#WjP9a

Przegrałem wczoraj swoje całe oszczędności w bukmacherce. Niestety łącznie 20 tysięcy. Jak wygrywałem, to grałem dalej, a jak przegrywałem, to chciałem odrobić.

Odradzam wszystkim, co chcą spróbować coś obstawić, bo jak stracisz kontrolę, to przestajesz racjonalnie myśleć. ):

#bDgmi

Ostatnio często ginęły mi skarpetki. Mój tata ma w szufladzie setki par, więc zaczęłam podbierać parę za parą. Dziś rano się zorientował. Poznałam po wzorku moich rajstop, które założył do krótkich spodenek i Kubotów, po czym poszedł tak wynieść śmieci. Dzięki, tato, już zrozumiałam swój błąd.

#LesZ4

Kuzynka i jej mąż po 20 latach bycia razem i z wtedy 9-letnią córka zaczęli popadać w kryzys związkowy. Od słowa do słowa mąż kuzynki zarzucił jej, że na pewno go zdradzała i nadal to robi, bo ich córka w żadnym razie nie przypomina jego samego. Inny kolor oczu, włosów, inne rysy, nos. Na pewno się puściła. Kuzynka zarzeka się, że nie i tak doszło do testów ojcostwa i wyszło na to, że... córka nie jest spokrewniona w żadnym stopniu ze swoim ojcem. Rozwód już w powietrzu, separacja i tak dalej.
Wtedy nestorka rodu – babcinka ok. 96 lat – stwierdziła, że przecież od początku widać, że to dziecko ani jej, ani jego, bo u nich w rodzinie nikt tak nie wyglądał.
Ziarno niepewności zasiane... Kuzynka zrobiła test na macierzyństwo i wyszło, że również nie jest spokrewniona z własną córką.
I tu pojawia się największa zagadka, jak to się mogło stać? No zamienili w szpitalu jak nic... Sprawa nabrała tempa, małżeństwo się pogodziło na tyle, by razem dociekać prawdy. Niestety szpital, w którym rodziła, jest od dawien dawna nieczynny. Szukają dalej.
Co jest najśmieszniejsze, dziewczynka ma jasne blond włosy i niebieskie oczy – dokładnie tak jak świętej pamięci pradziadek, mąż owej nestorki rodu, który już dawno odszedł. A że babcinka ma pamięć jak ser szwajcarski i zapomina o bożym świecie, to widocznie o tym również zapomniała. Więc był to tylko ślepy strzał schorowanej kobiety z zanikającą pamięcią... A jaki celny!

#d7DbG

Niedługo wyprowadzam się z domu, z tej okazji mama poprosiła mnie o poważną rozmowę. Wyznała, że od dawna wie, że jestem gejem, ale potrzebowała wielu lat, żeby to zaakceptować. Pierwszy raz widziałem ją ze łzami w oczach, kiedy opowiadała, jak nie mogła poradzić sobie z moją orientacją. Choć codziennie bije się z myślami, to kocha mnie i nie chce stracić syna, a jeśli będę miał kiedyś chłopaka, to uzna go za zięcia. Przyznałem jej rację, że owszem, nie interesuję się dziewczynami, ale facetami też nie... Wytłumaczyłem, że jestem aseksualny i aromantyczny. Z nikim nie potrzebuję chodzić do łóżka ani być w związku. Mama zdębiała na kilka minut, po czym zniesmaczona rzuciła: „To ja już wolałabym, żebyś był tym gejem...” i ciężko wzdychając, wyszła z mojego pokoju.

#iAbrd

O tym, jak wielkimi hipokrytkami potrafią być kobiety.

No więc w pewnym sensie wygrałam na loterii. Mój okres trwa tylko 2 dni. Ale jakie to są piękne dwa dni... Praktycznie jestem wycięta z życia. Ból nie do zniesienia, wahania nastrojów, rozdrażnienie, cała chodzę z bólu i nie umiem się na niczym skupić. Zdarzają się nawet omdlenia. Niestety, do pewnych osób nie dociera taki stan rzeczy. Np. do mojej rodzicielki. Niby kobieta, a jednak nie potrafi okazać empatii. Współpracowniczki tak samo. Często mówią, że przesadzam, że to niemożliwe, żeby mnie aż tak bolało, żebym się aż tak zachowywała. Że po prostu mam słaby próg bólu i za bardzo się nad sobą użalam. Rozwala mnie to trochę, bo myślałam, że kobieta kobietę bardziej powinna rozumieć, ale no cóż, często słyszę, że ich prawie w ogóle nic nie boli w tym czasie i że dlaczego w moim przypadku ma być inaczej.
Mężczyźni pod tym względem są bardziej empatyczni. Współpracownicy często wspomagali mnie, jak widzieli, że po prostu nie wyrabiam w tym czasie. Mój chłopak jak widzi, że się zbliżają te dni, zapewnia mi tabliczkę czekolady do pracy i tabletki przeciwbólowe (prawie wcale nie pomagają, ale czasem ten ból jest nieco stłumiony), a jak wracam, to czeka na mnie z termoforem zapełnionym gorącą wodą.
I choć oni nawet nie wiedzą, co to znaczy mieć okres, to okazują więcej zrozumienia niż osoby, które borykają się z tym samym problemem.

