Zawsze miałam długie, w miarę kręcone włosy. W praktyce - bajzel często nie do opanowania. Ostatnio poszłam je trochę podciąć, a wyszłam z salonu z połową ich długości. Były oczywiście wymodelowane i wyprostowane przez panią fryzjerkę. Sama nie mogłam się przekonać do nowej fryzury, ale zebrałam mnóstwo komplementów, w tym jeden (a jakże) od mego małżonka. Powiedział mi mianowicie po całym dniu namysłu:
- W sumie, to dobrze, że obcięłaś włosy, bo w końcu chodzisz uczesana.
...Ot taki romantyzm 21 wieku...
Dodaj anonimowe wyznanie