Mam 30 lat i od 10 lat nie płakałem. Gdy ostatnio z moją córką oglądałem Harry'ego Pottera (7 część), popłakałem się w momencie, gdy główny bohater oglądał wspomnienie Severusa Snape'a.
:'(
Nigdy nie zapomnę, gdy czytając książkę doszłam do tego momentu... Płakałam niemiłosiernie. Z żalu i wyrzutów sumienia, że nienawidziłam Snape'a przez wszystkie części, a był on de facto najlepszą osobą o największym sercu, a w dodatku tak cholernie nieszczęśliwą...
Scathach
Osobiście nie mogę przeboleć tego szału na uwielbienie mistrza eliksirów. Jasne, ludzie się tłumaczą, że popełnili błąd i w efekcie końcowym Snape był dobry i należy mu się ich szacunek i miłość, ale ja... Ja jakoś nie umiem polubić tej postaci. Nie i koniec. Był szumowiną, jakby nie patrzeć. A to, że był pokręcony zakochany i odważny to jeszcze inna sprawa.
Ale Rickman zagrał go genialnie.
Mrau145
A ja od początku go uwielbiałam, byłam pewna, że ta postać kryje w sobie coś więcej. Dlatego to co się stało na końcu 6 części było dla mnie strasznym szokiem "no bo jak on mógł to zrobić", na szczęście na końcu serii wszystko się wyjaśniło :)
Misiaaaa
Scathach ja tak samo. Szanowałam go, ale chyba na zawsze pozostanie dla mnie zwykłym, niezaspokojonym uczuciowo frustratem, który swoje niepowodzenie miłosne odbijał na synu kobiety, która wybrała kogoś innego.
Kocicawbutach
A ja tam dalej go nie lubię. To że James się nad nim kiedyś znęcał,nie upoważnia go do złego traktowania Harry'ego, który nawet nie miał do pewnego momentu pojęcia o tym co robił Severusowi jego ojciec.
Ależ ja ryczałam przy śmierci Severusa i przy jego wspomnieniach. Zarówno książka mnie tak wzruszyła jak i film (brawa dla śp. Alana Rickmana za genialne odegranie roli)...
PustaLodowka
Z twojego komentarza dowiedziałam się, że Alan Rickman nie żyje :(
Mnie najbardziej wzięło na płacz gdy okazało się, że Tonks i Lupin nieżyją. Nie pamiętam czy w filmie była ta scena, jak Lupin wpada do domu Billa i chwali się tym, że mu się syn urodził, ale w chwili ich śmierci to mi się przypomniało.
Oikawa
Nie było w filmie. W ogóle w filmach prawie w ogóle nie wspominają o Teddym co mnie strasznie boli :(
Ciastozrabarbarem
Niestety w filmie jest tyko jak Nimfadora chce powiedzieć że jest w ciąży (prawdopodobnie), ale przerywa jej Moody (przy transporcie 7 Poterow)
Ich śmierć również nie została pokazana tylko jak leżą martwi w Wielkiej sali 🫤
Płakałam, gdy umierał:
- Zgredek
- Syriusz
- Dumbledore
- i oczywiście Snape.
Dwa tygodnie poryczałam się na koncercie "Harry Potter i Kamień Filozoficzny". Emocje wzięły górę, bo nie sądziłam, że tylu Pottermaniaków będzie. Przede wszystkim ludzie już dorośli (niektórzy nawet starsi ode mnie i to sporo) z własnymi dziećmi. Przeżywać pierwszą część przygód w takim otoczeniu - coś cudownego. I jeszcze ta muzyka na żywo!
Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna, że mogłam coś takiego przeżywać z taką ilością osób.
