Nie potrafię zasnąć bez kota. Dopiero jak poczuję, że leży obok robię się spokojna, odwracam się w jego stronę, łapię za łapkę i zasypiam.
Mam 23 lata.
Obecnie pracuję na terenie Niemiec.
Gdy mijam na ulicy jakiegoś staruszka, zastanawiam się, ile lat miał w czasie wojny, czy walczył, czy mordował Polaków. Czy brał w ogóle udział w tych wydarzeniach.
Będąc w Polsce i widząc jakąś starszą babcię, zastanawiam się, w którym roku się urodziła i jak udało jej się przeżyć te okropieństwa.
Do tej pory w wieku 21 lat miałem jedną dziewczynę, która tylko przez parę miesięcy się zabawiła. Od tamtej pory, czyli 2 lat, nie umiem się pozbierać. Nigdy nie umiałem zagadywać. Zawsze byłem totalnym przegrywem. Już się pogodziłem z tym, że zawsze będę sam do końca życia.
Niedawno sprawiłem sobie ulgę przed komputerem, myśląc, że nikt mnie nie widzi. Byłem w błędzie, bo okno nie było w pełni zasłonięte i wydaje mi się, że przez górną część podglądała mnie sąsiadka. Z początku było mi wstyd, ale w jakimś stopniu było to podniecające. Nie wiem, jak się zachować teraz. Czy zasłaniać się całkiem, czy jednak zostawiać małe pole do podglądania. Moralna zagwozdka.
Wiecie co? David Goggins kazał mi to napisać.
Miałam w życiu ciężko, domowe kłótnie od małego na mnie mocno oddziaływały. Matka wpadała w błędne koło – spokój i radość, potem awantura, potem ciche dni, a potem przepraszanie i „zapominanie” o sprawie. I tak cały czas. Na młodą osobę to oddziałuje, ja nie zapominałam, ukrywałam to w sobie. No bo komu powiem i co? Rodzice się kłócą, ciągle awantury i płacz. I co? Jak powiem, to rozwali się cała rodzina, nie daj Boże odbiorą nas rodzicom. A w domu zazwyczaj jest normalnie. Pomijając pojedyncze momenty. Zostały 2 lata i wyjadę na studia. Trzeba te 2 lata wytrzymać. Kocham moją mamę i tatę, nie chcę problemów. Oni też mnie kochają, tylko mama czasem zagubi siebie i wpadnie w zły stan. Jej też jest ciężko i trudno czasem, a to jej sposób wyładowania się. Zły, wiem. Ale taki ma charakter i problem ze sobą, uważa, że zawsze ma rację i robi problemy z niczego. Ma dobre serce, ale czasem boli mnie to, że przejmuje się tragediami innych ludzi, przelewa pieniądze na fundacje, a nie widzi, jaką krzywdę potrafi wyrządzić mi i rodzinie.
Poszliśmy na terapię dla par i moja szanowna kobieta myślała, że jak się rozpłacze przed panią psycholog, to ta zaraz na mnie siądzie i razem będą mnie ustawiać do pionu. Jakież było jej zdziwienie, kiedy pani psycholog zaczęła wytykać jej błędy. Moja kobieta wyszła stamtąd ogromnie poirytowana i stwierdziła, że trzeba poszukać innego terapeuty :)
Byłem w układzie z kobietą, miała to być tylko przygoda, sama postawiła sprawę jasno, że szuka tylko przygody. Po kilku miesiącach zakochaliśmy się w sobie. Problem polegał na tym, że ona ma trójkę dzieci z dwoma innymi mężczyznami. Serce podpowiadało, że to ta jedyna, zdrowy rozsądek kazał uciekać. Zdrowy rozsadek wygrał. Piszę to w pełnej świadomości jako facet, ryczę jak dziecko i wiem, że mogę kiedyś żałować. Charakter idealny, ciało zadbane, uwielbia bliskość, seks, a jednak z jakichś powodów jest dwukrotną rozwódką z trójką dzieci. Wiem, że ona też bardzo cierpi.
Mam 23 lata i wstydzę się swojej rok starszej siostry. I szczerze mówiąc, nie wiem, czy to dobrze czy źle.
Moja siostra od gimnazjum była patologiczna. W liceum/technikum (których nie skończyła i zrobiła szkołę dla dorosłych) ciągnęło ją do różnego rodzaju osób z tzw. patologii. Później zaczęły się narkotyki, alkohol, bale do rana przez cały tydzień. Nawet tatuaż sobie u kogoś po alkoholu walnęła.
