#tgRw4

Pracuję w sklepie z odzieżą sportową w najlepszym kurorcie na stanowisku sprzedawcy. Jednym z moich obowiązków jest doradzanie klientom ubrań / akcesoriów oraz pomoc w znalezieniu odpowiedniego rozmiaru. Ale do rzeczy.

Majówka, duży ruch ze względu na dzień wolny od pracy, a dla nas okazja na bicie targetów. Przychodzi bardzo sympatyczna para klientów, a więc trzeba doradzić i napędzać sprzedaż... Po całkiem miłej rozmowie i doborze ubrań dla pana zaoferowałem jeszcze pomoc w doradzeniu odzieży dla jego partnerki, mówiąc: „Jest pan blisko osiągnięcia progu, od którego można zakładać kartę lojalnościową. Może zakupi pan coś również dla żony?”. Odpowiedź częściowo mnie powaliła, jednakże poprawiła mi humor na cały dzień: „Z żoną przyjadę jutro, teraz jestem tutaj z kochanką”.

#NCfR4

Jeżeli ktoś jest aktualnie w czarnej dupie, to może pocieszy was to, że może macie trochę lepiej niż ja.

Mam rachunki do zapłacenia za jakieś 600 zł łącznie (zapłaciłam już 900 zł czynszu), za mechanika muszę dać prawie 3 tys. (zrobione auto świeżo po wypadku z sarną), pracuję w takich godzinach, że muszę wstawać o czwartej, a po nocach uczę się do matury, którą próbuję poprawić samodzielnie (nie zdałam matmy i dostałam kardynała z polskiego kilka lat temu...), zostało mi jeszcze trochę zabiegów u fizjoterapeuty umówionych prywatnie, by wzmocnić mięśnie po wypadku i uszczerbku na zdrowiu, poza tym szykują mi się dwie komunie w maju, gdzie pasuje coś kupić albo dać kopertę, by zwróciło się za talerzyk, nie mam nawet sukienki, więc muszę szukać coś po taniości, w co może wejdę. Mało tego – ogólnie miałabym pieniądze, tylko pożyczyłam je rodzicom i jak się okazuje, chyba ich nie odzyskam, bo nie mają z czego mi oddać, a to łącznie takie pieniądze, że można już kupić lepsze używane auto (kilkuletnie ciułane oszczędności na mieszkanie)...
Generalnie od początku roku co chwilę jestem chora i czuję się jak na bieżni po maratonie. Mam wrażenie, że cokolwiek się dzieje dodatkowo, to już nie wyrabiam. Nie mam wsparcia ani w partnerstwie, ani w rodzinie, okazuje się, że obcy ludzie potrafią być dużo lepsi od „swoich”.

Wszyscy, którzy też ledwo wyrabiacie – trzymajcie się ciepło, jakoś sobie poradzimy, będziemy się kiedyś w końcu wyrabiać i fizycznie, i psychicznie, i finansowo. Pozdrawiam :)

#L69Qj

W życiu zawodowym przeżywałem rozczarowanie za rozczarowaniem, więc w końcu złożyłem kolejne wymówienie i założyłem własną działalność. Zapieprz był wprawdzie ten sam, ale za wyraźnie większe pieniądze. Wyrobiłem sobie z czasem rozpoznawalną markę i ilość zleceń rosła, a klienci przez propagandę szeptaną szukali raczej mnie niż ja ich. Usługi w bardzo specyficznej, małej niszy.
Zatrudniłem najpierw jednego pracownika, później drugiego i tak moja firma zaczęła się powolutku rozrastać. Ilość wykonanych zleceń przekładała się bezpośrednio na wysokość faktur, więc miałem dokładny wgląd, w jakim stopniu poszczególni pracownicy je wygenerowali. Płaca była z założenia minimalna + 30% jako podstawa + ok. 40% z tego, kto co wypracował powyżej tych kosztów. Nie zapomniałem, jak to jest być na etacie i chętnie dzieliłem się zyskami, zamiast kupić sobie duże auto.

Kilka lat szło to dobrze, covidowe zawirowania przeszły obok nas. Część pracowników w dużym stopniu pracowała zdalnie i wszyscy byli zadowoleni. W zeszłym roku nastąpiło załamanie w moim biznesowym światku. Ilość zleceń spadła o połowę i dość dochodowa firma zaczęła generować straty. Przedstawiłem zaistniałą sytuację na walnym zebraniu i zakomunikowałem o konieczności redukcji kosztów. W grę wchodziły zwolnienia lub likwidacja premii, w tym zmniejszenie dodatku podstawy. Wszystko wg zasady, że przebiedujmy wszyscy razem obecny kryzys, a odbijemy sobie, gdy nasza branża znowu ruszy.
Dowiedziałem się wtedy, że jestem kapitalistycznym krwiopijcą, prowadzę kołchoz, a ja osobiście jestem typowym januszem i jeszcze parę innych ciekawostek o sobie.

