#y6C9g

Nie umiem odmawiać ludziom. Jeśli tylko nie jestem zajęty w sposób stricte absorbujący, nie potrafię powiedzieć „nie”. Nocleg — spoko. „Podwieziesz mnie?” — bez problemu. „Zaopiekujesz się moim kotem przez tydzień, kiedy będę na wakacjach?” — nie musisz mnie dwa razy pytać. „Zrobisz mi zadanie na studia? Było do wczoraj” — trzeba było od razu do mnie!

Niestety, mojej psychice to nie wystarcza. Jeśli ktoś inny został wybrany zamiast mnie, bardzo do siebie biorę, że nie byłem potrzebny. Analizuję, co zrobiłem źle, co zmienić, żebym to jednak ja mógł poświęcić komuś swój czas i swoją energię. Denerwuje mnie, kiedy oferuję pomoc, a odbijam się od „poradzę sobie sam/sama”. Ja wiem, że nie mogę nikogo zmusić do korzystania z mojej pomocy, ale nie umiem zapanować nad emocjami, jakie mi przy wyżej wymienionych sytuacjach towarzyszą.
An0n Odpowiedz

A ci ludzie odzywają się do Ciebie w ogóle kiedy nic nie potrzebują?

nietakastarapanna Odpowiedz

a ja uwielbiam prosić o pomoc i ją przyjmować - możesz mi pomagać

Nika0801 Odpowiedz

Doskonale Ciebie rozumiem. Ja też przez długi czas byłam wykorzystywana przez rodzinę(jestem najmłodsza) przez znajomych bo miałam auto. Mi pokazał że można inaczej mój narzeczony. Wspierał mnie i tłumaczył że można pomagać ale to nie może być jednostronne i że jeśli mi coś nie pasuje mówić o tym. Na pewno jeśli zaczniesz się zmieniać, zweryfikuje to twoich znajomych, na tych prawdziwych i tych którzy tylko czerpali korzyści. Ale uważam że warto, czuję się zdecydowanie lepiej ze sobą. Życzę wszystkiego dobrego.

Meanness Odpowiedz

Trochę się martwię. Z jednej strony właśnie sama tak kiedyś miałam, nawet mogło mi być smutno jak w grze gildia robiła coś łatwego i mój wyższy level nie był potrzebny (potem się okazało, że właśnie robili tak, bo ktoś inny był smutny jak za łatwo padał na trudniejszym i wszyscy się do niego dostosowywali), więc wiem, że właśnie to może bardzo przeszkadzać i sprawiać, że się jest smutnym. Dopiero jak właśnie zaczęłam unikać ludzi to jest o wiele lepiej, właśnie jak przeszło tamto latanie i pomaganie, bycie smutnym jak ktoś sam ogarnie. Ale też często się czyta o ludziach, którzy sami generują zapotrzebowanie na siebie. Toksyczni przyjaciele, którzy powtarzają, że musimy robić to, co oni każą (też mi się taki trafił, "chcę ci pomóc, więc rób co ci każę, jak tego nie zrobisz to znaczy, że nie chcesz pomocy i przestanę z tobą rozmawiać, nikt nie będzie cię lubił" itp.) czy nawet rodzice, którzy specjalnie nie pozwalają dzieciom się usamodzielnić, żeby być potrzebni (typ. "ja to lepiej zrobię, ty nie umiesz" i najlepiej dorosłemu by pieluszki zmieniali). Więc właśnie albo autor będzie właśnie taki smutny jak ja miałam kiedyś, albo może się stać właśnie kimś strasznym, kto będzie wymagał, żeby inni go potrzebowali. Ale w sumie nie wiem co zrobić, żeby jakoś autor był szczęśliwy...

Dodaj anonimowe wyznanie