#ydcIG

Sytuacja miała miejsce jakieś 2-3 lata temu, gdy byłam jeszcze w liceum. Na jednym z portali społecznościowych poznałam chłopaka - Jacka. On wiedział jak ja wyglądam, natomiast ja mogłam go sobie tylko wyobrażać. Po 3 miesiącach znajomości postanowiliśmy się spotkać. Opisał siebie dosyć szczegółowo i atrakcyjnie (wysoki -190 cm, wysportowany, brunet o niebieskich oczach, jedyną "wadą" była blizna na prawym policzku). W ciągu tych trzech miesięcy zdążyłam sporo się dowiedzieć. Również opowiadał mi o tym, że jako student musiał zaspokajać swoje znajome (wiadomo o jakie zaspokajanie chodzi). Co chwilę opowiadał o swoich koleżankach i historiach, w których uczestniczył.

Gdy w końcu nastał dzień spotkania, czekałam na niego w parku. Miał ułatwione zadanie, bo wiedział w co będę ubrana. Podchodzi do mnie jakiś chłopak o wzroście nie więcej niż 175 cm i się przedstawia jako Jacek. Wybaczcie, ale wzbudził u mnie wymioty. Nawet nie był zadbany. Z daleka było widać próchnicę na bardzo, bardzo krzywych zębach. Włosy chyba sam sobie obcinał, wyglądało to trochę jak fryzura "na grzyba". Oczy zamiast niebieskich były brązowe, bo koleś nie odróżniał kolorów (wszystko mu jedno). Plus jedno oko było "przyklapnięte". Nie wspomnę już o dziewiczym wąsie i pojedynczych włosach służących za zarost. Nie zadbał nawet o dezodorant, wyczuć można było go z kilometra. Wiem, że nie ocenia się po wyglądzie, ale tu chodzi o dbanie o własną higienę.

Jak już się zgodziłam na spotkanie, to musiałam te 30 minut z nim spędzić. Ale uwierzcie mi, nie mogłam na niego patrzeć. To jest ten typ człowieka, na którego widok chce ci się od razu wymiotować. Poszliśmy do pobliskiej restauracji. Jego chód był na miarę najlepszej modelki, wymachiwał również zgrabnie dłonią. Był niewiele starszy ode mnie, ale jego głos tego nie zdradzał. Brzmiał jak mój brat przed mutacją. Amant niebezpiecznie się do mnie przysuwał, inicjując dotyk. Podczas rozmowy cały czas gadał o sobie lub wyśmiewał się z innych, również ze mnie. Dałam znać koleżance, żeby po mnie przyszła, bo głupio mi było tak szybko kończyć to przedstawienie.

Gdy nadeszło wybawienie, podałam mu rękę, rzuciłam szybkim "miło było cię poznać" i uciekłam stamtąd ile sił w nogach. Nie minęło 30 minut, a Jacek napisał do mnie z propozycją następnego spotkania, bo przecież było "tak miło". No cóż, zablokowałam go.

Od tego czasu nie daję się namówić na żadne randki i nowe znajomości przez internet. Do teraz przeżywam traumę, dałam się nabrać, ale nigdy więcej!
Nie poślubiłam tego wariata, nawet nie wiem co z nim się dzieje i szczerze powiem, że nie chcę tego wiedzieć.

#qXtdY

Wiadomo, że ludzie różnie radzą sobie z chorobą bliskich osób, jednak tego o czym Wam opowiem, nie potrafię w żaden sposób zrozumieć czy usprawiedliwić.

Miałam przyjaciela, takiego prawdziwego. Byłam częstym gościem w jego domu i znałam sporą część jego rodziny. Pewnego dnia przyjaciel powiedział mi o śmierci swojego wujka, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Okazało się, że brat matki przyjaciela był bardzo chory psychicznie. Mieszkał sam w kawalerce, mimo że jego matka i siostra miały bardzo duże domy z wolnymi pokojami. Wszystko co miał sprzedawał, aby pić – meble, sprzęt domowy, wszystko, co miało jakąkolwiek wartość.
Wiele lat temu został prawnie ubezwłasnowolniony, dzięki czemu cała jego renta przychodziła na konto jego siostry, a ta raz w miesiącu robiła mu jakieś zakupy i przywoziła do domu. Nikt nie pilnował, żeby o siebie dbał czy brał leki. Zero jakiejkolwiek pomocy.
Rodzinę zaniepokoił fakt, że nie otwierał drzwi przez kilka tygodni, więc wezwali straż pożarną i policję, aby wejść do tego mieszkania. Ich oczom ukazały się zwłoki w zaawansowanym stadium rozkładu, wszędzie był okropny brud i robaki. Wszystko co miał zmieściło się w jednej reklamówce.
A teraz „najlepsze”...
Pogrzeb był „z pompą”. Rodzina wyprawiła stypę na 100 osób, zjechała się rodzina z całej Polski i imprezowali trzy dni, mówiąc oczywiście, jaki to zmarły był cudowny i jak im go brakuje. A już kilka dni później zaczęła się bitwa o to nieszczęsne mieszkanie i ewentualne pieniądze.

Mój przyjaciel nie rozumiał mojego szoku i obrzydzenia ich postawą. Mimo tego, że minęło już pół roku, to wciąż żal mi jego wujka, który żył w nędzy i nie mógł liczyć na pomoc tylko dlatego, że był chory.
Dodaj anonimowe wyznanie