Pomyślałem o przeciekającym dachu w moim domu, na którego solidną naprawę nie miałem pieniędzy, więc łatałem go sam.
Pomyślałem o wydanych niedawno kilkudziesięciu tysiącach na nowe fotele, większe monitory i lepsze komputery aby się wszystkim wygodniej pracowało.
Pomyślałem o jeszcze kilku tego typu rzeczach i stwierdziłem na koniec, że mam to wszystko głęboko w miejscu, dokąd światło nie dociera.
Zwolniłem wszystkich i zamknąłem firmę. Efektem był szok i niedowierzanie oraz pytanie DLACZEGO?
Wyjaśniłem więc, że przekonali mnie, że postępuje źle i niemoralnie, że nawróciłem się niczym Szaweł i już nigdy więcej nie będę nikogo wykorzystywać.

Dłubię sobie teraz samodzielnie w sporadycznie przychodzących zleceniach. Mam wyraźnie więcej czasu wolnego i z zaskoczeniem stwierdziłem, że finansowo nie robi to większej różnicy. Obrót jest wielokrotnie mniejszy, ale koszta też, więc finalnie wychodzi porównywalny dochód.

Robiłem dużo, będąc pełnym wiary w ludzi i ich zdolność do myślenia. Teraz wiem już lepiej, jak jest.

#Criry

Pracuję w czterogwiazdkowej restauracji już od dłuższego czasu. Zawsze moim marzeniem było, aby być w takowym miejscu kucharzem.
Niby wszystko pięknie, gdyby nie to, że tylko zmywam tam naczynia.
Ale to nie tak, że się poddałem. Zawsze, gdy szef kuchni przechodzi obok mnie, to biorę gąbkę i nalewam na nią płyn do naczyń z taką gracją i fachem w dłoniach, niczym Gordon Ramsay oliwę na rozgrzaną patelnię, że aż ciarki przechodzą. Mam nadzieję, że w końcu doceni moje umiejętności oraz geniusz i przydzieli mnie to gotowania potraw.

#Ytvuz

Ostatnio czyściłam konwersacje na Fb i przy okazji czytałam sobie, co pisałam jakieś 10 lat temu. Było trochę śmiechu, ale to czyszczenie przypomniało mi moje próby zaistnienia w świecie internetu, o ile to tak można nazwać :D Trafiłam na nieaktywne już konto znanej piosenkarki, która była bardzo popularna jakoś w 2012 roku. Ja w tamtym czasie grałam w taką przeglądarkową grę dla dziewczyn i prowadziłam bloga o tematyce tej gry. Jako że chciałam podkręcić widownię, postanowiłam napisać na FB do tej piosenkarki z pytaniem, czy odpowie mi na kilka pytań, bo prowadzę swojego bloga. Ona się zgodziła i zaczęłam pytania:

Ja: Czy grasz w X?
Ona: Nie, nie spotkałam się z taką grą.
Ja: Czy chciałabyś grać w X?
Ona: Raczej nie.

Co ja miałam wtedy w głowie? Dziewczyna nastawiła się pewnie na jakiś wywiad typu skąd pasja do śpiewania albo kiedy nowy album itp., a ja do niej o grę piszę. Jak zaczęłam to czytać, to mi się śmiać chciało xD
Oczywiście wywiad wstawiłam na tego swojego bloga i nie podkręciło to widowni, ale przynajmniej pozostawia uśmiech na twarzy.

PS To konto było prawdziwym kontem tej piosenkarki, nie był to fejk, więc fajnie, że odpisała :)

#dc8lu

Mam 17 lat. Nie miałam dzieciństwa. Za to miałam częste widoki najebanego ojca, który po powrocie do domu lał moją matkę i wszczynał awantury. Widziałam, jak dusił brata. Widziałam, jak rzucał się z łapami do wszystkich domowników, którzy mu zwracali uwagę na jego stan. Łaził po całym domu, wrzeszczał, przeklinał na wszystkich (w nocy też, przez co nie dawał nikomu spać), szczególnie na mamę, która rano wstawała mu naszykować jedzenie, robiła pranie itd. Nigdy nie odeszła, bo nie miała jak. Nie miała żadnej pracy, wykształcenia. Była i jest uzależniona od pijaka. W domu warunki są fatalne. Tak dorastałam. Kiedyś reagowałam płaczem, ale przywykłam z czasem i mnie już to nie rusza. Dzisiaj mnie dusił i bił, kiedy powiedziałam mu, że nasze życie tak wygląda jak wygląda przez niego. Zawsze się w takich sytuacjach denerwował, nie dawał dojść do słowa i groził. Często gadał, że się powiesi, jednak tego nie zrobił i nie zrobi. Ja to wiem i on też, jest zbyt wielkim tchórzem. W dodatku dowiedziałam się niedawno o chorobie psychicznej brata. Wtedy się załamałam, wciąż mam nadzieję, że wyjdzie z tego. 
Nigdy nie dałam po sobie poznać, że moje życie tak wygląda. Nigdy nikomu nie powiedziałam, gdyż wstyd mi za to. Jedyne co mnie pociesza to to, że niedługo będę się mogła wyprowadzić i żyć z dala od tego, co mnie tu spotkało.
Dodaj anonimowe wyznanie