strony itd. Jasne, że może się jej z tego zwierzyć. I jak najbardziej to "działa z kobietami". Oczywiście, że zdarza się tak, że jest się z kimś kto jest dupkiem i gdy odkryje się przed nim tego typu doświadczenia czy swoje słabe strony, a nawet podatność na zranienia, to albo taka osoba to wrednie wykorzysta albo zacznie wyciągać błędne wnioski, jak to ująłeś. Niestety, muszę Cię zmartwić, faceci zachowują się w taki podły lub nielogiczny równie często co kobiety, tak to już jest. Takie zachowanie nie ma podziału na płeć. A partnerka autora może być taką osobą lub nie, ciężko stwierdzić. Jednak jeśli autor jej nie ufa na tyle, że boi się zwierzyć i woli kisić coś co go męczy lub czego się boi w sobie, to albo prędzej czy później związek się posypie, albo będzie trwał jednak nie będzie jakiś bliski i po latach zacznie budzić być może frustracje. Ciężko być z kobietą lub facetem któremj strach powiedzieć o sobie coś więcej, szczególnie jeśli chodzi o słabe strony, podatność na skrzywdzenie czy jakieś przykre wspomnienia. Ciężko być z kimś kto zachowuje się tak ze nie spodziewamy się wsparcia. No chyba że dziewczyna autora jest naprawdę fajna, a te wątpliwości to tylko jego własne lęki i jego brak zaufania.
Chciałbym żeby właśnie tak to wyglądało jak napisałaś Anastiannna, ale z mojego oraz innych doświadczeń wygląda to zupełnie inaczej. Kobiety patrzą na mężczyznę przez pryzmat siły i zaradności. To, że akurat Ty i kilka innych kobiet twierdzicie inaczej nie oznacza, że właśnie taka jest rzeczywistość. Nikt nie będzie mężczyzny głaskać po głowie za to jaki jest czuły i dobry, bo życie jest brutalne i kobiety również. Kilka razy dałem się nabrać na różnych etapach związku i z różnymi kobietami, że mogę powiedzieć jej wszystko. Chciałbym aby tak to wyglądało, ale bez urazy - nie wygląda, już się na to nie nabiorę. Pewnie jesteś fajna kobietka, ale sama doskonale tam wewnątrz siebie wiesz co by się stało gdyby mężczyzna, którego szanujesz powiedział Ci kilka faktów o sobie i gwarantuje Ci, że na poziomie podświadomym zmieniłoby Ci się podejście a z czasem wynikły by różne problemy. Wiem, że to brzmi dziwnie i często budzi się w nas bunt na pewne słowa lub po prostu fakty i chciałoby się wiele powiedzieć, że to bzdury, że źle trafiłeś, że przyciągasz takich ludzi(to największa brednia jaką słyszałem). Po prostu w życiu jest często inaczej niż byśmy chcieli żeby było :)
Gdy mi kobieta zwierzała się z jakichś swoich porażek czy trudności z jakimi musiała się borykać lub sytuacji niekorzystnych emocjonalnie to gwarantuje Ci, że nie zachwiało to moim uczuciem do niej, wręcz chciało się ją bardziej otoczyć opieką i miłością a u kobiet niestety w takich sytuacjach tracisz w oczach jak nie od razu to po jakimś czasie. Chciałbym żeby było inaczej, ale żyjesz w iluzji. Oczywiście szanuje Twoje zdanie, ale moje podyktowane jest doświadczeniem swoim oraz innych. Absolutnie nie twierdzę, że takie są wszystkie. Może Ty jesteś wyjątkowa, ciesz się, ale poza Tobą jest masa kobiet a skala zjawiska nie jest mała skoro rozpisuje się o tym cały internet oraz rozmowy z innymi się praktycznie pokrywają.
