#wea1z

Mam 35 lat i nie mam nikogo. Dosłownie. Nigdy nie byłam w związku, moje – mnie się wydawało – przyjaźnie szybko się rozpadały, bo były na zasadzie „aby tej drugiej osobie było lepiej”, chodziło o korzyści, czy to o materialne, czy żebym pomogła. W drugą stronę to niestety nie działało. Tak, dawałam się wykorzystać na każdym polu w rzekomej przyjaźni. Od zawsze miałam wrażenie, że każdemu moje istnienie przeszkadza, czy to w szkole: uczniom i nauczycielom, czy to obcym ludziom w komunikacji miejskiej, czy nawet mojej własnej rodzinie. W pracy również. Wprost mi kilka razy powiedziano: „Nie ma tu dla ciebie miejsca, nikt cię tu nie chce”. Zarówno w odniesieniu do działu, jak i całej firmy (a osobom w podobnej sytuacji do mojej szukano na siłę miejsca, które się ostatecznie znajdywało). Kazano mi pisać wypowiedzenia, aby na świadectwie pracy była adnotacja, że to ja chciałam. I to nawet nie za porozumieniem stron. Po prostu z woli pracownika. Po czym w ciągu dwóch / trzech tygodni na moje miejsce przychodziła osoba, która dostawała pierwszą umowę na 3-6 miesięcy na czas określony, aby później mieć na nieokreślony. A mnie ciągnęli na umowie na czas określony, aby po trzeciej umowie mi mówić wprost, że mnie nie chcą. W pracy wchodziłam do pomieszczenia, bo coś potrzebowałam – wszystkie rozmowy się urywały. Ze mną nawet nie chciano o pogodzie nigdy rozmawiać.

Wydaje mi się, że jestem miła, uczynna, jak ktoś mnie o coś poprosi, to zrobię. W pracy jak trzeba, to siedzę cicho, robię nadgodziny bez gadania (chociaż nadgodziny były płatne, to ja to omijałam i siedziałam, aby nie musiano mi za to płacić), zgłaszałam się do każdej dodatkowej roboty bez oczekiwań finansowych. W godzinach pracy potrafię przesiedzieć przy biurku bez chodzenia do toalety, jedzenia oraz picia cały dzień. Jestem na każde skinienie.

Poszłam do psychiatry, psychologa. Uznali, że wymyślam problemy i żebym zajęła się prawdziwym życiem. Ale ja naprawdę nie wiem, co robię nie tak, że jestem ignorowana. Chciałabym uzyskać pomoc, ale nikt nawet nie chce mi udzielić podpowiedzi, co robię źle.
Jest mi zwyczajnie przykro i czuję się samotna. Mam wrażenie, że już przeżyłam swoje życie i nic mnie już nie czeka. Coraz częściej myślę o śmierci, o tym, żeby ktoś mi wyrządził jakąś krzywdę, bo wtedy wszystkie te osoby, co mnie znają, odetchną z ulgą, bo zwyczajnie ja im wszystkim przeszkadzam cały czas. Nawet specjalistom, u których byłam.
Quakie Odpowiedz

Zmień lekarzy bo ci których spotkałaś to idioci.
I od razu z wyznania widzę, że na dzień dobry Twoim problemem jest bycie zawsze dla każdego i pozwalanie by każdy robił sobie z Ciebie co chciał. Wieje od Ciebie skrajną desperacją. Zgłaszasz się w pracy do nadgodzin, pozwalasz żeby Ci za nie nie płacili i jak każą Ci podpisać wypowiedzenie to to robisz beż słowa i to że Ty rezygnujesz. Jak ktoś ma Cię szanować jeśli Ty siebie nie szanujesz?

dewitalizacja Odpowiedz

Żebrasz o uwagę i dajesz się wykorzystywać. Wieje od Ciebie desperacją na kilometr, a to nie jest atrakcyjne dla ludzi. Masz problem z poczuciem własnej wartości. Opinię psychologa i psychiatry należy olać. Też trafiłam na konowałów, którzy wmawiali mi bzdury. Dodaj się do jakichś grup na fejsie, gdzie są ludzie, którzy polecają sobie specjalistów. Zobacz, który ma pozytywne opinie i idź do niego. W pracy rób tylko to, za co Ci płacą.

