#ltEnT
I tutaj pojawia się problem... On jest bardzo zaangażowany, ale w moje życie. Chce, żebym cały czas siedziała w domu i nigdzie nie wychodziła, żeby dziecku się nic nie stało. Chce, żebym zaprzestała wykonywania jakichkolwiek ćwiczeń i ograniczyła wszelki ruch. Sugeruje, że to już najwyższy czas, żeby odjeść z pracy (ciąża nie jest zagrożona). Cały czas do mnie wypisuje, czy jestem u siebie w mieszkaniu, a jeżeli nie, to dlaczego, z kim jestem i o której planuję powrót do domu. Kiedy dowiedział się, że byłam ostatnio z innym mężczyzna na lunchu i kawie, zrobił taką awanturę, że co ja sobie myślę, wychodząc z innymi mężczyznami, podczas kiedy noszę jego dziecko. Oczywiście on nie widzi nic złego w umawianiu się z innymi kobietami...
Ja nie jestem inkubatorem, ale kobietą, która ma inne zajęcia poza siedzeniem w domu, czytaniem książek dla młodych matek i wybieraniem potencjalnych imion.
Kiedy byliśmy razem, nie był ani chorobliwie zazdrosny, ani kontrolujący. Teraz... stał się kompletnie inną osobą. Chcę mieć z nim dobry kontakt, bo to jednak ojciec mojego dziecka, ale nie zamierzam tolerować takiego zachowania. Zastanawiam się, czy po narodzinach mu przejdzie, czy będzie tylko gorzej.
No to przejebane, bo w razie gdybyś chciała ułożyć sobie kiedyś życie z kimś innym i ten ktoś będzie wyrozumiały i wspaniały, zaakceptuje Twoje dziecko i będzie chciał z Tobą mimo wszystko być, całość może się rozlecieć przez Twojego byłego, który BĘDZIE obecny w Twoim życiu czy chcesz, czy nie i nonstop będzie orbitował dookoła nowej relacji. Skoro już teraz wykazuje takie zachowania kontrolujące i uznaje Cię za swoje terytorium, to później nie będzie lepiej, a już na pewno nie wtedy, gdy "obcy facet" zacznie wchodzić na "jego" miejsce, czego przedsmak opisałaś.
Jedynie, nieidealne rozwiązanie, to przypomnienie mu, że między Wami nic się nie zmieniło. Czyli:
- nie jesteście razem,
- nie jesteś jego własnością,
- masz własne życie,
- nie dasz się kontrolować,
- łączy was TYLKO dziecko.
Oczywiście jeśli nie zakładasz powrotu do niego. Powinnaś podjąć decyzję, jasno ją zakomunikować i się jej trzymać. Jednak tak jak mówię, nie jest to rozwiązanie idealne, bo tak czy siak jesteś na niego skazana.
Powodzenia.
Też dobrym rozwiązaniem jest fizycznie utrzymac jakiś dystans. Czyli jeśli mieszkają w małych miejscowościach, to może dwie sąsiadujące miejscowości, tak z 50-100km? Spokojnie można wtedy dziecko podwieźć na weekend, ale raczej jak facet będzie miał pracę i inny związek to nie będzie miał jak z zaskoczenia się pojawić i ja jakoś osaczać.
Przy wszystkim oczywiście należy pamiętać, że OBOJE są rodzicami i mają takie same prawa.
Łoj, 50-100 km to sąsiadujące miejscowości?
Mieszkasz za kołem podbiegunowym?
Hehe 😜 tak mi się powiedziało, ja akurat tyle mniej więcej dojeżdżałam do przyjaciółki swego czasu, i po drodze nie było WIĘKSZYCH miejscowości. I pamiętam, że była to dla nas taka nie za ciężka odległość, czy na stopa czy pociągiem. Ale na tyle daleko, żeby bez zapowiedzi nie było warto jechać i ryzykować stania pod drzwiami.
Łączy was wspólne dziecko i nic poza tym.
Piszesz, że nie zamierzasz tolerować jego zachowania wobec ciebie, ale nic z tym nie robisz. Dodajesz, że czekasz czy coś się zmieni po porodzie. Czemu miałoby się zmienić? Co najwyżej on zechce kontrolować bardziej twoje życie.
Może do tego masz zostać samotną matką, bo on nie będzie tolerował, że jego dziecko będzie pod opieką innego faceta.
Zastanów się, w co się pchasz.
Zaangażowania nie można mu odmówić :)
Totalnie spaczony model rodziny.
Właśnie dobry. Oboje kochają dziecko, oboje go chcą. Ale przestali kochać siebie nawzajem, więc nie tworzą czegoś, co potem by musieli temu dziecku zabrać.
Może być ani tak ani tak - przecież nie musisz się z nim spotykać. A jak zadzwoni niech odbierze telefon jaki twój kolega i się przedstawi jako porucznik albo komisarz. Tacy ludzie wręcz panicznie boją się mundurowych.