No właśnie tak to wygląda. Mówisz, że "Ty się już na to nie nabierzesz" i ja to szanuję, bo tak to po prostu jest, że kształtuje nas to, czego doświadczyliśmy w życiu i jeśli akurat Ty doświadczyłeś jakiejś tam krzywdy ze strony kobiety czy byłeś świadkiem tego typu wydarzeń, to jasne, że możesz patrzyć na świat tak, a nie inaczej. Zresztą chyba ciężko znaleźć kogoś, kto - o ile sam nie został w jakiś tam sposób skrzywdzony w związku, to nie zna nikogo kto nie został. Ty znasz, ja znam i to z obu stron, gdzie źródłem problemu były kobiety jak i mężczyźni. Zresztą, nie trzeba znać, zwyczajnie słyszy się o takich sytuacjach, takie jest po prostu życie. Jednak ja widocznie patrzę na to inaczej niż Ty, co też jest normalne, bo nie jest łatwo wejść w czyjeś buty. Pytanie o jakich słabościach mówisz. Bo z moich obserwacji i doświadczeń wynika, że to wcale nie wygląda tak jak Ty tu przedstawiasz, wręcz przeciwnie. Poza tym no znam mężczyznę, który można powiedzieć, rzekł mi "kilka rzeczy o sobie" i nic strasznego z tego powodu w mojej podświadomości nie wystąpiło. Zakładam, że jesteś mężczyzną i tu muszę powiedzieć jedną rzecz - spotkałam się właśnie z takimi wymaganiami pokroju "mężczyzna musi być twardy, nie uronić łezki" itd wobec mężczyzn nie ze strony kobiet... a ze strony innych mężczyzn. Jasne, ze strony kobiet też się zdarza, bo to generalnie społeczna tendencja pozostała jeszcze z lat przeszłych, która na całe szczęście powoli, ale jednak, już odchodzi do lamusa. Konkretnie, to według mnie właśnie faceci mają o wiele wiekszą "jazdę", że tak powiem, na bycie turbo męskim i chowającym swoje uczucia i to właśnie oni trącą takim brakiem szacunku do przedstawicieli swojej płci, którzy są wrażliwsi, bardziej uczuciowi czy łatwiej ich zranić oraz z marszu nie wybudowali domu, nie zasadzili drzewa i nie spłodzili syna.
A nawet więcej, jeśli kobieta z takiego powodu straci szacunek do faceta czy go zostawi (co się też oczywiście zdarza), to w większości przypadków w opinii znajomych jest uważana za zwyczajnie głupią i bez serca. I z tego co widzę ludzie naprawdę łączą się w pary nie patrząc na tego typu rzeczy, a nawet wręcz kobiety zachęcają swoich partnerów do większej otwartości. Patrząc więc na moje własne doświadczenia powiedziałabym coś odrwotnego niż Ty - obecnie większość kobiet ma jednak skłonności do rozumienia swoich mężczyzn, a otwartość właśnie ich zbliża do siebie, a tam gdzie się to nie dzieje - to są wyjątki. I oczywiście takie wyjątki lubią rzucać się w oczy i na pewno są takie osoby wśród dziewczyn, które przedstawiają podejście o jakim mówisz. Ba, na pewno jest ich sporo, ale nie jest to większość, właśnie przeciwnie, a ludzie nie patrzą na nie przychylnie. Są też na pewno środowiska, gdzie jest większa szansa spotkać takie osoby itd. Jednak społeczeństwo się po prostu zmienia, idzie ku lepszemu, powoli i jakby miało połamane nogi, ale idzie. Poza tym, chcemy czy nie, ale generalnie związki to skomplikowany temat i jak się trafi na złą osobę, to przestaje mieć znaczenie jej płeć - bo i kobiety i faceci potrafią mieć swoje za uszami tylko w inny sposób. Pozdrawiam :)
@piedro Nie, nie mam zamiaru ich przytaczać, ale jeśli to trochę odpowie na Twoje pytanie, to tak, były to prywatne rzeczy związane z m.in jego słabościami i po prostu czuł, że o ile może je cały czas przede mną ukrywać i świat się od tego nie zawali, bo to nie byly rzeczy, które dotyczyły nas wspólnie, tylko takie związane z nim, to jeśli chce rozwijać znajomość ze mną to w pewnym momencie chce mi o tym powiedzieć, bo zwyczajnie będzie się męczył udając, że nic go nie męczy i niewiedza jak ja zareaguję na takie szczegóły. Oczywiście nie stało się to od razu, ja też