#id344
Koniec końców skończyło się tym, że pies złapał jakąś chorobę, a ja musiałem wyrzucić wszystkie ciuchy, w których byłem, włącznie z butami, bo tak śmierdziały gnijącym mięsem. Smród ze mnie i z psa schodził jeszcze przez tydzień.
#D4RGb
Ostatecznie moja mama musiała nam obojgu wytłumaczyć, co się działo w tamtym momencie z moim ciałem.
#aKvtt
Wiedziałem tylko, że rozstali się, bo tamten facet ją prześladował, nękał i krzywdził. Niestety nie miałem pojęcia, kim jest ten człowiek, bo żona nie chciała o tym mówić.
Cztery miesiące temu dowiedziałem się, dlaczego milczała. Bo było na odwrót... To ona krzywdziła swojego byłego.
#zcHme
Rok 2014, cudowny okres studiów. Ogromna impreza i mnóstwo alkoholu. Ten jeden raz postanowiłam pić bez zahamowań. Wiem, że to głupie, ale liczyłam na to, że spora ilość alkoholu pozwoli mi zapomnieć o problemach, jakich w tamtym czasie mi nie brakowało. Więc piłam wszystko co mi podstawiono pod nos. Gdy już byłam bardzo pijana, przyjaciółka postanowiła mnie odprowadzić do domu. Ja w biegu zgarnęłam jakieś tanie wino i wyszłyśmy (tzn. ona wyszła i mnie niemal niosła). Gdy dotarłyśmy do mojego domu, ja już kończyłam owo wino, a ona poszła do łazienki, chcąc przyszykować mi kąpiel. Ja w tym czasie wpadłam na „genialny” pomysł. Stanęłam okrakiem nad krzesłem, a na nim położyłam lusterko. Zdjęłam spodnie oraz bieliznę, więc w lusterku miałam widok na wiadome miejsce. Zaczęłam smyrać lusterko w miejscu mojego „wejścia”. Robiłam to przez kilka minut i nie wiem jakim cudem, ale podnieciłam się do granic możliwości... A teraz wyobraźcie sobie minę mojej przyjaciółki, gdy weszła do pokoju i zastała taki widok.
Mam nadzieję, że ona tego nie pamięta.
Żart, chciałabym, żeby nie pamiętała. Wypomina mi to do dziś.
#rUQ53
Kuśtykam sobie przez przejście i nagle słyszę klakson – patrzę w prawo, a kierowca autobusu macha do mnie. Na migi zapytał, czy chcę jechać tym autobusem – mój uśmiech wystarczył mu za odpowiedź, bo otworzył drzwi, a ja pokuśtykałam do ciepłego autobusu. Na chwilkę zatrzymał ruch, ale okazał się CZŁOWIEKIEM.
Oby więcej takich ludzi było :)
#sdDcU
Szef później sam mył swoje kubki, ale z wypłatą nigdy więcej się nie spóźnił.
#nO5On
Właśnie dzisiaj dowiedziałem się, że mój wujek tak naprawdę ma na imię Mariusz. Nazywa się tak, ponieważ dziadek myślał, że Marek to zdrobnienie.
#sbvaR
#77w9X
Zawsze byliśmy dobrą parą, kochaliśmy się, wspieraliśmy. Nie było żadnej zdrady, żadnego kłamstwa, niczego, co mogłoby tak negatywnie wpłynąć na nasz związek. Mam wrażenie, że on mnie po prostu nienawidzi i robi wszystko, żeby mnie zniszczyć. Proponowałam wielokrotnie terapię dla par, ale nie chce o tym słyszeć. Twierdzi, że żaden terapeuta nie stanie po mojej stronie i szkoda pieniędzy, bo nikogo nie posłucham. Z tym że tak nie jest. W ogóle mam wrażenie, że on imaginuje jakieś moje cechy, których nigdy nie miałam i nie mam i nagminnie mi wmawia, że jestem „taka”.
Staram się tłuc mu do głowy, że nie jestem jego wrogiem, tylko przyjacielem, że jesteśmy drużyną. Z tym że powoli sama przestaję w to wierzyć, bo jak wchodzi do pokoju, to cała się spinam i czuję, że mi wzrasta ciśnienie. Chyba sama go już traktuję jak wroga.
Czuję się bardzo samotna w tym małżeństwie. Niby mam koleżanki, ale głupio mi przyznać przed nimi, że mąż po raz kolejny doprowadził mnie do płaczu. Poza tym ja też nie jestem święta. Kiedy mąż zaczyna prowokować kłótnię, to wytrzymam może 30 minut takich słownych zaczepek, a potem reaguję. Rzucamy nawzajem mięsem, przekraczamy raz po raz kolejne granice, których nigdy przedtem nie przekroczyliśmy. Wyzywamy się od najgorszych, mówimy sobie, że się nienawidzimy. Kiedyś przez 40 minut rozważałam, czy nie rzucić się pod pociąg, jak utknęliśmy na stacji kolejowej i mąż znowu zaczął się do mnie niefajnie odzywać.
Życie sypie mi się jak domek z kart i ciągle się miotam. Z jednej strony chcę rozwodu, jestem stabilna finansowo, mam mieszkanie, dam sobie radę. Ale z drugiej tęsknię za moim mężem, za tym, jaki był, za moim przyjacielem i powiernikiem, a nie tym facetem, który teraz jest w domu. Tak strasznie mi go brakuje, że to aż boli. Już nawet nie chodzi o to, jak mnie nazywa albo co takiego robi, chodzi o to, jak bardzo się zmienił. Czasami przeglądam nasze stare zdjęcia albo zdjęcia ze ślubu i widzę, jak bardzo byliśmy zakochani. Żal mi, że nic z tego nie zostało i że mąż nie chce pomocy specjalisty, nie chce walczyć o to małżeństwo.