Ze 3 lata temu przestała brać i nadużywać alkoholu, ale dalej dla mnie jest beznadziejnym człowiekiem. Ze względu na swój wygląd wyrywa chłopaków jak leci (potrafi mieć trzech naraz), byleby ją zaspokoił emocjonalnie, fizycznie, a jak jeszcze materialnie, to ma szansę z nią być nawet z 5 miesięcy.
Pracuję z nią razem w jednym miejscu i często muszę słuchać, jak ludzie się z niej tu naśmiewają albo obgadują (czasem sami mówią, że nie wierzą, że to moja siostra albo że to córka naszego taty). Ona z nikim nie ma dobrych relacji (jedynie ze mną może w ogóle porozmawiać), od każdego czuje się lepsza, mimo że kompletnie nic nie potrafi i po prostu jakoś się w tej pracy utrzymuje. Każdy ma o niej złą opinię, a jeszcze ma taką, że jest do wynajęcia na wieczór (nie wiem, czy tak robi, ale też bym się nie zdziwił).
Już kilka razy zdarzyło mi się zaprzeczyć, że to moja siostra. Z jednej strony bardzo się jej wstydzę, ale z drugiej strony to moja siostra i też się słabo z tym czuję, że kilka razy się jej wyparłem. Jak byliśmy dziećmi, byliśmy zgranym duetem, w gimnazjum ona się odmieniła zupełnie.
Sąsiadka w bloku właśnie pół godziny temu zapukała z zarzutami, że od dwóch miesięcy (mamy styczeń, mieszkam tu od września) nie może spać, bo ja kąpię się o różnych porach, m.in. woda leci o trzeciej czy czwartej nad ranem i teraz (około północy). Dziwnym trafem ja nigdy nie słyszę, żeby ktoś od niej się mył ani używał jakiegokolwiek kranu, tylko słyszę, jak facet wyklina i drze się na dzieciaka za ścianą.
Przepraszam, że się myję i dbam o higienę?
Opowiem Wam o pewnej miłości, która trwa, mimo że nie ma przyszłości.
Mariusza znam od dziecka, Justynę przedstawił mi na początku ich znajomości. Polubiłem ją, z czasem nawet bardzo. Ona mnie też. Ale nigdy nie przekroczyliśmy pewnej granicy, mimo niejednej wspólnej imprezy suto zakrapianej alkoholem. Mijały lata, ich związek się rozwijał, wzięli ślub, mają dziecko. A moje życie uczuciowe to pasmo porażek. I coraz częściej żałuję, że to nie ja spotkałem Justynę pierwszy. Wiadomo, że nikt nie jest idealny, przez lata zdążyłem poznać jej wady i zalety. I ona ma akurat te cechy, które mnie w kobiecie bardzo pociągają, a nie są typowe. Co ciekawe, to co mnie w niej tak kręci, Mariuszowi akurat przeszkadza. On w niej widzi coś innego. Poza tym jest niesamowicie seksowna. Nieważne, że ma kilka nadprogramowych kilogramów, nawet gdy widzę ją bez makijażu i w dresie, to i tak muszę odganiać kosmate myśli. Wiem, że byłbym z nią szczęśliwy. Tylko czy ona by była szczęśliwa ze mną? Tego nie wiem i nigdy się nie dowiem. Chociaż czasami zastanawiam się, co by było, gdyby Mariusz zginął w wypadku. Czy wtedy mógłbym go zastąpić? Ale zaraz odganiam takie myśli.
Mariusz jest dla mnie jak brat, nigdy bym mu źle nie życzył. Justynie też nigdy nie powiem o swoich uczuciach, bo ona kocha Mariusza i straciłbym ich oboje. Pozostaje mi cieszyć się ich szczęściem i starać się stłumić to uczucie w sercu. Tylko czasem, gdy sobie puszczę „Z nim będziesz szczęśliwsza” w wykonaniu SDM, łzy mi cisną się do oczu.
PS. Jakiś czas temu odkryłem, że jedna z aktorek kina fikanego jest do Justyny łudząco podobna. Przepraszam, ale nie powiem która, bo możliwe, że ktoś z naszych znajomych też to odkrył i wyznanie nie będzie już anonimowe.
Dodaj anonimowe wyznanie