nie jestem fanką spowiadania się ze swojego życia na początku znajomości, ale myślę że jeśli obie strony chcą ją rozwijać to zaufanie buduje się cały czas, pasywnie, w tle. A jeśli ludzie już są razem no to powinno ono być już na dość konkretnym poziomie skoro znają się na tyle że zdecydowali się na stały związek. Nikt nie może zagwarantować Ci jak zareaguje Twoja dziewczyna na głęboką szczerość, bo nikt tu jej nie zna, Ty ją znasz. Może się zawiedziesz, a może nie. I z moich doświadczeń życiowych wynika, że to naprawdę nie jest kwestia płci, a zwyczajnie człowieka. Ludzie, po prostu ludzie, dzielą się na tych przed którymi strach się otworzyć nawet po latach znajomości i na tych którym jest mniejszy strach zaufać, a przynajmniej człowiek jest zdolny zaryzykować. Są faceci majacy na tym podłożu tak paskudne charaktery, że nie dotknelabym kijem przez Wisłę i to samo dotyczy kobiet. A co do tego czy szczerość powinna mieć jakieś granice - nie mam pojęcia. To Ty sam musisz zdecydować jak się czujesz z tym by powiedzieć swojej dziewczynie o tym o czym chcesz powiedzieć. To ludzkie, że są rzeczy, które zawsze zostają tylko w naszej głowie bo po prostu nie chcemy i nie mamy potrzeby się nimi dzielić, a są takie z którymi się męczymy jeśli osoba, która jest nam na tyle bliska, że żyje z nami na co dzień lub uważamy ją za ukochaną, o tym nie wie.
I myślę że to zabrzmi błaho, ale chyba najlepszym sposobem, by to wyczuć jest po prostu rozwijanie znajomości. Bardzo dużo rozmów na różnorodne tematy, by dowiedzieć się jaka jest, jaki ma sposob myślenia i spojrzenie na świat na różnych płaszczyznach, bo już z tego można wyciągnąć czerwone lampki. Spędzanie czasu razem, przeżywanie różnych sytuacji. No po prostu znanie się :) oczywiście to nigdy Ci nie gwarantuje, że osoba, która wydaje Ci się że znasz, okaże Ci wsparcie gdy się mocno otworzysz. Może być tak że Cię wyśmieje, nie dochowa tajemnicy, albo ucieknie, bo takie wyznania za bardzo ją obciążają. Ludzie są różni, a my nigdy nikomu nie siedzimy w głowie, nawet jeśli to wieloletnie znajomość. No po prostu nigdy. Mimo wszystko jakieś ugruntowany grunt znajomości, wspólne doświadczenia, rozmowy i ogólnie "wiedzenie" jaki ten drugi człowiek jest zmniejsza na to szanse i na pewno lepiej pozwala ocenić czy warto podjąć ryzyko i się otworzyć. A jak bardzo można się otworzyć? Nie uważam by istniała jakaś granica dlatego że każdy człowiek ma inną i tam gdzie dla Ciebie będzie to wygadywanie się, dla kogoś to będzie już zwalanie swoich problemów itd. Pamiętajmy jednak że z reguły jesteśmy zwierzętami stadnymi i to całkiem normalne że czasem zwyczajnie potrzebujemy wygadać się chlopakowi/dziewczynie/przyjacielowi/przyjaciółce/komuś. Tak po prostu, wyrzucić z siebie co na sercu leży i usłyszeć, że to nic złego albo że to minie i niedługo będzie lepiej. I tak, faceci też mają do tego prawo:) Zawieramy wiec różne znajomości by mieć wokół siebie bliskich ludzi i by oni byli dla nas, a my dla nich. To o czym piszesz w wyznaniu autorze nie jest czymś co koniecznie musisz opowiedzieć swojej dziewczynie, ale jeśli będzie Cię to męczyć i będziesz miał potrzebę wygadania się to i tak to zrobisz. Nikt nie może Ci zagwarantować, że jej reakcja będzie taka jak byś oczekiwał, bo nie wszyscy na świecie są dobrzy, a to Ty mimo wszystko znasz ją najlepiej. Tak czy tak, powodzenia : )
Wyznanie brzmi jakbyś miał małego który nie staje...
Gratulacje, rzadko się widzi równie trafny nick.
Nie dawaj jej broni przeciwko sobie, nie ujawniaj swojej słabości tutaj niepotrzebnie
Bardzo się nie zgadzam.
A związek to jakaś wojna na śmierć i życie, że koniecznie musimy ukrywać swoje słabości, czy bycie ze sobą, wspieranie się i ufanie sobie?