#Ffw8N

Krótko o tym, jak karma powraca.

Kiedyś śmiałem się z osób, które noszą okulary. Niedługo później sam musiałem.
Długo też czułem niechęć do otyłych ludzi. Dzisiaj sam ważę 150 kg przy wzroście 213 cm (kawał chłopa ze mnie ;)).
Ostatnio dziwiłem się, jak można rozbić szybkę telefonu, upuszczając go... Dziś mi się udało.

#LF9uf

Gdy miałam może z 5-6 lat, wiedziałam, że istnieje takie coś jak seks, ale nie miałam pojęcia na czym polega. Myślałam, że gdy kogoś się pocałuje, zachodzi on w ciążę (bez znaczenia jakiej jest płci).
Pewnego dnia moja młodsza siostra pocałowała mnie w usta. Uznałam więc, że jestem w ciąży. Wiedziałam, że jako dziecko nie mogę urodzić dziecka. Postanowiłam dokonać aborcji, choć wtedy jeszcze nie znałam tego określenia. Wiedziałam, że w ciąży nie można pić alkoholu, więc poprosiłam tatę o alkohol (to była lemoniada, ale ja myślałam, że to był alkohol). Tata dał mi ten „alkohol”, a ja poszłam do pokoju. Położyłam się brzuchem na takiej dużej piłce do skakania. Piłam ten „alkohol”, płacząc i mocno wbijając brzuch w piłkę.

I tak właśnie zabiłam to dziecko. ;)

#v81Pj

Ostatnio u mnie w domu dzieją się dziwne rzeczy.

Przedwczoraj wieczorem jak już leżałam w łóżku, usłyszałam jakieś kroki na schodach, poszłam to sprawdzić z myślą, że to pewnie kot chce mnie obudzić, żebym dała mu jeść. Nie myliłam się, na schodach stał wpatrzony we mnie kot. Po nakarmieniu pupila poszłam dalej spać, a kotek poszedł razem ze mną. Kiedy już się ułożyłam, znów usłyszałam kroki, tym razem to nie był kot, który spał tuż przy mnie w swoim kocim łóżku. Nie ukrywam, wystraszyłam się, no bo niby kto chodziłby mi po domu, zwłaszcza że drzwi zamknęłam, a nikt oprócz mnie nie ma kluczy. Na schodach nikogo nie było. W końcu udało mi się zasnąć. Rano jednak zauważyłam brak kota – znalazłam go na szczęście, był cały przerażony i skrywał się pod moim łóżkiem.
Następnej nocy, czyli wczoraj, usłyszałam, jakby ktoś chodził po pokoju obok mojego i jakieś rzeczy przekładał na inne miejsca. Kot znowu był pod łóżkiem. Bałam się sprawdzić, skąd są te odgłosy chodu, ale jednak czułam, że muszę tam pójść, bo nikt nie będzie mnie straszył we własnym domu. Nikogo nie było.
Rano zobaczyłam, że różne przedmioty zmieniły miejsce oraz na puszystym dywanie są wklęsłe ślady wielkości buta.

Boję się... boję się, co będzie dzisiaj.

