#HHDXa

Mam 24 lata, męża i własne mieszkanie, którego nie lubię.

Własne M było moim marzeniem, od kiedy tylko pamiętam, nie lubiłam domu rodziców – był niewykończony, nic nie miało swojego miejsca, meble zbierane skąd się da, kolory bez ładu i składu... Pracuję od kiedy tylko mogłam - zbieranie owoców, inwentaryzacje, ulotki... Od kiedy skończyłam 18 lat, pracowałam w każde wakacje, weekendy, nie zaniedbywałam szkoły, dostałam się na dobre studia – chciałam w końcu mieć własne mieszkanie jak najszybciej, więc i dobrą pracę. Żyłam tym, odkładałam co mogłam, a nie było to łatwe, bo na studiach dziennych utrzymywałam się sama.

W końcu nie wytrzymałam tego wszystkiego, zmieniłam studia na zaoczne, złapałam pierwszą poważną pracę i zaczęłam zarabiać...  Mój wtedy narzeczony też zmienił wtedy pracę, zarobki skoczyły nam razy dwa, a wydawaliśmy tyle samo. W ciągu 2 lat zorganizowaliśmy wesele, kupiliśmy samochód i zebraliśmy wkład własny na wymarzone mieszkanie... Nasze pensje nie były jakieś niesamowicie wysokie, jednak koszty życia ograniczyliśmy do minimum. Wiedziałam, że później już nie będziemy tyle odkładać, więc mieszkanie lepiej kupić na lata – trzy pokoje zamiast dwóch, około 60 metrów. Postanowiliśmy kupić mieszkanie w wielkiej płycie w dobrej lokalizacji w mieście wojewódzkim i samodzielnie zrobić remont.


Remont prawie skończyliśmy, jednak wstyd mi się przyznać, że nie jestem z tego wszystkiego zadowolona. Ściany wciąż są krzywe, okna są brzydkie, sporo niedoróbek, wiele rzeczy zrobiłabym inaczej. Wstyd mi, bo wiele osób marzy o tym, żeby mieć takie mieszkanie, kredyt, który w perspektywie mogę spłacić w ciągu 3-4 lat... A ja jestem niezadowolona, bo mam brzydkie grzejniki (remont robiliśmy zimą i nie dostaliśmy pozwolenia na wymianę), widok z okna na sklep i nienowoczesną klatkę schodową (chociaż wyremontowaną, czystą i schludną). Myślę sobie, czy nie lepiej byłoby zadłużyć się na 30 lat i mieć wielkie okna na panoramę miasta z 7. piętra nowego budynku. Żałuję wręcz, że nie zadłużyłam się pod korek, kiedy zdolność kredytową liczyli mi trzy razy wyższą niż teraz. Wszyscy litują się nad tymi, których nie stać teraz na ratę, a mnie cała podwyżka stóp jedynie trochę zirytowała, ja nie dostanę dopłaty do kredytu z funduszu wsparcia, bo głupia wzięłam kredyt, na który mnie stać.

Wybierając mieszkanie, myślałam o tym, że w ciągu kilku lat chcemy mieć dzieci, więc warto wziąć większe, spłacić kredyt, żeby nam nie ciążył, żeby zachować elastyczność, żeby w razie czego stać nas było na przedszkole, żebym spokojnie mogła wrócić do pracy. Zła jestem na siebie teraz za to swoje przyziemne myślenie o przyszłości, chociaż może nie powinnam. Z jednej strony osiągnęłam to swoją pracą i powinnam być z tego dumna, ale nie umiem być zadowolona z tego, że coś, o czym marzyłam latami jest nieidealne.
NiezbytSprytny Odpowiedz

Nie musicie zostać w tym mieszkaniu na zawsze, możecie nawet wziąć pod uwagę kupno drugiego i przeprowadzkę w lepsze miejsce, gdy to uda wam się spłacić i będzie wtedy ono was dodatkowo wspierać z wynajmu. Ja też nie łapię się na żadne programy naszego rządu i uważam, że państwo przegina w kwestii ochrony ludzi przed ich własną głupotą, ale jeśli nie musimy z tego korzystać, to pozostaje nam wierzyć, że na dłuższą metę nie wyjdziemy na tym źle.

Postac Odpowiedz

Mam 28 lat, męża, spłacone mieszkanie podobne do Twojego i 2 dzieci. Mieszkanie jest dla nas za małe - ale w tak dobrej lokalizacji większego nie znajdziemy. I pytanie: czy cisnąć się tutaj, ale dzieci odprowadzać do przedszkola i szkoły na piechotę (mąż pracuje z domu, ja na razie nie pracuję), czy kupować coś większego... Mieszkanie mamy dosyć brzydkie, ale nam to jakoś w ogóle nie przeszkadza. Remont zrobiliśmy jako tako (tylko łazienkę porządnie), dzieci domalowały swoje kredkami jak nie patrzyliśmy... I co teraz? Myśleć o innym, czy zostać tutaj...
Wy też możecie zmienić mieszkanie. W tym odchować dzieci do wieku przedszkolnego, gdzie już raczej Wam nie zniszczą, i poszukać czegoś innego.

