#y6C9g

Nie umiem odmawiać ludziom. Jeśli tylko nie jestem zajęty w sposób stricte absorbujący, nie potrafię powiedzieć „nie”. Nocleg — spoko. „Podwieziesz mnie?” — bez problemu. „Zaopiekujesz się moim kotem przez tydzień, kiedy będę na wakacjach?” — nie musisz mnie dwa razy pytać. „Zrobisz mi zadanie na studia? Było do wczoraj” — trzeba było od razu do mnie!

Niestety, mojej psychice to nie wystarcza. Jeśli ktoś inny został wybrany zamiast mnie, bardzo do siebie biorę, że nie byłem potrzebny. Analizuję, co zrobiłem źle, co zmienić, żebym to jednak ja mógł poświęcić komuś swój czas i swoją energię. Denerwuje mnie, kiedy oferuję pomoc, a odbijam się od „poradzę sobie sam/sama”. Ja wiem, że nie mogę nikogo zmusić do korzystania z mojej pomocy, ale nie umiem zapanować nad emocjami, jakie mi przy wyżej wymienionych sytuacjach towarzyszą.

#QAoj5

Od jakiegoś czasu mam problem z drobnymi kradzieżami. Tak bardzo mnie to wciągnęło, że zaczęłam robić to nałogowo. W szkole zaczęłam obserwować moje koleżanki z klasy, czy mają pieniądze, gdzie je chowają itd. Zazwyczaj nie były to wielkie kwoty – 20 zł, 10 zł, 5 zł. Jakiś czas temu zauważyłam, że jedna z moich koleżanek schowała pieniądze do telefonu. Wydawało mi się, że było tam 40 zł, więc kiedy nadeszła okazja, to je zabrałam. Po całym incydencie skończyły się lekcje i wyszłam już ze szkoły. Wyjęłam pieniądze, żeby sprawdzić, ile ich jest. Niestety. Nie przemyślałam tego. Zamiast na początku je przeliczyć, to od razu stwierdziłam, że to na pewno 40 zł, ale kiedy je wyjęłam, to okazało się inaczej. Były tam dwa banknoty po 100 zł i dwa razy po 20 zł. Trochę się wystraszyłam, bo to duża kwota, ale myślałam, że ujdzie mi to płazem. Następnego dnia wszystkie dziewczyny z naszej klasy zostały wezwane do pedagoga. Myślałam, że wiedzą co zrobiłam, ale nic się nie wydało...

Teraz z tą dziewczyną mam bardzo dobry kontakt, ale do tej pory nic jej nie powiedziałam.

#UCmVa

Tyję na potęgę i nie wiem czemu! Odkąd pamiętam miałem skłonność do tycia, zresztą w rodzinie to norma. W skrajnym etapie ważyłem 130 kg! Ale wziąłem się za siebie i udało mi się zrzucić te kilogramy. Problem w tym, że od kilku miesięcy tyję w zastraszającym tempie, 1,5 do 2 kg tygodniowo. 
Mój tryb życia wygląda tak: wstaję 5:30, piję kawę, idę z psem, ogarniam się. Czasami zjem kanapkę/bułkę, ale rzadko. Na 7 idę do pracy. Około 9 zjadam dwie kanapki, potem o 11 albo dwie kanapki, albo kanapkę plus jogurt. Następny mój posiłek jest między 15:30-16:00 i jest to pełnowartościowy posiłek obiadowy. I zazwyczaj jest to mój ostatni posiłek, czasami zdarzy się jakaś mała przekąska później.
Dawkę ruchu mam naprawdę sporą, pracuję fizycznie plus popołudniami też dorabiam. W weekend też zawsze wezmę psy na długi spacer. A za każdym razem jak wejdę na wagę, mam +1,5-2 kg.
Nie ukrywam, że waga to mój kompleks, więc trochę mnie załamuje takie tycie, tym bardziej że nie jem dużo, a dawkę ruchu też mam. Już nie wiem od czego ciągle skacze mi waga. Może ktoś pomoże?