#2jJvS

Opowiem wam o tym, jak prawie zniszczyłem małżeństwo moich rodziców. Miałem wtedy jakieś 8-9 lat. 
Pod nieobecność mamy i taty często buszowałem sobie po domu i zaglądałem do różnych szafek. Wiadomo, dziecięca ciekawość i chęć znalezienia różnych skarbów często ciągnęła mnie do ich sypialni. To tam w małej szufladce znalazłem to dziwne coś. A właściwie całą masę dziwnych cosiów. Owe cosie zapakowane były w małe, kwadratowe sreberka. W środku znajdowały się balony. I to jakie wytrzymałe! Można je było dmuchać, nalewać do nich wody, a nawet zakładać je sobie na głowę. I tak też co jakiś czas wędrowałem do sypialni rodziców i podbierałem po kilka takich gadżetów. Potem z kumplami robiliśmy z nich różne rzeczy, na przykład do nadmuchanego balona przywiązywaliśmy ludzika GI-Joe i zrzucaliśmy go z wieżowca. No ubaw po pachy!
Tymczasem zauważyłem, że sytuacja pomiędzy moimi rodzicami zaczęła się nagle pogarszać. Mama robiła wrażenie obrażonej na tatę, który z kolei robił minę zbitego psa i coraz częściej wychodził z domu, aby spotykać się z kumplami. Do dziś nie wiedziałbym o co chodziło, gdyby nie moja wścibskość. Bezczelnie podsłuchałem kłótnię mamy z tatą. Moja rodzicielka sugerowała, że ojciec ma kogoś na boku i że to na pewno ta jego koleżanka z pracy, i że jest tchórzem, bo nie chce się przyznać do swojego romansu i że ona ma tego dość i wyprowadza się do mamy razem ze mną... Jak wywnioskowałem z dalszej części monologu mojej matuli, naczelnym dowodem w tej sprawie miały być notorycznie ubywające „kondomy” z nocnej szafeczki. Szybko połączyłem fakty i doszedłem do wniosku, że mowa o tych śmiesznych balonikach, z których to ostatnio razem z kumplami zrobiliśmy fantastyczną procę. Żebyście wiedzieli, jaki skubana miała zasięg... I kiedy oni kłócili się nieświadomi tego, że ich podsłuchuję, postanowiłem po raz pierwszy zachować się jak prawdziwy facet. Z hukiem energicznie otwieranych drzwi i z pewnością siebie godną bohatera kina akcji wszedłem do ich pokoju, raźnym krokiem wszedłem na jego środek, spojrzałem na mamę, spojrzałem na tatę, zacisnąłem pięści, uniosłem wysoko głowę i... rozbeczałem się jak dziewczynka. Kiedy trochę opanowałem swój szloch, ciągle jeszcze pociągając nosem opowiedziałem o mojej małej fascynacji „balonikami”. Rodzice byli w takim szoku, że nawet zapomnieli mnie zrugać za to, że bezprawnie grzebałem w ich rzeczach. Najważniejsze jednak, że konflikt został zażegnany. 

Teraz mam 32 lata. Do dziś mój starzec przy każdej możliwej okazji wspomina mój bohaterski gest obrony rodzinnego ogniska.

#U904n

Dziesięć lat temu miałam chłopaka, nie miał on wad, lecz nie pasowaliśmy do siebie. On był fanem piłki nożnej, a mnie piłka nudzi i usypia. Chciał oglądać wszystkie mecze ulubionej drużyny, a one leciały często wtedy, kiedy mieliśmy czas się spotkać, więc kończyło się na tym, że on oglądał, a ja w drugim pokoju czytałam książkę albo zasypiałam przy meczu. Inny przykład – kocham książki i na ich temat rozmawiać, a on czytać nie lubił wcale. Nawet jak chciałam mu opowiedzieć, co przeczytałam, to widziałam, że jego to nudzi, choć starał się słuchać. Muzyki też słuchaliśmy zupełnie innej, inne filmy nas interesowały, nawet co do wakacji nie mogliśmy się dogadać, bo ja kocham gorące klimaty, a on wolał Islandię. Jednocześnie był naprawdę dobrym, empatycznym człowiekiem o wielkim sercu. Dlatego, gdy postanowiłam z nim zerwać, to było to dla mnie bardzo trudne. Wiedziałam, że gdy powiem mu prawdę, to będzie w stanie zrezygnować dla mnie ze swoich zainteresowań, a mi nie o to chodziło. Ja po prostu potrzebuję być z kimś bardziej do mnie podobnym (obecnie jestem w takim związku i jestem szczęśliwa). Nie miałam odwagi powiedzieć mu, jaki jest prawdziwy powód zerwania, wymyśliłam więc głupią wymówkę. Co ważne, mieszkam za granicą, chłopak mieszkał w innym mieście, a do mojego przyjeżdżał tylko ze względu na mnie. Powiedziałam mu, że muszę wracać do Polski, bo mój tata zachorował na raka, jest w ciężkim stanie i muszę przy nim być. Oczywiście to było kłamstwo, mój tata był zdrowy, a ja nie zamierzałam wracać do Polski. Wiedziałam, że do mojego miasta na pewno więcej nie przyjedzie, więc nigdy się nie spotkamy i kłamstwo ujdzie mi na sucho. Wtedy powiedział, że choć mój wyjazd łamie mu serce, to chce mi dać wszystkie swoje oszczędności, których miał około 30 tys. funtów, żeby pomóc w leczeniu mojego taty. Odmówiłam, bo może i jestem kłamcą i tchórzem, lecz nie jestem złodziejką.

