#oRzsj
Przez to wszystko ja zdecydowałam się na 3/4 etatu, by móc ogarnąć dom i zająć się dziećmi. Ale jak to w korporacji, obowiązków mam na cały etat i muszę się z tym wyrobić do 14, bo potem obiad, przedszkole, place zabaw czy zajęcia dodatkowe. Do wieczora cały czas w biegu, nie mam paru minut dla siebie.
Dzieci jak to dzieci, czasem nie słuchają i nie ma znaczenia, ile razy proszę o coś, wystarczy, że tylko trochę podniosę głos, to mąż od razu się uaktywnia z „nie krzycz na dzieci”. Takie teksty działają na mnie jak płachta na byka, bo reaguje jakby to co robię było najgorszym możliwym przewinieniem, równocześnie nigdy nie zwróci uwagi dzieciom, żeby mnie nie ignorowały itd. Generalnie mam wrażenie, że wszystko co zrobię jest poprawiane i krytykowane, a nigdy pochwalone czy docenione. To nie jest tak, że on nic nie robi, bo sprzątanie spada głównie na niego, bo ja już się wycofuję, wiedząc, że i tak to co zrobię będzie niewystarczające.
Ostatnie tygodnie jest mi mega ciężko, złapałam jakiegoś doła i nie mogę się ogarnąć. Wielokrotnie wspominałam mężowi, że czuję się niekochana i osamotniona, że brakuje mi czułości, że nie pamiętam kiedy ostatni raz mnie pochwalił, ale wtedy on milknie. Wiem, że rozmowy o uczuciach sprawiają mu problem, ale czy to normalne, że nie mogę polegać na mężu? Czy ja mam za duże wymagania, by najbliższe mi osoba mnie przytuliła czy wykazała się minimalną inicjatywą, by zrobić mi przyjemność? On potrafi to robić w stosunku do dzieci, ale nie wobec mnie. Naprawdę się staram, ale już nie wiem co mam robić…
Porozmawiaj szczerze z mężem (ważne, abyście byli sami, mieli czas, a przede wszystkim rozmawiajcie spokojnie!), powiedz mu o wszystkim co zawarłaś w tym wyznaniu lub po prostu mu je pokaż. Może zaproponuj jakąś terapię, skoro nie potrafi rozmawiać o uczuciach? Jeśli oboje jesteście dojrzali, to myślę, że dojdziecie do porozumienia.
A tak swoją drogą, to jeśli mężowi nie podobają się Twoje metody wychowawcze, to niech wprowadzi swoje. Najłatwiej jest oceniać, gdy nic się nie robi.
Ogólnie to smutno się czyta to wyznanie, trzymaj się <3.
Przygotować się na ewentualny rozwód w przyszłości i zabezpieczyć finansowo, bo on dalej będzie dobrze zarabiał i inwestował, ale przeznaczy to dla siebie i może coś tam dla dzieci, a tobie tego czasu, kiedy ty nie mogłaś się rozwijać i zajmowała się domem nikt pieniężnie nie wynagrodzi.
Dokładnie. Facet zarabia to by się dorobić w życiu, a nie żebyście mieli razem lepiej. Jeśli zależałoby mu na waszej wspólnej przyszłości to mielibyście razem poprawiać wasze finanse. Bo wiesz, mąż umrze w wieku 45lat (zawał z przepracowania) i co zrobisz? Co Ci da jego wysokie stanowisko?
To wzrasta latami. Mam tak samo z jednym wyjątkiem bo mój mąż to nic kompletnie nie sprząta. Nauka, obiady, odwozenie dzieci, pilnowanie wydatków, rachunków, ogólnie wszystkiego w domu to ja. On chodzi do pracy a jak wraca idzie do garażu "pracować". Tak to już jest. Niestety. Twierdzi, że nikogo nie chce innego. Tylko, że to ja go nie chce przytulać. Zawsze to ja muszę wychodzić z inicjatywą. Kiedyś się bawiliśmy. Były klepniecia w tylek, laskotki. Teraz go to denerwuje ale też dopytuje dlaczego go nie przytulam. Zawsze ja wychodziłam z inicjatywą a teraz już mi się nie chxe. Zawsze pytałam co tam w pracy. A on nie miał takiej potrzeby. A jak mimo to chciałam opowiedzieć mój dzień to mówił "byle szybko bo nie mam czasu". A za chwilę w garażu słyszę jak rozmawia w najlepsze z kolegami przez telefon...
Zacznij od siebie, zadbaj o siebie, wyznacz granice, sprobuj znaleźć coś swojego, choćby małego. Z dziećmi i praca to nie jest łatwe, ale tez nie niemozliwe
Powiem ci że u nas jest odwrotna sytuacja. Ja gotuję, sprzątam, mąż też. Wiadomo, ja robię więcej kobieca ręką. Często też mu marudzę czy narzekam i wiem, że mam problem z okazywaniem uczuć. Po prostu uważam, że jak ma obiad, czyste ciuchy to nie muszę po tylu latach głaskać go po głowie. Jeden ma takie podejście do uczuć, a ktoś inny, ma inne potrzeby. Staram się dla niego wyciągać rękę i go chwalić itp, ale nie jest mi łatwo, ale skupiam się, że jemu przez to poprawia się humor :) pozostaje rozmowa i otwarte wyrażenie swoich potrzeb. To, że nie przytula cie non stop, nie znaczy, że cię nie kocha :)
kurde, może babę ma?
szkoda, tylko że burzy Twój autorytet przy dzieciach. To bardzo źle, że zwraca Ci uwagę w ich obecności.
Zrob sobie gorący kubek