#EmC0H

Urodziłem się i młodość spędziłem na wsi. Później mieszkałem w dużym mieście, gdzie czasem nawet sąsiedzi z jednej klatki schodowej nie do końca się kojarzą.
Po 15 latach wróciłem na stare śmieci, gdzie wieś już jest tylko z nazwy, bo to tylko sypialnia miasta (choć życie jest zupełnie inne niż to blokowe). I ciągle rozbraja, dobija i mega rozbawia mnie ludzkie zainteresowanie cudzą prywatnością, jego sprawami i zupełnie nie swoim życiem. Wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą i chętnie dzielą się tą wiedzą w formie popularnych plotek.

Trochę żal mi tych ludzi, bo chyba nie mają swojego życia, interesując się moim. Więc w ramach własnej rozrywki zdarza mi się celowo nieco podkręcać atmosferę, świadomie i pomysłowo dolewać oliwy do ognia, żeby mieli o czym gadać :D

#MGNqQ

Nigdy niczego się nie bałam. Zawsze byłam odważna, nie bałam się bólu, nie bałam się adrenaliny, nie bałam się być sama, nie bałam się nienawidzić, nie bałam się być bezczelną, nie bałam się mówić tego, co myślę, nie bałam się ryzyka, nie bałam się śmierci, nie bałam się życzyć innym źle. Bawiłam się, piłam i lubiłam sobie zapalić.
Miesiąc temu usłyszałam od lekarza, że moja mama ma przerzuty raka do głowy, chociaż nie mieliśmy pojęcia, że w ogóle on jest w jej ciele.
Mój świat się zatrzymał. Pierwszy raz w życiu boję się. Boję się każdego kolejnego dnia, każdego nieodebranego od mamy telefonu, każdego jej zawrotu głowy, każdego jej ruchu, bo może upaść, każdego pożegnania z nią wieczorem, bo mam w głowie, że może być ono tym ostatnim.
Od miesiąca boję się żyć. Boję się otwierać rano oczy, boję się, że nie zdążę czegoś zrobić czy powiedzieć.
Boję się, że kończy mi się czas, w którym mam ją obok siebie.

#FLowc

Mam 17 lat i dość specyficzny wygląd. Ostatnio chciałam pomóc mamie, żeby odpoczęła, więc wyszłam na spacer z dużo młodszym bratem (ma dopiero pół roku :)). Na mojej trasie był kościół. A jak kościół, to i wielce szanowane panie, które są wyrocznią we wszystkim. I zaczął się monolog: że rodzice nie upilnowali, że na imprezie pewnie zaciążyłam, że patologia itd. I pada zdanie: „Pewnie nawet nie wie, gdzie jest teraz ojciec dziecka, a nawet nie wie, kim on jest”. Wkurzyły mnie bardzo, no i nie wytrzymałam i wypaliłam: „Owszem, wiem. Odprawia teraz mszę”.
Panie już więcej nie komentowały. ;)

#5oHnV

Jestem z moim partnerem od 6 lat, wczoraj po wspólnej wizycie u ginekologa potwierdziliśmy fakt – mam w brzuchu obcego. Niby żadne zaskoczenie, bo nie zabezpieczaliśmy się, stwierdziliśmy, że jak będzie, to będzie, oboje skończyliśmy 30.
Jedyne co mnie martwi, to moje podejście do sytuacji. Kiedy myślę o dziecku, to mam na myśli raczej kaszojada, a nie słodkiego bombelka. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje życie całkowicie zmieni się, ale nie potrafię rozpatrywać tego w kategoriach: rzucam wszystko, zostaję matkooom! Jest to dla mnie naturalny etap życia, ale nie chcę przez to ani trochę z czegoś rezygnować, choć pewnie będę musiała. To co piszę zapewne wyda się być chaotyczne, owszem, targają mną emocje, ale wszystko to sprowadza się do jednego – nie chcę rezygnować z siebie, obawiam się nowej roli, co w ogóle właśnie się dzieje?
Dodam jeszcze, że na całe szczęście nie mieszkam w patologicznej pod tym względem Polsce i jeśli dziecko okaże się chore, nie będę się zastanawiała nawet 5 minut co zrobić. Moja matka pół życia pracowała w DPS-ie i dobrze wiem, co dzieje się z takimi dziećmi, kiedy rodzice już nie dają rady się nimi zajmować.

Jak wy, drodzy anonimowi, poradziliście sobie z nową sytuacją w życiu, jaką jest oczekiwanie na potomka? Czy to normalne, że nie rozpływam się ze szczęścia?

#s2PiB

Zawsze biorę sobie z domu drugie śniadanie do pracy, żeby nie tracić kasy na jakieś przekąski. Dzisiaj żona miała mi zrobić jajko na twardo. Zrobiłem sobie kanapkę, wziąłem też z blatu jajko.

Przed chwilą poczułem głód, więc wyciągnąłem jajko i stuknąłem nim w biurko, aby zbić skorupkę. Niestety okazało się, że albo wziąłem niewłaściwe jajko, albo żona zapomniała go ugotować...

#skDHX

Byłam wtedy w szóstej klasie. Czekałam na świetlicy na autobus po zakończeniu zajęć. Zachciało mi się siku, więc wyszłam za potrzebą. Jednak nie poszłam do łazienki dla dziewcząt, tylko dla nauczycieli, ze względu na to, że u nas zawsze brakowało papieru czy też mydła i ręczników papierowych. Robiłam to nie pierwszy raz, poza tym byłam pewna, że o tej godzinie już praktycznie nie ma nikogo w szkole, więc pewnym gestem otworzyłam drzwi od toalety.
Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy zobaczyłam woźną i nauczyciela od muzyki w akcji... Ona bez bluzki, on z opuszczonymi spodniami. Stałam jak wryta i dopiero po kilku sekundach uciekłam. Nikomu o tym nie powiedziałam i do końca szóstej klasy unikałam tej dwójki.

Do dziś się zastanawiam, co oni mieli w głowie, że nie zamknęli drzwi na zamek.
Dodaj anonimowe wyznanie