Dostałam prezent w postaci vouchera na lot paralotnią z instruktorem. Koleżanka wpadła na taki pomysł, wiedząc, że mam lęk wysokości. I jeszcze udawała głupią: „Ty masz lęk wysokości? Kurczę, a ja cały czas myślałam, że masz przed pająkami”. No ale dobra, myślę, spróbuję, może być fajnie. No i nadszedł ten dzień. Ach, no i powiem Wam! Można było delektować się przepięknymi widokami, można było otworzyć zmysły na zupełnie nowe doznania, poczuć się jak sokół wędrowny, jaskółka albo dron. Można było... Tyle że tuż po tym, jak się rozpędziliśmy i straciłam grunt pod nogami, momentalnie się zesrałam. Ale nie, że coś tam popuściłam lekko, poszedł ogień jak ze smoka. No i wszystko co z tego pamiętam, to moje myśli, jak tu zwiać po wylądowaniu, bo czekała na mnie moja rodzina z kamerą i telefonami oraz koleżanka, by mnie wyściskać...
Nie zauważyli, na szczęście. Ale mama coś ostatnio przebąkuje, że teraz może czas na spadochron. Nigdy w życiu!
Dodaj anonimowe wyznanie
Mam lęk wysokości. Dlatego nie latam paralotnią, balonem, nic skaczę na bungee.
Tak robią ludzie z tym lękiem.
Ktoś z lękiem wysokości podczas takiego lotu nie myślałby o kamerach, znajomych i osranych gaciach.
Na Twoim miejscu ponownie bym przemyślała relację z taką koleżanką. A jak ona ma arachnofobię, to w rewanżu za voucher kup jej tarantulę.
Taką sztuczną, ale o realistycznym wyglądzie. Może być zdalnie sterowana, w celu zrobienia lepszego wrażenia.
To skoro masz lęk wysokości to nie zgadzaj się na takie "atrakcje" i tyle. Chyba że jesteś masochistką
Skoro uśmiechałaś się do kamery to wszyscy myśleli że jednak się przełamałaś. Ale skoro już sie na to zdecydowałaś to nie taki duży ten lęk, inaczej byłabyś sparaliżowana albo nawet straciłabyś przytomność ze strachu.