Czaroit Odpowiedz

No i wyobraź sobie, że masz już to IDEALNE mieszkanie. Doskonałe. Równe, pachnące, odpicowane na błysk.

I przychodzą dzieciaki... Idą w ruch kredki i farbki, bo gdy robiłaś obiad Zosia poczuła, że koniecznie musi namalować na ścianie konika! W tym czasie Krzyś sprawdzał, czy da się zeskrobać farbę z Twoich wymarzonych kaloryferów. Dało się!
Po mieszkaniu walają się zabawki, bo choć gonisz dzieciaki do sprzątania po sobie, to jednak dzieci muszą się czasem pobawić. Na ścianach i szafkach brudne ślady, bo dzieciaki dostały od babci czekoladki i umazały lepkimi łapkami wszystko, czego dotknęły. W łazience piętrzy się fura prania, która wyłazi z kosza, bo nie masz czasu tego ogarnąć. No i te wiecznie obsikane kafelki, bo mąż jak to każdy facet sikający na stojąco, pryska przy sikaniu. Do tego jeszcze grzyb w kabinie prysznicowej, niech to szlag! A w kuchni ogromne plamy na suficie, bo sąsiadce z góry pękła rura.

Chcesz mieć idealne życie i idealne mieszkanie? Jest tylko jedno rozwiązanie. Zamieszkaj sama. Inaczej zamęczysz swojego męża i masz jak w banku, że własne dzieci Cię znienawidzą.

Życie nie jest idealne i nigdy nie będzie. Masz oczywiście prawo pragnąć pięknego mieszkania. Nie ma w tym nic złego. Jednak musisz też zrozumieć, że nigdy nie osiągniesz ideału. A jeśli już, to tylko na chwilę.

Terryesa Odpowiedz

Kupiliśmy mieszkanie w wielkiej płycie 10 lat temu od ludzi, którzy remontowali je w 2001 roku. Czyli: kuchnia, łazienka, okna mają tyle właśnie lat. Nasze najnowsze meble mają 10 lat, nie prostowaliśmy ścian, bo nie mieliśmy kasy już na nic poza farbą na nie. Po jakimś czasie położyliśmy panele na naprawdę paskudne płytki i ciapnęliśmy szarą farbą w korytarzu na jeszcze paskudniejszą tapetę. Mamy kredyt na jeszcze 20 lat (nie brany pod korek, ale spory) i nasze mieszkanie wymaga już generalnego remontu. I co? Jajco. Mam w głębokim poważaniu remont w obecnych przedrożonych czasach. Biorę kasę i przynajmniej jeden weekend w miesiącu jadę w Polskę odsapnąć. Kiedy wisi nad nami widmo zabrania całego majątku, bo jakaś ustawa gwarantuje rządowi naszą kasę, to co? Mam im oddać całą krwawicę i wycacane mieszkanko? Wolę pojechać nad morze.

Apollo114 Odpowiedz

Wybacz mój osąd - być może jest błędny, ale sprawiasz wrażenie osoby neurotycznej, która ma błędne przekonanie, że jak będzie mieć idealne grzejniki i proste ściany, to będziesz szczęśliwa.

Zastanów się czym są Twoje najważniejsze wartości w życiu, przemyśl je dobrze i zacznij żyć według nich.

Tylkopoco Odpowiedz

Dobra. Widoku z okna nie zmienisz. Krzywizny ścian pewnie tez - można próbowac ale blok to blok, zastanawia mnie tylko po co ci idealnie proste ściany? Jeśli pod meble, to w przypadku mebli od stolarza, stolarz zakryje krzywizny. Kaloryfery - co za problem wymienić teraz? Możesz albo zacisnąc zęby i przedłużyć remont i zrobic jak chcesz albo zakończyc i codziennie patrzec na niedoróbki i narzekać. Może warto na te poprawki wziąć profesjonalną ekipe, która zrobi to raz a dobrze? A jak ci sie wogóle nie podoba to mieszkanie, to remont zakończ i odsprzedaj. Wtedy weźmiesz sobie kredyt ponad stan i będziesz miała jak chcesz?

PeggyBrown2022 Odpowiedz

Zawsze można spróbować zamienić mieszkanie na inne, tylko trzeba pokombinować, żeby cena odpowiadała naszym wymaganiom. Życie ma się tylko jedno. Uważam, że dom to ważna sprawa. Piszę o domu, a nie o mieszkaniu, bo mam na myśli miejsce, w którym jest nam dobrze i do którego chce się nam wracać, nie chodzi o sam typ budynku, tylko o aspekt duchowy. Mieszkanie może być naszym domem, a nie tylko mieszkaniem.

Powazny Odpowiedz

Remont będziesz mogła zrobić soi w dowolnym czasie później, to nie jest tal ze to mieszkanie zostanie takie na zawsze i nic się nie da zrobić. A zżycie bez przytłaczającego kredytu jest.. piękne.

Dragomir Odpowiedz

Moja diagnoza- malkontenctwo. Nie przejmuj się, za parę lat stracicie prawo do mieszkania w nim z powodu niespełniania idiotycznych wymogów zeroemisyjności. Wtedy będziesz miała powody do narzekania, teraz to wymyślasz jedynie z nudów.

Dodaj anonimowe wyznanie