Pięć lat później karma wróciła w najgorszy możliwy sposób. U mojego taty wykryto raka, zmarł po pół roku, cierpiał do samego końca.

Dwa lata po rozstaniu z tamtym chłopakiem poznałam mojego obecnego męża, tylko dzięki niemu przetrwałam chorobę i śmierć taty. Ale myślę czasami o tym chłopaku sprzed 10 lat. Mam nadzieję, że życie mu się ułożyło i jest szczęśliwy. Zasługiwał na szczęście. Naprawdę był tym legendarnym człowiekiem, który „zasługuje na kogoś lepszego”. Żałuję, że nie byłam z nim wtedy szczera i wymyśliłam tak głupie kłamstwo. Na prawdę też zasługiwał. Ale byłam młoda i niedojrzała, dopiero zaczynałam studia i nowe życie za granicą, a on był moim pierwszym chłopakiem. I z jednej strony staram się myśleć racjonalnie, że tamta sytuacja nie miała prawa mieć wpływu na chorobę mojego taty, ale z drugiej... kto wie, jak działa Wszechświat?

#CDLbc

Uciekłem w świat seriali, żeby nie myśleć o swoim nieudanym życiu. Aktualnie oglądam „Wikingów” i wszystko było dobrze, moja głowa zapominała na chwilę o wszystkim i skupiała się na serialowych przygodach, aż w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że gdybym żył w tamtych czasach, nie mógłbym być wielkim, charyzmatycznym wikingiem zdobywcą, ale byłbym co najwyżej czyimś niewolnikiem i znaczyłbym mniej niż koza. Nie mogę pozbyć się tej dołującej myśli.

#KOsh0

Ostatnio wracając do domu już późniejszym wieczorem, postanowiłam skrócić sobie drogę o parę minut i przejść skrótem – ciemną, leśną uliczką. Nie było to najmądrzejsze posunięcie, ale wizja szybszego powrotu pod kołdrę z ciepłą herbatą jednak kusi. No i tak idę, przy okazji rozglądając się za siebie, przed siebie, w górę i pomiędzy drzewa otaczające drogę z obu stron. Nic to, zanim zdążyłam się zorientować, za zakrętem ujrzałam grupę rdzennych mieszkańców blokowisk, dumnych posiadaczy trzech pasków na dresie i gładkich czach świecących jaśniej niż moja przyszłość. Ja widzę ich, oni widzą mnie. Przewalone, już się nie wrócę. Przyspieszyłam kroku, wbiłam wzrok w ziemię i tak idę, przecież wcale nie muszą mieć wrogiego nastawienia, prawda?
Kiedy usłyszałam nawoływania w moją stronę jednego z nich przy akompaniamencie rechotu jego koleżków, już dostawałam palpitacji serca. Ale chwila, jakby podszedł, to mam plan! Już miałam ich mijać, ale gdzie tam, jeden już kieruje się w moją stronę. No to plan w życie – znając jakieś tam ruchy w języku migowym, koślawo próbowałam przekazać, że jestem niesłysząca, przy okazji modląc się, żeby pan Sebek nie okazał się Sebkiem migo-mównym. Chwała niebiosom, nie okazał się, a szybko zrezygnował, wymamrotał coś w stylu „a pierdolić” i wrócił do sączenia browarka.
Sukces, wędrówkę kontynuowałam najszybszym marszem, na który kiedykolwiek się zdobyłam, a o tym, jak mi się pofarciło, przekonałam się, kiedy przypomniało mi się, że cały czas miałam w uszach słuchawki...
Dodaj anonimowe wyznanie