#pdAMh

Pewnie niektórzy znają to uczucie, kiedy nie ma internetu i nawet układanie pasjansa staje się nagle ciekawe. Otóż jakieś 1,5 roku temu zepsuła mi się karta graficzna i wszystkie gry odpadały. A że było zimno, dużo czasu spędzało się w domu, to zacząłem grać w sapera. I co tu dużo mówić... uzależniłem się od tej gry. Nie ma dnia, żebym nie pograł chociaż te 15 minut.
Mam cel – pobić rekord świata, jeśli chodzi o czas, wcale tak dużo mi nie brakuje...

#tJYax

Dwa miesiące temu przyśniło mi się, że wysiadłam z autobusu, a za mną wybiegła okropnie stara kobieta ubrana na czarno. Goniła mnie po jakimś placu, próbując opluć mi plecy, krzycząc, że przez to zarazi mnie czarną śmiercią czy czymś tam.

Rankiem po obudzeniu się jechałam na zajęcia. W tramwaju spotkałam mężczyznę, który dziwnie się zachowywał: gdy tylko otwierały się drzwi, on wystawiał głowę na zewnątrz i zapamiętale pluł. Gdy jechaliśmy i nie mógł tego robić, ciągle wycierał usta chusteczką i trzymał głowę odchyloną do tyłu, jakby chciał powstrzymać ślinę przed wypłynięciem. Pluł jednak tak dużo, że już nie miał czym, po jakimś czasie tylko parskał i prychał. W pewnym momencie odszedł od drzwi i stanął za mną. Byłam pewna, że napluje mi na plecy, jak kobieta ze snu, więc się przesunęłam, on niestety też. Wysiadłam.

Od tego dnia coś mi się stało. Za każdym razem, jak widzę jakieś urządzenia sanitarne (wanna, umywalka, prysznic, WC - cokolwiek), chcę pluć. Czuję, że w ustach mam pełno śliny, że muszę się jej pozbyć.

Chyba mnie zarazili.

#HHDXa

Mam 24 lata, męża i własne mieszkanie, którego nie lubię.

Własne M było moim marzeniem, od kiedy tylko pamiętam, nie lubiłam domu rodziców – był niewykończony, nic nie miało swojego miejsca, meble zbierane skąd się da, kolory bez ładu i składu... Pracuję od kiedy tylko mogłam - zbieranie owoców, inwentaryzacje, ulotki... Od kiedy skończyłam 18 lat, pracowałam w każde wakacje, weekendy, nie zaniedbywałam szkoły, dostałam się na dobre studia – chciałam w końcu mieć własne mieszkanie jak najszybciej, więc i dobrą pracę. Żyłam tym, odkładałam co mogłam, a nie było to łatwe, bo na studiach dziennych utrzymywałam się sama.

W końcu nie wytrzymałam tego wszystkiego, zmieniłam studia na zaoczne, złapałam pierwszą poważną pracę i zaczęłam zarabiać...  Mój wtedy narzeczony też zmienił wtedy pracę, zarobki skoczyły nam razy dwa, a wydawaliśmy tyle samo. W ciągu 2 lat zorganizowaliśmy wesele, kupiliśmy samochód i zebraliśmy wkład własny na wymarzone mieszkanie... Nasze pensje nie były jakieś niesamowicie wysokie, jednak koszty życia ograniczyliśmy do minimum. Wiedziałam, że później już nie będziemy tyle odkładać, więc mieszkanie lepiej kupić na lata – trzy pokoje zamiast dwóch, około 60 metrów. Postanowiliśmy kupić mieszkanie w wielkiej płycie w dobrej lokalizacji w mieście wojewódzkim i samodzielnie zrobić remont.


Remont prawie skończyliśmy, jednak wstyd mi się przyznać, że nie jestem z tego wszystkiego zadowolona. Ściany wciąż są krzywe, okna są brzydkie, sporo niedoróbek, wiele rzeczy zrobiłabym inaczej. Wstyd mi, bo wiele osób marzy o tym, żeby mieć takie mieszkanie, kredyt, który w perspektywie mogę spłacić w ciągu 3-4 lat... A ja jestem niezadowolona, bo mam brzydkie grzejniki (remont robiliśmy zimą i nie dostaliśmy pozwolenia na wymianę), widok z okna na sklep i nienowoczesną klatkę schodową (chociaż wyremontowaną, czystą i schludną). Myślę sobie, czy nie lepiej byłoby zadłużyć się na 30 lat i mieć wielkie okna na panoramę miasta z 7. piętra nowego budynku. Żałuję wręcz, że nie zadłużyłam się pod korek, kiedy zdolność kredytową liczyli mi trzy razy wyższą niż teraz. Wszyscy litują się nad tymi, których nie stać teraz na ratę, a mnie cała podwyżka stóp jedynie trochę zirytowała, ja nie dostanę dopłaty do kredytu z funduszu wsparcia, bo głupia wzięłam kredyt, na który mnie stać.

