Mój dziadek podczas II wojny światowej mieszkał w Łodzi i jako młody chłopak pracował dla Niemców mieszkających na terenie Polski, aby nie zostać wywiezionym do obozu koncentracyjnego. Praca była bardzo ciężka, pracował w prywatnym zakładzie masarskim od świtu do zmierzchu, 6 dni w tygodniu. Oczywiście za darmo. Niemka wykorzystywała jak tylko mogła to, że ma dobrego i sumiennego pracownika pracującego ponad siły. Dbała wyłącznie o swoje interesy, więc jedyne, czego nie można było jej zarzucić, to dawanie pieniędzy na tramwaj (aby jakoś dojechał do tej pracy) oraz jedzenie dla dziadka. Jeść dawała bardzo dobrze, dziadek mógł jeść ile chciał, czasem dojadał jeszcze w trakcie pracy. Dawała też jedzenie na niedzielę (tyle dobroci, prawda? musiał przecież dożyć poniedziałku). Poza tym niestety nic z tego nie miał. W domu zaś była jego malutka siostra oraz matka, którą wraz z bratem musieli jakoś nakarmić.
Wtedy często wymieniało się na jedzenie. W związku z tym dziadek podkradał to co mógł ze swojej pracy, kiedy jego pracodawczyni nie widziała. Na przykład owijał sobie nogi pętami z kiełbasy, mięsem. Robił tak wielokrotnie, przez długi czas i za każdym razem ryzykował życiem. Bo za takie zachowanie było od razu zesłanie do obozu koncentracyjnego.
Najbardziej bał się, gdy siedział i jadł w kuchni u Niemki, a tam pod stołem bawił się jej syn. Gdyby przypadkiem wymacał, wywąchał cokolwiek, to prawdopodobnie od razu zsyłka do obozu śmierci.
Pracował tam aż do końca wojny, a gdy się skończyła i Niemców wywozili na ich tereny to dziadek, po śmierci męża Niemki poległego na wojnie, gdy została sama z dzieckiem, pomagał jej się jeszcze pakować.
Dodaj anonimowe wyznanie
Aż poczułam ten strach czytając o groźbie zsyłki.Szacunek się należy za podejmowanie ryzyka dla bliskich.
Swoją drogą ciężko mi sobie wyobrazić takie rzeczy w dzisieszym świecie.Niby ludzie zawsze są tacy sami,ale jednak...
W niektórych krajach nadal jest coś podobnego, więc u nas już nie jest tak w cale najgorzej
A co z obozami śmierci dla gejów w Czeczenii? :/ albo z polityką jaką prowadzi Korea... Tam też mają obozy śmierci. Ludzie to z reguły najgorsze potwory na tej planecie.
Jeżeli tylko łakniesz takich wrażeń, to polecam "Pięć lat kacetu" Stanisława Grzesiuka - autobiograficzne zapiski z jego pobytu w trzech obozach, gdzie naprawdę straszne rzeczy są opisane z typowym dla niego poczuciem humoru.
Tam powinni pikietować tęczowi aktywiści w tej Czeczenii, a nie tu gdzie mają jak u Pana Boga za piecem a jeszcze sami nie wiedzą czego chcą.
Właśnie to nazywa się poświęcenie dla rodziny i ojczyzny. Brawa dla Twojego dziadka 👏👏
Panie, gdzie tu poświęcenie dla ojczyzny. Tak czy inaczej dołączam się do braw👏👏👏👏👏
Dla ojczyzny? W dzisiejszych czasach połowa młodych ludzi wyjechalaby za granicę. Dziadek autora został, ryzykować życiem. Nie wiemy czy później lub wcześniej nie walczył za Polskę.
Dla człowieka ważniejsze powinno być jego życie niż narażanie się na śmierć, ale co ja wiem.
Poświęcenie? Ja tu go nie widzę, robił to bo dbał o własny tyłek. Mój dziadek nie pracował ani dla Niemców, ani dla Rosjan. Działał w oddziałach partyzanckich przez co w wieku 17 lat trafił do obozu. To można by nazwać poświęceniem, chociaż to nadal za duże słowo. Praca za jedzenie( i to dobre jedzenie) dla Niemca to nie jest poświęcenie.
