Kiedyś ładna i sympatyczna koleżanka, w której się podkochiwałem, do domku na działkę mnie zapraszała, i ciągle podkreślała, że bylibyśmy sami. Nie załapałem kompletnie. Naiwnie sądziłem, że ona chce kopać grządki... W sumie to pewnie chciała, tylko oboje mieliśmy inne grządki na myśli ;) A mi nie uśmiechało się grzebanie w ziemi...
Nigdy nie łapałem aluzji, do mnie trzeba wprost, a tę zrozumiałem dopiero po latach, gdy na spotkaniu klasowym koleżanka, teraz już zamężna, mi tę sytuację przypomniała. Podobno bardzo podobałem jej się w liceum, a że odrzuciłem propozycję, to dała sobie ze mną spokój.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie rozumiem.
Gdyby koleżanka która mi się podoba zaprosiła mnie na działkę, to bym po prostu poszła, bez względu czy jest jakiś zrozumiany podtekst czy nie 😂 nawet bym jej przekopała te grządki.
W sensie, chyba fajnie pobyć ze swoją sympatią.
Spoko :) Chyba nie ma faceta, który by nie załapał po latach takiej aluzji i nie żałował, że coś przegapił :)