Marquise

Na niektórych grupach na fb potrafią jeszcze bardziej dokopać.
Byłam swego czasu na "Give her a job" - a że chciałam ulepszyć swoje CV oraz list motywacyjny, to opublikowałam post z pytaniem (łącznie z załącznikami), co jeszcze mogę ulepszyć / poprawić / zmienić. Post nie chciał się załadować - widocznie jakieś przeciążenie - zdarza się. Post w efekcie opublikował się siedem razy o ile dobrze pamiętam. Nie dość że mnie zwyzywano od - tu przemilczę (chociaż próbowałam usunąć niepotrzebne posty i zostawić jeden, ponadto napisałam wyjaśnienie, że na fb musiał być jakiś tymczasowy błąd) - to jeszcze mnie wyrzucono, zablokowano i nawet nie mogę wyszukać grupy.

Na kilku innych grupach też jestem - i są osoby, które potrafią dokopać leżącemu. I ten szukający pomocy dostaje burę, a osobom, które wyzywają (nawet nie jest to konstruktywna krytyka) uchodzi wszystko płazem.

dewitalizacja

Może autorka nie będzie miała tyle pecha.

Kamilos31 Odpowiedz

Jeśli robiłaś zawsze to co chcą inni czy to w życiu czy w pracy to właśnie sama spowodowałaś taki efekt, nieświadomie. Niestety ten mechanizm tak działa, że akceptując i próbując pomóc komuś swoim kosztem ludzie zaczynają to wykorzystywać, a Ciebie traktować jak kogoś z kim można się nie liczyć.
Spróbuj czasem innego podejścia. Powiedzieć, że czegoś nie zrobisz, postawić na swoim. Na początku być może ludzie wokół Ciebie będą patrzeć na to sceptycznie, ale później zdobędziesz poniekąd szacunek chociażby tym, że z każdą prośbą będą musieli się liczyć.
Powalcz trochę o swoje dobro nawet jeśli możesz w tej pracy posiedzieć bo nie masz nic innego do roboty to nie musisz tego robić. Olej ich i idź do domu. Raz, drugi i zobaczysz podejście innych do Ciebie się zmieni, zauważą, że masz swoje zdanie i nie jesteś taką amebą, którą można rozstawiać po kątach

TakaOna100 Odpowiedz

Jeślinie szanujesz swojego czasu, swojej pracy i być może siebie samej, to inni ci to pokazują ignorując cie lub nie zauważając.
Jeśli chodzi o psychologów to trafiłaś na naprawdę niekompetentne osoby, żadna z nich nie powinna bagatelizować Twoich problemów.
Sprobuj innych terapii, poczytaj o epigenetyce i przede wszystkim włóż cały wysiłek i energię w to by siebie polubić, pokochać i przestać ignorować

dertyp Odpowiedz

To lepiej ten stan zaakceptuj, bo w tym wieku to już się raczej nie zmieni, ludzie dziwnie patrzą na osobę, która skończyła 3 dychy, a wciąż nikogo nie ma. Zapewne coś musi być z tobą ostro nie tak (tak myślą inni, nie twierdzę, że to moja opinia).

Allerbest

Lepiej do utylizacji. Po co ma zabierać tlen wybitnym jednostkom? Skoro myśli o śmierci to niech umiera. Byleby szybko. Skoro nawet rodzina chce się jej pozbyć.

SchwarzmaIer

Na pewno jest z nią coś nie tak. Dlatego też utylizacja jak trafnie zauważył Allerbest. Jak ktoś przeszkadza wszystkim to po prostu jest niepotrzebny w społeczeństwie. Jedynie zabiera miejsce.

TakaOna100

Idioci

Skalar

TakaOna100
Myślę, że to są multikonta, więc odpowiedniej będzie: idiota ;)

Agulinds Odpowiedz

Trafiłaś na jakiś dziwnych psychiatrię i psychologia. Miałam bardzo podobnie, dostosowywałam się do innych. Dostałam informację od psychiatry i psychoterapeuty, że wynika to z tego że nie umiem stawiać granic i ludzie wchodzą mi na głowę. Gdy zaczęłam nad tym pracować nagle okazało się, że jestem w stanie zachować znajomości, ale też nie muszę udawać, że coś mi odpowiada jak ktoś mnie nie szanuje. Mam nadzieję, że tobie też się uda zawalczyć o siebie

Gattina

O to to! Stawianie granic po raz pierwszy w życiu po 30. Przerabiam to od dwóch prawie lat i jest ze mną coraz lepiej. Już nie na wszystko się zgadzam, nieważne czy w pracy, czy w związku, czy w relacjach z rodziną. Bardzo to na początku było trudne, bo wszystkich denerwowała moja "zmiana charakteru", czyli zwykłe ludzkie "nie" od czasu do czasu. Koleżanki mi magicznie nie wyrosły jak grzyby, ale te relacje, które mam, zostały zweryfikowane. Zawalcz o siebie, dziewczyno. 35 to jeszcze wciąż mało, jeszcze wiele, wiele lat przed Tobą. Jedyna osoba, która powinna Cię lubić, szanować, kochać i dbać o Ciebie... Jesteś Ty.

