Jako dziecko uwielbiałam jazdę na rowerze.
W okresie dojrzewania podczas jednej przejażdżki odkryłam, że ocieranie się po siodełku jest mega przyjemne. Tak się w tym zatraciłam, że nie zauważyłam, że jakiś facet stoi obok płotu i mnie obserwuje.
Jego miny nigdy nie zapomnę.
Lubię anonimowość – dosłownie. Kiedy nadchodzą mrozy, zdejmuję okulary i wychodzę z domu w innych ciuchach niż zwykle (kurtka wojskowa, spodnie moro), a na twarz zakładam kominiarkę (czarną, z dziurami na oczy i usta). Nawet znajomi mnie nie rozpoznają. Ludzie gapią się na mnie jak na wariata, a ja się tym nie muszę przejmować i mogę patrzeć im prosto w oczy. Udaję, że strzelam z palców, tańczę na ulicy, przybijam piątki, rzucam śnieżkami, posyłam całusy dziewczynom i robię dziwne miny, jak ktoś się za długo na to gapi.
To forma radzenia sobie z własną nieśmiałością – boję się bycia ocenianym przez innych i jestem na to wrażliwy, więc zawsze starałem się robić wszystko jak trzeba i jak wypada, na tip-top, aż w końcu w wieku 22 lat postanowiłem to przewalczyć. Chyba pomaga :)
Trzymajcie kciuki... i nie bójcie się spotkanych wariatów w kominiarkach, a przynajmniej nie wszystkich :D
W wakacje pracowałam sobie na parkingu w miejscowości, gdzie ludzie szli na popularny szlak górski – dbałam o ustawienia samochodów, pomoc w parkowaniu, pobieranie opłat itp.
Pewnego dnia przyjechała rodzinka i już podchodzę do nich, aby poinstruować kierowcę, by bliżej dostawili samochód do innego. Pan kierowca powiedział: „Dzi-dzi-dzień dobry” i przy tym zrobił dziwną miną. Spojrzałam na jego nogi – zdrowe, więc w swoim zamotaniu automatycznie uznałam, że on pewnie jakiś upośledzony albo chory, może ma zespół Tourette'a czy coś w tym stylu. Jako że chciałam być miła, powiedziałam mu, że miejsca dla niepełnosprawnych mamy troszkę niżej...
Pan kierowca i jego dzieci zrobili wielkie oczy, a ja po krótkim przeanalizowaniu sytuacji dostałam rumieńca wstydu i zażenowania, że powiedziałam tak do zdrowego człowieka. I mi, i jemu zrobiło się głupio.
W każdym razie chciałam dobrze i dostałam nauczkę, żeby nie być nadgorliwym.
Umówiłam się z przyjaciółką na pieczenie świątecznych pierniczków. Ogólnie uwielbiam to, jest z tym dużo śmiechu, no i można posłuchać dobrej muzy. Byłyśmy umówione na konkretny dzień, ale nie na konkretną godzinę, tak aby zdążyć przed wieczorną świąteczną posiadówą, taką à la wigilią. Koleżanka się nie odzywała, o której robimy, więc sama do niej przyszłam. A ona już robiła pierniczki z koleżanką, która do niej wpadła, i nawet nic mi nie powiedziała...
Jest mi wstyd, bo mam 23 lata, a to mnie zabolało. Nie mam zbyt dużo znajomych i nie wiem, czy to normalne, czy przesadzam.
Jestem otyła. Bardzo. Moje BMI wynosi powyżej 40. Co w tym anonimowego? To, o czym powinno się mówić głośno, zamiast bagatelizować problem.
Chodziłam od lekarza do lekarza, z różnymi dolegliwościami. Bezsenność w nocy, nadmierna senność w ciągu dnia. Wypadanie włosów, lęki, depresja. Rozwiązanie od lekarzy było jedno: „schudnie pani, to minie”. No to kilka lat temu poszłam do dietetyka, potem kolejnego. Pięć posiłków dziennie, aktywność fizyczna. Im więcej ćwiczyłam, im bardziej trzymałam się pór jedzenia, tym bardziej tyłam. I kolejne „kłamie pani, jakby pani jadła sałatę, to by pani schudła”.
Mój stan zdrowia się pogarszał, w ostatnim czasie tyłam wręcz tak dużo, że musiałabym jeść i nic więcej nie robić – 12 kilogramów w 5 tygodni. Lekarz zaproponował operację bariatryczną, żebym przestała tyle jeść. Tłumaczę jak krowie na rowie, że ja nie jem tyle, żebym potrzebowała operacji. „Przecież widzę, jak pani wygląda, proszę przestać kłamać, zwyczajnie się pani obżera”. Kolejne załamanie. Nie wiem, co jest, co ja już mam jeść, skoro wszyscy twierdzą, że jem jak świnia i dlatego jestem gruba? Kolejne ćwiczenia, trener na siłowni mocno dorzucił. Ciężko trenowałam. I jeszcze bardziej przytyłam. Znowu wmawiano mi, że żrę więcej, bo sobie rekompensuję ćwiczenia.
Jestem weganką. Produkty, których używam, są ekologiczne. Nie jem śmieci od wielu lat, również z przyczyn światopoglądowych.
Przypadkowo miałam kontakt z lekarzem, którego zainteresowało to, co mówię. W sytuacji całkowicie prywatnej, nie służbowej. Mimo że przyjmował tylko prywatnie, nie wziął ode mnie ani grosza.
Co się okazało? Ćwiczenia tak intensywne przez lata szkodziły mi, pięć posiłków dziennie pogarszało mój stan zdrowia. To, co jadłam, zamieniało się w tłuszcz. Poziom kortyzolu niewiarygodnie wysoki, hiperinsulinemia, hashimoto. Lekarz zalecił dwa duże tłuszczowe posiłki dziennie i ograniczenie aktywności fizycznej do spacerów. Póki co bez leków, żeby zobaczyć, jak moje wyniki się zmienią przy prawidłowych dla mnie zaleceniach. Miesiąc i schudłam 10 kilogramów, jedząc 2600 kcal dziennie. Wcześniej jadłam 2000 kcal i mocno tyłam.
Piszę to, bo widzę, jak patrzy się na ludzi otyłych. Słyszę obelgi i wmawianie, że to od nadmiernego jedzenia. Nie każdy taki jest. Gdybym posłuchała lekarza i zdecydowała się na operację, tylko pogorszyłabym swój stan zdrowia.
Zanim ocenicie kogoś tylko przez pryzmat wagi, zastanówcie się. Są różne choroby, o których ludzie nie wiedzą. Tyją i słyszą tylko, że to przez złą dietę. Nie zawsze tak jest. Warto zapytać i zasugerować badania, jeżeli ktoś „tyje z powietrza”, bo może się okazać, że tak małe zmiany mogą zmienić tak wiele.
Byłam na święta u rodziców i postanowiłam odwiedzić przyjaciółkę. Moi rodzice mieszkają jakieś 500 m od centrum miejscowości, więc umówiłyśmy się tak, żebym wracała kiedy będzie jeszcze dość jasno.
W drodze powrotnej jakieś 50 m przede mną szedł mężczyzna w długim płaszczu. Obydwoje szliśmy dość szybko, ale on w pewnym momencie obejrzał się i zaczął wręcz podbiegać. Nawet pomyślałam sobie „rosły chłop, a się chuchra 160 cm boi”. Po chwili mężczyzna zszedł na pobocze, zarzucił płaszcz na głowę, ściągnął spodnie i kucnął w wiadomym celu. Przystanęłam na chwilę i stoję jak słup, nie dowierzając własnym oczom. Tymczasem nic nie zapowiada, żeby pan miał kończyć, a robi się coraz bardziej ciemno. Przeszłam na drugą stronę ulicy, minęłam pana, nie patrząc w jego stronę i poszłam do domu. Pozostała tylko refleksja na przyszłość, że po twarzy poznałby każdy, po d*pie raczej nikt.
Lubię dziewczyny ze skazami.
Nie mówię tu o charakterze, wolę się nie spotykać z manipulantką albo zołzą. Za to wszystkie wady ciała niesamowicie mi się podobają, zaczynając od znamion, blizn aż do zniekształceń czy innych skrzywień.
Takie o, moje małe dziwactwo :)
Gdy byłam mniejsza, wytworzyłam teorię na temat telewizji. Dość długo wierzyłam, że filmy to nagrania z ukrytej kamery normalnych ludzi i po prostu te ciekawsze trafiają do telewizji. Pewnego dnia odkryłam stronę dla dorosłych i jak to każde trochę starsze dziecko, byłam ciekawa swojego ciała. Podczas oddawania się swojej pierwszej przyjemności przypomniało mi się, że przecież ukryte kamery mogą mnie nagrywać i puścić to w telewizji. Byłam tym tak przestraszona, że codziennie spędzałam dość sporo czasu na szperaniu w internecie i upewnianiu się, czy nigdzie nie ma filmiku ze mną.
Mój chłopak i jego kumple mało nie podusili się ze śmiechu, oglądając film. Film, na którym zmieszana próbuję śpiewać na występie przed całą szkołą i rodzicami.
Cała niezręczność sytuacji polegała na tym, że z przerażenia na scenie posikałam się w spodnie – przed wszystkimi.
Dzięki za udostępnienie mu tego filmu... MAMO!
Zawsze kiedy w szkole organizowana była wycieczka, mówiłam, że nie chcę na nią jechać, ewentualnie, że wolę mieć parę dni wolnego. Tak naprawdę moi rodzice nie chcieli mi na nie dawać pieniędzy, bo uważali, że nie ma sensu, żebym na nie jechała, bo i tak nic nie zapamiętam. Właściwie to tak było, odkąd pamiętam, czyli klas 1-3 podstawówki.
Teraz wiem, że przy małej wypłacie i pracującym jednym rodzicu taki wydatek rzędu paru setek złotych to mógł być problem, ale w szkole było mi strasznie przykro, kiedy wszyscy później wspominali i się śmiali, a ja po prostu siedziałam cicho w klasie.
Takie nastawienie do „oszczędzania” na wycieczkach czy innych „niepotrzebnych” akcjach tak we mnie wsiąkło, że nawet na swoją studniówkę nie poszłam, choć bardzo chciałam. Nasza sytuacja materialna się poprawiła (nastawienie rodziców też) i nie byłby to problem, żebym gdzieś pojechała, ale nie mogę wyrzucić takiego myślenia z głowy – po co tyle wydawać na jedną noc itp.
Dodaj anonimowe wyznanie