Ciastozrabarbarem
Szczerze też zawsze płakałam, ale od pewnego czasu mam mieszane uczucia co do Dumbeldora i już mniej rusza mnie jego śmierć
Ja wolałam Severusa przed przedstawieniem go jako ,,biednego, pokrzywdzonego chłopczyka", jakby to że Huncwoci mu dokuczali (a on sam święty nie był) i to że rzekoma miłość (nie kupuję tej jego rzekomej wielkiej miłości do Lily, która nie była dość silna, żeby zrezygnować z zadawania się z tymi, których celem jest wybicie takich jak ona, mimo że ona go o to błagała) wybrała szkolnego wroga (a James w przeciwieństwie do Snape'a potrafił się dla niej zmienić). A i pamiętajmy że on nazwał Lily szlamą, gdy jako jedyna stanęła w jego obronie. Snape nie był stricte zły, ale nie był też stricte dobry. On znał więcej czarnomagicznych zaklęć niż większość dorosłych już jako 11-latek, a i sam stworzył zaklęcie, które może zabić, jeśli nie rzuci się w porę przeciwzaklęcia. No i co najważniejsze. On nie przeszedł na stronę Dumbledoe'a, bo uznał że stać go na coś więcej niż lizanie butów Voldemortowi (jakby tak było, to miałabym większy szacunek do niego), tylko dlatego że Voldemort wybrał na swojego wroga syna Lily, którą Snape rzekomo kochał. I jego nie obchodziło niewinne niemowlę ani mąż Lily (a James nigdy nie chciał zabić Snape'a, wręcz raz mu uratował życie, kiedy on jakże inteligentnie poszedł za Lupinem, bo Syriusz mu tak poradził). Dopiero jak Dumbledore powiedział mu ,ze nim gardzi, bo obchodzi go tylko Lily, a jej mąż i synek mogą umrzeć, to się zreflektował i powiedział, żeby chronił ich. Co tak swoją drogą nie byłoby konieczne, gdyby Snape nie podsłuchał fragmentu przepowiedni. Nie oszukujmy się, gdyby Harry nie był synem Lily albo Voldemort wybrał Neville'a, to Severus nadal by pozostał wierny Voldemortowi. Jego nie ruszyły wyrzuty sumienia, tylko chodziło mu o rzekomą ukochaną. On powinien otrzymać pomoc psychologiczną, ogarnąć się i znaleźć sobie kobietę, którą naprawdę by kochał, a ona by kochała jego. Bo Lily według mnie była dla niego po prostu jedyną normalną osobą w jego otoczeniu, a nie miłością. Potem chronił Harry'ego, ale robił to, bo Dumbledore mu...
Diddl
kazał i może po części z powodu rzekomej miłości do Lily i wyrzutów sumienia. A nie możemy przy tym zapomnieć jak on gnębił Harry'ego tylko dlatego, że wygląda jak James, a na podobieństwa do Lily był ślepy. Jakby to była wina Harry'ego, że jest kopią Jamesa i to jak James traktował Severusa. Harry nawet o tym nie wiedział, dopóki nie zobaczył wspomnienia Snape'a na 5 roku. Bo skąd miałby to wcześniej wiedzieć? Bo Snape nazywał Jamesa palantem? Tylko że inni chwalili Jamesa, a chyba logiczne komu Harry bardziej wierzył. Poza tym Snape gnębił wszystkich uczniów poza Ślizgonami. W normalnej szkole taki nauczyciel by wyleciał. Zwłaszcza że on nawet nie potrafił przekazać swojej wiedzy, bo taki Harry u niego nigdy nie dostał dobrej oceny, a zdał SUM-a z eliksirów na P.
O taaa, zwłaszcza moment jak tuli martwe ciało Lili z którą nie rozmawiał od lat za to zawzięcie stalkował w czasach szkolnych, a w tle ryczy ranne dziecko które przed chwilą oberwało zaklęciem uśmiercającym ale Snape ma w to wy...walone :D To nie jest romantyczne, to jest creepy zwłaszcza że najwyraźniej dał dyla przez okno olewając ryczące dziecko bo przypominam że z chaty to chłopaka wyciągnął Hagrid.
Nigdy nie zapomnę, gdy czytając książkę doszłam do tego momentu... Płakałam niemiłosiernie. Z żalu i wyrzutów sumienia, że nienawidziłam Snape'a przez wszystkie części, a był on de facto najlepszą osobą o największym sercu, a w dodatku tak cholernie nieszczęśliwą...
Osobiście nie mogę przeboleć tego szału na uwielbienie mistrza eliksirów. Jasne, ludzie się tłumaczą, że popełnili błąd i w efekcie końcowym Snape był dobry i należy mu się ich szacunek i miłość, ale ja... Ja jakoś nie umiem polubić tej postaci. Nie i koniec. Był szumowiną, jakby nie patrzeć. A to, że był pokręcony zakochany i odważny to jeszcze inna sprawa.
Ale Rickman zagrał go genialnie.
A ja od początku go uwielbiałam, byłam pewna, że ta postać kryje w sobie coś więcej. Dlatego to co się stało na końcu 6 części było dla mnie strasznym szokiem "no bo jak on mógł to zrobić", na szczęście na końcu serii wszystko się wyjaśniło :)
Scathach ja tak samo. Szanowałam go, ale chyba na zawsze pozostanie dla mnie zwykłym, niezaspokojonym uczuciowo frustratem, który swoje niepowodzenie miłosne odbijał na synu kobiety, która wybrała kogoś innego.
A ja tam dalej go nie lubię. To że James się nad nim kiedyś znęcał,nie upoważnia go do złego traktowania Harry'ego, który nawet nie miał do pewnego momentu pojęcia o tym co robił Severusowi jego ojciec.
Ależ ja ryczałam przy śmierci Severusa i przy jego wspomnieniach. Zarówno książka mnie tak wzruszyła jak i film (brawa dla śp. Alana Rickmana za genialne odegranie roli)...
Z twojego komentarza dowiedziałam się, że Alan Rickman nie żyje :(
Mnie najbardziej wzięło na płacz gdy okazało się, że Tonks i Lupin nieżyją. Nie pamiętam czy w filmie była ta scena, jak Lupin wpada do domu Billa i chwali się tym, że mu się syn urodził, ale w chwili ich śmierci to mi się przypomniało.
Nie było w filmie. W ogóle w filmach prawie w ogóle nie wspominają o Teddym co mnie strasznie boli :(
Niestety w filmie jest tyko jak Nimfadora chce powiedzieć że jest w ciąży (prawdopodobnie), ale przerywa jej Moody (przy transporcie 7 Poterow)
Ich śmierć również nie została pokazana tylko jak leżą martwi w Wielkiej sali 🫤
Freeed! :(
A tak na poprawę nastrojów dodam tekst, który śmieszy mnie za każdym razem, kiedy na niego trafię:
Dear Lily,
Remember that time you touched my hair in fifth year? I haven't washed it since.
Sincerely, Severus Snape.
To wiele wyjaśnia XD
Płakałam, gdy umierał:
- Zgredek
- Syriusz
- Dumbledore
- i oczywiście Snape.
Dwa tygodnie poryczałam się na koncercie "Harry Potter i Kamień Filozoficzny". Emocje wzięły górę, bo nie sądziłam, że tylu Pottermaniaków będzie. Przede wszystkim ludzie już dorośli (niektórzy nawet starsi ode mnie i to sporo) z własnymi dziećmi. Przeżywać pierwszą część przygód w takim otoczeniu - coś cudownego. I jeszcze ta muzyka na żywo!
Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna, że mogłam coś takiego przeżywać z taką ilością osób.
Szczerze też zawsze płakałam, ale od pewnego czasu mam mieszane uczucia co do Dumbeldora i już mniej rusza mnie jego śmierć
Najśmieszniejsza scena z wszystkich części.
Najsmutniejsza*. Dziękuję, autokorekto.