Kupagua Odpowiedz

Nie wiem jak dawno powstał ten post i czy odczytasz to co napiszę. Ale napiszę :) Mam 43 lata, jestem w małżeństwie mam dwójkę dzieci i czuję się bardzo samotna. Nikt nie zwraca na mnie uwagi, nie mam przyjaciół, zawsze to ja pierwsza zagaduje nikt ze znajomych nie ma potrzeby się do mnie odzywać nawet miesiącami. Myślałam o samobójstwie. Ale w sumie dlaczego?? Dlaczego mam dbać o wszystkich a nikt o mnie nie pomyśli. Mam Dość takiego życia i nie czekaj tak długo jak ja by to zrozumieć. Więc weź się w garść i zacznij żyć. By być szczęśliwym nie potrzebujesz uwagi innych tylko swojej. Zadbaj o siebie. Myśl o sobie. Zrób sobie kąpiel ze świecami. Idź sama do restauracji na dobry obiad. Przestań przejmować się opiniami innych i tak nawet jak w twarz mówią coś miłego to za plecami cię obgadaja. Zacznij mówić "nie". I szanuj siebie i swój czas. Bycie samemu wcale nie jest źle. Nie bierz nadgodzin by czymś zająć czas a nie być samotną. Wróć do domu włącz film. Zrób sobie coś pysznego. Zrób paznokcie. Nawet znajdź hobby. Zajmij się sobą. I szanuj swój czas i siebie. Nie szukaj poklasku ani aprobaty innych. Najpierw polub i pokochaj siebie. Co prawda ludzie wtedy jeszcze bardziej będą zawistni ale przynajmniej będziesz wiedziała za co. Bo my mili i pomocni nie rozumiemy dlaczego ludzie nas nie lubią. Trzymaj się :)

Czaroit Odpowiedz

Psychiatra i psycholog - do odstrzału.
Co do pracy. Jeśli robisz nadgodziny za darmo i nawet nie kwękniesz, nic dziwnego, że współpracownicy Cię nie lubią. W ich oczach wychodzisz na taką, co dupę liże szefostwu. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby uważano Cię za donosicielkę, przy której lepiej milczeć, bo zaraz poleci z ozorem do kierownika.

A co ciekawe, kierownictwo takich spolegliwych ludzi też nie lubi. Patrzy na nich z pogardą i uważa ich za bezwartościowych pracowników. I nie ma żadnego znaczenia, że być może ta osoba tyra jak wół i sama trzyma cały dział w kupie. Fakty naprawdę nie mają tu żadnego znaczenia.Czasem dopiero po wywaleniu delikwenta na zbity pysk okazuje się, że nikt poza nim nie ma pojęcia, co się w firmie dzieje.

Problemem jest całkowity brak granic, jak ktoś Ci tutaj słusznie napisał. Zero szacunku do samej siebie. Ale to wszystko można zmienić, nigdy nie jest za późno na zmianę. Za kilka lat możesz być zupełnie inną osobą, jeśli tylko zechcesz.

Polecam kanały na you tube "Psychologia relacji", "Alex Barszczewski", "Okolice ciała".

Simonini Odpowiedz

Jak sama siebie traktujesz jak śmiecia, to co się dziwić innym. Nikt nie szanuje takich ludzi, jak wgl możesz coś takiego robić? Każdy będzie tobą gardził, jak sama wystawiasz się na takie gówno.

dstock Odpowiedz

Mam tak samo przez całe życie. W rodzinie bliższej i dalszej, u znajomych oprócz tych w pracy, z którymi też rzadko gadam. Po prostu się do tego już przyzwyczaiłem. Mi zawsze mówili, że żyje w swoim świecie, chyba tylko żeby zrzucić z siebie odpowiedzialność że nie chcą się ze mną zadawać.

Tylko, że jest taka jedna rzecz, jestem facetem ale z wyjątkiem krótkich włosów za grosz nie mam męskich rysów. Podejrzewam po 30 kilku latach że to właśnie jest problemem i że podobne problemy mają kobiety które mają bardziej męskie rysy twarzy zwłaszcza te otyłe.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie