#Knn3y

Do mojego gimnazjum chodził, a w zasadzie jeździł jeden chłopak. Chorował na raka, jeździł na wózku i każdy musiał się z nim obchodzić jak z jajkiem. Był bardzo z tego powodu zadowolony i traktował innych z grubsza poniżająco. Jeszcze pchanie i wnoszenie jego wózka można zrozumieć, szkoda tylko, że potrafił czasem śmigać na nogach po całej szkole, jak nikt nie widział. Jednak najgorsze były jego zachowania, na które uczniowie nie mieli wpływu, bo on przecież chory! Robił zdjęcia dziewczynom z klasy na lekcjach. Wykorzystywał swoją pozycję, żeby dostawać lepsze oceny itd. Po dłuższym czasie wszyscy go obgadywali za plecami, oczywiście wszystko poszło do dyrektora i tacy uczniowie mieli problemy. Najgorsze jednak nastąpiło jednego dnia. Został zorganizowany piknik na zbieranie funduszy dla tego chłopaka. Sama inicjatywa fajna, tylko szkoda, że nieadekwatna do jego statusu materialnego. Obnosił się z tym, że ma pieniądze. Najnowszy iPhone w tamtym czasie to jednak parę tysięcy. Drogie ubrania, na które nikt nie mógł sobie pozwolić. Całość sprawiła, że każdy go znienawidził. Staranie się pokazać, że jest się lepszym od innych, a późnej żebranie o kasę jest lekko niepoważne.

#id344

Wyszedłem na spacer z psem mojej dziewczyny. W parku uciekł mi ze smyczy, wynalazł jakiś kawał przygniłego mięsa i zaczął się tym bawić. Ja lecę do niego, ten ucieka, no ale muszę mu to zabrać, więc gonię. W końcu go dogoniłem i tutaj dopiero zaczęła się walka. Pies chyba myślał, że się bawimy w „oddaj to – nie, to moje” i szarpał się ze mną przez kolejne 15 minut.

Koniec końców skończyło się tym, że pies złapał jakąś chorobę, a ja musiałem wyrzucić wszystkie ciuchy, w których byłem, włącznie z butami, bo tak śmierdziały gnijącym mięsem. Smród ze mnie i z psa schodził jeszcze przez tydzień.

#D4RGb

Gdy miałam 9 lat, dostałam pierwszego okresu. Byłam przerażona, nie wiedziałam co się dzieje. W akcie desperacji pobiegłam do mojego przyjaciela, który był moim sąsiadem. Wyjaśniłam mu, że sikam krwią. On również się przestraszył i zaczął snuć teorię, że musiałam zjeść jabłko z robakami w środku, które pogryzły mi pęcherz. Zadzwonił więc na pogotowie.

Ostatecznie moja mama musiała nam obojgu wytłumaczyć, co się działo w tamtym momencie z moim ciałem.

#aKvtt

Od początku związku wiedziałem, że moja żona wcześniej kogoś miała.
Wiedziałem tylko, że rozstali się, bo tamten facet ją prześladował, nękał i krzywdził. Niestety nie miałem pojęcia, kim jest ten człowiek, bo żona nie chciała o tym mówić.

Cztery miesiące temu dowiedziałem się, dlaczego milczała. Bo było na odwrót... To ona krzywdziła swojego byłego.

#zcHme

Znajomi myślą, że nie piję, bo nie lubię alkoholu. Jaka jest prawda?


Rok 2014, cudowny okres studiów. Ogromna impreza i mnóstwo alkoholu. Ten jeden raz postanowiłam pić bez zahamowań. Wiem, że to głupie, ale liczyłam na to, że spora ilość alkoholu pozwoli mi zapomnieć o problemach, jakich w tamtym czasie mi nie brakowało. Więc piłam wszystko co mi podstawiono pod nos. Gdy już byłam bardzo pijana, przyjaciółka postanowiła mnie odprowadzić do domu. Ja w biegu zgarnęłam jakieś tanie wino i wyszłyśmy (tzn. ona wyszła i mnie niemal niosła). Gdy dotarłyśmy do mojego domu, ja już kończyłam owo wino, a ona poszła do łazienki, chcąc przyszykować mi kąpiel. Ja w tym czasie wpadłam na „genialny” pomysł. Stanęłam okrakiem nad krzesłem, a na nim położyłam lusterko. Zdjęłam spodnie oraz bieliznę, więc w lusterku miałam widok na wiadome miejsce. Zaczęłam smyrać lusterko w miejscu mojego „wejścia”. Robiłam to przez kilka minut i nie wiem jakim cudem, ale podnieciłam się do granic możliwości... A teraz wyobraźcie sobie minę mojej przyjaciółki, gdy weszła do pokoju i zastała taki widok. 
Mam nadzieję, że ona tego nie pamięta.

Żart, chciałabym, żeby nie pamiętała. Wypomina mi to do dziś.

#rUQ53

Jestem po operacji nogi – chodzę na rehabilitację. Po pierwszych tygodniach wożenia autem przez rodzinę mogłam już sama dojeżdżać i wracać (autobus + SKM). Naprzeciw centrum rehabilitacji jest jedyny przystanek na powrót do centrum. Autobus co 20 minut. Trzeba przejść przez światła i kilka dobrych metrów. Pech chciał, że jak szłam o kulach na przystanek, to zapaliło się czerwone dla mnie i w tym czasie autobus podjechał na przystanek. Zrobiło się zielone dla pieszych (więc czekam z nadzieją, że jakoś zdążę, bo zimno bardzo), ale autobus już odjechał z przystanku i stał na czerwonym... Myślę sobie – trudno, poczekam.
Kuśtykam sobie przez przejście i nagle słyszę klakson – patrzę w prawo, a kierowca autobusu macha do mnie. Na migi zapytał, czy chcę jechać tym autobusem – mój uśmiech wystarczył mu za odpowiedź, bo otworzył drzwi, a ja pokuśtykałam do ciepłego autobusu. Na chwilkę zatrzymał ruch, ale okazał się CZŁOWIEKIEM.
Oby więcej takich ludzi było :)

#77w9X

Jesteśmy razem 10 lat, 2 lata po ślubie i chyba czeka mnie rozwód... Mam wrażenie, że od 1,5 roku moje życie małżeńskie wygląda jak walka. Kłótnie o wszystko i tak naprawdę o nic. Mąż nie komunikuje swoich potrzeb, a potem ma do mnie pretensje. Czepia się mnie dosłownie o wszystko – o to, że zrobiłam coś tak, a mogłam inaczej, że usiadłam sobie na chwilę, a naczynia leżą w zalewie. Wynikiem tego jego czepialstwa jest to, że unikam go jak ognia – biorę nadgodziny w pracy, często w soboty, w domu staram się być gościem, bo ciężko wytrzymać z osobą, która cię krytykuje na każdym kroku. Kiedy zasypiam, wchodzi mi po kilka razy do sypialni i zadaje jakieś bezsensowne pytania. Czuję, że robi mi to na złość, ale się wypiera za każdym razem. Seks nie istnieje, a raczej istnieje dla jego przyjemności.

Zawsze byliśmy dobrą parą, kochaliśmy się, wspieraliśmy. Nie było żadnej zdrady, żadnego kłamstwa, niczego, co mogłoby tak negatywnie wpłynąć na nasz związek. Mam wrażenie, że on mnie po prostu nienawidzi i robi wszystko, żeby mnie zniszczyć. Proponowałam wielokrotnie terapię dla par, ale nie chce o tym słyszeć. Twierdzi, że żaden terapeuta nie stanie po mojej stronie i szkoda pieniędzy, bo nikogo nie posłucham. Z tym że tak nie jest. W ogóle mam wrażenie, że on imaginuje jakieś moje cechy, których nigdy nie miałam i nie mam i nagminnie mi wmawia, że jestem „taka”.

Staram się tłuc mu do głowy, że nie jestem jego wrogiem, tylko przyjacielem, że jesteśmy drużyną. Z tym że powoli sama przestaję w to wierzyć, bo jak wchodzi do pokoju, to cała się spinam i czuję, że mi wzrasta ciśnienie. Chyba sama go już traktuję jak wroga.

Czuję się bardzo samotna w tym małżeństwie. Niby mam koleżanki, ale głupio mi przyznać przed nimi, że mąż po raz kolejny doprowadził mnie do płaczu. Poza tym ja też nie jestem święta. Kiedy mąż zaczyna prowokować kłótnię, to wytrzymam może 30 minut takich słownych zaczepek, a potem reaguję. Rzucamy nawzajem mięsem, przekraczamy raz po raz kolejne granice, których nigdy przedtem nie przekroczyliśmy. Wyzywamy się od najgorszych, mówimy sobie, że się nienawidzimy. Kiedyś przez 40 minut rozważałam, czy nie rzucić się pod pociąg, jak utknęliśmy na stacji kolejowej i mąż znowu zaczął się do mnie niefajnie odzywać.

Życie sypie mi się jak domek z kart i ciągle się miotam. Z jednej strony chcę rozwodu, jestem stabilna finansowo, mam mieszkanie, dam sobie radę. Ale z drugiej tęsknię za moim mężem, za tym, jaki był, za moim przyjacielem i powiernikiem, a nie tym facetem, który teraz jest w domu. Tak strasznie mi go brakuje, że to aż boli. Już nawet nie chodzi o to, jak mnie nazywa albo co takiego robi, chodzi o to, jak bardzo się zmienił. Czasami przeglądam nasze stare zdjęcia albo zdjęcia ze ślubu i widzę, jak bardzo byliśmy zakochani. Żal mi, że nic z tego nie zostało i że mąż nie chce pomocy specjalisty, nie chce walczyć o to małżeństwo.
Dodaj anonimowe wyznanie