Ja wolałam Severusa przed przedstawieniem go jako ,,biednego, pokrzywdzonego chłopczyka", jakby to że Huncwoci mu dokuczali (a on sam święty nie był) i to że rzekoma miłość (nie kupuję tej jego rzekomej wielkiej miłości do Lily, która nie była dość silna, żeby zrezygnować z zadawania się z tymi, których celem jest wybicie takich jak ona, mimo że ona go o to błagała) wybrała szkolnego wroga (a James w przeciwieństwie do Snape'a potrafił się dla niej zmienić). A i pamiętajmy że on nazwał Lily szlamą, gdy jako jedyna stanęła w jego obronie. Snape nie był stricte zły, ale nie był też stricte dobry. On znał więcej czarnomagicznych zaklęć niż większość dorosłych już jako 11-latek, a i sam stworzył zaklęcie, które może zabić, jeśli nie rzuci się w porę przeciwzaklęcia. No i co najważniejsze. On nie przeszedł na stronę Dumbledoe'a, bo uznał że stać go na coś więcej niż lizanie butów Voldemortowi (jakby tak było, to miałabym większy szacunek do niego), tylko dlatego że Voldemort wybrał na swojego wroga syna Lily, którą Snape rzekomo kochał. I jego nie obchodziło niewinne niemowlę ani mąż Lily (a James nigdy nie chciał zabić Snape'a, wręcz raz mu uratował życie, kiedy on jakże inteligentnie poszedł za Lupinem, bo Syriusz mu tak poradził). Dopiero jak Dumbledore powiedział mu ,ze nim gardzi, bo obchodzi go tylko Lily, a jej mąż i synek mogą umrzeć, to się zreflektował i powiedział, żeby chronił ich. Co tak swoją drogą nie byłoby konieczne, gdyby Snape nie podsłuchał fragmentu przepowiedni. Nie oszukujmy się, gdyby Harry nie był synem Lily albo Voldemort wybrał Neville'a, to Severus nadal by pozostał wierny Voldemortowi. Jego nie ruszyły wyrzuty sumienia, tylko chodziło mu o rzekomą ukochaną. On powinien otrzymać pomoc psychologiczną, ogarnąć się i znaleźć sobie kobietę, którą naprawdę by kochał, a ona by kochała jego. Bo Lily według mnie była dla niego po prostu jedyną normalną osobą w jego otoczeniu, a nie miłością. Potem chronił Harry'ego, ale robił to, bo Dumbledore mu...
kazał i może po części z powodu rzekomej miłości do Lily i wyrzutów sumienia. A nie możemy przy tym zapomnieć jak on gnębił Harry'ego tylko dlatego, że wygląda jak James, a na podobieństwa do Lily był ślepy. Jakby to była wina Harry'ego, że jest kopią Jamesa i to jak James traktował Severusa. Harry nawet o tym nie wiedział, dopóki nie zobaczył wspomnienia Snape'a na 5 roku. Bo skąd miałby to wcześniej wiedzieć? Bo Snape nazywał Jamesa palantem? Tylko że inni chwalili Jamesa, a chyba logiczne komu Harry bardziej wierzył. Poza tym Snape gnębił wszystkich uczniów poza Ślizgonami. W normalnej szkole taki nauczyciel by wyleciał. Zwłaszcza że on nawet nie potrafił przekazać swojej wiedzy, bo taki Harry u niego nigdy nie dostał dobrej oceny, a zdał SUM-a z eliksirów na P.
O taaa, zwłaszcza moment jak tuli martwe ciało Lili z którą nie rozmawiał od lat za to zawzięcie stalkował w czasach szkolnych, a w tle ryczy ranne dziecko które przed chwilą oberwało zaklęciem uśmiercającym ale Snape ma w to wy...walone :D To nie jest romantyczne, to jest creepy zwłaszcza że najwyraźniej dał dyla przez okno olewając ryczące dziecko bo przypominam że z chaty to chłopaka wyciągnął Hagrid.
Ja płakałam najbardziej podczas ostatniej części, gdy Śmierciożercy napadli na Hogwart ii gdy Fred Weasley zginął ;/
Czytając Harrego Pottera, wylałam tyle łez jak przy żadnej innej książce ;_;