#Ily6e

Sosnowiec. Wracam z dzieckiem ze spaceru i pod blokiem, w drodze do klatki, mijam śmietnik, gdzie pogubiony w życiu pan grzebie sobie w poszukiwaniu skarbów. Akurat gdy przechodziłam obok niego, pan zaczął na głos rzucać frazesami, więc odruchowo spojrzałam, a ten nagle odwraca się, trzymając w rękach wielkie różowe dildo, i machając mi nim przed nosem, mówi: „Ja to mam, kurna, szczęście!”.

Z ciekawostek – nie widziałam, żeby je z powrotem wyrzucił :D

#EIDKQ

Jestem dumną posiadaczką dwóch długowłosych owczarków niemieckich.
Zabrałam je ostatnio na spacer. Jako że było już po 23, uznałam, że kagańce zostaną w domu, gdyż spotkanie kogoś o tej porze w mojej miejscowości graniczy z cudem.
Zabrałam je na pobliską łąkę, rzadko uczęszczaną przez innych ludzi.
Psy spuszczone ze smyczy radośnie buszowały po trawie, a ja w tym czasie nadrabiałam zaległości w internetach, cały czas mając pilne oko na swoje psie dzieci.
Nagle ktoś brutalnie położył mnie na ziemię. Napastnik próbował ściągnąć mi bluzkę, jednocześnie trzymając moje ręce.

Gdyby nie moje psy, które usłyszały mój krzyk i rzuciły się na kolesia, który uciekł szybciej niż się pojawił, pewnie by mnie zgwałcił. Uratowały mnie.
Teraz codziennie patrząc na ich mordki, czuję mieszankę wdzięczności i dumy, że mam takich wspaniałych i lojalnych puchatych przyjaciół.

#WX9sF

Jestem protokolantką w sądzie karnym. Policja często doprowadza do nas ludzi zakutych w kajdanki. Wiem, że to niepoważne i niemoralne, ale niektórzy z tych złych panów przyprawiają mnie o szybsze bicie serca. Te kajdanki, pięknie zbudowane ciało, tatuaże i twarz bandyty sprawiają, że czuję to coś. Nie mówię tu o stałym związku, bo to niepoważne, ale w moich marzeniach kreują się marzenia z takim mężczyzną. Wyobrażenie sobie, co by było, gdybyśmy zostali sami... Często kiedy kochamy się z mężem zamykam oczy i wyobrażam sobie tego złego pana. Nikomu o tym nigdy nie opowiedziałam, lepiej zachować to dla siebie, wstyd mi za takie myśli.

#vmALV

Kilka lat temu brałam ślub. Impreza sama w sobie dość typowa – ja z mężem uśmiechnięci od ucha do ucha, starsze ciotki plotkują o każdym, kto akurat przejdzie obok ich stolika, jak to na początku imprezy, atmosfera trochę napięta, wszyscy siedzą sztywni. Wszystko idzie dostojnie i zgodnie z planem... aż do momentu, w którym przychodzi pora na jeden z najważniejszych elementów wieczoru – taniec państwa młodych z rodzicami. 
Na początku jest ładnie, pięknie, goście wzruszeni, DJ puszcza piosenkę, jak zawsze przy tej okazji... Aż w pewnym momencie z głośników słychać donośne: „Baza wirusów została zaktualizowana”... Ludzie w śmiech, podniosła atmosfera natychmiast zniknęła. Goście się momentalnie rozluźnili, szczery śmiech w tym dopomógł :)

Cała sytuacja (pomimo tego, że taniec powtórzono) i tak znalazła się na płycie z filmem z wesela. W centralnej części, z przepięknym przerywnikiem zapowiadającym „taniec z rodzicami”. Dalej się śmieję, gdy to oglądam :)

#muuna

Mam swój staw, jest dosyć duży i nieogrodzony, przez co w lato wiele amatorów pływania lubi tak się chlupać. Nie mam z tym problemu, dopóki nie zaczną śmiecić. Po kolejnych małolatach zostało masę śmieci i porozbijane butelki na plaży. Szedłem, uważając na szkła i znalazłem telefon, nowy model i dość drogi – jak później sprawdziłem.
Już wieczorem usłyszałem pukanie do drzwi – przyszedł jeszcze lekko nietrzeźwy chłopak, nie wiem, czy miał więcej niż 16 lat. Od razu spytał, czy nie znalazłem telefonu. Powiedziałem, że tak, znalazłem go, jednak nie oddam, póki nie posprząta plaży. Zaczął się tłumaczyć, że to nie tylko on rozwalał, tylko koledzy itp... Powiedziałem mu jasno: albo sprząta, albo nie ma telefonu. Powiedział, że przyjdzie rano i posprząta. 
Przyszedł. Z grabiami. Wszystkie szkła posprzątane, papiery i folie pozbierane, telefon oddany, i myślę, że nauczka była.

#72pLu

Sytuacja z dziś.
Po skończonej pracy udałam się jak zwykle na przystanek PKS, by móc wrócić do domu. Oczywiście musiał być jakiś problem. Tym razem autobus nie przyjechał... robiło się coraz później, a ok. 30-kilometrowy spacerek do domu nie brzmiał zbyt zachęcająco. Jedynym rozwiązaniem było załatwienie sobie transportu wśród znajomych moich bądź Adama, mojego chłopaka. Gdy w końcu znalazła się osoba, która byłaby w stanie przyjechać po mnie, usłyszałam od chłopaka, że mam wyglądać za niebieskim audi. Zimno, ciemno i pusto, aż nagle podjeżdża jakiś samochód. Szczęśliwa, że moje wybawienie tak szybko się pojawiło, niewiele myśląc wsiadłam do samochodu i zaczęłam dziękować kierowcy, że po mnie przyjechał, że ratuje mi życie i żeby zawiózł mnie tu i tu. Jedziemy już chwilę, ja cały czas mówię o tym, jak to dobrze, że podjechał i w tym momencie słyszę od swojego kierowcy, że widział, jak siedzę sama, to postanowił pomóc. W pierwszej chwili zdziwienie: ale jak to? Nie jesteś znajomym Adama? To nie ty miałeś po mnie podjechać?
I co usłyszałam? Że nie, nie zna żadnego Adama, a że jestem taka miła i już wsiadłam, to mnie zawiezie, bo i tak jedzie w tę stronę. Ja jeszcze bardziej zdziwiona pytam, czy w takim razie to jest audi, i co się okazuje? Wcale nie. Wsiadłam obcemu mężczyźnie do CITROENA...

Na szczęście kierowca okazał się bardzo wyrozumiały i gdy już wyjaśniliśmy całą sytuację, odwiózł mnie z powrotem na przystanek, gdzie już czekała na mnie osoba, która faktycznie miała po mnie podjechać. 
Że jestem roztrzepana, to wiedziałam, ale że aż tak...
Dodaj anonimowe wyznanie