Wybierając mieszkanie, myślałam o tym, że w ciągu kilku lat chcemy mieć dzieci, więc warto wziąć większe, spłacić kredyt, żeby nam nie ciążył, żeby zachować elastyczność, żeby w razie czego stać nas było na przedszkole, żebym spokojnie mogła wrócić do pracy. Zła jestem na siebie teraz za to swoje przyziemne myślenie o przyszłości, chociaż może nie powinnam. Z jednej strony osiągnęłam to swoją pracą i powinnam być z tego dumna, ale nie umiem być zadowolona z tego, że coś, o czym marzyłam latami jest nieidealne.

#YEjju

Niedawno miałem zdjęcia klasowe absolwentów i było zdjęcie tylko dla chłopaków.
Po sesji koleżanka, która mi się podoba, powiedziała: „W trakcie tych zdjęć patrzyłeś się na mnie, jakbyś patrzył na coś, na czym ci zależy, poczułam gęsią skórkę...”.

Prawda jest taka, że patrzyłem na bok, by nie patrzeć prosto w aparat, w sensie w jej kierunku, ale nie centralnie na nią, a ten „błysk” w moich oczach, o którym mi mówiła, to nic innego jak odbicie światła.

Nie wyprowadziłem jej z tego błędu.

#nA6XK

Gdy miałem 15 lat, przeżyłem jedną z najbardziej wstydliwych sytuacji dla młodego chłopaka.

Przełażąc przez ogrodzenie, zahaczyłem się i nabiłem na wystający pręt. Pewnie możecie się domyślić, jakie miejsce miałem przebite... Otóż pręt wszedł dość głęboko w moją pachwinę. Krew lała się dość mocno, więc trzeba było szyć. Ojciec jak zobaczył mnie i moje zakrwawione spodenki, to od razu zabrał mnie do szpitala. 


Wiadomo, wchodzę do gabinetu zabiegowego i od razu gacie w dół. Pielęgniarka zaczęła przygotowywać mnie do szycia i musiała zgolić kilka włosków w okolicy rany. Gdy tylko chwyciła mojego przyjaciela, to ten od razu postawił się na baczność. O ile nie wstydziłem się jakoś szczególnie pokazać sam sprzęt, to ta silna erekcja była dla mnie strasznie żenująca. Maszt miałem postawiony prawie przez cały czas zabiegu. Nie mogłem nawet spojrzeć na lekarza i pielęgniarkę, tak byłem zawstydzony.

Oczywiście  teraz zdaję sobie sprawę, że to nic nadzwyczajnego, ale wtedy byłem naprawdę zażenowany.

#ii7GN

Mam młodszego brata. Ma 12 lat. Jest on strasznie roztrzepany, ma za dużo energii, cały czas się rusza, nie słucha, ma problemy z koncentracją, nauka sprawia mu trudności i ma bardzo często dziwne zachowania. Boję się, że może mieć ADHD.


Nasza mama jest bardzo wymagająca. Stoi nad nim i wymaga, aby był bardziej odpowiedzialny, spokojniejszy, lepiej się uczył, wypełniał jej obowiązki i bardziej słuchał. Nie widzi tego, że to na nic się zdaje. Kiedy parę razy wspomniałam, że mój brat może mieć ADHD, że przydałoby się chociaż to sprawić u specjalisty, chociaż spróbować mu jakoś pomóc. Moi rodzice się oburzyli, bo nie chcą mieć dziecka z zaburzeniem. Jakby przez odpowiednią diagnozę był kimś gorszym – nie ma diagnozy, nie ma problemu.



Naprawdę nie wiem, co robić. Nie rozumiem rodziców. Wie ktoś, jak mogę pomóc bratu? 


Jak zadbać o to, aby brat dostał pomoc i chociaż dowiedział się, czy jego problem wynika z tego zaburzenia czy z czegoś innego?
Dodaj anonimowe wyznanie