Dbanie o siebie to tak ale gdzie tu poswiecenia dla ojczyzny?
To było poświęcenie, bo ryzykował życiem żeby wykarmić rodzinę. Gdyby nie miał ich na karku, to pewnie by działał w ruchu oporu ale co z siostrą i matką?
U mnie w rodzinie nikt nie pracował dla niemców, majątek rodzinny jakoś pozwalał żyć mimo, że większość prapradziadek kazał ukryć, albo wywieźć za granicę. Za to na wojnie walczyli u mnie wszyscy w rodzinie. Nienawiść do szwabów była całkowita i nie było dla nich litości. Czytałem pamiętniki z wojny( u mnie w rodzinie od pokoleń szyscy piszą pamiętniki). Według zapisów pradziadka, czas kiedy wysiedlało się się nazistów za Odrę i mogli ich poganiać , był jednym z najlepszych w jego życiu. Też pomagał im się spakować, tak jak oni jego rodznie jako oficerowi 6 lat wcześniej kazali wziąść walizkę i w 10 min. opuścić dom. Jako ,że znał niemiecki to miał przednią zabawę.
w przypadku mojej rodziny jest tak samo. Nikt bie pracował dla obcych ale wszyscy walczyli o Polskę. Prqca u Niemca to nie jest poświęcenie ttlko dbanie o bezpieczeństwo wlasnego tyłka. Nic więcej. Wszyscy tak się tym zachwycają, ja nie widzę w tym nic wspaniałego.
Uzupełniam, bo niektóre zdania mogły zabrzmieć dwuznacznie. Dziadek miał wtedy 15 lat (młody chłopak, tak jak napisałam) i nie mógł i nie chciał zostawić swojej matki z niemowlakiem na pastwę losu (pradziadek został wywieziony do Niemiec) więc musiał pracować, aby w ogóle przeżyć bo nie mieli żadnego wielkiego majątku. Do partyzantki poszedł, ale dopiero w 44 albo nawet 45 kiedy już miał te 19 lat, czyli właśnie wtedy gdy Niemka Polskę opuszczała, ale wojna jako wojna jeszcze się całkiem nie skończyła (trochę źle napisałam). Nie mam wprawy w pisaniu takich historii, więc przepraszam za wszelkie błędy i niejasności. To nie była bezpieczna "praca", tak jak się komuś wydaje i cały czas było zagrożenie obozem koncentracyjnym. Oczywiście każdy może stwierdzić, że to była zła decyzja, że powinien zrobić inaczej, nigdy nie wiadomo co w perspektywie okaże się "lepsze". Jedno wiem - chciał dobrze dla rodziny. Rozumiem i dziękuję za komentarze :).
Ciekawe, syn zamiast psa do wąchania żarcia!
Twój dziadek żył w realiach nazizmu, być może bardzo się bał i być może był bohaterem swojej rodziny. Na pewno był zaradny i potrafił zadbać o interesy swoich najbliższych. Jednak wiedz, że nie zrobił niczego dla ojczyzny, wręcz przeciwnie. Kiełbaski które produkował nie były przeznaczone dla Polaków. Jeśli istniały przesłanki do uwięzienia i tego się bał, to wzorem tysięcy innych Polaków powinien włączyć się do czynnych partyzantów i z nimi walczyć przeciwko okupantom. Niestety, twój dziadek zamiast tego zgłosił się do pracy na rzecz rzeszy, ale czy dlatego, że pomagał obrońcom? Czy kogoś ukrywał? Czy działał w dywersji? Nie, on zwyczajnie zesrał się ze strachu i zrobił wszystko, by by jego rodzina przetrwała nie licząc się przy tym co stanie się z jego krajem i tożsamością narodową.
Świetne wyznanie o odmiana od tych durnych.
Nie każdy potrafiłby tak się poświęcić! Autor powinien być bardzo dumny ze swojego dziadka :) Cudowny człowiek!
Mieszka się na łodzi
Ech. Myślałem że się ożenili ;_; Tó macz anonimowe
Też tak myślałam